Jeśli prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a celem jest tylko ich zadowolenie, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską.
>> Jeśli kładziemy nacisk na prokreację, to pary bezdzietne też możemy równać do zoofilów? Nie rozumiem jakie zarzuty autor przedstawia w stosunku do zdolności wychowawczych i wierności par homoseksualnych. Stereotypy? Czy jakieś badania?
O co chodzi działaczom gejowskim (…) Czy może raczej o radykalną zmianę modelu kultury i cywilizacji, jaka nas otacza? Czy chodzi o znalezienie dla siebie miejsca wewnątrz wspólnej przestrzeni kulturowej, czy może o światopoglądową rewolucję?
>> Zależy nam na zmianie modelu kultury i cywilizacji z wszechobecnej patriarchalnej heteronormatywności, na świat gdzie swoje miejsce będą mieli zarówno kobiety jak i mężczyźni, hetero, homo, bi, aseksualni, interseksualni, transgenderowi itd. Zapewne będzie to rewolucja. Kiedyś nie do pomyślenia było, żeby osoby o innym kolorze skóry miały takie same prawa jak biali, potem nie do pomyślenia były kobiety przy urnach, a teraz nie do pomyślenia jest, że dwie kobiety lub dwóch mężczyzn mogłoby chcieć zalegalizować prawnie swój związek.
Analiza sposobu działania organizacji gejowskich i ich radykalizujących się postulatów musi prowadzić do wniosku, że celem jest zburzenie cywilizacji zachodniej zbudowanej na normach i wartościach judeochrześcijańskich, a także na pełnej akceptacji i ochronie rodziny. (…) Rewolucja zaś zawsze zakłada, że to, co stare, musi zostać zrównanie z ziemią i dopiero na gruzach starego zbudowana może zostać nowa, już „niedyskryminująca” mniejszości seksualnych kultura. (…)
>> Mam poczucie, że zaburzenia to raczej występują w redakcji „Rzeczpospolitej”. Nikt nie dąży do rozpadu rodziny, nikt nie dąży do zniszczenia Chrześcijaństwa, nikt nie chce zniszczyć istniejącej kultury (gdyby chciał musiałby być szalony). Ustanawianie nowych norm obyczajowych nie musi oznaczać przekreślenia starych. Chyba, że Pan redaktor obawia się, że w momencie, w którym zniknie homofobia, a prawa lesbijek i gejów oraz osób heteroseksualnych zostaną zrównane to nagle się okaże, że podwaliny istniejącej kultury są kruche. Innymi słowy wiele fikcyjnych małżeństw się rozpadnie, wiele rodzin się rozejdzie, bo ludzie wreszcie będą mogli żyć otwarcie przyznając się do swojej tożsamości. Nie mówiąc o tym, że gdyby nie presja społeczna i kwestie formalne zapewne wiele Polaków wypisałoby się z Kościoła. Zapewne wiele rodzin by się rozpadło, ale nie przesadzajmy – dramatycznej rewolucji w tym temacie nie będzie.
(…) Działacze gejowscy i ich poplecznicy doprowadzili bowiem do zmiany znaczenia pewnych słów, zastąpienia starych pojęć nowymi, mając świadomość, że to, jak mówimy, wpływa na to, jak myślimy. (…)
>> Myślę, że warto wspomnieć, że język się zmienia. Stare słowa zastępujemy nowymi lub je wykreślamy z języka, a pewne zmieniają znaczenie. Jest to proces całkowicie naturalny i bardzo trudny do kontrolowania. Miło, że autor wierzy w działaczy środowiska LGBTQ (proszę nie zapominać o lesbijkach, biseksualistach, transseksualistach i osobach queer, to nie są tylko gejowscy działacze) daleko bardziej niż my sami i daleko bardziej niż są oni w stanie działać.
I wcale nie chodzi tu o zastąpienie mało sympatycznego słowa „pedał” czy bardziej fachowego określenia „pederasta” infantylnym terminem „gej” (…), ale o wprowadzenie do debaty publicznej, a nawet do języka ludzi Kościoła terminu „orientacja seksualna”.
