20
March , 2010
Saturday

Trudno pisać o polskich filmach lesbijskich, z tego prostego powodu, że takowe nigdy nie powstały. ...
Tolerancja zaczyna się w nas samych.
Jeżeli idzie o znaczenie dla kultury politycznej i prawnej znaczenie śmierci Matthew można przyrównać do ...
Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy spotkałam się ze zjawiskiem homoseksualizmu. Na pewno było mi ...
Jako, że redakcja lubi pomagać przedsięwzięciom naukowym, oto list od jednej z naszych czytelniczek:
Historie coming out?u bywają różne. Moja daje się streścić w dosłownie jednym zdaniu: ?Mama plus ...
[caption id="attachment_3187" align="alignleft" width="120" caption="Sam"][/caption] Nasyciwszy się pierwszym sezonem "Plan V" pora przejść do kolejnej hiszpańskiej ...
Filmy o gejach i lesbijkach W środowisku mówi się, że geje i lesbijki się wyczuwają. Michał ...
VI. Wnioski Zważywszy na to, jak mało w mangach shonen-ai i yaoi miejsca poświęca się przedstawieniu ...
Konferencja "Homoseksualizm z religijnego i naukowego punktu widzenia" odbyła się mimo wielu wydarzeń, ...

Archiwum z Czerwiec, 2009

Judith Butler, Uwikłani w płeć cz4

Autor Skuza Czerwiec - 30 - 2009 1 komentarzy

książkaPrzede wszystkim, co mnie szczególnie uderzyło podczas czytania tej książki, to posługiwanie się przez autorkę pojęciem „matrycy heteroseksualności” jako kategorią krytyczną wobec kulturowego porządku, w jakim płeć jest osadzona. I chyba ta moc krytyczna przykuła uwagę wielu czytelniczek i czytelników w USA i sprawiła, że okrzyknięto tę publikację naczelnym tekstem teorii queer, czym sama autorka jest mile zaskoczona i czemu daje wyraz w przedmowie z roku 1999. Myślę, że pojęcie matrycy heteroseksualnej pokrywa się z pojęciem habitusu pierwotnego jako „wzorca kulturowej zrozumiałości, przez który ciała, płcie i pragnienia zyskują naturalność” (s. 49, przypis 6). Pojęcie habitusu odnosić można do różnych wzorców zrozumiałości, niekoniecznie związanej z płcią wprost, i podobnie jak pojęcie „matrycy”, jest ono opisem znaturalizowanej świadomości społecznej. Choć inni powiedzą, że habitus zakłada działanie matrycy heteroseksualnej, że jest ona głębiej usytuowana w ciągu znaczących. Zarówno habitus pierwotny, jak i matryca heteroseksualna powodują, że płeć jest odgrywana na sposób czegoś wrodzonego i substancjalnego, choć ta (płeć) w rzeczywistości jest dyspozycją uwarunkowaną społecznie i klasowo.

Skoro dane nam jest takie obiecujące instrumentarium analityczne, to czyż sytuacja ta nie skłania do podjęcia kolejnego wyzwania we wciąż przekształcającym się dyskursie pedagogiki, i nie skłania do myślenia o możliwości uprawiania pedagogiki queer w Polsce? Tym bardziej, że teoria queer, której fundatorką okrzyknięta została J. Butler właśnie ze względu na omawianą tu publikację, pretenduje do bycia ogólnospołeczną teorią odmienności lub różnic. Jednak, o ile zaawansowana refleksja w obrębie feminizmu i studiów nad homoseksualnością i lesbianizmem idzie w parze z emancypacyjną praktyką społeczną w wielu miejscach w tzw. cywilizacji zachodnioeuropejskiej, to refleksja naukowa w Polsce podążając za rozwijającym się lawinowo światowym, naukowym dorobkiem w tej dzimotyleedzinie rozmija się z praktyką społeczną w kraju nad Wisłą. Pozwala ona ludziom zaangażowanym społecznie jedynie na kształtowanie swoich kompetencji postulatywnych, czyli snucia projektów na przyszłość oraz dokonywania mrówczej pracy emancypacyjnej „u podstaw”. Jednak trudno twierdzić, że książka trafia w całkowitą pustkę. Oprócz uniwersyteckich ośrodków feministycznych czy genderowych, jakie pojawiły się w naszym kraju, istnieją od wielu lat oddolne inicjatywy feministyczne, queerowe i inne, np. postkolonialne. Jednak ich głos jest słabo słyszalny, zaś praktyki seksualne i płeć są osnową bardzo różnych dyskursów. Nie wszystkie one mają na uwadze upełnomocnienie odmieńców, jak również te oddolne mikroinicjatywy emancypacyjne dotyczące seksualności i płciowości nie wspierają wszystkich praktyk mniejszościowych. Trudno np. mówić o rodzicielstwie lesbijek i gejów w Polsce, gdy oni sami są wciąż nieobecni na społecznej arenie i trwa walka o ich i innych odmieńców tolerowanie. Poza tym wielość potencjalnych tożsamości związanych z płcią i seksualnością prowokuje pytanie o granice odmienności, o czym pisze sama Judith Butler w tych oto słowach: „Nie wszystkie praktyki mniejszościowe należy usprawiedliwiać czy pochwalać; jednak zanim się je oceni, trzeba najpierw móc je w ogóle pomyśleć” (s. 12).

Czytelnictwo: 5%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Opener za tydzień.. a tymczasem..

Autor homoseksualizm Czerwiec - 29 - 2009 3 komentarzy

KPH 3miasto podbija rynek gadżetowy! Jeśli wybierasz się na tegorocznego Openera to polecamy zajrzeć co ciekawego przygotowali. Poza tym z całego serca zapraszamy do zgłaszania się jako wolontariusze.

KPH Trójmiasto zaprasza do strefy NGO tegorocznego festiwalu Open’er w Gdyni.
Będziemy tam od 3 do 5 lipca.
Prosimy o odwiedzanie naszego stoiska!!

Będzie można otrzymać u nas materiały informacyjne oraz nabyć fantastyczne koszulki, vlepki i piny z motywami tęczowymi i les/gay friendly, których tak brakuje na rynku, a które zaprojektowali nasi członkowie/członkinie!

Dochód ze sprzedaży będzie darowizną na cele statutowe KPH Trójmiasto.

Będzie tez można dołączyć do grona wolontariuszy KPH wypełniając dostępna na miejscu ankietę.

Służymy także dobrym słowem, rozmową, poradą…

Jeśli ktoś/ktosia będzie na Open’erze prywatnie i poczuje nagłą potrzebę zrobienia czegoś fajnego, zapraszamy! Wszelkie odwiedziny i pomoc będą mile widziane.

Zapraszamy!

Wzory znajdziecie na stronie KPH 3miasto.

_____

Cała Grupa Studencka wyposażyła się już we vlepki. Co więcej, redaktor Czaplicka machnęła sobie taką na samochodzie. Warto :)

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Damages – Układy

Autor Lester Burnham Czerwiec - 29 - 2009 1 komentarzy
electricityandlust.wordpress.com

W jesiennej ramówce Polsatu pojawi się amerykański serial ‘Damages’ z Glenn Close w jednej z głównych ról, którego tytuł nie wiedzieć czemu przetłumaczono na polski jako ‘Układy’. Serial produkcji stacji FX, tej od ‘Brudu’ [‘Dirt’], czyli redakcji amerykańskiego odpowiednika Pudla.pl, czy też ‘Bez skazy’ [‘Nip/Tuck’], świetnej pełnej cynizmu i czarnego humoru opowieści o parze przyjaciół chirurgów plastycznych, oceniam bardzo dobrze. Jest to historia ambitnej, a jednocześnie wrednej i upartej, świeżo upieczonej absolwentki prawa Ellen Parsons, która otrzymuje interesującą propozycję pracy w kancelarii adwokackiej Patty Hewes – machiawelicznej pani mecenas, specjalizującej się w pozasądowych bataliach. Głównym wątkiem serialu jest sprawa Arthura Frobishera, milionera, który oszukał 5 tysięcy swoich pracowników i zdefraudował ich oszczędności. Mecenas Hewes została pełnomocnikiem pokrzywdzonych, by uzyskać dla nich jak największe odszkodowanie. Oczywiście, dobro pokrzywdzonych jest celem najmniej pożądanym. Zadaniem Ellen jest zbieranie informacji do sprawy. Z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że jej zatrudnienie nie było przypadkowe, a sama Patty jest w stanie zrobić wszystko, by osiągnąć cel, jaki sobie postawiła.

Pierwszy sezon serialu ukaże się już jesienią w telewizji Polsat, gorąco zachęcam do oglądania.

Jedną z ważniejszych postaci drugoplanowych (a wg wielu fanów serialu najważniejszą obok Ellen i Patty) jest adwokat oskarżonego Frobishera, a jednocześnie największy jego przyjaciel, Ray Fisk, grany przez Željko Ivanka. Fisk na początku sezonu pokazywany jest jako cichy i spokojny „mąż swojej żony”. Można by nawet rzec, że bez emocji wypełnia obowiązki jakie na nim spoczywają. Jest zupełnym przeciwieństwem furiata Artha Frobishera, któremu na co dzień pomaga, i u którego pracuje. Sprawa, którą się zajmuje cały czas idzie do przodu. Odkrywane są nowe fakty, nowi ludzie powiązani z Frobisherem i jego trefnymi interesami. Jednym z nich jest Gregory Malina, grany przez Petera Facinelli’ego.

Damages_S1_DVD_early

remotecontrol.merseyblogs.co.uk

Greg jest życiowym nieudacznikiem, liczącym na to, że idąc chodnikiem natrafi na garniec pełen złota, czekający właśnie na niego. No i udaje mu się to, na chwilę. Jako kelner pracujący w małej knajpce na Florydzie pewnego wieczoru poznaje Fiska, który przychodzi tam codziennie na lampkę wina po ciężkim dniu. Gregowi imponuje dojrzałość prawnika, to że w końcu może zostać wysłuchany, a dla Raya młody chłopak jest odskocznią od tego wszystkiego, z czym ma do czynienia na co dzień w swoim biurze. Z wydarzeń teraźniejszych i retrospekcji widz domyśla się, że między bohaterami tworzy się specyficzny układ. Nie jest oparty ani na cielesności, ani na przyjaźni. Jednak nie trudno zauważyć, że każda ze stron inaczej patrzy na ten układ. Komuś wydaje się, że dzięki swojej pięknej młodej buzi może manipulować czyimś zauroczeniem i mieć osobiste korzyści. A ktoś wie, że tak naprawdę pieniądze i profity dają tylko iluzję szczęścia, ale wie też że dla niektórych nawet takie wyobrażenie jest cenne, dlatego wykorzystuje to dla własnych korzyści. Można więc dojść do wniosku, że Ray Fisk i Gregory Malina pasożytują na sobie nawzajem. Greg nie porzuci dotychczasowego hulaszczego życia, pełnego pijanych i naćpanych dziewczyn. A Ray nie zostawi żony, którą zdążył już przecież pokochać. Z fabuły serialu nie dowiadujemy się, czy Ray przez całe życie tłumił swoją prawdziwą orientację? czy uciekł w małżeństwo? czy Greg to tylko przygoda? czy tylko zauroczenie? czy może coś więcej? Obserwując zafascynowanie, jakie maluje się na twarzy prawnika podczas rozmowy z Gregorym możemy odpowiedzieć sobie na wiele z tych pytań. Jednocześnie widząc, jak Fisk przygląda się dwóm młodym mężczyznom w restauracji w Nowym Jorku, kiedy chwilę wcześniej wspominał Grega, automatycznie zaprzeczamy odpowiedziom, jakie udzieliliśmy poprzednio. Może na tym polegają zwroty akcji, o których zapewniają nas w opisach producenci?

