Archiwum miesiąca Lipiec, 2009

Cześć, jestem gejem, czyli coming out cz 2

Autor MultiKulti 31 lipca 2009

Pierwszym i najważniejszym coming outem jest coming out „wewnętrzny” – powiedzenie samemu sobie do lustra „jestem gejem/lesbijką”. Dojście do tego osiągnięcia zajęło mi jakieś 10 lat. Dużo. Ale są i tacy homoseksualiści, który umierają w zakłamanej heteromasce. Niesławny nowojorski adwokat Roy Cohn, (później ukazany sztuce i serialu telewizyjnym „Anioły w Ameryce”) twierdził, że nie jest homoseksualny, że „tylko sypia z mężczyznami”. Wszechobecna homofobia wyniosła niejednego homoseksualistę na szczyty hipokryzji.

W dzisiejszych czasach emancypacji mniejszości seksualnych coraz więcej osób homoseksualnych odmawia życia w obłudzie i po samozaakceptowaniu swej homoseksualności decyduje się rzucić homofobii rękawicę. Ujawniają się przyjaciołom. Ujawniają się rodzinie. Ujawniają się w pracy. A niektórzy ujawniają się publicznie.

W Polsce – prócz znanych działaczy i działaczek gejowsko-lesbijskch – jak np. Robert Biedroń, Yga Kostrzewa, Marta Abramowicz , Szymon Niemiec czy Tomasz Bączkowski – publicznego coming outu dokonali m.in. pisarze młodszego pokolenia: Bartosz Żurawiecki, Michał Witkowski, Izabela Filipiak, Marcin Szczygielski, reżyser Krystian Lupa, aktor Jacek Poniedziałek, tancerz Michał Piróg, dziennikarze Jakub Janiszewski, Tomasz Raczek i Dariusz Stasik, dziennikarka Anna Laszuk. Brawa im wszystkim za odwagę. Czekamy na następnych, kolejka jest długa…

Ujawnienie się przyjaciołom jest chyba stosunkowo najłatwiejsze; w końcu przyjaciół sami – w przeciwieństwie do rodziny – wybieramy. Geja czy lesbijki krąg znajomych to z reguły nie jest towarzystwo homofobiczne (choć i takie perwersje się zdarzają), ale raczej otwarte, tolerancyjne, liberalne.

Wśród moich przyjaciół nie ma homofobów, co oczywiście nie oznacza, że wszystko poszło bezproblemowo. Bywa, że aby nie „porazić” delikwenta, wybiera się strategię: „powiem, że jestem bi” w przeświadczeniu, że bycie bi jest bardziej do przełknięcia. Albo przedstawia się znajomym swojego chłopaka/dziewczynę i zachowuje się, jak gdyby nigdy nic – „niech się sami domyślą!”. Główny problem polega na tym, że gdy ujawniamy się przyjaciołom po pewnym czasie – trzeba przyznać, że wcześniej ileś razy się ich oszukało, albo przemilczało pewne kwestie („wiesz, ten mój kumpel, z którym poznałem Cię 3 miesiące temu, nie jest tylko zwykłym kumplem…”).

Z rodziną sprawa jest trudniejsza – wielu z nas ma pecha i dorasta w rodzinach skrajnie homofobicznych (szczęściarze wychowują się w atmosferze homofobii typu „light” a absolutne wyjątki dorastają w niehomofobicznym albo wręcz antyhomofobicznym raju). Jeśli przypadkiem rodzice są też „głęboko wierzącymi katolikami” (przypadek u nas niestety nierzadki) – coming out często zamienia się w dramat.

Doświadczeniem wielu gejów/lesbijek ujawniających się swym religijnym rodzicom jest groteskowy wręcz brak zrozumienia i ignorancja ze strony rodziców „święcie” przekonanych, że homoseksualizm to moralna zgnilizna, obrzydliwość, życie w nieszczęsnej samotności i absolutnie zero szans na Królestwo Niebieskie.

Autor: Mariusz Kurc

Artykuł pochodzi z MultiKulti

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

KPH Kraków – Aleksandra Sowa

Autor Aleksandra Sowa 30 lipca 2009

1. Imię i nazwisko (ew. nick), jakiś kontakt
Aleksandra Sowa, asowa@kph.org.pl

2. Oddział
KPH Kraków

3. Dane metryczkowe: wiek, miejsce pochodzenia, stan związkowo/małżeński

Nic ciekawego: 18 lat, Kraków, singielka z natury i przekonania

4. Dlaczego KPH?

Ze względu na profil działania: organizacji nie ograniczającej się do działań pomocowych (choć jednocześnie je prowadząca), ale funkcjonująca również bardzo mocno w przestrzeni publicznej i medialnej, będąca bardzo wyważonym i merytorycznym głosem w sprawach LGBTQ, na bieżąco interweniująca w sprawach ważnych politycznie i społecznie, proponująca wiele opcji i możliwości zaangażowania się na poziomach lokalnych i włączenia w walkę o respektowanie praw nieheteroseksualnych.

5. Co zrobiłaś w swoim oddziale (ew. czym się zajmujesz)?

Od prawie dwóch lat jestem koordynatorką oddziału, robiłam w nim już wszystko ;-) Od rozlepiania plakatów, robienia happeningów, przez pisanie stanowisk i oświadczeń, organizowanie imprez i spotkań po prowadzenie debat :)

6. Kilka słów polecenia swojego oddziału – dlaczego warto dołączyć, jak fajni jesteście?

Jedyny oddział w Polsce z gejowską divą jako koordynatorką ;-)

7. Fajna sytuacja z życia oddziału?

Wszystkie są fajne ;-)

8. Kika słów o sobie:
- hobby
- ulubione książki/filmy/muzyka
- edukacja

Działam społecznie od 14 – ego roku życia, kiedy chodziłam na swoje pierwsze Manify i marsze. Świadomość wzięła się z impulsu, którego nie pozwoliłam sobie zmarnować :) Od zawsze interesowałam się literatura, a książki z szeroko pojętego kanonu gender / queer połykam na kilogramy, oczywiście nie ograniczając się tylko do tej dziedziny literackiej – staram się być na bieżąco z nowościami wydawniczymi, ale też odgrzebywać to, co cenne intelektualnie – choć oczywiście jest to trudne. Muzyka, kultura, sztuka – to moja kolejna pasja, obecnie w fascynacji popkulturą, ale przechodziłam też etap miłości do sztuki, kultury i muzyki gotyckiej – również w jej najnowszych wydaniach. Oczywiście prawa człowieka, a w szczególności kobiet i mniejszości seksualnych tak z perspektywy praktycznej jak i teoretycznej, to moja kolejna pasja. Poza tym piszę, śpiewam, działam i współpracuję z kilkoma organizacjami pozarządowymi, pracuję, uczę się i poświęcam czas przyjaźni – która jest dla mnie wartością najważniejszą.

9. Od kiedy wiesz, że jesteś? Kilka słów o coming oucie

Jestem biseksualna i trudno mi powiedzieć o jakimś jednym, wielkim i spektakularnym wyjściu z szafy. Nigdy nie ukrywałam swojej orientacji seksualnej, dla mojego otoczenia to nie było tajemnicą.. I chyba to moje, naturalne „oswojenie” z własną tożsamością seksualną udzieliło się mojemu środowisku :) A kiedy zorientowałam się, ze jestem bi? Zależy o co pytasz – o dowód „namacalny” ;-) czy moją świadomość.. Co do tego drugiego – świadomość jest rzeczą płynną, mogę rzucać datami, ale po co? To nie będzie naturalne.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Napis „manga” po japońsku

Tezuka stworzył wiele niezapomnianych do dziś tytułów mang i anime (mangowych filmów animowanych), między innymi historię genialnego chirurga, ustawicznie rozdartego między śmiercią a podtrzymywaniem życia pacjentów („Black Jack”), opowieść o chłopcu-robocie pragnącym zostać człowiekiem („Astro Boy”) czy nawet mangową biografię Buddy („Buddha”). Przede wszystkim wyznaczył jednak nowy prąd w rysowaniu komiksów:

To właśnie ten twórca po raz pierwszy pokazał, że  komiks może poruszać każdą tematykę, jaką tylko można sobie wyobrazić – science fiction, przygoda/akcja, romans, horror, dramaty dla dorosłych. W ten sposób stworzył Tezuka nową grupę odbiorców, która obejmowała każdą grupę wiekową[7].

Od czasów twórczości Osamu Tezuki (lata 50-te XX wieku) manga jest traktowana w Japonii jako normalny aspekt życia codziennego. Szacuje się, że 80% drukowanych w Japonii książek to tomiki mangi. Ukazujący się od 40 lat magazyn „Shonen Jump”, publikujący na swoich łamach mangi w odcinkach na blisko 500 stronach, jest wydawany co tydzień w nakładzie 3 milionów egzemplarzy[8].