>> Słowo „pedał” podpada pod kategorię zmiany znaczenia czy skreślenia z listy słów używanych? Bo o ile mnie wiadomo żadne z powyższych, ale może redakcja ma jakieś wewnętrzne przykazy? Z resztą: straszne rzeczy się dzieją. Tak samo jak słowo „czarnuch” tak i „pedał” jako słowo obraźliwe jest marginalizowane. Dziwnym trafem robi się tak ze wszystkimi brzydkimi słowami (jak chociażby „kurwa”).
A co do orientacji seksualnej – wiem, że wizja edukacji w zakresie seksualności brzmi strasznie tajemniczo i niebezpiecznie, ale jak pokazuje doświadczenie krajów zachodnich – rzetelna edukacja jest zawsze pozytywnym aspektem, nawet jeśli bywa, z początku, kontrowersyjna czy budzi strach. Zapraszam redakcję „Rzeczpospolitej”, aby dała przykład i wpierw sama się dokształciła, a potem pomogła w tym czytelnikom. Myślę, że Kampania Przeciwko Homofobii chętnie pomoże, jeśli ją poprosicie.
Termin [orientacja seksualna], (…) , wcale nie jest bowiem obojętny aksjologicznie i naukowo sterylny. Przeciwnie – zakłada bardzo konkretne poglądy moralne, czyli uznanie, że homo-, bi- i heteroseksualizm są tak samo uprawnionym sposobem uprawiania seksu i budowania relacji. Wniosek z tego założenia może zaś być tylko jeden: nie ma powodów, by jedną z tych orientacji uznawać za lepszą czy bardziej pożądaną od innych.
>> Dziwnym trafem pojęcie rasy też zakłada, że osoby o różnych kolorach skóry są, mimo różnic, równe. Pojęcie lewo- i praworęczności również zakłada równość. Aby wziąć coś bardziej społecznie zależnego (chociaż to jakiej ręki używamy również predestynowane jest częściowo społecznie) przyjrzyjmy się naszym preferencjom. Lubienie lub nielubienie czegoś nie klasyfikuje nas jako lepszych lub gorszych ludzi. Nie ma w tym więc nic dziwnego, że nauka nie zajmuje się hierarchizowaniem czy ocenianiem czynów ludzi, a jedynie stwierdza, że dane zachowania seksualne, zawierające się w pojęciu orientacji seksualnej, występują w przyrodzie, nie są aberracją czy chorobą i współwystępują na równi między sobą.
Takiego wniosku nie da się zaś oprzeć na wynikach nauk empirycznych. Z faktu bowiem, że relacje homoseksualne występują niekiedy w przyrodzie (…) nijak nie wynika, że takie zachowanie jest normalne czy moralnie akceptowalne. Gdyby tak było, to prawodawstwo czy publiczna moralność byłaby zmuszona uznać za normę także zjadanie swoich partnerów po odbytym stosunku seksualnym (…).
>> Widzę, że autor jest specem od nauk empirycznych (szczególnie po studiach filozoficznych). A na jakich badaniach się opiera?
Dlaczego zjadanie partnera jest niemoralne? Dlatego, że krzywdzimy drugą osobę, czy dlatego, że istnieją takie osoby, którym się to nie podoba? Istnienie takich przypadków w przyrodzie ma pokazać jedynie, że nie jest to aspekt, który warunkowany jest jedynie społecznie (czyli nie jest wymysłem ludzi). Oczywiście nie powinniśmy się przejmować „naturalnością”, ponieważ zaprowadziłoby to nas do odrzucenia cywilizacji – większość naszych zachowań i elementów kultury jest nienaturalnych: mycie zębów, jeżdżenie samochodem itd.
Pojęcie normalności również nie jest słusznie stosowane. Normalnym nie jest bycie inwalidą, normalnym nie jest wychowywanie się w domu dziecka czy niepełnej rodzinie itp. Czy to powoduje, że zabieramy tym osobom prawa, (słusznie) traktujemy jako grosze lub prawnie wykluczamy ze społeczeństwa?