Serial nie daje odpowiedzi, czy relacja obu panów przetrwałaby nadal w takiej samej postaci. Choć jeśli nic by się nie wydarzyło to pewnie tak. Żona nadal o niczym by nie wiedziała, nic by nie podejrzewała i w dalszym ciągu przynosiłaby mężowi obiad, bo przecież on „wcale nie je”. A Greg w dalszym ciągu usprawiedliwiałby się przed samym sobą. Jednak obie postaci, Ray Fisk i Gregory Malina, są postaciami drugoplanowymi i nie zdradzę chyba zbyt wiele, jeśli powiem, że obie giną w bardzo zaskakujących dla widza okolicznościach i konsekwencjach tychże okoliczności. Powiem tylko tyle, że Fisk po raz kolejny stchórzył. Przedłożył wierność sądowej sprawie oszusta ponad możliwość rozprostowania własnych skrzydeł. Nie namawiam do comming outu i porzucenia żony! O nie! Ale potępiam oszukiwanie siebie.

Tekst powstał dla portali: homoseksualizm.org.pl i gay.pl

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Jak rozmawiać z rodzicami? czyli fakty i mity o życiu geja i lesbijki cz 8

Autor Monika admin Czaplicka Czerwiec - 28 - 2009 Skomentuj

Przedostatni fragment naszego poradnika, tym razem o związkach i środowisku.

Czytaj »

Czytelnictwo: 13%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

List do PTP

Autor homoseksualizm Czerwiec - 28 - 2009 Skomentuj

W związku z powtarzanymi w mediach i przez osoby publiczne kłamliwymi,
pozornie naukowymi informacjami dotyczącymi homoseksualności Kampania
Przeciw Homofobii wystosowała list do Polskiego Towarzystwa
Psychologicznego. Apelujemy, aby polskie środowiska psychologiczne
zdecydowanie zareagowały na szerzenie nienawiści pod pretekstem
przekazywania faktów naukowych.
Poniżej znajduje się treść listu.

________________________________________
Zarząd Główny
Polskiego Towarzystwa Psychologicznego
ul. Stawki 5/7
00-183 Warszawa

Szanowni Państwo,
W imieniu Stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii,
organizacji działającej na rzecz przeciwdziałania nietolerancji i
dyskryminacji gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transpłciowych
zwracamy się do Polskiego Towarzystwa Psychologicznego o zajęcie
wyraźnego stanowiska w sprawie nieprawdziwych i pseudonaukowych
informacji na temat homoseksualności, jakie pojawiają się w mediach i
są powtarzane przez osoby publiczne. Oczekujemy, że PTP ustosunkowując
się do zawartych w tym piśmie pytań pozwoli zastąpić krzywdzące
stereotypy rzetelną wiedzą wypełniając w ten sposób swoją
opiniotwórczą funkcję.

Motywując swoją prośbę chcielibyśmy nawiązać do
kontekstu majowej wizyty Paula Camerona w Polsce. Paul Cameron
reprezentujący założony przez siebie Family Research Institute został
zaproszony na dwie polskie uczelnie wyższe, gdzie przedstawiano go
jako jedenego z najwybitniejszych psychologów, specjalistę od tematyki
homoseksualności. Podczas swoich wykładów Paul Cameron pokazywał i
interpretował badania psychologiczne i socjologiczne, z których
wynikało, że osoby homoseksualne są typowymi sprawcami molestowania
dzieci i przemocy seksualnej; są przyczyną rozprzestrzeniania się HIV
i chorób wenerycznych; są znacząco bardziej aspołeczne niż
heterosekualne. Ponadto Paul Cameron z pozycji eksperta i naukowca
przedstawił w opiniotwórczych mediach (TVP1, Rzeczpospolita i inne)
tezy o patologii homoseksualności oraz zagrożeniu, jakie stanowi
tolerancja osób homoseksualnych.

Na wizytę i przyjęcie Paula Camerona przez środowiska
uniwersyteckie krytycznie zareagowały jedynie niektóre media oraz
społeczność osób homo-, bi- i transseksualnych. Ze strony polskiej
nauki pojawił się jeden list będący pozytywną reakcją na głośną wizytę
Paula Camerona. Jest to otwarty “list polskich naukowców w obronie
wolności badań na UKSW”, w którym grupa profesorów uzasadnia
stosowność głoszenia tez Camerona na uniwersytecie publicznym.

Jesteśmy zdumieni faktem, że powtarzane w mediach
kłamstwa, którym przypisuje się etykietę “wyników badań
psychologicznych”, nie spotkały się z reakcją polskiego środowiska
psychologicznego. Uważamy, że rolą ekspertów, autorytetów oraz
towarzystw naukowych jest zabieranie głosu, gdy pod pozorami nauki
indoktrynuje się społeczeństwo stereotypami i pseudowiedzą rodzącą
uprzedzenia. Jest to szczególnie ważne, gdy pseudonaukowe treści stają
się usprawiedliwieniem dla krzywdzącego traktowania osób
homoseksualnych.

Na początku czerwca 2009 Krystian Legierski, działacz
gejowsko-lesbijski, wytoczył pozew w trybie wyborczym kandydatom na
europarlamentarzystów Prawicy RP, którzy na konferencji prasowej
stwierdzili, że “homoseksualizm jest chorobą przekazywaną genetycznie
i należy ją leczyć” oraz, że homoseksualność jest uszkodzeniem mózgu.
Sąd Okręgowy Warszawa-Praga odrzucił pozew uzasadniając tę decyzję
sporami, jakie rzekomo toczą się w środowisku naukowym na ten temat.
Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał natomiast, że “rozstrzygnięcie czy
homoseksualizm jest chorobą wymyka się kryteriom oceny prawdy i
fałszu”.

W roku 2004, w reakcji na nienawistne wypowiedzi
polityków i instrumentalne wprowadzanie tematu orientacji seksualnej
do dyskusji publicznej Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wydało
oświadczenie, w którym apeluje o tolerancję wobec osób
homoseksualnych. Dwa lata później Polskie Towarzystwo Seksuologiczne
stanowczo odniosło się do insynuacji jakoby homoseksualność związana
była z pedofilią pisząc, iż mylenie tych pojęć wynika z niekompetencji
bądź złej woli. Świadomość społeczna w Stanach Zjednoczonych Ameryki
kształtowana jest przez poważane w całym świecie naukowym Amerykańskie
Towarzystwo Psychologiczne, które od 1973 stanowczo reaguje na
przejawy homofobii oraz dba o to, by wizerunek osób
nieheteroseksualnych i transseksualnych nie opierał się na
stereotypach i przesączonych ideologią hipotezach. Paul Cameron
spotkał się więc z wykluczeniem i ostracyzmem w środowisku naukowych w
Stanach  Zjednoczonych, Kanadzie i innych krajach.

Wielce niepokoi nas milczenie środowisk
psychologicznych w tym Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
Uważamy, że już nastał czas, aby polscy naukowcy i praktycy poszli w
ślad amerykańskich i europejskich autorytetów z dziedziny psychologii
zajmując wyraźne stanowisko w sprawie szerzenia pseudonaukowych i
stereotypowych opinii krzywdzących osoby homo-, bi- i transseksualne.

W związku z powyższym, Stowarzyszenie Kampania Przeciw Homofobii oczekuje jasnego komunikatu, jakim jest stanowisko Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w następujących sprawach:

- Jaki jest status homoseksualnej i biseksualnej orientacji seksualnej według
współczesnej wiedzy psychologicznej?
- Jakie jest stanowisko Polskiego Towarzystwa Psychologicznego odnośnie terapii konwersywnej, prowadzonej także w Polsce, mającej na celu zmianę homoseksualnej
orientacji seksualnej?
- Czy homoseksualna i biseksualna  orientacja seksualna może wpływać na jakość wykonywania
zawodów związanych z edukacją (jak nauczyciele) lub pomocą i wsparciem
(jak psychoterapia)?

Oczekujemy na ustosunkowanie się do powyższych zagadnień.

Łączę wyrazy szacunku,

Marta Abramowicz

Prezes

Kampania Przeciw Homofobii

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Panie na prawo, panowie na lewo. A reszta? cz 2

Autor Replika Czerwiec - 27 - 2009 2 komentarzy

Założyłeś rodzinę? Jeżeli można kogoś ocenić po czterech godzinach rozmowy, Marek jest świetnym ojcem. Ciepły, inteligentny, z poczuciem humoru. Na wzmiankę o dzieciach ożywia się, błysk w oku zwodzi mnie, że opowie o swoich pociechach. ? Nie, nie mam rodziny. Ale byłem o krok. Związki hermafrodytów bywają trudne. Czytaj »

Czytelnictwo: 13%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Diagnoza uprzedzeń Ziemkiewicza

Autor Adi Czerwiec - 27 - 2009 Skomentuj
Rafał Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz

W polemikę wywołaną homofobiczną linią artykułów Rzeczpospolitej postanowił włączyć się Rafał Ziemkiewicz. W tym artykule nie będę skupiał się już na manipulacji, ale na mechanizmach uprzedzeń oraz elementach, które je zdradzają. Dokonam więc szczegółowej diagnozy uprzedzeń, które kryją się w umyśle Rafała Ziemkiewicza. W celu zachowania jak największej precyzji zacytuję fragmenty artykułu Ziemkiewicza zaczerpnięte ze strony http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/won,1329313

Warto zwrócić uwagę, że określenie “homofobia”, tak często atakowane przez osoby określone tym mianem, jest problematyczne z naukowego punktu widzenia. Jednakże psychologiczne terminy stereotypy i uprzedzenia nie budzą żadnych wątpliwości.

Definicję uprzedzenia można odnaleźć w Wikipedii.

Rafał Ziemkiewicz:
Czego domagają się homoaktywiści? Oni sami twierdzą, że tolerancji. Wynika z tego, jedno z dwojga – albo, że nie rozumieją, co to słowo znaczy, albo świadomie kłamią.