96px-Wikipe-tan_moppingMimo różnic w percepcji dzieł komiksowych[9] manga jest dziś wydawana w wielu zakątkach świata – w tym najsilniejszymi (oprócz japońskiego) rynkami jest rynek francuski, niemiecki i oczywiście amerykański. W Polsce w chwili obecnej funkcjonują cztery wydawnictwa senso stricto mangowe – najstarsze z nich, Japonica Polonica Fantastica (J.P.F.) działa od 1996 roku. Różnorodność stylów i tematyki, a także możliwość dokładnego przedstawienia emocjonalności bohaterów – w tym specjaliści dopatrują się sukcesu mangi na całym świecie.

_______________

[7] „Po wszystkim, co mangowe, podróży część pierwsza” w: Kompedium Kawaii , Listopad 1999, nr 1

[8] „Shonen Jump – 40 lat minęło…” w: Otaku, Luty 2009, nr 2/2009 (15)

[9] Ponieważ japoński komiks miał swoje korzenie w sztuce drzeworytu, szybko stał się traktowany „na poważnie” w rodzimej Japonii – czego nie da się powiedzieć o krajach, gdzie komiks był lub jest traktowany jako pozycja dla dzieci.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Gejdar„Czy dobrze jest być gejem?” jeden z rozmówców Dominiki Buczak i Mike’a Urbaniaka odpowiada „a czy dobrze jest oddychać?”. Tych dwoje wziętych dziennikarzy postanowiło porozmawiać z homoseksualnymi mężczyznami i poznać ich życia. Owocem dwóch lat pracy jest zbiór zapisów  rozmów, wydany przez Ha!art „Gejdar”.

Autorzy książki próbowali opisać świat polskich gejów. „Nie jest to możliwe” – przyznają sami we wstępie. I choć każda z historii jest inna, to razem tworzą jednak pewną całość. Na 215 stronach znajdujemy poruszające zwierzenia 16 mężczyzn, z których najstarszy w momencie wydania książki (2008 rok) miał 75 lat, najmłodszy ledwo osiągnął pełnoletniość. Wśród nich znaleźli się między innymi profesor medycyny, niedoszły ksiądz, reżyser teatralny, działacz międzynarodowej organizacji LGBT, licealista. Co ich łączy? „Są gejami mieszkającymi w Polsce” – tłumaczą nam autorzy. Ale i to raczej ich różni. Każdy z bohaterów przeżywa swoją homoseksualność na własny sposób, a światy w których żyją – owa „Polska” – w przypadku każdego z nich jest inna.

Podobnie z historiami które odnajdziemy w „Gejdarze”, każda jest nieco inna, niektóre ciekawsze od innych, każda ważna. Bohaterowie mówią o sobie różnie: gej, ciota, pedał, „ten który woli panów” albo „lubi chłopców”. Zdradzają misterne kody używane by ujawnić się wybranym i sieć kłamstw wikłaną przez lata, by pozostać w ukryciu przed całą resztą.

Jacy są polscy geje? Są bardzo ‘polscy’. Często konserwatywni, bywa że nie stronią od zakłamania.  Nierzadko można ich zobaczyć w okolicach kościołów, na klęczkach przy konfesjonale, czy nawet w murach seminarium („Lepszego supermarketu z gejami [się] nie znajdzie” – czytamy w jednej z rozmów). Godzenie katolickiej wiary z homoseksualnością przypłacają schizofrenią albo nie miewają z tym większych problemów.  Bywa, że religię traktują z niechęcią, bywa że nie myślą o niej wcale. Czasami walczą o swoje prawa, częściej są obojętni i pragną jedynie świętego spokoju lub sami sobie odmawiają prawa do równego traktowania. Niejeden skrycie marzy o stabilizacji, rodzinie i posiadaniu dzieci, są i tacy, którzy od marzeń o ojcostwie się odżegnują.

Dominika Buczak

Dominika Buczak

Bywają otwarci i życzliwi, ale równie często są nietolerancyjni i homofobiczni. Nurzają się z masochistycznym upodobaniem w (auto)stereotypach. O innych gejach czasami mówią ‘my’, ale często też ‘oni’. Sami narażeni na niechęć otoczenia, miewają wiele uprzedzeń – w stosunku do innych gejów („ze środowiska”, „przegiętych”, wylansowanych”), lesbijek („zbyt męskie”, choć „są też ładne lesbijki”), kobiet w ogóle (jeden z bohaterów nazywa siebie „antyfeministą”) czy heteroseksualnych mężczyzn. Seksizm nierzadko gości w ich wypowiedziach.

Ich życie seksualne bywa bujne i pełne momentów zapomnienia, ale i seks bywa nieudany, często jest tylko wirtualny, czasami nie ma go wcale.

Wszyscy natomiast bohaterzy „Gejdaru” mniej lub bardziej skrycie pragną miłości, choć różnie ją definiują, boją się samotności, a od większości trąci trochę zapachem starej szafy.

Czym jest tytułowy gejdar? Jak wyjaśnia Grzegorz, pierwszy z bohaterów książki, to umiejętność

Mike Urbaniak

Mike Urbaniak

poznania czy ktoś jest gejem po „ruchu, sposobie ubierania się, wyglądzie” (gejdar to spolszczenie angielskiego „gaydar” wywodzącego się od słowa radar). Ów gejowski „szósty zmysł” musi nieco wariować w kontakcie z tak różnymi ludźmi których poznajemy podczas lektury. Ale gejdar to także dar bycia gejem i często brzemię. Wszyscy bohaterowie książki dorastali i żyją naznaczeni odmiennością, czasami potrafią to wykorzystać dla bardziej świadomego, dojrzalszego życia, innym razem nie radzą sobie zupełnie.

„Gejdar” można też rozumieć w kontekście religijnym. Janek, jeden z kilku bohaterów książki dla których katolicyzm jest ważnym elementem tożsamości, co prawda jęczy „Boże, znowu te pedały” oglądając z rodziną relację z Parady Równości, ale w kontakcie ze swoim spowiednikiem jest bardziej otwarty. Uważa się za dziecko Boże, regularnie się spowiada, śpiewa w chórze gospel, a pierwszy raz przeżył z chłopakiem poznanym na pogrzebie dzieci nienarodzonych. Dla niego homoseksualność to niejako „dar” od Boga, krzyż , który trzeba nieść, zadanie do wykonania.

Autorzy „Gejdaru”, Dominika Buczak i Mike Urbaniak, heteroseksualna kobieta i homoseksualny mężczyzna wydają się świetnym tandemem dla tego zbioru wywiadów. Nie próbują wpleść historii swych rozmówców w z góry przyjętą wizję, dopasować je do jakiegoś schematu. Są otwarci, życzliwi, dociekliwi. Próbują dobrze poznać swoich rozmówców, ukazać ich takimi, jakimi są, ani lepszymi, ani gorszymi. Nie boją się zadawać trudnych pytań. Nie szukają taniej sensacji. Choć niektórych bohaterów „Gejdaru” łatwo zidentyfikować, a inni (np. Tomasz Szypuła) identyfikują się sami, gdy znany z powojennych filmów Jerzy sypie z rękawa nazwiskami homoseksualnych aktorów, nierzadko sław polskiego teatru, autorzy decydują się chronić ich tożsamość.

Trzeba też docenić wysiłek obojga autorów, który włożyli w dotarcie do różnych pokoleń polskich gejów. Aż sześciu bohaterów ma już dawno za sobą czterdziestkę. Najstarszego i najmłodszego dzieli ponad pół wieku. Dzięki temu „Gejdar” staje się dla uważnego czytelnika także opowieścią o zmieniającej się homoseksualnej Polsce. Z perspektywy bezpośrednich świadków widzimy jak milicja w latach osiemdziesiątych inwigiluje środowisko homoseksualnych mężczyzn w ramach niesławnej akcji „Hiacynt”. Prawie dwie dekady później jesteśmy świadkami zamieszania wywołanego w życiu konkretnych ludzi przez artystyczną akcję „Niech nas zobaczą”. Obserwujemy jak świat dworcowych szaletów zlokalizowanych w miejskich

Mike Urbaniak

Mike Urbaniak

parkach, pikiet czy półtajnych miejsc spotkań ustępuje miejsca gejowskim klubom i przyjaznym gejom i lesbijkom kawiarniom; erotyczne schadzki przenoszą się z miejskich parków i legendarnych przedwojennych łaźni do darkroom’ów i prywatnych mieszkań. Nadchodzą czasy „komórek, internetu i bardzo dobrych połączeń z Warszawą”. Zaczynają królować gejowskie portale randkowe. Zamiast w „Na przełaj” czy „Sztandarze młodych”, bohaterowie zaczytują się teraz w portalach internetowych. Jedno tylko pozostaje niezmienne: plotkarstwo i to, że gejowski ‘światek’ wydaje się jego bywalcom mały: „Albo się kogoś znało, albo zna, albo będzie się znało” – wyznaje Grzegorz

Inny bohater „Gejdaru”, Sebastian, jako siedemnastolatek wybiera się w zakonspirowane miejsce spotkań by zobaczyć „jak wygląda gej”, bo jak mu się wydaje, nigdy wcześniej żadnego nie widział. Inny zadziwiony odkrywa, że gejów jest „tak wielu”. Urodzony kilkanaście lat później Grzegorz żyje momentami już w swoistej gejowskiej utopii, pielgrzymując po klubach od Warszawy, Krakowa czy Wrocławia po Pragę, Bratysławę, Budapeszt, Berlin czy nawet Amsterdam. Tymczasem sześćdziesięcioletni Adam zwierza się ze swojego zagubienia. Słowa „gej” czy „drag queen”, brzmią mu obco, ma się wrażenie, że homofobia polskiego społeczeństwa zniszczyły mu życie i odebrały szansę na szczęście. Adam marzy by zaszyć się gdzieś daleko wraz z przyjaciółką i wieść spokojne życie, jego plany zostaną jednak tragicznie pokrzyżowane.