Działacze gejowscy mają świadomość tego, że ich argumenty na poziomie naukowym są słabe, dlatego próbują zakazać prowadzenia jakichkolwiek badań mogących przynieść ustalenia niezgodne z ich oczekiwaniami. Wymuszone na Amerykańskim Towarzystwie Psychiatrycznym czy Światowej Organizacji Zdrowia decyzje o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób traktowane są jak objawienie, którego nikomu nie wolno podważać.
>> Znów ciekawa teoria redaktora. Jako działaczka, nie, nie mam poczucia słabości moich argumentów. Rozmawiałam z kilkoma moimi znajomymi działaczami i oni również nie mają takiego wrażenia. Ale Pan redaktor ma widocznie ciekawych znajomych.
Nie słyszałam, żeby ktoś zabraniał badań nad homoseksualizmem. Co więcej dużo gejów i lesbijek włącza się w badania by odkryć przyczyny homoseksualizmu. Co więcej, nie mamy również pretensji, że naukowiec pokroju Camerona prowadzi badania. Mamy pretensje, że rozmija się z metodologią i danymi, na które się powołuje, ale nikt nie zabrania mu robić badań.
Nie wiem kto wymuszał na APA i WHO wykreślenie homoseksualizmu z listy chorób, ale chciałabym, żeby to samo, bliżej nieokreślone, lobby homoseksualne (a może grupa trzymająca władzę?) zajęło się teraz wprowadzaniem praw antydyskryminacyjnych, walką z homofobią i edukowaniem społeczeństw. Dziwnym trafem po dokonaniu „objawienia” (ciekawa konstrukcja: opisywanie zjawisk naukowych dotyczących środowisk LGBTQ w kategoriach religijnych..) owi „oni” zniknęli i przestali działać. A skoro tak – to ich działanie podważać można.
Psycholog, socjolog czy choćby polityk, który odważy się zasugerować, że homoseksualizm jest odstępstwem od normy, zostanie skazany na wieczną infamię, a próba zorganizowania z nim spotkania ((…) Paulem Cameronem) kończy się nieodmiennie histerią i wzywaniem do zaangażowania policji czy prokuratury do walki z nienawiścią.
>> Wystarczy popatrzeć na posła Palikota – ma na swoim koncie homofobiczne wypowiedzi, a jednak otrzymał Hiacynta. Potępiamy dogłębnie. I na całe życie!
Co do pana Camerona: histerii nie było. Stwierdzony był fakt, że osoba, która ma kłopoty z podstawami metodologii socjologicznej (materiał, który studenci socjologii opanowują na 2 roku) ma być głównym gościem konferencji NAUKOWEJ. Ot. Nic wielkiego. Władze uczelni się wystraszyły i odwołały konferencję, którą, później, zorganizowała grupka studentów. Na prelekcji pojawiło się trochę osób nie-heteronormatywnych (w tym niżej podpisana) – posiedzieliśmy, posłuchaliśmy i poszliśmy. Policja wzywana miała być na nas, a nie na Camerona, a o prokuraturze, to już w ogóle nic nie wiem. Ale zapewne Pan autor był i sam prokuraturą straszył, skoro tak pisze.
[poseł holenderski] (…) został skazany (…) , ponieważ stwierdził, że homoseksualizm stanowi zagrożenie dla ludzkości. A brytyjskich dziennikarzy katolickich wysyłano już na przymusowe leczenie z homofobii.
>> Za porównanie do faszyzmu też można zostać skazanym. A homofobię, w przeciwieństwie do homoseksualizmu, da się leczyć. Czy powinno się przymusowo – to kwestia sporna.
Ale –(…) – kwestionowanie „normalności” homoseksualizmu jest zakazane także na uniwersytetach czy w ośrodkach badawczych. Niedopuszczalne jest podejmowanie leczenia homoseksualistów. (…) Ronald Plasterk cofnął rządowe dotacje dla ewangelickiej fundacji Onze Weg, która wspiera homoseksualnych chrześcijan szukających drogi wyjścia ze swej skłonności i – co gorsza – może się poszczycić sukcesami.