Diagnoza: Ziemkiewicz zadaje pytanie (niby retoryczne), ale zaraz sam daje na nie odpowiedź, jaką chce wsadzić do głowy czytelnika. Przypisuje organizacjom LGBTQ swoją wizję tego jak one pojmują tolerancje, a tej swojej wizji zarzuca brak zrozumienia bądź kłamstwo. W psychologii zjawisko przypisywania swoich odczuć i poglądów innym określa się mianem projekcji. Projekcja zdradza, co osoba wygłaszająca dany pogląd tak naprawdę uważa.

Tolerować coś – to znaczy nie lubić tego, nie zgadzać się, uważać za złe, a mimo wszystko, w imię jakiś wartości (choćby był nią tylko święty spokój) godzić się, żeby to istniało i korzystało z równych z nami praw.

Diagnoza: Ziemkiewicz przedstawia swoją wizje tolerancji, zdradzając typowe dla osób uprzedzonych przekonania. Jego wizja tolerancji ma konstytuować stan rzeczy, w którym tak naprawdę nie lubi pewnych osób, nie zgadza się z nimi i uważa za złe tylko i wyłącznie ze względu na ich orientacje seksualną. Dlatego dla świętego spokoju Ziemkiewicz godzi się, aby osoby homoseksualne istniały i korzystały z równych z nim („nami” – czyli kim?) praw. W ten sposób Ziemkiewicz wpisuje się w nurt osób, które budują swoje ego i swoją samoocenę jako wyjątkowo tolerancyjnych, skoro tolerują coś tak złego, coś czegoś czego tak nie lubią i się brzydzą. Psychologiczna definicja uprzedzenia zakłada, że osoba uprzedzona bardzo silnie i negatywnie reaguje na obiekt swojego uprzedzenia. Ponieważ ta reakcja jest tak silna, bardzo rzadko takiej osobie można przedstawić racjonalne argumenty. Wato jednak pamiętać, że osoby te uprzedzone są często nie z własnej winy i są w pewien sposób zniewolone tym uprzedzeniem. Jeśli ktoś ma fobie jeżdżenia windą to nie ma wyboru: będzie musiał wchodzić na 20 piętro po schodach ponieważ nie posiada kontroli nad swoim strachem. Ewentualnie może zrezygnować z tarasów widokowych i znajomych mieszkających wysoko.

Ale to, żeby nikt nie był z racji swego homoseksualizmu dyskryminowany, aktywistom nie wystarcza. Oni chcą nie tolerancji, tylko akceptacji. Chcą wszystkim się podobać. I do tego, w porządku, też mają prawo. Proszę bardzo, niech się starają przekonać społeczeństwo, że można mimo seksualnej odmienności być normalnym człowiekiem, sąsiadem, pracownikiem.

Diagnoza: Ziemkiewicz kolejny raz stawia się w pozycji osoby, która daje komuś prawo do czegoś.

Ale i tego homoaktywistom za mało. Oni chcą, żeby akceptowanie ich było obowiązkowe i żeby obejmowało wszelkie ich zachowania. Żeby, jak oni to nazywają, “gej” był wyjęty spod wszelkiej krytyki, żeby jego żądania były skwapliwie spełniane, a właśnie protestujący przeciwko temu byli dyskryminowani, rugowani z życia publicznego i karani.

Diagnoza: Generalizacja jest jedną z cech zarówno stereotypów jak i uprzedzeń. Krytyka gejów i lesbijek to nie jest krytyka słów tylko krytykowanie tysięcy różnorodnych osób.  Jest to wygłaszanie opinii na temat osób, które mają ze sobą wspólną tylko i wyłącznie jedną cechę: są homoseksualne. Używanie takich generalizacji będzie zawsze niesprawiedliwe.

Podam przykład. “Genderowy” dodatek do “Gazety Wyborczej” zamieścił zdjęcie osobnika, który zablokował wybór Miss Ameryki (o czym swego czasu pisałem). Na zdjęciu widzimy typową przegiętą ciotę, przebraną w sutannę, którą ciota zadziera do obiektywu, pokazując różowe stringi i siatkowe pończochy. Owoż przyznaję sobie prawo, żeby móc powiedzieć publicznie iż jest to obrzydliwy pedryl, w najlepszym wypadku pajac, obrażający moje uczucia religijne i moje poczucie estetyki. A postępek, który zapewnił mu sławę, daje mi prawo nazwać go także cymbałem.

Diagnoza: Ziemkiewicz używa słów dehumanizujących pewną osobę takich jak „osobnik”. W dodatku określa tę osobę „przegiętą ciotą” i “pedrylem”. Widać tutaj w jaki sposób autor akcentuje swoje poczucie wyższości nad tą osobą, gdyż przyznaje sobie prawo do jej publicznego obrażania. Przypisuje również mieszkańcowi USA, który nie ma pojęcia o istnieniu Ziemkiewicza celowe i zamierzone obrażanie jego uczuć religijnych i estetycznych. Gdy ta naprawdę, to sam Ziemkiewicz dzięki swoim uprzedzeniom i przekonaniom wytwarza w sobie negatywne emocje celowo oglądając to zdjęcie i w dodatku o nim pisząc.

Usiłuje się natomiast mnie i większość normalnych ludzi zmusić do zachwycania się ciotą w różowych pończochach, a w każdym razie do milczenia, cokolwiek by ten czy inny perwers wyprawiał. I do używania dziwacznych, wymyślonych przez perwersów słów – “gej”, homofobia” i tak dalej.

Diagnoza: Przypisywanie sobie normalności i bycia w większości jest cechą osób uprzedzonych. Ponadto autor doszukuje się sił usiłujących go do czegoś zmusić. Ziemkiewicz zniekształca po raz kolejny istotę problemu zdradzając swoje silne uprzedzenia, ponieważ nie nazywa opisywanej przez siebie osoby z imienia i nazwiska, ale pragnie używać określeń takich jak „pedryl”, „ciota”, gej”. W ten sposób można napisać „heteroseksualiści dokonali zamachów na World Tride Center”. Być może o tym mężczyźnie można napisać jeszcze Amerykanin, chrześcijanin, blondyn. Poza tym, warto zapytać skąd Rafał Ziemkiewicz wie, że opisana przez niego osoba jest gejem? Czy określił to używając swojego stereotypowego wnioskowania?

Otóż ani myślę ich używać, bo są fałszywe. Trudny do spolszczenia “gej” (zwykło się go tłumaczyć jako “wesołek”, ale to mylące, bo “wesołek” to po polsku “dowcipniś”, a tu chodzi o “człowieka, który prowadzi wesoły tryb życia”) sugeruje, że każdy homoseksualista musi być pajacem pokazującym publicznie zadek, lewicowym aktywistą i osobnikiem seksualnie niewyżytym; w istocie obraża ono większość homoseksualistów.

Diagnoza: Ziemkiewicz stosuje pseudo logikę. Próbuje użyć angielskiej słownikowej definicji słowa „gay” (a nie gej) do uzyskania słowa „wesołek”. Później dokonuje wnioskowania oznaczającego, że każdy wesołek jest homoseksualistą i musi być pajacem pokazującym publicznie zadek, wnioskuje też z tej słownikowej definicji niewyżycie seksualne. Podczas, gdy tak naprawdę, Ziemkiewicz pisze o tym jak on sam rozumie słowo gej, a nie to, co ono w rzeczywistości znaczy. Ziemkiewicz więc jak typowo uprzedzona osoba posługuje się stereotypem, ponieważ dla niego każdy gej to niewyżyty seksualnie pajac. Uważa ponadto, że słowo obraża homoseksualistów, podczas gdy to nie słowa obrażają innych, tylko ludzie. Kolejnym mechanizmem tu widocznym jest to, że pragnie on pokonać podziału na “geje” i “homoseksualiści”. Jest to pół na pół zabieg zwalniający go z odpowiedzialności za słowo oraz manipulacja.

Jeśli już mamy posługiwać się zapożyczeniem z angielskiego, mówię – to są perwersi, ludzie, którzy świadomie istotą swej tożsamości czynią naruszanie dobrego smaku, obyczajności publicznej, prowokowanie i seksualne podniecanie się tą działalnością.

Diagnoza: Kolejna generalizacja, czy każda osoba, która określa się gejem ma na celu naruszanie dobrego smaku i obyczajowości Ziemkiewicza? Poza tym czym jest istota tożsamości? Warto zapytać Ziemkiewicza, czy gdyby był jednak homoseksualistą, czy jego orientacja nie byłaby częścią jego tożsamości? W dalszej części widać, że piszę on o seksie ze swoją żoną. Czy w ten sposób narusza dobry smak, obyczajowość i seksualnie podnieca się swoją działalnością?

Odrzucam też kretyńską “homofobię”, bo “fobia” oznacza irracjonalny lęk, a ja się różowej cioty nie boję, ja się nią zwyczajnie brzydzę, i nie ma w tym nic irracjonalnego.

Diagnoza: Termin homofobia dotyczy zjawiska uprzedzeń. Uprzedzenia zostały opisane już wcześniej jednakże jedną z cech uprzedzeń jest ich irracjonalność. W świecie wewnętrznym Ziemkiewicza być może jest to racjonalne, że brzydzą go różowe majtki i mężczyźni, którzy zachowują się w niemęski sposób. Dla daltonisty natomiast kolor majtek nie będzie miał znaczenia, a dla osoby, która wychowała się w niepatriarchalnej kulturze – męskość. Irracjonalność poglądów Ziemkiewicza polega przede wszystkim na tym, że orientacja seksualna nie ma związku z kolorem noszonych majtek.

Homoseksualizm jest mi głęboko obcy, a męski homoseksualny seks wydaje mi się odrażający – podobnie jak homoseksualiście równie odrażające wydałoby się zapewne to, co ja robię ze swą żoną. Dopóki jednak nie wedrą się między nas agresywni perwersi, stać nas na to, żeby nawzajem szanować swoją intymność i widzieć w sobie ludzi.

Diagnoza: Ponieważ homoseksualizm jest dla Ziemkiewicza obcy oznacza to, że prawdopodobnie posiada niewielki bezpośredni kontakt z osobami homoseksualnymi [wyoutowanymi - przyp. red. nacz.], choć tak często o nich się wypowiada. Brak bezpośredniego kontaktu jest jednym z elementów podtrzymujących uprzedzenia. Jeśli istotą życia osób heteroseksualnych jest seks, oznacza to również, że prawdopodobnie jest on również istotą życia osób homoseksualnych. Jednakże ludzie posiadają różne priorytety życiowe i koncentrują swoją uwagę także na innych aspektach.

Ziemkiewiczowi przychodzi do głowy MĘSKI seks homosekualny i uważa go za odrażający. Nie wspomina nic o homoseksualnym seksie kobiet. Ponadto przypisuje (projekcja) swoje obrzydzenie do seksu homoseksualnego osobom homoseksualnym do seksu heteroseksualnego.