„Gejdar” to wspaniała okazja by wysłuchać historii ludzi na co dzień niewidocznych – podwójnie wykluczonych: ze względu na swój wiek, chorobę lub niepełnosprawność, czyli tych dla których nie ma miejsca w modnym klubie. Dobrze, że choć w tej książce na chwilę wychodzą z cienia.

„Nie prezentujemy wszystkich postaw” uprzedzają autorzy „Gejdaru”,  zaznaczając we wstępie, że ich książka nie wyczerpuje tematu. To prawda. Wiele ważnych historii wciąż czeka na opowiedzenie. Chciałoby się wreszcie usłyszeć znanego polityka, który powie otwarcie „jestem gejem” lub zdradzi nam jak wygląda życie osób homoseksualnych na Wiejskiej i w innych instytucjach publicznych.

Ale i sam „Gejdar” wskazuje nam pewne osoby, które powinny przerwać swoje milczenie. W

Dominika Buczak

Dominika Buczak

niektórych momentach książki chciałoby się usłyszeć głos rodziców odkrywających homoseksualność swojego syna.  „Przez lata myślałam, że nie chcesz ze mną sypiać, bo jestem beznadziejną, nieatrakcyjną kobietą.” – żali się dziewczyna, na wieść, że jej chłopak jest gejem. Warto byłoby usłyszeć też jej historię.

Nie usłyszymy także historii tych, którzy nie wyjechali do wielkich miast i nadal próbują funkcjonować w małych miejscowościach. Przeczytamy tylko wzmiankę o Igorze, młodym mężczyźnie, który nie radzi sobie ze swoją homoseksualnością i pod naciskiem rodziny zawiera związek małżeński, rok później popełnia samobójstwo. Zamiast jego słów, słyszymy tragiczną ciszę.

Mimo to w opublikowanych w „Gejdarze” rozmowach udało się autorom poruszyć zaskakująco wiele ważnych tematów. Czytamy o bolesnym i trudnym procesie odkrywania własnej tożsamości, a także o ukrywaniu się – czasem zabawnym, czasem przygnębiającym. Poznajemy historie mniej i bardziej dramatycznych comingoutów. Wraz z Sebastianem w wywiadzie „Przystanek Jezus” odwiedzamy seminarium, świat skostniałej hierarchii kościelnej z jego atmosferą homofobii, wzajemnych podejrzeń o homoseksualizm, gdzie słowo „pedał” odmieniane jest przez wszystkie przypadki.

Kolejny rozmówca – Artur – wybiera inną drogę; nie tyle pod presją otoczenia, co wobec pragnienia ojcostwa wchodzi w wieloletni związek z kobietą. Doradza innym gejom małżeństwo jako sposób na zrealizowanie pragnienia o posiadaniu dziecka, choć dręczą go wyrzuty sumienia, że przez lata okłamywał żonę . Obserwujemy dramatyczną scenę ujawnienia się przed nią i ich dalszą relację opartą na pozorach, kontynuowaną dla wychowania córki, wreszcie jesteśmy świadkami ujawnienia się Artura przed córką i najlepszym przyjacielem. „Ludzie z którymi jesteśmy blisko powinni wiedzieć – mówi z perspektywy swojego doświadczenia Artur, wzywając do szczerości i otwartości. Ten sam Artur ma jednak dwa mieszkania połączone ukrytym przejściem przez szafę. W drugim ukrywa swojego partnera, gdy przychodzą goście. Rytuału otwarcia drzwi do szafy dokonują bohaterowie „Gejdaru” ciągle, niestety częściej by w szafie kogoś ukryć, a nie żeby z niej wyjść.

Dostrzegamy też pozytywne przemiany. W momencie gdy poznajemy Jarka, buzuje w nim homofobia. „Geje są dla mnie kompletnie nieatrakcyjni” – żali się w rozmowie – noszą „obcisłe różowe bluzeczki, spodnie z dziurkami na tyłku i szpilki”, na dodatek „ciągle się wyginają”. Planuje ze swoją dziewczyną małżeństwo, z góry zakładając, że będzie ją zdradzał („wiem, jakie są realia” – tłumaczy) . Gdy spotykamy go po kilku miesiącach, jest już ujawniony przed częścią znajomych, odkrył że wyjście z szafy nie jest takie straszne, a z mężczyzną można nawiązać głęboką więź emocjonalną.  Gorzej ma jego dawna dziewczyna, którą porzuca, gdy tylko przestaje być potrzebna, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej deklarował, że „naprawdę nie chce jej zrobić krzywdy”.

Poznajemy wreszcie Rafała, licealistę, i wysłuchujemy opowieści o homofobii z którą spotyka się na co dzień w szkole czy jego działalności w Kampanii Przeciw Homofobii (KPH). Jego młodzieńczy entuzjazm jest skonfrontowany z życiowym doświadczeniem i rozczarowaniami Tomka, znanego działacza KPH i ILGA-Europe, organizacji walczących o prawa społeczności LGBT. Dowiadujemy się o jego zniechęceniu brakiem znaczących zmian w Polsce, a także planach małżeństwa (jego chłopak, José, jest obywatelem Hiszpanii, gdzie pary homoseksualne cieszą się równymi prawami). Odkrywamy kulisy działań organizacji LGBT i różnice zdań między działaczami.

Cichą bohaterką „Gejdaru” jest homofobia, choć przywoływana z imienia rzadko, przewija się przez każdą stronę, wpływając na losy kolejnych mężczyzn. Zarówno ta płynąca z zewnątrz i ta uwewnętrzniona niechęć z którą niektórzy rozmówcy traktują samych siebie.

„Gejdar” jest kopalnią historii i anegdot. Rysuje on gejowską mapę Polski, zarówno współczesnej, jak i tej sprzed kilku dekad. Zabiera nas do Huty imienia Lenina, na salony wyższych sfer oraz w hermetyczne środowisko szkoły teatralnej, a nawet do więzienia. Słyszymy o mowie nienawiści, napadach, morderstwach czy krewnych, którzy po śmierci jednego z partnerów zabierają ich wspólny majątek, często dorobek całego życia.

Niewtajemniczonych „Gejdar” wprowadza w świat kultury gejowskiej, czy w tematykę naukowych badań nad płcią i seksualnością w aspekcie społeczno-kulturowym. Tym, dla których słowa takie jak „luj” czy „pikieta”, a z drugiej strony „teoria queer” lub „heteronormatywność” brzmią egzotycznie, autorzy oferują opracowany przez dr Katarzynę Bojarską słownik – rzetelny i napisany jasnym, zrozumiałym językiem.

Choć homoseksualizm bohaterów nie jest w „Gejdarze” tylko kompozycyjną klamrą, to książka ta sprawdza się też jako opowieść o ciekawych ludziach. Podobnie jak „Dziewczyny wyjdźcie z szafy”, zbiór wywiadów z polskimi lesbijkami autorstwa znanej dziennikarki Anny Laszuk, „Gejdar” to lektura godna polecenia każdemu. A dla tych, dla których – własna lub cudza – homoseksualność jest problemem – książka ta powinna być pozycją obowiązkową.

Autor: Lukasz Dudka

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Droga do coming outu 1

Autor Replika 26 lipca 2009

Wywiad z Tomaszem Raczkiem

Żeby mieć udane życie, gej musi włożyć w nie dużo więcej wysiłku niż heteroseksualista. Musi być twardszy, bardziej samodzielny, samowystarczalny i świadomy zarówno swoich celów, jak i swoich interesów.

Kiedy zrozumiałeś, że jesteś gejem?
W szkole średniej zorientowałem się, że coś, co uważałem za fazę homofilną, a więc naturalny okres w czasie dojrzewania, gdy chłopcy wolą środowisko rówieśników i unikają dziewczyn, u mnie nie przechodzi; ciągle wolę towarzystwo chłopców, także w wymiarze intelektualnym. Nie widziałem dla siebie żadnej roli w świecie kobiet, bo mnie on nudził. Podobało mi się za to wszystko, co było dowodem męskości, siły, zdecydowanego, nieznającego ograniczeń działania. No i miało smak wolności, także w sferze obyczajowej. Podczas studiów zrozumiałem, że jest w tym również aspekt erotyczny.

Jak wtedy o sobie mówiłeś? Nie było przecież słowa „gej”.
Nie pamiętam, pewnie homoseksualista. Na pewno nie „pedał“ czy „ciota“. Te określenia nigdy mnie specjalnie nie dotykały, np. jeśli ktoś powiedział „ty pedale“; nie czułem jednak potrzeby, żeby tak o sobie mówić. Słowo „pedał“ nie jest ładnym słowem.

A jak odbierałeś sztukę z wątkami homoerotycznymi? Dostrzegałeś je? Myślę np. o filmach Viscontiego, Pasoliniego…
Tak, także w „Kabarecie“ Boba Fosse’a, który obejrzałem trzy razy tego samego dnia, wychodząc i wchodząc ciągle do tego samego kina. Oczywiście zauważałem wątki homoerotyczne, sporo o nich pisałem, szczególnie w połowie lat 80., kiedy byłem krytykiem teatralnym „Polityki“. Pamiętam swój tekst „Włochaci i piękni w burdelu“ na temat sztuki Geneta „Parawany“ w Teatrze Studio (reż. Jerzy Grzegorzewski), potem napisałem „Nie uciekaj Pinokio“ o spektaklu Pier Paolo Pasoliniego „Affabulazione“ w Starym Teatrze w Krakowie (reż. Krzysztof Babicki). Zresztą odszedłem z „Polityki“ w związku z esejem „Zaraza w raju“ o nowojorskich gejach w sztukach Larrego Kramera na Broadway’u (za to potem udało mi się opublikować wywiad z Larrym Kramerem, gdy byłem już naczelnym „Playboya“).

O AIDS?Tomasz Raczek
Między innymi. Tekstu nie pozwolono mi opublikować, mówiąc, że jestem od pisania recenzji teatralnych z polskich sztuk, a nie esejów kulturowych o Ameryce. Z tego powodu zacząłem szukać innej gazety, w efekcie artykuł został wydrukowany w „Przeglądzie Tygodniowym“. Pisałem też do „Kina“, na przykład o filmie „Moja piękna pralnia“ Stephena Frearsa, którego premiery byłem świadkiem podczas Festiwalu w Edynburgu. Gdziekolwiek natknąłem się na tematykę gejowską, zawsze ją podejmowałem. Doceniał to Zygmunt Kałużyński, który powtarzał, że powinienem te teksty zebrać i wydać.

Nie unikałem tematyki homoseksualizmu, choć nie pisałem z pozycji homoseksualisty, lecz raczej życzliwego obserwatora. Wydawało mi się zresztą, że jest to optymalna sytuacja: dzięki temu miałem większą swobodę działania, mogłem napisać więcej. Myślę, że wtedy, w PRL-u, rzeczywiście tak było. Natomiast dziś już tak nie jest: ma się tym więcej wolności, im więcej się o sobie powie.

Na spotkaniu w KPH powiedziałeś, że w PRL-u można było napisać wszystko z wyjątkiem tego, że jest się gejem. Czy teraz już wiesz, dlaczego? Co powodowało tę niemożność?
Myślę, że brak zaplecza. Dziś, jak mówisz: jestem gejem, to opowiadasz się za pewnym sposobem życia i pewnym światem, którego namiastkę już w Polsce mamy w postaci Kampanii Przeciw Homofobii, Fundacji Równości, Lambdy, iluś portali internetowych itd. Opowiadasz się za czymś, co już jest. Mówisz: jestem częścią tego świata. A gdybyś w PRL-u to powiedział, to jakbyś się wystrzelił w kosmos.

Obracałeś się wówczas także w kręgach stricte homoseksualnych?
Raczej nie, przez wiele lat zniechęcał mnie do tego przykry zwyczaj nazywania siebie imionami żeńskimi, co niedawno przypomniał Michał Witkowski w „Lubiewie“. Dostawałem białej gorączki, gdy dorośli faceci mówili do siebie per „Violetta“, „Klaudia“ czy „Petronela“. Zwyczajnie mi się to nie podobało, nigdy do nikogo w ten sposób nie mówiłem. Dotyczy to zresztą wszelkich przezwisk, których nie „kupuję“. Kwestia smaku.

Czy wszyscy homoseksualiści tak robili? W PRL-u to była norma środowiskowa?
Nie wiem, ale wydaje mi się, że gdy geje spotykali się wyłącznie w swoim gronie, często na tym się kończyło.

Może to był jakiś sposób odreagowania, własny kod?
Być może, jednak na mnie ten kod nie działał. Co innego, gdyby w ramach kodu przebierali się w skórzane kurtki i spodnie…

Może takie skórzane środowiska też gdzieś były.
Niestety chyba nie było (śmiech).

A gdzie są twoi znajomi z tamtych lat? Dlaczego na różnych branżowych imprezach tak niewiele jest ludzi z pokolenia 50-latków i starszych?
Moi znajomi z tamtych lat mają dzisiaj ledwie po czterdziestce i są znajomymi z TYCH lat: pobudowali się, dużo podróżują po świecie, prowadzą najczęściej ciekawe życie, ale z dala od środowiska. Nie wiem, czy to jest ich wina, mam wrażenie, że po prostu nie ma dla nich oferty. To przykre przeoczenie młodszych pokoleń: kulturalne życie gejów sprowadzono do klubów, a tam do występów drag queens i striptizu. To naprawdę niewiele! Żeby dojrzalsi geje, tacy z grupy 35+ czyli mojej, czuli się komfortowo jako członkowie społeczności LGBT, muszą wiedzieć, że są w niej mile widziani. Że są atrakcyjną częścią środowiska. Tomasz RaczekTymczasem w klubach ludzi taksuje się niezmiennie według dwóch kryteriów – młodości i atrakcyjności fizycznej. Niestety my geje ciągle jesteśmy na etapie ciała, nie głowy…

Kilka numerów temu raport „Repliki“ był poświęcony divom gejowskim. Czy twoja książka „Karuzela z Madonnami“ to właśnie zestaw ulubionych div?
W pewnym sensie ale nie dosłownie. Bardzo lubię divy, choć nie mam do nich stosunku bałwochwalczego. Moją ulubioną divą jest Mireille Mathieu, wiernie kibicuję też Shirley Bassey, a ze śpiewających aktorek podziwiam Lizę Minnelli, Zarah Leander i Marikę Rökk. Mam jednak wrażenie, że w tej wyjątkowej miłości gejów do div chodzi o coś innego – spełniają one rolę swego rodzaju emocji zastępczej. Im więcej ograniczeń odrzucam w moim publicznym wizerunku, tym mniej potrzebne mi są divy do wyrażania tego, co czuję.

Autor: Krzysztof Tomasik

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

13.02.2008

Patrzę na zegarek. Mamy dopiero 5 rano. Zza firanki uśmiecha się do mnie przepiękne słońce. Za niecałe 6 godzin będę się już podpisywała innym nazwiskiem.

Siedzę u fryzjera, piję  herbatę i od czasu do czasu spoglądam co wyprawiają z moimi włosami, i z tego co widać wyjdę stąd tak samo jak weszłam. Jeszcze tylko makijaż.

Piękna, mało zgrabna za to powabna wsiadam do samochodu Sveii i pędzimy do mojego domciu, już dziewiąta.

Dzieci otwierają mi drzwi. Mój syn „pod krawatem” a moja córcia w eleganckich czarnych martensach i przepięknym różowo-pastelowym kompleciku. Mam łzy w oczach. Ale nawet płakać nie mogę, bo szlag jasny trafi cały makijaż.

W kuchni jest tłoczno od ludzi. Meggi, moja przyjaciółka, patrzy na mnie jakby wiedziała czego potrzebuję. Stawia na stole wódkę, a ja niewiele myśląc od razu mówię: „wypijmy, bo inaczej się zaraz rozpłaczę ze szczęścia”!

Krzyś w końcu wychodzi z łazienki, więc w końcu mogę gdzieś pójść i się zamknąć na 5 minut w spokoju.  Z Meggi zabieramy się za ubieranie. Trenowałyśmy ostatnie 4 dni, więc powinno pójść dość szybko. Mając przy tym kupę śmiechu zawijamy po raz setny moje sari. Jeszcze parę agrafek i nie powinnam go gdzieś po drodze zgubić.

Wszyscy ubrani, parę osób pali jeszcze nerwowo papierosa w kuchni. Musimy jechać.

Przed Urzędem Stanu Cywilnego tłumik ludzi, pewno jeszcze inni będą brali ślub.

Wysiadam z samochodu i nie wierzę własnym oczom! To mój tłumik ludzi, to moi znajomi, przyjaciele, koledzy i koleżanki z pracy, rodzina!

Wchodzimy do środka. Całe schody i sala jest zapełniona, nie ma gdzie palca wcisnąć.

dziewczynaSiadamy przy prostokątnym stole, skromnie, ale zarazem tak pięknie udekorowanym. Po prawej stronie siada Krzyś, mój świadek, za mną siedzi Meggi i się uśmiecha. Moja córka nagle do mnie podbiega i mnie z całej siły ściska. Po lewej stronie siada Maurice, nasz drugi świadek.

Ktoś mnie chwyta za rękę,  odwracam głowę w lewą stronę – to moja przyszła żona, Anja.

Patrzymy na siebie, nie słyszymy jaki szum jest na sali, kto o czym rozmawia, nie słychać nawet krzyków malutkich dzieci mojej przyszłej szwagierki, które raczkują pod krzesłami.

Świat zaczyna się wokół nas kręcić, stoimy i patrzymy na siebie, uśmiechamy się i w jednym momencie mówimy „kocham Cię”

Cała ceremonia, to jak jeden wielki sen który w końcu stał się rzeczywistością.

13.02.2008 o godzinie 11.00 podpisałam się moim nowym nazwiskiem, nazwiskiem mojej żony.

W przeciągu całego dnia i do bardzo późnej nocy przewinęło się przez naszą imprezę  około 98 osób. Około 19.00 wstaje moja przyjaciółka Svea i wznosi toast: „wypijmy za kogoś specjalnego, kogoś, kto dziś kończy 34 lata! I komu w końcu spełniają się najskrytsze marzenia!”

Fakt! Mam dzisiaj urodziny.

Bawiliśmy się prawie do rana.

Razem będziemy do końca życia.

Czy to nie piękne, móc powiedzieć: moja żona!

Piękne…tak piękne, że jak to wszystko piszę, znów mam łzy w oczach.

…………………………………………………………………………………………………………………………………..

Związki partnerskie w Niemczech można zawierać od 1 sierpnia 2001 roku.

Ostatnie statystyki mówią że do końca 2007 roku związek partnerski zawarło około 15.000 tys. osób. Za to ponad 68.000 tys. Homoseksualnych osób jawnie mówi o „mieszkaniu razem”.nnz_09

Ile jest ich w tej chwili? Chyba ktoś w końcu przestał liczyć i wystawiać nas do oglądania jak w ZOO.

Należy podkreślić istotne różnice między małżeństwem a związkiem partnerskim, są to przede wszystkim:

- sprawy podatkowe: w Niemczech są  różne grupy podatkowe. Najgorsza trafia się osobom samotnym, bądź osobom które żyją w związku partnerskim. Normalne małżeństwo ma prawo do wyboru grupy podatkowej.

Być może na pierwszy rzut oka jest to mały problem, ale gdy obliczam, że jako lesbijka w związku partnerskim tracę 400 € na podatek więcej niż np: pani mająca męża, to czasem na samą taką myśl nóż się w kieszeni otwiera.

- możemy jedynie adoptować dziecko partnerki – ktore jest jej dzieckiem biologicznym,

wyklucza się natomiast możliwość wspólnej adopcji obcego dziecka.

- nie dokończona jest ustawa mówiąca o rencie, którą otrzymamy w wypadku śmierci naszego partnera/partnerki

Teoretycznie istnieje cała lista „różnic”, więc się aż ciśnie na język by spytać, kto jest aż  tak głupi żeby zawierać związek partnerski i tracić w dosłownym tego słowa znaczeniu kasę, czasem honor i wiele innych rzeczy!?

Z mojego punktu widzenia, jest to kwestia tego, jak bardzo chcemy pokazać, że jako osoba homoseksualna potrzebujemy tego „świstka”.

Czasem życie nam pokazuje samo, że warto mimo wszystko taki związek zawrzeć. Niestety, wiadomo ze np. w szpitalach nie wpuszcza się kogokolwiek kto jest spoza rodziny – przynajmniej przy ciężkim przypadku choroby. Sama to przeżyłam, i nie chcę nigdy więcej.

Oczywiście znajdą się ludzie którzy powiedzą, że do szczęścia nie jest potrzebny papier, i z pewnością mają rację. Tylko czemu mam rezygnować z czegoś, co komu innemu przysługuje, czemu nie mogę się cieszyć byciem żoną… mojej żony.

Każdy człowiek powinien mieć prawo do robienia tego, co by chciał, a przynajmniej do tego co robi większość.

Cieszę się, że pomimo tylu „ale” mogłam zawrzeć związek partnerski z Anją, z kobietą którą kocham, z człowiekiem który ze mną razem będzie wychowywał dzieci, z kimś za kogo jestem odpowiedzialna i mam zamiar tą odpowiedzialność ponosić do końca życia.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Najnowsza Replika już w klubach!

Autor Replika 24 lipca 2009

Dostępny jest już wakacyjny, 20ty numer “Repliki”. Tym razem z okładki spogląda Michał Sieczkowski, aktor i reżyser znany z serialu „Plebania” i filmów Krzysztofa Zanussiego, który po raz pierwszy w polskiej prasie mówi o swoim homoseksualizmie; zastanawia się dlaczego tak niewielu aktorów dokonuje coming outu, a także opowiada jak to jest być tatą gejem.

W numerze także:
- “Burżuleski podbijają Polskę” czyli serial “L word” wreszcie w Polsce!
- Brüno – nowe wcielenie Sachy Barona Cohena. Pojawił się wreszcie gej, który naprawdę “obnosi” się ze swoją seksualnością.
- “Porno dla kobiet”, co jest tabu, dlaczego dildo wywołuje kontrowersje i czy inny język pornografii jest możliwy.
- Anna Laszuk wspomina Iwana Groźnego, knajpę z początku lat 90. – zapowiedź “HomoWarszawy”, przewodnika LGBT po stolicy .
- Motyle D&G oraz stolarka jest sexy! – czyli Styl, nowy dział “Repliki”.
- Przedstawiciele i przedstawicielki portali portali gej/les zastanawiają się czy Palikot zasłużył na Hiacynta?

A poza tym:
- “Lepko i słodko” czyli zapowiedź koncertu Madonny. Wielka diva gejowska po raz pierwszy w Polsce!
- Parada Nieudolności, podsumowanie tegorocznych Dni Równości.
- Marianna, która nie potrzebuje egzorcysty – kolejna bohaterka działu “Transakcje”.
- W rubryce męskich filmów bezkostiumowych Bartosza Żurawieckiego film “Fanatics”.
- Tomasz Szypuła kolejnym bohaterem “Ludzi KPH”.
- LGBT w Lublinie, czyli KPH ma wreszcie swój oddział na ścianie wschodniej, o dotychczasowych inicjatywach pisze Kuba Kwiatkowski.
- 20 lat polskiego ruchu LGBT, przypominamy lata 2000-2005.
- w newsach z kraju i świata m.in. o procesie Legierskiego, pierwszym rabinie geju w Polsce, turnieju siatkówki LGBT i wielkim przełomie w Indiach.
- liczne recenzje książek i filmów, w tym Środa, Colette, Maupin, Winterson, Besson, “Mój nauczyciel” oraz wystawa “Vogue”.
- Połomski, Nixon, Farrell, Pink, Martin i inni w Czajniku, czyli o orientacjach gwiazd i orientacji na gwiazdy

„Replika” dostępna jest w najlepszych klubach gej-les w Polsce oraz prenumeracie!

Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz „Replikę” prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika – prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.
Wraz z tym numerem dla wszystkich prenumeratorów – “NaviGAYtor”.

“Replika” w internecie: www.replika.kph.org.pl

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Cześć, jestem gejem, czyli coming out cz 1

Autor MultiKulti 23 lipca 2009

Coming out to ujawnienie orientacji seksualnej. Wydawało mi się – zrobię to raz a dobrze. Dziś wiem, że to proces bez końca, bo wszyscy zakładają, że jesteś heteroseksualny i wciąż na nowo musisz ujawniać swoją homoseksualność.

Kiedy odkryłem, że jestem gejem? Wtedy, kiedy większość ludzi odkrywa swą orientację seksualną, czyli w wieku dojrzewania. Mogłem mieć11, może 12, a może 13 lat. W jakim wieku byłem, gdy po raz pierwszy ujawniłem moją homoseksualną orientację drugiej osobie? 24. Mój pierwszy coming out. Kiedy po raz pierwszy ujawniłem się w pracy? Jak miałem 30. Kiedy ujawniłem się rodzicom? 31. Późno? Późno, ale lepiej późno niż później, lepiej późno niż wcale.

Dziś mam 34 i wiem, że comingoutom w moim życiu nie będzie końca, dopóki żyję w heteronormatywnym i homofobicznym społeczeństwie, czyli w takim, w którym zakłada się z góry, że każda osoba jest hetero, a bycie homo jest powodem do wstydu i „najlepiej” „to” ukrywać.

Pojęcie „coming out” czyli ujawnienie orientacji seksualnej odnosi się tylko do osób nieheteroseksualnych, choć „coming out” robią przede wszystkim osoby heteroseksualne. Tyle tylko, że orientacja hetero nie jest dla nikogo problemem – heterofobia nie istnieje jako zjawisko społeczne.

Osoby heteroseksualne ujawniają swą orientację „naturalnie”, bezwiednie, mimochodem. Jest ona traktowana jak oczywistość, jak powietrze. Jakaś dziewczyna napomyka o zakupach, które robiła ze swym chłopakiem, facet wspomina o wakacjach z żoną – i już wiemy, że to heretycy. Nie muszą wcale mówić: „jestem hetero!”.

Ich ujawnienie się to nie jest żadne wielkie halo, często nawet go nie zauważamy – tak jest oczywiste. Nie jest również postrzegane jako „wyjawianie tajemnic alkowy”, „obnoszenie się ze sprawami intymnymi” Dla heteryka ujawnienie orientacji seksualnej to pestka.

wiatraczek tęczowyDla nas – gejów/lesbijek powiedzieć „jestem gejem/lesbijką” to wielka sprawa. Często sprawa wagi życiowej; coś, czego nie sposób zapomnieć. Dla nas bycie gejem/lesbijką jest czymś tak samo naturalnym, jak dla heretyków bycie heterykami, a jednak powiedzenie „jestem gejem/lesbijką” jest nie tylko zwykłą informacją o sobie, ale również aktem sprzeciwu wobec obowiązujących homofobicznych norm, wg których bycie homoseksualnym jest powodem do wstydu, pogardy. Aktem odwagi bycia sobą.

Dlatego powiedzenie tego jest dla każdego geja i lesbijki tak ważne. Nie ma to nic wspólnego z ekshibicjonizmem. Oznacza zwycięstwo w walce o możliwość bycia sobą w sytuacji, gdy świat nam tego zakazuje.

Znam wielu gejów i lesbijek, dla których ujawnienie się jest dużym problemem (dla mnie też było!), nie znam żadnej osoby homoseksualnej, która by swego coming outu żałowała. Wielu mówi, że po ujawnieniu się poczuli się silniejsi. Odczuwali ulgę.

Wszystkie coming outy są takie same i każdy jest inny. Jeśli geje i lesbijki stanowią jakąkolwiek wspólnotę, to nie dlatego, że mają tę samą orientację, ale dlatego, że łączy ich doświadczenie życia w homofobicznym społeczeństwie – doświadczenie udawania heretyków/heretyczek, przemilczania wszelkich kwestii związanych zzyciem seksualnym czy uczuciowym, doświadczenie kogoś, kto skrywa „straszliwą” prawdę o sobie, wreszcie – doświadczenie coming outu. Nie ma takiej możliwości, by gej/lesbijka nie pamiętał(a) swych najważniejszych coming outów. Nie ma możliwości, by życie w całkowitym ukryciu nie było problemem.

Autor: Mariusz Kurc

Artykuł pochodzi z MultiKulti

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

I. Manga

Słowo „manga” w wolnym tłumaczeniu oznacza „niepohamowane obrazy”[1]. Mangą przyjęło się nazywać japoński komiks a także styl rysowania[2] – stereotypowo wyznacznikiem są wielkie, dokładnie wyrysowane oczy, ale w chwili obecnej mamy do czynienia z ogromną różnorodnością w estetyce mangowej. Styl komiksu zależy także od tematyki i tego, do kogo tytuł jest skierowany – mangi shoujo, skierowane do młodych dziewcząt, mają delikatniejszą kreskę niż mangi shonen – komiksy czytane przez chłopców. Niemniej jednak można wyłonić kilka cech występujących w każdej mandze i wyróżniających styl japoński od innych estetyk komiksowych: mangi są czarno-białe, do cieniowania używa się rastrów (folii z odcieniami szarości), stosuje się niezwykle dynamiczne kadrowanie. Obecnie mangę tworzą osoby z całego świata, nie tylko Japończycy. W Fandomie (wspólnocie fanów) ustawicznie trwają spory, czy takie komiksy również należałoby nazwać mangą, czego dowodem są liczne dyskusje na forach lub artykuły prasowe.

75px-Wikipe-tan_in_navy_uniformPoczątków mangi można dopatrywać się w VIII wieku, w cyklach obrazów na zwojach emakimono, które miały ilustrować teksty opowiadań lub powieści[3]. Zwoje te były bardzo cenne, początkowo przeznaczone tylko dla arystokratów i kapłanów.

Wiek XVII to rozkwit japońskiej sztuki karykatury i narodziny drzeworytu – jego najwybitniejszym twórcą stał się żyjący w latach 1760- 1849 Katsushika Hokusai – tego malującego drzeworyty 70 lat artystę, który pozostawił po sobie blisko 35 tysięcy prac, nazywa się w licznych opracowaniach prekursorem mangi[4]. Hokusai przyczynił się do rozpowszechnienia terminu manga, nazywając tak swoje humorystyczne cykle drzeworytowe, zebrane w 15 tomach pod wspólnym tytułem „Hokusai manga”[5]. Oczywiście, prace artysty są diametralnie różne od obecnych mang – jednak to w nich po raz pierwszy w sztuce japońskiej pojawiają się cechy charakterystyczne – dynamizm i emocjonalność.

Po obu wojnach światowych do Japonii zaczął docierać komiks amerykański i produkcje Walta Disneya. Stały się one bezpośrednią inspiracją dla Osamu Tezuki – ojca mangi [6].

Agata „LittleLadyPunk” Sutkowska

http://littleladypunk.deviantart.com

_________________

[1] „Historia mangi” w: Kompedium Kawaii , Listopad 1999, nr 1

[2] „Leksykon mangi i anime” w: Kompedium Kawaii , Listopad 1999, nr 1

[3] Patrz przypis nr 1.

[4] Jw.

[5] Jw.

[6] „Po wszystkim, co mangowe, podróży część pierwsza” w: Kompedium Kawaii , Listopad 1999, nr 1

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Obywatel Milk

Autor homoseksualizm 21 lipca 2009

Projekcja filmu OBYWATEL MILK, Warszawa, Kino Lab, 22 lipca

If a bullet should enter my
brain, let that bullet destroy
every closet door
(Jeśli dosięgnie mnie kula,
niech rozwali każde drzwi
[szafy], w której ukrywają się
geje i lesbijki).
Harvey Milk

Ambasada USA i Kampania Przeciw Homofobii zapraszają na specjalna projekcje filmu OBYWATEL MILK , która odbędzie sie w środę,
22 lipca o godz. 18 w Kino Lab CSW Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2. Po projekcji przewidziana jest dyskusja z udziałem Marty
Abramowicz, prezeski KPH.
Film opowiada historię Harveya Milka, pierwszego otwarcie probywatel_milk_zdjecie_smallzyznającego się do swojej orientacji homoseksualnej polityka,
który w 1972 roku został wybrany na publiczny urząd w USA. Poznajemy historię bohatera, który z aktywisty stał się politykiem
a w 1978 roku został zamordowany. Milk walczył o równouprawnienie w czasach, gdy uprzedzenia i ataki na homoseksualistów były
powszechnie akceptowaną formą przemocy w społeczeństwie. Życie i śmierć Milka wywołały polityczne dyskusje na temat
homoseksualizmu i praw gejów we współczesnym świecie.

Zapraszamy do wspólnej dyskusji po projekcji.

Film będzie pokazany z polskimi napisami, wstęp wolny.

OBYWATEL MILK
Projekcja i dyskusja panelowa.
środa, 22 lipca 2009, 18:00
Kino.Lab CSW Zamek Ujazdowski
Ul. Jazdow 2

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Ustawa litewska

Autor homoseksualizm 21 lipca 2009
Magdalena Mosiewicz wraz z Krystianem Legierskim napisali apel do parlamentarzystów Litwy ws. uchylenia ustawy dyskryminującej homoseksualnych obywateli tego kraju.

Autorzy złożą pismo w Ambasadzie Litwy, przy Al. Ujazdowskich 14 w Warszawie we wtorek, 21.07 o godz. 12.00
Apel można też podpisać w internecie, na stronie http://www.petycje.pl/4227
Kolejne podpisy będziemy systematycznie przekazywać do Sejmu Republiki Litewskiej.

Treść pisma i lista podpisujących:

***

Warszawa, 17 lipca 2009

Pan Arunas Valinskas
Marszałek Sejmu Republiki Litewskiej

Szanowny Panie Marszałku,

Niepokojem napawa nas przyjęte w ostatnim czasie przez Parlament Litwy prawo w rażący sposób naruszające godność osób homoseksualnych i łamiące podstawowe prawa człowieka do wolności oraz swobody wypowiedzi.
Uważamy, że wprowadzenie do ustawy zakazu prowadzenia jakiejkolwiek debaty na temat praw istniejącej w społeczeństwie mniejszości skutecznie wyklucza Litwę ze wspólnoty demokratycznych i nowoczesnych państw europejskich.
Mają na uwadze, że wolą większości litewskiej Wysokiej Izby stało się prawne usankcjonowanie dyskryminacji części własnego społeczeństwa pragniemy wyrazić swoją solidarność z homoseksualnymi obywatelami Litwy i żywimy nadzieję, że w najbliższym czasie podjęte zostaną działania legislacyjne mające na celu uchylenie ustawy sprzeciwiającej się wartościom stanowiącym fundament cywilizacji europejskiej.

Z poważaniem,

1. Izabela Jaruga-Nowack (KP Lewica)
2. Marek Balicki (niezrzeszony)
3. Andrzej Celiński (KP Lewica)
4. Jolanta Szymanek-Deresz (KP Lewica)
5. Grzegorz Napieralski (KP Lewica)
6. Jerzy Szmajdzinski (KP Lewica)
7. Waclaw Martyniuk (KP Lewica)
8. Krystya Łybacka (KP Lewica)
9. Ryszard Kalisz (KP Lewica)
10. Kazimierz Kutz (KP PO)
11. Jerzy Fedorowicz (KP PO)
12. Zbigniew Matuszczak (KP Lewica)
13. Tadeusz Tomaszewski (KP Lewica)
14. Stanislaw Wziatek (KP Lewica)
15. Henryk Gołebiewski (KP Lewica)
16. Jerzy Wenderlich (KP Lewica)
17. Stanislaw Przadka (KP Lewica)
18. Jan Kochanowski (KP Lewica)
19. Stanislaw Rydzon (KP Lewica)
20. Krzysztof Matyjaszczyk (KP Lewica)
21. Boguslaw Wontor (KP Lewica)
22. Witold Gintowt-Dziewałtowski (KP Lewica)
23. Wiesław Szczepański (KP Lewica)
24. Bartosz Arłukowicz (KP Lewica)
25. Elzbieta Streker-Dębinska (KP Lewica)
26. Artur Ostrowski (KP Lewica)
27. Tomasz Garbowski (KP Lewica)
28. Joanna Mucha (KP PO)
29. Zdzisława Janowska (KP SDPL)
30. Izabela Sierakowska (KP SDPL)
31. Tadeusz Iwiński (KP Lewica)

(lista parlamentarzystow w kolejności, w jakiej złożyli podpisy)

List podpisali także:

1. Magda Mosiewicz (Zieloni 2004)
2. Krystian Legierski (Zieloni 2004)
3. Krzysztof Kliszczyński (Lambda Warszawa)
4. Marta Abramowicz (Kampania Przeciw Homofobii)
5. Zuzanna Kulińska (Amnesty International)

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Judith Butler, Uwikłani w płeć cz7

Autor Skuza 20 lipca 2009

Analizy J. Butler zawarte w książce ona sama określa jako krytykę immanentną. Chodzi o taką analizę, która polega na poddaniu krytycznej obróbce języka i jego tez, oraz włącznie teorii feminizmu i teorii queer w obszar refleksji. Tezą wyjściową jest zakwestionowanie dystynkcji na płeć biologiczną i płeć kulturową oraz postawienie tezy o performatywnym statusie płci. Koncepcja performatywności pochodzi od koncepcji aktów mowy J. L. Austina, brytyjskiego filozofa analitycznego. Teza o umowności lub fantazmatyczności płci wywołała wielką dyskusję (s. 18 – 19, i s.19, przypis 8). Nikt bowiem tak rzeczowo jak Judith Butler, a zarazem tak dobitnie nie wyraził się we współczesnej humanistyce na temat płci uwikłanej u samych swych źródeł w matrycę heteronormatywną. Fakt ten sprawia, że Butle jest uważana za twórczynię teorii queer, co przyćmiewa nieraz zasługi w tym względzie Teresy de Laurentis.

W tym miejscu nasuwa się pytanie, czy można podobnej dyskusji spodziewać się w Polsce, choćby ze strony światłych środowisk pedagogicznych? Przecież mówi się o komunikacyjnym charakterze działań edukacyjnych, jak również o emancypacyjnym aspekcie edukacji, tak w wymiarze jednostkowym jak i grupowym, oraz o radykalizującym myśleniu nauczycieli i uczniów badających konstruowaną i przekazywaną wiedzę w instytucjach edukacyjnych, w tym także wiedzy o rytach, gestach itp. Czy da się pokonać wschodnioeuropejską szkołę dyskrecji – jak to określa A. Zagajewski – nie pozwalającą na zbyt wiele transgresji czy subwersji w dyskursach naukowych? A także, czy nasza humanistyka przesycona antynominalizmem i głęboko oporna na idee krajów anglosaskich z jej współczesnym libidalnym modelem światekonomicznym opartym o teorię pragnienia, a nie potrzeb, podejmie nowe wyzwanie?

A jak splatają się wątki rozważań w omawianej publikacji? Judith Butler wskazuje na polityczne, ale też i doktrynalne spotkanie się trzech różnych nurtów myślowych 1) feminizmu, 2) studiów gejowsko-lesbijskich oraz 3) poststrukturalizmu (s. 37). Autorka zakłada, że czytelnik/czytelniczka ma jakąś orientację w tym, co się dzieje w tych nurtach refleksji naukowej czy ruchach emancypacyjnych. Polscy czytelnicy postawieni są przed dużym wyzwaniem, choć mniemam, że zagorzałymi odbiorcami jej publikacji będą ci, którzy sami próbowali nadrobić zaległości w tych dziedzinach. Problem w tym, że w przeciwieństwie do humanistyki zachodniej nawet tradycyjnie uprawiana teoria feministyczna czy egzotycznie brzmiące do dziś studia gejowsko – lesbijskie (nigdy tak naprawdę w Polsce nie zaistniały) należą do nieprzyswojonych dyskursów, a przecież to z nimi J. Butler podejmuje dyskusję. Stwarza to czasami sytuację zamieszania. Jednak w przypadku tej lektury czytelnik czy czytelniczka zapoznając się z treścią „Uwikłani w płeć” może odnieść podwójną korzyść. Po pierwsze, może podążać za kluczowym rozumowaniem, że płeć jest inscenizowana poprzez akty mowy i gesty w codziennym teatrze życia, zaś kategorie prawdziwych kobiet i mężczyzn to nasze fantazmatyczne pojęcia, po drugie, dowiaduje się również o autorach/autorkach i ich publikacjach, które w książce poddane są analizie w celu uzasadnienia tezy naczelnej.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Zapomniany prekursor

Autor Replika 19 lipca 2009

Prawdopodobnie pierwszy esej o problemach polskiej literatury gejowskiej ukazał się w 1988 roku na łamach „Polskiej Miedzi“, organu prasowego Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi w Lubinie. Jego tytuł: „Inna miłość. O wątkach homoerotycznych we współczesnej prozie polskiej“. Autorem był Tadeusz Olszewski, doświadczony dziennikarz, a także krytyk literacki i poeta.

„Polska Miedź“ była przyzakładowym tygodnikiem o lokalnym zasięgu, poruszającym głównie problemy klasy robotniczej, który otwierając się w pewnym momencie na literaturę, nieoczekiwanie okazał się również pismem gay friendly. Brzmi to groteskowo, jeśli nie surrealistycznie, i można by śmiało włączyć ten fakt do przepastnej kroniki osobliwych paradoksów PRL-u, ale jednak esej Olszewskiego dotyczył spraw całkiem poważnych. Autor tropił homoseksualne wątki w prozie Iwaszkiewicza, Gombrowicza, Andrzejewskiego, Stryjkowskiego i diagnozował problem niepewnej „obecności“ polskiej literatury homoseksualnej. „Polska norma obyczajowa – pisał wówczas – nie przewiduje tolerancji dla erotycznej odmienności. Każde odstępstwo od prokreacyjnego seksu małżeńskiego do niedawna jeszcze było uznawane wręcz za zamach na Boga, Ojczyznę i Ludzkość“. Olszewski nie miał wątpliwości, jaka instytucja ponosi za to największą odpowiedzialność: „Obyczajowość polską kształtuje jednak Kościół rzymskokatolicki, który nie stwarza erotycznej alternatywy, a seks pozamałżeński i nieprokreacyjny uważa za ciężki grzech. Narzucone przez ten Kościół normy moralne i seksualne głęboko zakorzeniły się w świadomości społecznej. Jednym z licznych skutków tego zakorzenienia jest niesłychane ubóstwo naszej literatury homoerotycznej. Trudno zresztą mówić o polskiej literaturze tego typu, jako że ogranicza się ona właściwie do wątków ubocznych, pełniących rolę drugoplanową, a częstokroć – zaledwie do odległych, delikatnych i enigmatycznych aluzji“. Niestety, ten dość obszerny, pionierski artykuł Olszewskiego przebrzmiał bez echa.

Kim właściwie jest autor „Innej miłości?“ Przede wszystkim dziennikarzem, który od końca lat 60. po dziś dzień zajmuje się zawodowo turystyką. Poza podróżami, których nie sposób zliczyć, zawsze interesował się literaturą, zaistniał choćby jako popularyzator twórczości Emila Zegadłowicza i edytor kilku jego dzieł. W latach 80. pracował w redakcjach „Tygodnika Kulturalnego“ oraz „Okolic“, opublikował wiele szkiców i recenzji, w tym również poświęconych kwestii homoerotycznej w twórczości Grzegorza Musiała, Witolda Jabłońskiego, Krzysztofa Boczkowskiego i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Ciekawostką jest również szkic o „Dzienniku“ Jana Lechonia, w którym Olszewski trafnie zinterpretował anty-homoseksualną paranoję wielkiego Skamandryty. Jako jeden z nielicznych krytyków miał odwagę przełamać tabu homoseksualności, stąd esej w „Polskiej Miedzi“. Warto także wspomnieć, że skrywając się pod pseudonimem Tomasza Dehnela, na łamach prawniczego periodyku „Prawo i Życie“ opublikował artykuł Szukam przyjaciela, w którym domagał się powołania legalnej organizacji zrzeszającej homoseksualną mniejszość.

świat

Ta emancypacyjna działalność najmocniej zaznaczyła się jednak w literaturze. Olszewski znany był także jako poeta, autor siedmiu zbiorów poetyckich, w których można prześledzić proces kształtowania się homoseksualnej tożsamości. Dwa ostatnie tomiki „Ciemna pamięć“ (1990) oraz „Jesień z Audenem“ (1992) są otwarcie gejowskie. Ten drugi ukazał się zresztą w ramach serii „polskiej poezji homoerotycznej XX wieku“ wydawanej wówczas przez gejowskie pismo „Okay“. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że pisarz może kojarzyć się bardziej niemieckim lub słoweńskim niż polskim gejom, głównie za sprawą dwóch antologii poezji i prozy homoseksualnej: „Diskrete Leidenschaften“ (1988) autorstwa Wolfganga Jöhlinga (jej polska wersja – Dyskretne namiętności – ukazała się w 1992 r., ale już bez tekstu Olszewskiego) oraz „Drobci stekla v ustih“ (1989), redagowanej przez gejowskiego poetę i działacza – Brane Mozetiča.

Niezwykłą pozycję w dorobku Olszewskiego stanowi powieść gejowska „Zatoka Ostów“ powstała w l. 1985-86 i opublikowana jedynie we fragmentach. I chociaż książka została wpisana do planu wydawniczego ówczesnego MAW-u na rok 1989, nigdy jednak nie ukazała się w całości, bo wydawnictwo upadło w trakcie ustrojowych przemian. A szkoda, bo ta historia Polaka romansu Polaka i Anglika rozgrywająca się w greckich plenerach miała szansę stanowić niemal wzorzec powieści fazy emancypacyjnej. Sam Olszewski – po tym niepowodzeniu – wycofał się z życia literackiego, powrócił do dziennikarstwa i nigdy więcej nie podjął już starań, by wydobyć tę powieść z gejowskiej szuflady. Dziś warto wrócić do tych pierwocin. Choćby ze względu na wartość historyczną należy ocalić takie okruchy, szczególnie zaś poezję Olszewskiego, interesującą nie tylko pod względem literackim, lecz również kulturowym, bo mamy tu do czynienia z początkami polskiej poezji gejowskiej i to w dobrym stylu.

Autor: Tomasz Kaliściak

Artykuł pochodzi ze strony Replika.pl

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Jestem gejem i jestem człowiekiem

Autor homoseksualizm 18 lipca 2009

Przez całe życie interesowałem się bardziej chłopcami, było to dla mnie niesamowicie trudne, bo od małego można się spotkać z epitetami typu „pedale”. Trudno mi było sobie wyobrazić, że społeczeństwo lub rodzina mnie zaakceptuje. Akceptować zacząłem się dopiero gdy powiedziałem „o sobie” najbliższym mi osobom.

Wsparcie przyjaciół przy „coming out” jest niesamowicie ważne. Na szczęście przyjaciółka pierwsza, która się dowiedziała o mojej orientacji seksualnej -zresztą denerwuje mnie to pojęcie, bo tu nie chodzi tylko o seks przytuliła mnie po prostu i powiedziała, że mimo wszystko jestem tą samą osobą, że kocham jak inni i mam do tego całkowite prawo.

Później miałem wyrzuty sumienia, by powiedzieć o tym ojcu -tylko tata mnie wychowuje, dużo myślałem nad tym, w końcu to nie łatwe dla osoby, która jest niesamowicie konserwatywna. Dużo myślałem jak to powiedzieć, bałem się, że zostanę wyrzucony z domu. W końcu się zebrałem i stało się to, co powinno. Przez pierwszy miesiąc było bardzo trudno, nie mógł się z tym pogodzić. Twierdził, że chyba mi wybije z głowy moje fascynacje seksualne, powiedziałem, że homoseksualiści kochają tak samo jak heteroseksualiści. Z czasem zaczyna być lepiej. Następnie wśród zaufanych mi osób oznajmiłem, kim jestem. Obyło się bez nieprzyjemnych komentarzy. Teraz, kiedy wie o mnie przynajmniej garstka osób i ktoś z rodziny czuje się o wiele lepiej, w końcu jestem sobą, mogę być sobą -nie udawać kogoś innego.

W szkole wiedzą o mojej orientacji tylko 4 osoby. W szkołach jest totalna paranoja. Wystarczy, że się odróżniasz od innych, jesteś wytykany palcami. Geje i lesbijki lub osoby biseksualne są prześladowane, wyśmiewane. Nie chce otwarcie ujawniać się w Liceum, nie chce być opluwany na korytarzach. Zdaje mi się, że jest za mało edukacji seksualnej  -nie tylko chodzi mi o lekcje nauki zakładania prezerwatyw, lecz lekcji o orientacjach seksualnych. Dzięki tym wszystkim doświadczeniom, pomocy najbliższych mi osób czuje się wspaniale. Czuje się silniejszy. Jestem gejem i jestem człowiekiem -potrafię kochać tak samo jak kocha heteryk.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

KPH Poznań

Autor homoseksualizm 18 lipca 2009

Zaproszenie na spotkanie KPH Poznań – Grupa Inicjatywna

W poniedziałek 27 lipca 2009 r. o godz. 18.00 w Hallo Cafe przy ul. Rybaki 22, odbędzie się otwarte spotkanie założycielskie Grupy Inicjatywnej KPH Poznań, na które serdecznie zapraszamy zainteresowane/zainteresowanych.

kph wolontariatSpotkanie skierowane jest do osób zainteresowanych zakładaniem lub współtworzeniem oddziału w województwie wielkopolskim. Gośćmi spotkania będą: były prezes KPH Robert Bedroń, Mirosława Makuchowska sekretarz KPH, odpowiedzialna za rozwój oddziałów lokalnych oraz Marta Tryba koordynatorka ds. wolontariatu.

Osoby zainteresowane wolontariatem w grupie inicjatywnej KPH Poznań proszone są o kontakt: Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu. wolontariat@kph.org.pl

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

kup

video

click

?>

Polecamy

Cytaty

Przedwojenny Żyd został zastąpiony przez geja i lesbijkę. Polska staje się zaściankiem. Brak wiedzy i nienawiść przedstawiana jest jako sukces moralny Polaków. Budzi to we mnie najwyższą zgrozę. — Ireneusz Krzemiński

Ludzie LGBTQ

Michele Aboro
Z zawodu jest brytyjską bokserką. Brała udział w 21 pucharach świata i nigdy nie została pokonana. Przestała walczyć w momencie kiedy zabrakło jej przeciwników. Zainteresowanych odsyłam do filmu dokumentalnego A Knock Out (http://www.wmm.com/filmCatalog/pages/c669.shtml).