>> Wszystko zależy od metod „leczenia”. Z resztą- dziwnym trafem- ośrodki „leczące” z heteroseksualizmu też nie dostają dotacji od państwa. Jeśli ktoś jest homoseksualistą i czuje się z tym źle (a oczywiście może), to może rozmawiać z psychologiem, może się modlić (a jakże), ale trudno powiedzieć, że się da farmakologicznie „uleczyć” z orientacji seksualnej. Tak jak państwo nie dotuje szamanów, medycyny chińskiej i innych tego typu metod, to dlaczego miałby wspierać „leczenie” z homoseksualizmu?
I ja, w przeciwieństwie do autora – cieszę się, że ludzie, którzy chcieli zmienić swoją orientację odnieśli sukces. Ale, jako, że czynników wpływających na orientację jest masa, nie oznacza, że każdy chce i da się „leczyć”. Na pytanie dlaczego jestem lesbijką odpowiadam: „Bo chcę. Tak jestem i jest mi z tym dobrze.”
Nie da się zdobyć finansowego wsparcia np. na przebadanie trwałości związków osób tej samej płci (…). Na indeksie są także poszukiwania odpowiedzi na pytanie o źródła homoseksualizmu (…) lub (…) sprawdzanie, czy zachowań homoseksualnych można człowieka oduczyć.
>> A na podstawie czego autor się opiera? Domysły? Czy próbował otrzymać grant i mu omówiono? Analogiczne mogę napisać, że granty dostają tylko Ci, co z homoseksualizmu leczą – równie uargumentowane stwierdzenie.
Gdyby jednak ktoś w jakiś sposób zdobył grant i takie badania podjął, to na początku musiałby się zmierzyć z histeryczną krytyką medialną (…), a na koniec zostałby okrzyknięty homofobem, którego badania z natury rzeczy – jako ukrytego faszysty – są nieobiektywne.
>> Ostatnio histeryczne wystąpienia na temat homoseksualizmu ma chyba tylko „Rzeczpospolita”. Jeśli jednak autor postanowi powołać się na konkretną sytuację, to chętnie odpowiem. Do wyobraźni Pana redaktora ustosunkowywać się nie będę.
Zakaz samodzielnego myślenia (czy żartowania z homoseksualistów – (…) ) jednak nie wystarcza gejowskim rewolucjonistom. Oni chcą wymusić nie tylko milczenie, ale i pełną akceptację czy nawet zachwyt dla swojego stylu życia.
>> Zdecydowanie! Nasza różowa bojówka siedzi całe dnie i przegląda prasę, telewizję i internet w poszukiwaniu materiałów o homoseksualistach i tylko czyha by ruszyć w bój!
Zdaje się, że autor nie rozróżnia żartu od obrażania. W takim wypadku nie bardzo czuję się na siłach by tą, niekoniecznie subtelną, różnicę wyjaśniać. Zazwyczaj powinni zajmować się tym rodzice i jeśli niektórym redaktorom „Rzeczpospolitej” tej wiedzy brakuje – polecam nadrobić we własnym zakresie.
A samodzielne myślenie – jak najbardziej. Z naciskiem na słowo myślenie.
Hiszpański sędzia Fernando Ferrin Calamita za to, że odwlekał przyznanie parze homoseksualnej dziecka – czyli za „jawną homofobię”, (…) – stracił prawo wykonywania zawodu na dwa lata. (…)
>>Zdaje mi się, czy jeśli jest przewinienie to jest kara? Nie widzę w tym nic dziwnego. AAAA! No tak.. Homofobia to nie przestępstwo.. Tak jak dyskryminowanie kobiet, poniżanie kolorowych itd, prawda?
W Wielkiej Brytanii katolickie (…) ośrodki adopcyjne musiały w ubiegłym roku zaprzestać swojego działania, ponieważ sądy uznały, że odmowa przekazywania dzieci parom homoseksualnym jest złamaniem przepisów „Sexual Orientation Regulations” z 2007 roku.
>> Znów: jest przestępstwo, jest kara. Chociaż nie wierzę, żeby karą za homofobię było zamknięcie ośrodka..
Za homofobkę, której zdanie nie powinno się liczyć, została także uznana (…) ciężko chora kobieta, którą brytyjska opieka społeczna w Brighton zmusiła do przekazania swojego dziesięcioletniego syna pod opiekę parze homoseksualnej (…)
>> Homofobia nie oznacza, że dane zadanie się nie liczy. Oznacza, że to, co dana osoba mówi jest mową nienawiści skierowaną do kogoś innego. Jest czymś złym.