Można wyciągnąć konkluzje, że większość słów napisanych przez Ziemkiewicza odnosi się właśnie do jednego faktu – jak w obrzydliwy i odrażający dla siebie sposób wyobraża sobie seks dwóch mężczyzn. Bo skąd inaczej wiedziałby, że to go brzydzi gdyby sobie tego wcześniej nie wyobraził? Większość więc argumentów autora jest  próbą uczynienia racjonalnymi swoich negatywnych emocji.

Jednakże zamiast pisać artykuły dające wyraz swoich uprzedzeń i stereotypów, lepiej byłoby dla Ziemkiewicza uwolnienie się od przymusowego, w tym momencie, oczuwania obrzydzenia kiedy pomyśli o tym, że dwóch mężczyzn może upawiać seks.

Czytelnictwo: 6%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Gdzie się podziało T?

Autor tomasz Czerwiec - 26 - 2009 2 komentarzy

uśmiechNiedawno w Dużym Formacie ukazał się reportaż Jacka Hugo-Badera pt. “Podziemne życie Ewy. H.” o Ewie Hołuszko, która – jeszcze przed operacją jako Marek Hołuszko – była legendą wolnościowego podziemia w czasie stanu wojennego. Po tej publikacji ukazały się w internecie dwa teksty krytyczne wobec reportażu: krótki komentarz Krzysztofa Tomasika na stronie Krytyki Politycznej (http://www.krytykapolityczna.pl/Krzysztof-Tomasik/Hugo-czy-Bader/menu-id-198.html) i nieco dłuższe omówienie na Feminotece mojego autorstwa (http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=700). Pod tym ostatnim bohaterka reportażu Ewa Hołuszko zamieściła obszerny komentarz, który obnaża skandaliczne kulisy powstania reportażu oraz manipulacje, jakich dziennikarz dopuścił się na zebranym materiale. (O reportażu piszę również na blogu www.hodowlaidei.blogspot.com).

Niestety, żaden z dużych portali LGBT nie nawiązał do tego reportażu. A przecież Ewa Hołuszko to postać ważna i jej marginalizacja społeczna i historyczna powinna skłonić społeczność LGBT do poczucia solidarności. Zaraz zaraz, czy tam na końcu jest T? I czy ten termin nie odnosi się przypadkiem do osób transgenderycznych i transseksualnych? Jak to jest, że w tak masowym medium jak dodatek do Gazety Wyborczej ukazuje się poruszający (choć zmanipulowany) reportaż o tak ważnej postaci – a środowisko milczy? Gdzie zatem podziało się “T”, gdzie podziała się solidarność z osobami transseksualnymi? Osoby te poddawane są podwójnemu ostracyzmowi: zarówno ze strony “normalnego” społeczeństwa jak i (jak pokazuje niniejszy przykład) ze strony środowiska gejowsko-lesbijskiego. To właśnie sprzeciw wobec tego rodzaju wykluczeń był inspiracją do powstania ruchu i teorii queer (w opozycji do wcześniejszego aktywizmu opartego na gejowsko-lesbijskiej polityce tożsamościowej).

Nie bez winy jest też Inna Strona, więc jako jej (nieregularny) współpracownik postanowiłem ten brak nadrobić. Jest to zresztą jeden z niewielu portali społecznościowych, który przy zakładaniu profilu udostępnia opcję “trans” – i chwała mu za to! Ale już w dziale “Piszą o nas” nie odnotowano publikacji reportażu o Ewie Hołuszko. Rodzi się zatem pytanie: kto to jesteśmy “my”? Kto się do nas zalicza, a kogo marginalizujemy lub wykluczamy? Czyją sprawą – jakiego środowiska – powinna być sprawa niemłodej, schorowanej, odstawionej na boczny tor (a w reportażu pośrednio obśmianej) transseksualistki o ogromnych zasługach dla ruchu wolnościowego w Polsce? Rozumiem, że obecnie mocno nagłośniona sprawa homo-związków jest dla wielu gejów i lesbijek niezwykle istotna, ale jeśli społeczność LGB (T??) tak bardzo lubi wypowiadać się na temat wykluczenia i dyskryminacji, to może jednak powinna okazać więcej zainteresowania i solidarności z panią Ewą?
Poczucie wykluczenia nie daje nikomu “świadectwa moralności”: można być wykluczonym i jednocześnie samemu wykluczać. A najprostszą formą wykluczenia jest “przeoczenie” i “przemilczenie”, czyli np. spychanie osób trans do sfery społecznej “niewidzialności”. Niestety, społeczność, w której tak wiele osób podkreśla swoją “normalność”, siłą rzeczy będzie miało tendencję do dyskryminowania osób transseksualnych jako “dziwadeł” i odszczepieńców od (homo)normy. Ale przecież też w tym środowisku również wiele osób wrażliwych i otwartych, które nie dyskryminują transseksualistów i transseksualistek świadomie i rozmyślnie. Wykluczenie zaczyna się już na poziomie automatyzmu: pewnych rzeczy “po prostu” nie zauważamy albo “po prostu” nie wydają nam się specjalnie ważne – bo tak nauczono nas postrzegać rzeczywistość.

Jeśli chcemy mieć moralne prawo do używania terminu “LGBT”, nie wolno nam przemilczać takich historii, jak historia Ewy Hołuszko.

Oryginalny artykuł

Czytelnictwo: 2%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

(kontr)Rewolucja homoseksualna

Autor Monika admin Czaplicka Czerwiec - 26 - 2009 Skomentuj

pisanieJeśli prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a celem jest tylko ich zadowolenie, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską.

>> Jeśli kładziemy nacisk na prokreację, to pary bezdzietne też możemy równać do zoofilów? Nie rozumiem jakie zarzuty autor przedstawia w stosunku do zdolności wychowawczych i wierności par homoseksualnych. Stereotypy? Czy jakieś badania?

O co chodzi działaczom gejowskim (…)  Czy może raczej o radykalną zmianę modelu kultury i cywilizacji, jaka nas otacza? Czy chodzi o znalezienie dla siebie miejsca wewnątrz wspólnej przestrzeni kulturowej, czy może o światopoglądową rewolucję?

>> Zależy nam na zmianie modelu kultury i cywilizacji z wszechobecnej patriarchalnej heteronormatywności, na świat gdzie swoje miejsce będą mieli zarówno kobiety jak i mężczyźni, hetero, homo, bi, aseksualni, interseksualni, transgenderowi itd. Zapewne będzie to rewolucja. Kiedyś nie do pomyślenia było, żeby osoby o innym kolorze skóry miały takie same prawa jak biali, potem nie do pomyślenia były kobiety przy urnach, a teraz nie do pomyślenia jest, że dwie kobiety lub dwóch mężczyzn mogłoby chcieć zalegalizować prawnie swój związek.

Analiza sposobu działania organizacji gejowskich i ich radykalizujących się postulatów musi prowadzić do wniosku, że celem jest zburzenie cywilizacji zachodniej zbudowanej na normach i wartościach judeochrześcijańskich, a także na pełnej akceptacji i ochronie rodziny. (…) Rewolucja zaś zawsze zakłada, że to, co stare, musi zostać zrównanie z ziemią i dopiero na gruzach starego zbudowana może zostać nowa, już „niedyskryminująca” mniejszości seksualnych kultura. (…)

>> Mam poczucie, że zaburzenia to raczej występują w redakcji “Rzeczpospolitej”. Nikt nie dąży do rozpadu rodziny, nikt nie dąży do zniszczenia Chrześcijaństwa, nikt nie chce zniszczyć istniejącej kultury (gdyby chciał musiałby być szalony). Ustanawianie nowych norm obyczajowych nie musi oznaczać przekreślenia starych. Chyba, że Pan redaktor obawia się, że w momencie, w którym zniknie homofobia, a prawa lesbijek i gejów oraz osób heteroseksualnych zostaną zrównane to nagle się okaże, że podwaliny istniejącej kultury są kruche. Innymi słowy wiele fikcyjnych małżeństw się rozpadnie, wiele rodzin się rozejdzie, bo ludzie wreszcie będą mogli żyć otwarcie przyznając się do swojej tożsamości. Nie mówiąc o tym, że gdyby nie presja społeczna i kwestie formalne zapewne wiele Polaków wypisałoby się z Kościoła. Zapewne wiele rodzin by się rozpadło, ale nie przesadzajmy – dramatycznej rewolucji w tym temacie nie będzie.

(…)  Działacze gejowscy i ich poplecznicy doprowadzili bowiem do zmiany znaczenia pewnych słów, zastąpienia starych pojęć nowymi, mając świadomość, że to, jak mówimy, wpływa na to, jak myślimy. (…)

>> Myślę, że warto wspomnieć, że język się zmienia. Stare słowa zastępujemy nowymi lub je wykreślamy z języka, a pewne zmieniają znaczenie. Jest to proces całkowicie naturalny i bardzo trudny do kontrolowania. Miło, że autor wierzy w działaczy środowiska LGBTQ (proszę nie zapominać o lesbijkach, biseksualistach, transseksualistach i osobach queer, to nie są tylko gejowscy działacze) daleko bardziej niż my sami i daleko bardziej niż są oni w stanie działać.

I wcale nie chodzi tu o zastąpienie mało sympatycznego słowa „pedał” czy bardziej fachowego określenia „pederasta” infantylnym terminem „gej” (…), ale o wprowadzenie do debaty publicznej, a nawet do języka ludzi Kościoła terminu „orientacja seksualna”.

>> Słowo “pedał” podpada pod kategorię zmiany znaczenia czy skreślenia z listy słów używanych? Bo o ile mnie wiadomo żadne z powyższych, ale może redakcja ma jakieś wewnętrzne przykazy? Z resztą: straszne rzeczy się dzieją. Tak samo jak słowo “czarnuch” tak i “pedał” jako słowo obraźliwe jest marginalizowane. Dziwnym trafem robi się tak ze wszystkimi brzydkimi słowami (jak chociażby “kurwa”).

A co do orientacji seksualnej – wiem, że wizja edukacji w zakresie seksualności brzmi strasznie tajemniczo i niebezpiecznie, ale jak pokazuje doświadczenie krajów zachodnich – rzetelna edukacja jest zawsze pozytywnym aspektem, nawet jeśli bywa, z początku, kontrowersyjna czy budzi strach. Zapraszam redakcję “Rzeczpospolitej”, aby dała przykład i wpierw sama się dokształciła, a potem pomogła w tym czytelnikom. Myślę, że Kampania Przeciwko Homofobii chętnie pomoże, jeśli ją poprosicie.

Termin [orientacja seksualna], (…) , wcale nie jest bowiem obojętny aksjologicznie i naukowo sterylny. Przeciwnie – zakłada bardzo konkretne poglądy moralne, czyli uznanie, że homo-, bi- i heteroseksualizm są tak samo uprawnionym sposobem uprawiania seksu i budowania relacji. Wniosek z tego założenia może zaś być tylko jeden: nie ma powodów, by jedną z tych orientacji uznawać za lepszą czy bardziej pożądaną od innych.

>> Dziwnym trafem pojęcie rasy też zakłada, że osoby o różnych kolorach skóry są, mimo różnic, równe. Pojęcie lewo- i praworęczności również zakłada równość. Aby wziąć coś bardziej społecznie zależnego (chociaż to jakiej ręki używamy również predestynowane jest częściowo społecznie) przyjrzyjmy się naszym preferencjom. Lubienie lub nielubienie czegoś nie klasyfikuje nas jako lepszych lub gorszych ludzi. Nie ma w tym więc nic dziwnego, że nauka nie zajmuje się hierarchizowaniem czy ocenianiem czynów ludzi, a jedynie stwierdza, że dane zachowania seksualne, zawierające się w pojęciu orientacji seksualnej, występują w przyrodzie, nie są aberracją czy chorobą i współwystępują na równi między sobą.

Takiego wniosku nie da się zaś oprzeć na wynikach nauk empirycznych. Z faktu bowiem, że relacje homoseksualne występują niekiedy w przyrodzie (…) nijak nie wynika, że takie zachowanie jest normalne czy moralnie akceptowalne. Gdyby tak było, to prawodawstwo czy publiczna moralność byłaby zmuszona uznać za normę także zjadanie swoich partnerów po odbytym stosunku seksualnym (…).

>> Widzę, że autor jest specem od nauk empirycznych (szczególnie po studiach filozoficznych). A na jakich badaniach się opiera?

Dlaczego zjadanie partnera jest niemoralne? Dlatego, że krzywdzimy drugą osobę, czy dlatego, że istnieją takie osoby, którym się to nie podoba? Istnienie takich przypadków w przyrodzie ma pokazać jedynie, że nie jest to aspekt, który warunkowany jest jedynie społecznie (czyli nie jest wymysłem ludzi). Oczywiście nie powinniśmy się przejmować “naturalnością”, ponieważ zaprowadziłoby to nas do odrzucenia cywilizacji – większość naszych zachowań i elementów kultury jest nienaturalnych: mycie zębów, jeżdżenie samochodem itd.

Pojęcie normalności również nie jest słusznie stosowane. Normalnym nie jest bycie inwalidą, normalnym nie jest wychowywanie się w domu dziecka czy niepełnej rodzinie itp. Czy to powoduje, że zabieramy tym osobom prawa, (słusznie) traktujemy jako grosze lub prawnie wykluczamy ze społeczeństwa?

Działacze gejowscy mają świadomość tego, że ich argumenty na poziomie naukowym są słabe, dlatego próbują zakazać prowadzenia jakichkolwiek badań mogących przynieść ustalenia niezgodne z ich oczekiwaniami. Wymuszone na Amerykańskim Towarzystwie Psychiatrycznym czy Światowej Organizacji Zdrowia decyzje o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób traktowane są jak objawienie, którego nikomu nie wolno podważać.

>> Znów ciekawa teoria redaktora. Jako działaczka, nie, nie mam poczucia słabości moich argumentów. Rozmawiałam z kilkoma moimi znajomymi działaczami i oni również nie mają takiego wrażenia. Ale Pan redaktor ma widocznie ciekawych znajomych.

Nie słyszałam, żeby ktoś zabraniał badań nad homoseksualizmem. Co więcej dużo gejów i lesbijek włącza się w badania by odkryć przyczyny homoseksualizmu. Co więcej, nie mamy również pretensji, że naukowiec pokroju Camerona prowadzi badania. Mamy pretensje, że rozmija się z metodologią i danymi, na które się powołuje, ale nikt nie zabrania mu robić badań.

Nie wiem kto wymuszał na APA i WHO wykreślenie homoseksualizmu z listy chorób, ale chciałabym, żeby to samo, bliżej nieokreślone, lobby homoseksualne (a może grupa trzymająca władzę?) zajęło się teraz wprowadzaniem praw antydyskryminacyjnych, walką z homofobią i edukowaniem społeczeństw. Dziwnym trafem po dokonaniu “objawienia” (ciekawa konstrukcja: opisywanie zjawisk naukowych dotyczących środowisk LGBTQ w kategoriach religijnych..) owi “oni” zniknęli i przestali działać. A skoro tak – to ich działanie podważać można.

Psycholog, socjolog czy choćby polityk, który odważy się zasugerować, że homoseksualizm jest odstępstwem od normy, zostanie skazany na wieczną infamię, a próba zorganizowania z nim spotkania ((…) Paulem Cameronem) kończy się nieodmiennie histerią i wzywaniem do zaangażowania policji czy prokuratury do walki z nienawiścią.

>> Wystarczy popatrzeć na posła Palikota – ma na swoim koncie homofobiczne wypowiedzi, a jednak otrzymał Hiacynta. Potępiamy dogłębnie. I na całe życie!

Co do pana Camerona: histerii nie było. Stwierdzony był fakt, że osoba, która ma kłopoty z podstawami metodologii socjologicznej (materiał, który studenci socjologii opanowują na 2 roku) ma być głównym gościem konferencji NAUKOWEJ. Ot. Nic wielkiego. Władze uczelni się wystraszyły i odwołały konferencję, którą, później, zorganizowała grupka studentów. Na prelekcji pojawiło się trochę osób nie-heteronormatywnych (w tym niżej podpisana) – posiedzieliśmy, posłuchaliśmy i poszliśmy. Policja wzywana miała być na nas, a nie na Camerona, a o prokuraturze, to już w ogóle nic nie wiem. Ale zapewne Pan autor był i sam prokuraturą straszył, skoro tak pisze.

[poseł holenderski] (…)  został skazany (…) , ponieważ stwierdził, że homoseksualizm stanowi zagrożenie dla ludzkości. A brytyjskich dziennikarzy katolickich wysyłano już na przymusowe leczenie z homofobii.

>> Za porównanie do faszyzmu też można zostać skazanym. A homofobię, w przeciwieństwie do homoseksualizmu, da się leczyć. Czy powinno się przymusowo – to kwestia sporna.

Ale –(…) – kwestionowanie „normalności” homoseksualizmu jest zakazane także na uniwersytetach czy w ośrodkach badawczych. Niedopuszczalne jest podejmowanie leczenia homoseksualistów. (…) Ronald Plasterk cofnął rządowe dotacje dla ewangelickiej fundacji Onze Weg, która wspiera homoseksualnych chrześcijan szukających drogi wyjścia ze swej skłonności i – co gorsza – może się poszczycić sukcesami.

>> Wszystko zależy od metod “leczenia”. Z resztą- dziwnym trafem- ośrodki “leczące” z heteroseksualizmu też nie dostają dotacji od państwa. Jeśli ktoś jest homoseksualistą i czuje się z tym źle (a oczywiście może), to może rozmawiać z psychologiem, może się modlić (a jakże), ale trudno powiedzieć, że się da farmakologicznie “uleczyć” z orientacji seksualnej. Tak jak państwo nie dotuje szamanów, medycyny chińskiej i innych tego typu metod, to dlaczego miałby wspierać “leczenie” z homoseksualizmu?

I ja, w przeciwieństwie do autora – cieszę się, że ludzie, którzy chcieli zmienić swoją orientację odnieśli sukces. Ale, jako, że czynników wpływających na orientację jest masa, nie oznacza, że każdy chce i da się “leczyć”. Na pytanie dlaczego jestem lesbijką odpowiadam: “Bo chcę. Tak jestem i jest mi z tym dobrze.”

Nie da się zdobyć finansowego wsparcia np. na przebadanie trwałości związków osób tej samej płci (…). Na indeksie są także poszukiwania odpowiedzi na pytanie o źródła homoseksualizmu (…) lub (…) sprawdzanie, czy zachowań homoseksualnych można człowieka oduczyć.

>> A na podstawie czego autor się opiera? Domysły? Czy próbował otrzymać grant i mu omówiono? Analogiczne mogę napisać, że granty dostają tylko Ci, co z homoseksualizmu leczą – równie uargumentowane stwierdzenie.

Gdyby jednak ktoś w jakiś sposób zdobył grant i takie badania podjął, to na początku musiałby się zmierzyć z histeryczną krytyką medialną (…), a na koniec zostałby okrzyknięty homofobem, którego badania z natury rzeczy – jako ukrytego faszysty – są nieobiektywne.

>> Ostatnio histeryczne wystąpienia na temat homoseksualizmu ma chyba tylko “Rzeczpospolita”. Jeśli jednak autor postanowi powołać się na konkretną sytuację, to chętnie odpowiem. Do wyobraźni Pana redaktora ustosunkowywać się nie będę.

Zakaz samodzielnego myślenia (czy żartowania z homoseksualistów – (…) ) jednak nie wystarcza gejowskim rewolucjonistom. Oni chcą wymusić nie tylko milczenie, ale i pełną akceptację czy nawet zachwyt dla swojego stylu życia.

>> Zdecydowanie! Nasza różowa bojówka siedzi całe dnie i przegląda prasę, telewizję i internet w poszukiwaniu materiałów o homoseksualistach i tylko czyha by ruszyć w bój!
Zdaje się, że autor nie rozróżnia żartu od obrażania. W takim wypadku nie bardzo czuję się na siłach by tą, niekoniecznie subtelną, różnicę wyjaśniać. Zazwyczaj powinni zajmować się tym rodzice i jeśli niektórym redaktorom “Rzeczpospolitej” tej wiedzy brakuje – polecam nadrobić we własnym zakresie.

A samodzielne myślenie – jak najbardziej. Z naciskiem na słowo myślenie.

Hiszpański sędzia Fernando Ferrin Calamita za to, że odwlekał przyznanie parze homoseksualnej dziecka – czyli za „jawną homofobię”, (…) – stracił prawo wykonywania zawodu na dwa lata. (…)

>>Zdaje mi się, czy jeśli jest przewinienie to jest kara? Nie widzę w tym nic dziwnego. AAAA! No tak.. Homofobia to nie przestępstwo.. Tak jak dyskryminowanie kobiet, poniżanie kolorowych itd, prawda?

W Wielkiej Brytanii katolickie (…) ośrodki adopcyjne musiały w ubiegłym roku zaprzestać swojego działania, ponieważ sądy uznały, że odmowa przekazywania dzieci parom homoseksualnym jest złamaniem przepisów „Sexual Orientation Regulations” z 2007 roku.

>> Znów: jest przestępstwo, jest kara. Chociaż nie wierzę, żeby karą za homofobię było zamknięcie ośrodka..