Irracjonalny strach ten pani przed oddaniem dziecka innej rodzinie nie jest niczym co należy pochwalać. Oczywiście nie znam szczegółów sprawy i zapewne był jakiś powód dla którego opieka społeczna zainteresowała się jej synem, ale gdyby pani nie chciała oddać dziecka heteroseksualnej parze sprawy by nie było, prawda?
Z resztą – dlaczego miałaby nie chcieć oddać normalnym ludziom.. ale dwóm pederastom to wiadomo!
Lobby gejowskie nie poprzestaje jednak na zmianach prawnych czy prawnym wymuszaniu postaw. Dla niego o wiele istotniejsze jest, by skłonić wszystkich uczestników życia publicznego do odrzucenia zasad tradycyjnej moralności, a tych, którzy nie mają na to ochoty, wyrzucić poza nawias debaty jako homofobów. W mediach odniesiono sukces, podobnie w szkole (…) dzieci od przedszkola uczą się o równouprawnionych metodach zaspokajania popędu płciowego.
>> Czekałam na lobby gejowskie. Pan redaktor mnie nie zawiódł. Lobby kilku bliżej nieokreślonych panów gejów. Równie udokumentowane jak kosmiczna ektoplazma, która zapładnia węże w środy wieczorem. Bzdura, pusty frazes. Istna grupa trzymająca władzę nad światem.
Tradycyjna moralność. Kara śmierci. Seks przedmałżeński karany ukamienowaniem. Bekanie przy stole objawem smaczności jedzenia – nie wszystko co tradycyjne jest cudowne..
Równouprawnione metody zaspokajania popędu płciowego – o rany. Tak samo równouprawnione jak seks jest masturbacja i co z tego? Mamy się bać?
Problemem są jedynie Kościoły (…) chrześcijańskie, które (…) „wciąż budują swój stosunek do aktów homoseksualnych na Biblii”. A w niej trudno jest znaleźć coś miłego na temat homoseksualistów. Ale i na to działacze gejowscy mają radę: dokonują radykalnej reinterpretacji Biblii i znajdują w niej dobrze ukryte wątki homoseksualne (…).
>> W Biblii generalnie jest mało „miłego”. To tak na wstępie. I rozczaruję autora – nie bardzo był zamiar, żeby Biblię miłą zrobić.
Nie wiem skąd redaktor się tak dobrze zna na tym co mówią (nieznani) działacze gejowscy, ale zaczynam mieć podejrzenia, że te informacje pochodzą z pierwszej ręki.. I to bliskiej, bo mimo moich kontaktów z aktywistami ruchu, to ja takich informacji nie mam.
Nie muszę chyba przypominać, że Kościół to nie tylko Biblia (którą można interpretować na 1001 sposobów), ale również inne zasady – jak KKK, która wiadomo co o homoseksualistach mówi.
Budują także wewnątrz wspólnot religijnych wpływowe lobby homoseksualne – wystarczy wspomnieć (…) [fundacje] , która przyznała ostatnio milion dwieście tysięcy dolarów grupom gejowskim na propagowanie wśród wyznań chrześcijańskich pełnej akceptacji dla aktów homoseksualnych.
>> Znowu to lobby. Gejowski lobbysta na prezydenta, jak taki skuteczny. Swoją drogą ciekawa sprawa – nie było by homofobii nie trzeba by było na nią marnować pieniędzy. Nie trzeba byłoby tłumaczyć Chrześcijanom, że powinni nas kochać nawet jeśli grzeszymy.
Wspólnoty, które tego rodzaju działaniom nie ulegają (…), stają się przedmiotem niewybrednych ataków czy żartów. Warto zwrócić tu uwagę na ewolucję, jakiej podlegają gejowskie parady w Polsce. Jeszcze niedawno zwolennicy „równouprawnienia (…) maszerowali w swoich codziennych ubraniach z balonikami przez Polskie miasta. Dziś już geje i lesbijki na swoich manifestacjach coraz częściej pozwalają sobie nie tylko na epatujące homoseksualnym erotyzmem stroje, ale też na przebieranie się w habity i sutanny (…) – oczywiście wyposażone w specyficzne akcesoria, takie jak tęczowe stuły czy dyndające na piersi penisy.
>>Autor napisał lesbijki? GRATULACJE!
Strój pokojówki też autorowi uwłacza, bo uraża grupę zawodową jaką są pokojówki? Nie traktujmy księży i zakonnic jak uprzywilejowanej grupy. Jeśli ktoś jest niewierzący to taki strój nie ma dla niego żadnej symboliki poza tą, którą niosą ze sobą zawsze uniformy. Poza tym może warto się zastanowić co osoby tak ubierające się w ten sposób chcą powiedzieć?
PS jak można epatować homoseksualnym erotyzmem? I czym się różni od heteroseksualnego?
(…) Grupy działaczy homoseksualnych celowo profanują msze święte, przerywają kazania biskupów czy inspirują władze państwowe do potępiania Kościoła katolickiego. W listopadzie ubiegłego roku trzydziestu gejów wtargnęło do ewangelickiego kościoła w Lansing w stanie Michigan. „Jezus był homo!” – wykrzykiwali. Wdarli się na ambonę i rozwiesili tęczową flagę. W ubiegłym miesiącu zaś władze miejskie Los Angeles przyjęły rezolucję odcinającą się od „homofobicznego katolicyzmu”.
>> Mogę, z głowy, podać kilkanaście przypadków homofobicznych zachowań stosowania przemocy fizycznej. Mogę również podać przykłady mowy nienawiści hierarchów Kościoła. Nie uważam, że to co robili w kościele ci geje było dobre, ale operowanie przykładami radykalizmów do niczego nie prowadzi.
(…) zielonoświątkowiec, którego skazano (…) za przypominanie, co o aktach seksualnych między mężczyznami mówi Stary Testament.
>> Pytanie brzmi CO mówił, bo szczerze wątpię, żeby został skazany za cytowanie Biblii.
Wszystkie te działania odbywają się oczywiście pod hasłem obrony uczuć homoseksualistów, które w debacie publicznej zastąpiły pojęcie moralności publicznej czy uczuć religijnych (te ostatnie mogą być bezkarnie obrażane przez działaczy gejowskich).
>> Nawias to sugestia autora czy pobożne życzenie? Nie wiedziałam, że moje uczucia zastąpiły moralność publiczną albo czuje uczucia religijne. To bardzo ciekawe.. To oznacza, że Pan redaktor czuje to co ja zamiast potrzeby pójścia do kościoła?
Wymuszenie (gdy trzeba – za pomocą środków karnych lub szantażu) uwielbienia dla homoseksualizmu nie jest jednak ostatnim krokiem na gejowskiej mapie drogowej. Już teraz część środowisk homoseksualnych otwarcie przyznaje, że trzeba iść dalej i wprowadzić do systemów prawnych model „pozytywnej dyskryminacji” w odniesieniu do heteroseksualistów – chodzi o coś w typie „akcji afirmatywnej”, którą kilkadziesiąt lat temu stosowano wobec kolorowych mieszkańców USA. Podobnie jak kiedyś Murzyni, obecnie uciskana przez wieki mniejszość homoseksualna powinna otrzymać prawa większe od heteroseksualistów, tak by dokonało się zadośćuczynienie za wieki męczarni.
>> O_o” czyżby autor uważał, że osoby kolorowe mają więcej praw niż biali? Chyba, że chodzi o rodzaj parytetów. Nie wiem to Pan redaktorowi takich bredni naopowiadał, ale cokolwiek ta osoba brała – niech przestanie – to na pewno szkodliwe dla zdrowia. Takie ziółka na pewno są na liście nielegalnych.
Przez myśl mi nie przeszło, że z racji mojej orientacji mam mieć „lepiej” niż moje heterokoleżanki. Nigdy nie wymuszam uwielbiania dla homoseksualizmu – jest mi to do szczęścia całkowicie zbędne. Nie szantażuję i nie grożę sądami nikomu. Znajomi Pana redaktora są bardzo niemiłymi ludźmi. Polecam poszukać jakiś innych, bo to już zakrawa o masochizm – kolegować się z kimś takim (bo rozumiem, że przykłady wymuszeń itd. autor zna z autopsji).
Nie mniej istotne jest doprowadzenie do takiej sytuacji, by uprawnienia małżeństw (związane przecież w kulturze i prawie z pewnymi szczególnymi obowiązkami) przysługiwały wszystkim (krótko lub długoterminowym) relacjom seksualnym. Małżeństwo zrównane ma być z konkubinatem, i relacjami homoseksualnymi. A w dalszej perspektywie (wbrew pozorom, biorąc pod uwagę rosnący w siłę ruch przeciwko szowinizmowi gatunkowemu, wcale nie jest to niemożliwe) także z zoofilskim związkiem pana z kozą.
>> Jakieś to obowiązki autor ma na myśli? Wspólne rozliczanie się przed urzędem? Posiadanie dzieci obowiązkiem nie jest. Seks również. Wierność? Przy rozwodach w co 3-4 małżeństwie te kwestie przestają mieć znaczenie. Przy rosnącej liczbie dzieci w konkubinatach obowiązki małżeńskie tracą na znaczeniu.
Wbrew temu co pisze autor ja na zoofili się nie znam i dlatego nie będę ani za, ani przeciw. Dla mnie najważniejsze jest to, czy zwierze jest krzywdzone. A reszta leży w libido. Dziwnym trafem męskim, bo historii gwałtu na kozie w przypadku kobiety nie słyszałam (może niedoinformowana jestem?).
Dziś wprawdzie działacze homoseksualni odżegnują się od zoofilów (protestując choćby przeciw rysunkowi w „Rzeczpospolitej”), ale warto pamiętać, że jeszcze nie tak dawno żądali tylko, aby nikt nie wtrącał się do tego, co dwaj dorośli mężczyźni robią za zamkniętymi drzwiami, i odżegnywali się od postulatów legalizacji „małżeństw” gejowskich, a tym bardziej od adopcji dzieci przez homoseksualistów.
>> Homoseksualność i zoofilia mają tyle samo wspólnego co heteroseksualność i zoofilia. Nie wiem czego „nie dawno” „żądali” „działacze homoseksualni” (wreszcie te lesbijki zostały gdzieś upchane), ale wiem, że w tej chwili chcemy równości. Tylko i aż tyle.
Taka jest logika postępu rewolucji homoseksualnej. Jeśli godzimy się na uznanie, że prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a jedynym celem jest zadowolenie uczestników tej relacji, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską. Żart Macieja Rybińskiego może już niebawem stać się ciałem. Tyle że autorem listu w obronie praw seksualnych zwierząt będzie nie koza Mećka, ale Kampania przeciw Zoofobii albo jakiś wojowniczy publicysta „Gazety Wyborczej”, który oznajmi, że żarty ze związków zoofilskich „obrażają nas wszystkich”.
>> Pokrętna logika Pana redaktora, a nie rewolucji homoseksualnej (której nie ma). Rewolucja zakłada gwałtowną zmianę, a opisany proces jest procesem podzielonym na etapy i rozłożonym w czasie. Jeśli już, to ewolucja.
Powtarzanie pseudotezy z początku artykułu nie sprawi, że stanie się bardziej prawdziwa. Nadal będą osoby wierne i wychowujące dzieci oraz te, którym to dynda. Niezależnie od orientacji, religii czy koloru skóry.
Ponawiam pytanie czy koza podczas seksu odczuwa przyjemność – jak sugeruje autor. No i jeśli uważa, że można człowieka z kozą porównać, to ja się boję do czego sam się lubi porównywać (szczególnie w kontekście wcześniej wspomnianych tendencji masochistycznych Pana redaktora). Przynajmniej już wiemy kto będzie prezesem KPZ.
(…) chcemy takiego świata?
>> Tolerancyjnego, bez homofobii, religijnego fanatyzmu, w którym ludzie będą równi – tak, zdecydowanie chcę takiego świata.
___________
Oryginalny tekst (bez pogrubenia) ukazał się 25 czerwca w Rzeczpospolitej.