Za homofobkę, której zdanie nie powinno się liczyć, została także uznana (…) ciężko chora kobieta, którą brytyjska opieka społeczna w Brighton zmusiła do przekazania swojego dziesięcioletniego syna pod opiekę parze homoseksualnej (…)

>> Homofobia nie oznacza, że dane zadanie się nie liczy. Oznacza, że to, co dana osoba mówi jest mową nienawiści skierowaną do kogoś innego. Jest czymś złym.

Irracjonalny strach ten pani przed oddaniem dziecka innej rodzinie nie jest niczym co należy pochwalać. Oczywiście nie znam szczegółów sprawy i zapewne był jakiś powód dla którego opieka społeczna zainteresowała się jej synem, ale gdyby pani nie chciała oddać dziecka heteroseksualnej parze sprawy by nie było, prawda?

Z resztą – dlaczego miałaby nie chcieć oddać normalnym ludziom.. ale dwóm pederastom to wiadomo!

Lobby gejowskie nie poprzestaje jednak na zmianach prawnych czy prawnym wymuszaniu postaw. Dla niego o wiele istotniejsze jest, by skłonić wszystkich uczestników życia publicznego do odrzucenia zasad tradycyjnej moralności, a tych, którzy nie mają na to ochoty, wyrzucić poza nawias debaty jako homofobów. W mediach odniesiono sukces, podobnie w szkole (…) dzieci od przedszkola uczą się o równouprawnionych metodach zaspokajania popędu płciowego.

>> Czekałam na lobby gejowskie. Pan redaktor mnie nie zawiódł. Lobby kilku bliżej nieokreślonych panów gejów. Równie udokumentowane jak kosmiczna ektoplazma, która zapładnia węże w środy wieczorem. Bzdura, pusty frazes. Istna grupa trzymająca władzę nad światem.

Tradycyjna moralność. Kara śmierci. Seks przedmałżeński karany ukamienowaniem.  Bekanie przy stole objawem smaczności jedzenia – nie wszystko co tradycyjne jest cudowne..

Równouprawnione metody zaspokajania popędu płciowego – o rany. Tak samo równouprawnione jak seks jest masturbacja i co z tego? Mamy się bać?

Problemem są jedynie Kościoły (…) chrześcijańskie, które (…) „wciąż budują swój stosunek do aktów homoseksualnych na Biblii”. A w niej trudno jest znaleźć coś miłego na temat homoseksualistów. Ale i na to działacze gejowscy mają radę: dokonują radykalnej reinterpretacji Biblii i znajdują w niej dobrze ukryte wątki homoseksualne (…).

>> W Biblii generalnie jest mało “miłego”. To tak na wstępie. I rozczaruję autora – nie bardzo był zamiar, żeby Biblię miłą zrobić.

Nie wiem skąd redaktor się tak dobrze zna na tym co mówią (nieznani) działacze gejowscy, ale zaczynam mieć podejrzenia, że te informacje pochodzą z pierwszej ręki.. I to bliskiej, bo mimo moich kontaktów z aktywistami ruchu, to ja takich informacji nie mam.

Nie muszę chyba przypominać, że Kościół to nie tylko Biblia (którą można interpretować na 1001 sposobów), ale również inne zasady – jak KKK, która wiadomo co o homoseksualistach mówi.

Budują także wewnątrz wspólnot religijnych wpływowe lobby homoseksualne – wystarczy wspomnieć (…) [fundacje] , która przyznała ostatnio milion dwieście tysięcy dolarów grupom gejowskim na propagowanie wśród wyznań chrześcijańskich pełnej akceptacji dla aktów homoseksualnych.

>> Znowu to lobby. Gejowski lobbysta na prezydenta, jak taki skuteczny. Swoją drogą ciekawa sprawa – nie było by homofobii nie trzeba by było na nią marnować pieniędzy. Nie trzeba byłoby tłumaczyć Chrześcijanom, że powinni nas kochać nawet jeśli grzeszymy.

Wspólnoty, które tego rodzaju działaniom nie ulegają (…), stają się przedmiotem niewybrednych ataków czy żartów. Warto zwrócić tu uwagę na ewolucję, jakiej podlegają gejowskie parady w Polsce. Jeszcze niedawno zwolennicy „równouprawnienia (…) maszerowali w swoich codziennych ubraniach z balonikami przez Polskie miasta. Dziś już geje i lesbijki na swoich manifestacjach coraz częściej pozwalają sobie nie tylko na epatujące homoseksualnym erotyzmem stroje, ale też na przebieranie się w habity i sutanny (…) – oczywiście wyposażone w specyficzne akcesoria, takie jak tęczowe stuły czy dyndające na piersi penisy.

>>Autor napisał lesbijki? GRATULACJE!

Strój pokojówki też autorowi uwłacza, bo uraża grupę zawodową jaką są pokojówki? Nie traktujmy księży i zakonnic jak uprzywilejowanej grupy. Jeśli ktoś jest niewierzący to taki strój nie ma dla niego żadnej symboliki poza tą, którą niosą ze sobą zawsze uniformy. Poza tym może warto się zastanowić co osoby tak ubierające się w ten sposób chcą powiedzieć?

PS jak można epatować homoseksualnym erotyzmem? I czym się różni od heteroseksualnego?

(…) Grupy działaczy homoseksualnych celowo profanują msze święte, przerywają kazania biskupów czy inspirują władze państwowe do potępiania Kościoła katolickiego. W listopadzie ubiegłego roku trzydziestu gejów wtargnęło do ewangelickiego kościoła w Lansing w stanie Michigan. „Jezus był homo!” – wykrzykiwali. Wdarli się na ambonę i rozwiesili tęczową flagę. W ubiegłym miesiącu zaś władze miejskie Los Angeles przyjęły rezolucję odcinającą się od „homofobicznego katolicyzmu”.

>> Mogę, z głowy, podać kilkanaście przypadków homofobicznych zachowań stosowania przemocy fizycznej. Mogę również podać przykłady mowy nienawiści hierarchów Kościoła. Nie uważam, że to co robili w kościele ci geje było dobre, ale operowanie przykładami radykalizmów do niczego nie prowadzi.

(…) zielonoświątkowiec, którego skazano (…) za przypominanie, co o aktach seksualnych między mężczyznami mówi Stary Testament.

>> Pytanie brzmi CO mówił, bo szczerze wątpię, żeby został skazany za cytowanie Biblii.

Wszystkie te działania odbywają się oczywiście pod hasłem obrony uczuć homoseksualistów, które w debacie publicznej zastąpiły pojęcie moralności publicznej czy uczuć religijnych (te ostatnie mogą być bezkarnie obrażane przez działaczy gejowskich).

>> Nawias to sugestia autora czy pobożne życzenie? Nie wiedziałam, że moje uczucia zastąpiły moralność publiczną albo czuje uczucia religijne. To bardzo ciekawe.. To oznacza, że Pan redaktor czuje to co ja zamiast potrzeby pójścia do kościoła?

Wymuszenie (gdy trzeba – za pomocą środków karnych lub szantażu) uwielbienia dla homoseksualizmu nie jest jednak ostatnim krokiem na gejowskiej mapie drogowej. Już teraz część środowisk homoseksualnych otwarcie przyznaje, że trzeba iść dalej i wprowadzić do systemów prawnych model „pozytywnej dyskryminacji” w odniesieniu do heteroseksualistów – chodzi o coś w typie „akcji afirmatywnej”, którą kilkadziesiąt lat temu stosowano wobec kolorowych mieszkańców USA. Podobnie jak kiedyś Murzyni, obecnie uciskana przez wieki mniejszość homoseksualna powinna otrzymać prawa większe od heteroseksualistów, tak by dokonało się zadośćuczynienie za wieki męczarni.

>> O_o” czyżby autor uważał, że osoby kolorowe mają więcej praw niż biali? Chyba, że chodzi o rodzaj parytetów. Nie wiem to Pan redaktorowi takich bredni naopowiadał, ale cokolwiek ta osoba brała – niech przestanie – to na pewno szkodliwe dla zdrowia. Takie ziółka na pewno są na liście nielegalnych.

Przez myśl mi nie przeszło, że z racji mojej orientacji mam mieć “lepiej” niż moje heterokoleżanki. Nigdy nie wymuszam uwielbiania dla homoseksualizmu – jest mi to do szczęścia całkowicie zbędne. Nie szantażuję i nie grożę sądami nikomu. Znajomi Pana redaktora są bardzo niemiłymi ludźmi. Polecam poszukać jakiś innych, bo to już zakrawa o masochizm – kolegować się z kimś takim (bo rozumiem, że przykłady wymuszeń itd. autor zna z autopsji).

Nie mniej istotne jest doprowadzenie do takiej sytuacji, by uprawnienia małżeństw (związane przecież w kulturze i prawie z pewnymi szczególnymi obowiązkami) przysługiwały wszystkim (krótko lub długoterminowym) relacjom seksualnym. Małżeństwo zrównane ma być z konkubinatem, i relacjami homoseksualnymi. A w dalszej perspektywie (wbrew pozorom, biorąc pod uwagę rosnący w siłę ruch przeciwko szowinizmowi gatunkowemu, wcale nie jest to niemożliwe) także z zoofilskim związkiem pana z kozą.

>> Jakieś to obowiązki autor ma na myśli? Wspólne rozliczanie się przed urzędem? Posiadanie dzieci obowiązkiem nie jest. Seks również. Wierność? Przy rozwodach w co 3-4 małżeństwie te kwestie przestają mieć znaczenie. Przy rosnącej liczbie dzieci w konkubinatach obowiązki małżeńskie tracą na znaczeniu.

Wbrew temu co pisze autor ja na zoofili się nie znam i dlatego nie będę ani za, ani przeciw. Dla mnie najważniejsze jest to, czy zwierze jest krzywdzone. A reszta leży w libido. Dziwnym trafem męskim, bo historii gwałtu na kozie w przypadku kobiety nie słyszałam (może niedoinformowana jestem?).

Dziś wprawdzie działacze homoseksualni odżegnują się od zoofilów (protestując choćby przeciw rysunkowi w „Rzeczpospolitej”), ale warto pamiętać, że jeszcze nie tak dawno żądali tylko, aby nikt nie wtrącał się do tego, co dwaj dorośli mężczyźni robią za zamkniętymi drzwiami, i odżegnywali się od postulatów legalizacji „małżeństw” gejowskich, a tym bardziej od adopcji dzieci przez homoseksualistów.

>> Homoseksualność i zoofilia mają tyle samo wspólnego co heteroseksualność i zoofilia. Nie wiem czego “nie dawno” “żądali” “działacze homoseksualni” (wreszcie te lesbijki zostały gdzieś upchane), ale wiem, że w tej chwili chcemy równości. Tylko i aż tyle.

Taka jest logika postępu rewolucji homoseksualnej. Jeśli godzimy się na uznanie, że prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a jedynym celem jest zadowolenie uczestników tej relacji, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską. Żart Macieja Rybińskiego może już niebawem stać się ciałem. Tyle że autorem listu w obronie praw seksualnych zwierząt będzie nie koza Mećka, ale Kampania przeciw Zoofobii albo jakiś wojowniczy publicysta „Gazety Wyborczej”, który oznajmi, że żarty ze związków zoofilskich „obrażają nas wszystkich”.

>> Pokrętna logika Pana redaktora, a nie rewolucji homoseksualnej (której nie ma). Rewolucja zakłada gwałtowną zmianę, a opisany proces jest procesem podzielonym na etapy i rozłożonym w czasie. Jeśli już, to ewolucja.

Powtarzanie pseudotezy z początku artykułu nie sprawi, że stanie się bardziej prawdziwa. Nadal będą osoby wierne i wychowujące dzieci oraz te, którym to dynda. Niezależnie od orientacji, religii czy koloru skóry.

Ponawiam pytanie czy koza podczas seksu odczuwa przyjemność – jak sugeruje autor. No i jeśli uważa, że można człowieka z kozą porównać, to ja się boję do czego sam się lubi porównywać (szczególnie w kontekście wcześniej wspomnianych tendencji masochistycznych Pana redaktora). Przynajmniej już wiemy kto będzie prezesem KPZ.

(…) chcemy takiego świata?

>> Tolerancyjnego, bez homofobii, religijnego fanatyzmu, w którym ludzie będą równi – tak, zdecydowanie chcę takiego świata.

___________

Oryginalny tekst (bez pogrubenia) ukazał się 25 czerwca w Rzeczpospolitej.

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Homofobiczna manipulacja w Rzeczpospolitej

Autor Adi Czerwiec - 25 - 2009 4 komentarzy

Homofobia, czyli silne uprzedzenie w stosunku do osób homoseksualnych, może dotknąć każdą osobę, niezależnie od pochodzenia i wykształcenia. W opublikowanym artykule Tomasza Terlikowskiego mamy do czynienia z mieszanką stereotypów, uprzedzeń oraz, co najgorsze, manipulacji. Demaskowanie technik manipulacyjnych wymaga wiedzy z zakresu psychologii, retoryki oraz lingwistyki. Najlepszą metodą demaskowania manipulacji jest zadanie pytań o źródła informacji, bądź wykazanie sposobów ich wnioskowania poprzez napisanie przykładów. W tym artykule zacytuje najbardziej dezinformujące wypowiedzi i przedstawię mechanizm manipulacji.

„Jeśli prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a celem jest tylko ich zadowolenie, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską.”

Manipulacja: Powyższe zdanie dotyczy również bezdzietnych małżeństw kobiety i mężczyzny. Jeśli są ze sobą tylko ze względu na miłość (zadowolenie), to ich relacja nie różni się niczym od relacji zoofilskiej. W zdanie skrzętnie wrzucone jest słowo „wierność”. Autor sugeruje w ten ukryty sposób, że nie ma ona znaczenia dla osób homoseksualnych. Skąd Tomasz Terlikowski posiada takie dane?

“O co chodzi działaczom gejowskim i ich lewicowo-liberalnym poplecznikom? Czy o równouprawnienie i o tolerancję dla wyborów życiowych homoseksualistów? Czy może raczej o radykalną zmianę modelu kultury i cywilizacji, jaka nas otacza? Czy chodzi o znalezienie dla siebie miejsca wewnątrz wspólnej przestrzeni kulturowej, czy może o światopoglądową rewolucję?”

Manipulacja: Seria pytań retorycznych, za które autor nie musi brać odpowiedzialności. W końcu nie stwierdził tylko zapytał. Mimo wszystko proponowane przez niego myśli i tak utkwią w umyśle czytelnika. Mogę zapytać podobnie: “Czy autor tego tekstu jest osobą kompetentną, jako filozof, do wypowiadania się w kwestiach psychologicznych, medycznych i społecznych?”

„Analiza sposobu działania organizacji gejowskich i ich radykalizujących się postulatów musi prowadzić do wniosku, że celem jest zburzenie cywilizacji zachodniej zbudowanej na normach i wartościach judeochrześcijańskich, a także na pełnej akceptacji i ochronie rodziny”.

Manipulacja: Czyja analiza? Kto ją zrobił? Tomasz Terlikowski posiada wykształcenie filozoficzne. Oznacz to, że nie jest ani socjologiem, ani badaczem społecznym posiadającym kwalifikacje do robienia analiz tego typu. Używa jednak słowa „analiza” sugerującego naukowość i rzetelność. Aby dokonać tego typu analizy, trzeba zastosować odpowiednią metodologie badań. Warto tu wspomnieć o Joannie Nejfeld, która w jednym z programów telewizyjnych powiedziała, że dokonała analizy statystycznej homoseksualistów przeglądając profile na portalu randkowym (“czy ja mogę wnioskować na temat osób hetero robiąc badania na pojedynczej stronie internetowej, w dodatku randkowej przeglądając ich profile?”). Obie te wypowiedzi cechuje brak rzetelności i odpowiedzialności metodologicznej, a przede wszystkim stosowanie manipulacji.

“Ma ona zostać zastąpiona kontrkulturą, która swoje wzorce czerpie z rewolucji obyczajowej 1968 roku. Rewolucja zaś zawsze zakłada, że to, co stare, musi zostać zrównanie z ziemią i dopiero na gruzach starego zbudowana może zostać nowa, już „niedyskryminująca” mniejszości seksualnych kultura. Kultura wolna od moralnych zasad i seksualnych ograniczeń”.

Manipulacja: Autor używa typowo naukowego słownictwa, takiego jak kontrkultura, w celu nadania sobie kompetencji. Być może dla niektórych osób jest pewnego rodzaju rewolucją postulat organizacji LGBT o szanowanie osób homoseksualnych. Ciekawe jest to, że „niedyskryminowanie” osób homoseksualnych jest uznawane za przeciwne moralności. Czy przypadkiem moralność nie jest wrogiem dyskryminacji?

“Pierwszy krok na drodze tej rewolucji jest już za nami. Działacze gejowscy i ich poplecznicy doprowadzili bowiem do zmiany znaczenia pewnych słów, zastąpienia starych pojęć nowymi, mając świadomość, że to, jak mówimy, wpływa na to, jak myślimy”.

Manipulacja: „Działacze gejowscy i ich poplecznicy” Tomasz Terlikowski próbuje wywołać w czytelniku poczucie istnienia spisku, w tym celu musi stworzyć front “my” i “oni”.

Jednocześnie zapomina o istnieniu lesbijek, które są przez homofobicznych autorów często ignorowane. Mają oni często problem z zaakceptowaniem homoseksualnych mężczyzn (ze względu na patriarchat). Wynika to często z ich własnych zahamowań seksualnych, co zostało udowodnione eksperymentalnie. Link do eksperymentu: http://www.youtube.com/watch?v=cy-7AoxFEJA

“I wcale nie chodzi tu o zastąpienie mało sympatycznego słowa „pedał” czy bardziej fachowego określenia „pederasta” infantylnym terminem „gej” (angielskie słowo „gay” oznaczało wesołka), ale o wprowadzenie do debaty publicznej, a nawet do języka ludzi Kościoła terminu „orientacja seksualna”.

Manipulacja: Autor chce się odciąć od wizerunku osoby używającego słowa “pedał”. Jednakże szybko zastępuje je słowem pederasta, równie obraźliwym, lecz brzmiącym bardziej naukowo. Jednakże słowo „pederasta” oznacza „miłość mężczyzn do chłopców”, w związku z czym nie jest bardziej fachowe lecz nietrafne.

Termin ten [orientacja seksualna], wbrew temu, co próbuje nam się wmówić, wcale nie jest bowiem obojętny aksjologicznie i naukowo sterylny.

Manipulacja: Kto próbuje wmówić komu? Który (inny) termin jest obojętny aksjologicznie i naukowo sterylny?

“Przeciwnie – zakłada bardzo konkretne poglądy moralne, czyli uznanie, że homo-, bi- i heteroseksualizm są tak samo uprawnionym sposobem uprawiania seksu i budowania relacji. Wniosek z tego założenia może zaś być tylko jeden: nie ma powodów, by jedną z tych orientacji uznawać za lepszą czy bardziej pożądaną od innych”.

Manipulacja: Kto zdecydował o tym, że termin „orientacja seksualna” zakłada jakiekolwiek poglądy na temat moralności? Kto daje uprawnienia innym ludziom do budowania relacji i uprawnienia seksu? Kto ma prawo uznawać którąkolwiek z orientacji za lepszą lub pożądaną? Warto również dostrzec, że nie ma jednej definicji moralności oraz poglądów moralnych. Powoływanie się przez Terlikowskiego na termin „moralność” oznacza jedynie, że odwołuje się do własnych przekonań moralnych lub jakiejś konkretnej grypy. Czy każda osoba posiada te same przekonania moralne?

“Takiego wniosku nie da się zaś oprzeć na wynikach nauk empirycznych. Z faktu bowiem, że relacje homoseksualne występują niekiedy w przyrodzie (czego dowodem ma być wielbiona przez gejowskich lobbystów para homoseksualnych pingwinów w niemieckim Bremerhaven) nijak nie wynika, że takie zachowanie jest normalne czy moralnie akceptowalne. Gdyby tak było, to prawodawstwo czy publiczna moralność byłaby zmuszona uznać za normę także zjadanie swoich partnerów po odbytym stosunku seksualnym (bo i to się zdarza w przyrodzie)”.

Manipulacja: Manipulacja polega na tym, że nauki empiryczne z samej definicji nie mają na celu udowadniania czy coś jest moralne czy nie. Stosując tą manipulacje mogę napisać: „Faktu, że chrześcijanie są moralni, nie można oprzeć na wynikach nauk empirycznych”. Poza tym, Terlikowski używa słowa „niekiedy”, które ma zakamuflować skalę homoseksualizmu wśród zwierząt (odnotowano do tej pory u ponad 1500 żyjących na wolności gatunków; zjawisko to dobrze udokumentowano u ponad pięciuset z nich). Manipulacja ta opiera się na zastawieniu 2 gejów-pingwinów z jedną morderczynią-modliszką, a nie 1500 gatunków z jedną modliszką (i ewentualnie jednym typem ptasznika). Poza tym zwierzęta nie rozpatrują swoich zachowań pod kątem „normalności”, czynią to jedynie ludzie, w związku z tym „normalność” jest zjawiskiem występującym tylko wśród ludzi.

“Działacze gejowscy mają świadomość tego, że ich argumenty na poziomie naukowym są słabe, dlatego próbują zakazać prowadzenia jakichkolwiek badań mogących przynieść ustalenia niezgodne z ich oczekiwaniami”.

Manipulacja: Skąd Terlikowski czerpie informacje o tym, że jacyś działacze gejowscy (których imion i nazwisk nie podaje) mają świadomość słabości swoich argumentów? W ten sposób mogę napisać: „Prawicowi, homofobiczni publicyści wiedzą, że ich poglądy, jako marginalizowane w cywilizowanym świecie, mogą trafiać tylko do równie ograniczonych osób jak oni sami”. Nikt mnie z takiego zdania nie może rozliczyć – mogą istnieć tacy publicyści, którzy to wiedzą. Poza tym, która osoba homoseksualna pracująca w organizacji pozarządowej ma kontrolę nad badaniami prowadzonymi przez niezależnych badaczy?

“Wymuszone na Amerykańskim Towarzystwie Psychiatrycznym czy Światowej Organizacji Zdrowia decyzje o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób traktowane są jak objawienie, którego nikomu nie wolno podważać”.

Manipulacja: Autor używa słowa „wymuszone” – jest to presupozycja lingwistyczna [słowo zawierające ukrytą myśl autora - przyp. red. nacz.]. W ten sposób można napisać: „Wymuszona na polskim społeczeństwie decyzja o przejściu do systemu demokratycznego jest taktowana jako objawienie, którego nie wolno podważyć”.

“Psycholog, socjolog czy choćby polityk, który odważy się zasugerować, że homoseksualizm jest odstępstwem od normy, zostanie skazany na wieczną infamię, a próba zorganizowania z nim spotkania (o czym przekonali się w Polsce studenci z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, którzy chcieli się spotkać z doktorem Paulem Cameronem) kończy się nieodmiennie histerią i wzywaniem do zaangażowania policji czy prokuratury do walki z nienawiścią”.

Manipulacja: Przez kogo zostanie taka osoba skazana na wieczną infamię? Ten argument można wykorzystać w podobnej konstrukcji: „Śmiały naukowiec, który odważy się zasugerować, że Ziemia jest płaska zostanie skazany na wieczną infamię”.

“Ale – i to jest nie mniej groźne – kwestionowanie „normalności” homoseksualizmu jest zakazane także na uniwersytetach czy w ośrodkach badawczych”.

Manipulacja: Instytuty badawcze oraz uniwersytety nie zajmują się określaniem normalności jakichkolwiek zachowań. Rozpatrują je w kontekście występowania oraz skali. Kwestia potocznie rozumianej „normalności” jest jedynie rozpatrywana przez nauki nieempiryczne takie jak filozofia bądź teologia.

“Niedopuszczalne jest podejmowanie leczenia homoseksualistów. Nie tak dawno holenderski minister kultury, oświaty i nauki Ronald Plasterk cofnął rządowe dotacje dla ewangelickiej fundacji Onze Weg, która wspiera homoseksualnych chrześcijan szukających drogi wyjścia ze swej skłonności i – co gorsza – może się poszczycić sukcesami”.

Manipulacja: Ponieważ homoseksualizm nie jest chorobą, co, jak zauważył autor, potwierdziły liczące się w tej kwestii instytucje (czy mu się to podoba czy nie) leczony być nie może. Prawdopodobnie dotacji nie otrzymałaby organizacja, która zajmuje się zmienianiem orientacji heteroseksualnej na homoseksualną. Istotnie, pewne osoby homoseksualne mogą nie akceptować swojej orientacji, co nie jest dziwne, biorąc pod uwagę ilość osób pokroju Terlikowskiego, które ją atakują. Jednakże wiele osób nie akceptuje siebie w inny sposób np. swojego wzrostu. Państwo rzadko finansuje terapie związaną z brakiem samoakceptacji (wyjątkiem jest korekta płci).

“Granty (a to one są podstawą finansowania współczesnej nauki) w Europie czy w mniejszym stopniu w Stanach Zjednoczonych otrzymać można na badanie patologii w życiu rodzinnym, pedofilii wśród ojców rodzin, a także na udowodnienie, jak opłakane skutki dla tożsamości płciowej dzieci ma homofobia ojców, matek i społeczeństw.

Nie da się zdobyć finansowego wsparcia np. na przebadanie trwałości związków osób tej samej płci (no, chyba że z góry się podkreśli, iż zamierza się dowieść, że są one szczęśliwsze i trwalsze od przestarzałych i nienowoczesnych małżeństw). Na indeksie są także poszukiwania odpowiedzi na pytanie o źródła homoseksualizmu (chyba że chce się dowieść, że są one uwarunkowane genetycznie) lub (za to można trafić na oddział reedukacji z homofobii) sprawdzanie, czy zachowań homoseksualnych można człowieka oduczyć”.

Manipulacja: Terlikowski podaje całą listę „faktów”. Jednakże skąd posiada on wyżej wymienione informacje? Mogę zupełnie podobnie napisać: „Grantów nie da się zdobyć na badania wyższości osób heteroseksualnych nad homoseksualnymi lub badania czy da się oduczyć zachowań heteroseksualnych”. Po pierwsze nie da się otrzymać dofinansowania na badania ideologicznie i zawierające już tezę w tytule. Po drugie nie da się również otrzymać pieniędzy na badania mogące być potencjalnie szkodliwe dla badanych.

Gdyby jednak ktoś w jakiś sposób zdobył grant i takie badania podjął, to na początku musiałby się zmierzyć z histeryczną krytyką medialną (a także akcją wysyłania donosów do sponsorów uczelni czy władz państwowych), a na koniec zostałby okrzyknięty homofobem, którego badania z natury rzeczy – jako ukrytego faszysty – są nieobiektywne.

Manipulacja: Osoba, która wystąpiłaby o grant „Czy zachowań heteroseksualnych da się oduczyć” również zostałaby zaatakowana medialnie.

“Zakaz samodzielnego myślenia (czy żartowania z homoseksualistów – jak pokazuje sprawa opublikowanych niedawno w „Rzeczpospolitej” rysunku Andrzeja Krauzego czy felietonu o kozie Macieja Rybińskiego) jednak nie wystarcza gejowskim rewolucjonistom”.

Manipulacja: Sprawa rysunku Andrzeja Krauzego, w którym zestawił dwóch mężczyzn biorących ślub oraz mężczyzny z kozą na sznurku “Po tych panach kolej na nas” nie dotyczy samodzielnego myślenia, lecz propagowania uprzedzeń i stereotypów.

“Oni chcą wymusić nie tylko milczenie, ale i pełną akceptację czy nawet zachwyt dla swojego stylu życia”.

Manipulacja: Kto chce wymusić na kim? Skąd twierdzenie, że ktokolwiek chce zachwytu dla swojego stylu życia? Czy sprzeciw wobec obrażania mieszkańców Polski, niezależnie od tego czy jest to 7% czy są to 3 osoby, oznacza wymuszanie milczenia i zachwytu?

Lobby gejowskie nie poprzestaje jednak na zmianach prawnych czy prawnym wymuszaniu postaw.

Manipulacja: Kto jest tym lobby gejowskim? Czy są w nim też lesbijki, czy znowu chodzi tylko o homoseksualnych mężczyzn, do których przeważnie katolicy publicyści mają najwięcej uprzedzeń?

“Dla niego o wiele istotniejsze jest, by skłonić wszystkich uczestników życia publicznego do odrzucenia zasad tradycyjnej moralności, a tych, którzy nie mają na to ochoty, wyrzucić poza nawias debaty jako homofobów”.

Manipulacja: Pytam ponownie, czy KAŻDA osoba posiada tę samą „tradycyjną” moralność? Podążając tokiem myślenia autora, że osoby homoseksualne mają inny etos, kwestionuje istnienie jednej uniwersalnej aksjologii. Manipulacja, wpisująca się w nurt publicystyki katolickiej, polega na sposobie powoływania się na moralność (katolicką, chrześcijańską) jako obowiązującą wszystkich, uniwersalną i naturalną. Pomijając fakt, że, zanim powstało chrześcijaństwo, greccy filozofowie pisali już o moralności, która nie rozpatrywała osób homoseksualnych jako niemoralnych.

“Nie mniej istotne jest doprowadzenie do takiej sytuacji, by uprawnienia małżeństw (związane przecież w kulturze i prawie z pewnymi szczególnymi obowiązkami) przysługiwały wszystkim (krótko lub długoterminowym) relacjom seksualnym. Małżeństwo zrównane ma być z konkubinatem, i relacjami homoseksualnymi. A w dalszej perspektywie (wbrew pozorom, biorąc pod uwagę rosnący w siłę ruch przeciwko szowinizmowi gatunkowemu, wcale nie jest to niemożliwe) także z zoofilskim związkiem pana z kozą”.

Manipulacja: Ponowne powoływanie się na stereotyp krótkoterminowości związku homoseksualnego oraz upraszczanie jego istoty wyłącznie do sfery seksualnej. Autor celowo pomija fakt, że osoby homoseksualne mają możliwość uprawiania seksu bez formalizacji ich relacji. Jednakże fakt, że pragną tworzyć związki i brać śluby raczej świadczy o tym, że pragną budować relacje długoterminowe oparte na wzajemnych zobowiązaniach i wierności.

Dziś wprawdzie działacze homoseksualni odżegnują się od zoofilów (protestując choćby przeciw rysunkowi w „Rzeczpospolitej”), ale warto pamiętać, że jeszcze nie tak dawno żądali tylko, aby nikt nie wtrącał się do tego, co dwaj dorośli mężczyźni robią za zamkniętymi drzwiami, i odżegnywali się od postulatów legalizacji „małżeństw” gejowskich, a tym bardziej od adopcji dzieci przez homoseksualistów.

Manipulacja: „Dziś wprawdzie działacze …” zdanie to sugeruje, że środowisko LGBTQ będzie dążyć do legalizacji zoofilii. Nie jest ona w żaden sposób związana z orientacją homoseksualną. Użycie argumentu “od homoseksualizmu do zoofilii jeden krok” to czysta manipulacja. Mogę napisać podobnie: „Dzisiaj konserwatywni publicyści domagają się prawa do otwartego atakowania osób o homoseksualnej orientacji seksualnej oraz uznania ich za chorych, jutro będą żądać przymusowego leczenia, jeśli się to nie powiedzie izolacji, a docelowo eksterminacji”.

“Taka jest logika postępu rewolucji homoseksualnej”.

Manipulacja: To jest logika autora tekstu Tomasza Terlikowskiego oraz jego zniekształcona (subiektywna) wizja świata.

Jeśli godzimy się na uznanie, że prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a jedynym celem jest zadowolenie uczestników tej relacji, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską.

Manipulacja: Powtarza to co napisał na samym początku, aby czytelnik zapamiętał: “Od legalizacji homoseksualizmu do legalizacji zoofili jeden krok”.

Artykuł Terlikowskiego to słabej jakości tekst persfazyjny mający na celu uzasadnienie wpadki Rzeczpospolitej z rysunkiem Andrzeja Krauzego. Niestety jego tekst może skutecznie przekonać średnio zorientowanego w tematyce homoseksualności odbiorcę, który nie odkryje starannie przemyślanej manipulacji autora.

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati