18
March , 2010
Thursday

13.00 Parada Równości Kulminacyjne wydarzenie Warszawskich Dni Równości. Start Parady przed Ratuszem na Placu Bankowym Dokładna trasa i przebieg ...
W dzisiejszej "Kropcę nad i" w TVN24  gościem Moniki Olejnik była słynna Nelly Rokita. Tematem przewodnim ...
Osoby homoseksualne, geje i lesbijki często spotykają się nie tylko z brakiem akceptacji innych, lecz ...
Jeśli zalegalizujemy związki partnerskie zmieni to podstawy społeczeństwa! Nie możemy adaptować nowych norm społecznych – ...
Założyłeś rodzinę? Jeżeli można kogoś ocenić po czterech godzinach rozmowy, Marek jest świetnym ojcem. Ciepły, ...
- wniosek o ukaranie posła: Na podstawie art. 3 ust. 1 "Regulaminu Komisji Etyki Poselskiej" proszę o ...
To co wyróżnia chór to bardzo zróżnicowany repertuar. Od muzyki klasycznej po folk, jazz, pop ...
Panie Cejrowski List do Cejrowskiego Nie chcę pisać oficjalnego listu ani wszczynać zbędnych dyskusji, ale czuję, ...
Terapia hormonalna dla osób TS M/K najlepsze efekty przynosi, gdy przeprowadzana jest jeszcze w czasie ...
Związki cywilne dostępne dla par jednopłciowych w Europie (za wikipedia.pl) Małżeństwa osób tej samej płci [5: ...

Archiwum z Sierpień, 2009

Marlena Dietrich – ikona kina i mniejszości seksualnych płci obojga

Autor Replika Sierpień - 31 - 2009 Skomentuj

Była stałą bywalczynią gejowsko-lesbijskich klubów Berlina lat 20. Podrywała i mężczyzn, i kobiety. Często prowokacyjnie wpinała w suknię bukiecik fiołków – lesbijski symbol. Gdy w 1930 r. wyruszyła do Hollywood, już na statku zagięła parol na Biankę Stroock, żonę producenta kostiumów teatralnych. Z Jamesem Stroockiem omawiała kwestie zawodowe, Biance zaś co wieczór posyłała do kajuty mały fioletowy bukiecik. Gdy okazało się, że kobieta jest nieświadoma ich znaczenia, Marlena zaprosiła ją do siebie i bezceremonialnie wytłumaczyła, w czym rzecz…

Po przybyciu do USA, zaskoczona amerykańską pruderią, wygłosiła swą słynną sentencję: „W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Kochamy się z każdym, kto nam się spodoba”. Hollywoodzka karierę zaczęła od „Maroka”, w którym w klasycznej, kultowej scenie jako kabaretowa piosenkarka Amy Jolly, ubrana we frak, sprzedaje całusa pewnej pięknej damie, a kwiatki rzuca w stronę zniewalającego Gary’ego Coopera.

Marlene_DietrichNie ma tu miejsca na choćby krótkie wspomnienie jej romansów, było ich zbyt wiele. Poprzestańmy więc tylko na tych ważniejszych: panie: Claire Waldorff, Gilette Spanier i Mercedes de Acosta, panowie: Douglas Fairbanks Jr., Erich Maria Remarque, Jean Gabin, Gary Cooper.

Gdy w latach pięćdziesiątych rozpoczęła karierę piosenkarską, swój show dzieliła na dwie części – w pierwszej występowała jako kobieta, w drugiej – jako mężczyzna.

W 1969 r. zachwyciła się sztuką „Chłopcy z orkiestry” („Boys in the band”) – rok później przerobioną na film – pierwszy w historii Hollywood, w którym wszyscy główni bohaterowie byli homoseksualni. Aktorzy grający w sztuce opowiadali, że 68-letnia wówczas Marlena była pod takim wrażeniem, że po spektaklu zaprosiła wszystkich na kolację, na której nieustannie chwaliła się swymi homoseksualnymi podbojami. (Mariusz Kurc)

Czytelnictwo: 5%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Wszystkie sprawy są ważne 2

Autor MultiKulti Sierpień - 30 - 2009 1 komentarzy

Tego typu zajęcia kształtują w uczniach określone postawy, ale też sprawiają, że postrzegają mnie jako osobę otwartą i tolerancyjną – to bardzo ważne – bo wtedy ze swoją ‘innością’ różnego rodzaju czują się choć przez chwilę bezpiecznie.

Uświadomienie uczniom, że nauczycielka ma takie a nie inne podejście to jedna rzecz, ale to nie wystarcza, aby uczeń zechciał otworzyć się, porozmawiać, czy zwrócić się o pomoc. Potrzebne jest także zainteresowanie nauczyciela uczniem, przypatrywanie się i zapamiętywanie pewnych spraw, czasem drobiazgów.

Jeśli widzę, że Kasia czy Zosia są wyjątkowo ciche czy smutne, zatrzymuję je po lekcji i spokojnie pytam co się stało i czy mogę w czymś pomóc. Uczniowie na początku reagują zdziwieniem, ale niezwykle rzadko zdarza się, aby nie chcieli kontynuować rozmowy.

Oczywiście skala i różnorodność problemów jest ogromna – często jedna przerwa nie wystarczy, wtedy umawiamy się na dłuższą rozmowę po lekcjach. Zdarza się, że wtedy uczeń czy uczennica mówią o swojej odmiennej orientacji seksualnej – zwykle zawstydzeni, z ogromnym trudem wyrzucający z siebie to wyznanie.

Jak kilka lat temu M.- chłopak, który najwidoczniej cierpiał, a ja nie miałam pojęcia co go gryzie. Wiedziałam też, że bardzo chce rozmawiać i kiedy w końcu do rozmowy doszło na początku powtarzał tylko, że jest coś o czym boi się powiedzieć komukolwiek.

Nie nalegałam, nie próbowałam na siłę czegokolwiek z niego wycisnąć – po prostu byłam przy nim i powtarzałam, że nie musi się niczego obawiać. W końcu M. zdobył się na wyznanie – nie jestem w stanie opisać jak ciężko mu to przyszło.

Co zrobiłam? Powiedziałam, jak bardzo się cieszę, że o tym powiedział; powtarzałam mu, że jest gejem – i bardzo dobrze – tak samo dobrze, jak to, że ma niebieskie oczy, ciemne włosy i jest świetny z fizyki.

Powtarzałam jak mantrę, że nie jest ani chory, ani zboczony, że to nie on, ale ten, kto tak myśli ma problem. Powtarzałam, że na pewno spotka kiedyś swoją drugą połówkę
i będzie tak szczęśliwy, jak na to zasługuje. Mówiłam, mówiłam , mówiłam i czułam jak ogromny ciężar spada z jego ramion. Kiedy skończyliśmy rozmawiać widziałam przed sobą szczęśliwe i suche już oczy.

Wiedziałam, że ta jedna rozmowa nie rozwiąże jego wszystkich problemów, ale wiedziałam też, że da mu siłę i przyniesie ulgę – jak po zdjęciu ogromnego ciężaru. To tylko jedna rozmowa – nie przeceniam jej ważności, ale przecież nie trzeba być psychologiem aby wiedzieć, jak ogromnie ważne w rozwiązywaniu problemów jest mówienie o nich.

My, nauczyciele nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim, często uczniowie przychodzą z problemami, których nie rozwiążemy – nie pogodzimy skłóconych rodziców, nie znajdziemy pracy dla ojca, ani nie sprawimy, aby nie pił. Często jedyne, co możemy to porozmawiać i nie potępiać.

Autor: Marzanna Podgorzelska

Artykuł pochodzi z portalu MultiKulti

Czytelnictwo: 5%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Model akceptowalny, czyli: Kim jest gej w mangach shonen-ai i yaoi? 7

Autor homoseksualizm Sierpień - 29 - 2009 Skomentuj

Brak samoświadomości jest często pokrywany wiarą w przeznaczenie lub tłumaczenie swoich działań składaną w dzieciństwie obietnicą[19]. Pierwszy sposób występuje szczególnie często w mangach fantasy z elementami romansu – np. w „Angel Sanctuary” Kaori Yuki główny bohater jest reinkarnacją upadłej anielicy, więc pała do niego uczuciem inny zbuntowany anioł. Motyw obietnicy z dzieciństwa pojawia się za to w mangach osadzonych w bliższych nam realiach – w przypadku yaoi czy shonen- ai, dochodzi tu też zwykle do sytuacji pomylenia jednego z bohaterów z dziewczyną i zakochanie się w „niej” (ma to między innymi miejsce w „Zetsuai”). Wtedy w początkowym stadium związku bohater musi pogodzić się z płcią ukochanej osoby – rzadko towarzyszą temu rozterki moralne czy religijne[20].

Tym samym przechodzimy do kwestii samookreślenia się bohaterów mang yaoi / shonen-ai. Z reguły nie są oni homoseksualistami przed poznaniem osoby, z którą zostaną połączeni w danej serii. Zazwyczaj uczucie kochania osoby tej samej płci spada na nich niespodziewanie, zaprzeczają, że są gejami, ale nie potrafią już zrezygnować z namiętności względem swojego seme lub uke. I od tej reguły są wyjątki – jednego z bohaterów mangi „The Tyrant Who Fall In Love” poznajemy już jako geja, ma on za sobą pierwsze doświadczenia homoseksualne. Niemniej jednak, schemat ukazania homoseksualizmu jako miłości zakazanej (a więc pociągającej) zakłada poruszenie związanych z nią wątpliwości. Jak często sztuczne się to wydaje, opiszę w podsumowaniu pracy.

3. Tło społeczne

a) Rodzina

Wikipe-tan_moppingBohaterowie komiksów w stylu japońskim, nie tylko produkcji yaoi / shonen-a, są najczęściej sierotami lub nic nie wiadomo o ich rodzinie – zostaje tylko wspomniane, że rodzice są zajęci, ciężko pracują w innym mieście lub że wyjechali. Rzadko dochodzi do konfrontacji homoseksualizmu syna z postawą rodziców. Jeśli już do niej dojdzie, rodzice najczęściej są pierwszą przeszkodą dla związku między bohaterami – nie akceptują wyboru dziecka, przypominając mu o jego zobowiązaniach jako członka rodziny – a więc konieczności zapewnienia ciągłości rodu, utrzymaniu dobrego imienia rodziny czy też objęcia posady po ojcu. Rodzice, czy to obecni, czy też nieobecni, są też zwykle powodem traum postaci – np. w mandze „Cut” śmierć ojca sprawia, że obwiniający się o nią bohater zaczyna szukać ukojenia w praktykach masochistycznych. Stale powraca też wątek nie okazywania dziecku uwagi, zbytnich wymagań i odtrącania go, kiedy potrzebuje pomocy. Wtedy zazwyczaj spotkany ukochany staje się dla bohatera pierwszą osobą, która się nim naprawdę interesuje i akceptuje go.

_______________________

[19] To też tłumaczy się japońskim spojrzeniem na buddyzm i szczególną wagę, jaką do dziś Japończycy przywiązują do danego słowa.

[20] Próbowano problem rozterek religijnych ukazać w polskiej mandze yaoi fantasy „Łowca” autorstwa Minako, ma się jednak wrażenie, że rozpatrywanie dogmatów wymyślonej przez autorkę religii jest czymś niewiele wnoszącym do dyskursu.

Agata „LittleLadyPunk” Sutkowska

http://littleladypunk.deviantart.com

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Diversity

Autor Monika admin Czaplicka Sierpień - 28 - 2009 4 komentarzy

Zdecydowanie różnorodność to nasz atut i nasze przekleństwo. Jesteśmy bardzo różni – od przegiętych różowych księżniczek, przez lesbijskie butch, po charakterystyczne transki w szpilkach i różowych boa z za dużą ilością make-upu. Od zwiewnych femme, przez seksownych gejów, po wyglądających “normalnie” transów.
I każdy pragnie czego innego.
Łączy nas wykluczenie. Łączy nas obecność na marginesie dyskursu społecznego, marginesie życia, marginesie prawa. Dzieli nas prawie wszystko. Mamy inne doświadczenia, mieszkamy w różnych miejscach, prawie nic nas nie integruje. Poza kilkoma literami: “LGBTQ”.
Lesbijki, podwójnie wykluczone – jako kobiety i jako mniejszość seksualna. Geje, czyli Ci, na których skupia się cała homofobia. Biseksualiści – rzekomo niepewni seksualnie i teoretycznie zawsze ostatecznie zakładający hetero-rodziny. Transgenderyści – nie istnieją, przerażają, są myleni. Queer czyli ni pies, ni wydra.
Ale pod każdym z tych słów kryje się konkretna osoba. Ktoś, kto ma imię i nazwisko, rodzinę, doświadczenie życiowe, ktoś na czyje życie wpłynął ważny element: bycie wykluczonym.
Mamy różne potrzeby i problemy. Walczymy o szacunek, zauważenie, mainstream. Musimy schować swoją dumę do kieszeni i walczyć o prawa te, które nas nie dotyczą i te, które nam nie pasują. Ale inni będą walczyć o nasze prawa. Musimy trzymać się razem do czasu, aż osiągniemy sensowny status społeczny. Potem możemy pragnąć niuansów. Na razie ten barwny korowód indywiduów musi stać się jednolitą bryłą.

Nie jest łatwo akceptować odmienność. Ale jeśli my nie będziemy, to jak mamy tego nauczyć innych? Jeśli my nie będziemy tolerować, jak mamy uczyć tolerancji? Jeśli my będziemy sami siebie wykluczali, to dlaczego inni nie mogą wykluczać nas? Następnym razem zanim będziesz narzekać na przegięte cioty, męskie lesby, dziwnych transów lub kogokolwiek innego zastanów się czy nie dyskryminujesz kogoś, z kim jedziesz na jednym wózku. Jeśli my nie będziemy trzymać się razem, to jak mamy walczyć o swoje, słuszne, prawa?

Czytelnictwo: 4%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Członkostwo w SPR – to nic trudnego!

Autor homoseksualizm Sierpień - 27 - 2009 Skomentuj

Dzięki oficjalnemu zarejestrowaniu Stowarzyszenie „Pracownia Różnorodności” może nareszcie rozszerzyć krąg swoich członków i członkiń poza osoby, które założyły SPR.

W SPR mamy dwa rodzaje członkostwa: zwyczajne i wspierające (więcej na ich temat możecie przeczytać w naszym statucie). Ich uzyskanie jest bardzo proste: wystarczy złożyć deklarację członkowską.

Nie trzeba nawet trzymać się wzoru ani wypełniać formularza (choć mamy je przygotowane) – można napisać niezbędne dane oraz treść oświadczenia na kartce papieru, całość podpisać i przekazać zarządowi SPR. Potrzebne dane sprowadzają się do imienia, nazwiska, adresu zamieszkania, serii i numeru dowodu osobistego oraz numeru PESEL. Oświadczenie też jest bardzo proste – chodzi w nim o stwierdzenie, że ma się pełną zdolność do czynności prawnych oraz o zobowiązanie do działania na rzecz realizacji celów SPR i przestrzegania statutu.

Członkostwo zwyczajne i wspierające nadaje zarząd SPR – na pewno nie będzie się z tym ociągać, gdy tylko dostanie Waszą deklarację! Osoby zainteresowane członkostwem w SPR mogą pisać do nas na adresy: pracowniaroznorodnosci@gmail.com oraz spr_lex@wp.pl, a udzielimy im wszelkich informacji.

Ważne: członkostwo w SPR nie oznacza konieczności płacenia składek! Składki to indywidualna sprawa każdej osoby należącej do SPR, całkowicie niezależna od samego członkostwa.

Członkostwo w SPR nie jest jedyną możliwością  współpracy z nami. Jeśli „zapisywanie się” źle się Wam kojarzy – rozumiemy to. Dla osób zainteresowanych działaniem, a nie przynależeniem, mamy wolontariat; w jego ramach samodzielnie ustalicie, ile czasu chcecie poświęcić dla SPR i co w ramach tego czasu chcecie robić. Jeśli nawet minimalnie formalne podejście Was odstręcza – nie ma problemu; możemy ustalić zasady współpracy w taki sposób, jaki będzie Wam odpowiadać.

Jeśli interesuje Was działanie w SPR i macie w związku z tym pytania, piszcie do nas na: pracowniaroznorodnosci@gmail.com lub spr_lex@wp.pl.

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

W związku rozmowa jest bardzo ważna 2

Autor Sznyta Sierpień - 26 - 2009 Skomentuj

Druga część wywiadu z Ygą Kostrzewą.

Ja: A co z wiernością? Gdzie ona wtedy jest?

Y.K.: Odpowiem tak: w każdym związku – prędzej czy później – dochodzi do zdrady czy też rozmowy o niej. A jeśli nie dochodzi – to się zdradza albo też związek nie jest szczery, nie rozmawia się o tych sprawach – tak też bywa. Decyzja należy oczywiście do obu stron, jak związek ma wyglądać. Są osoby bardzo monogamiczne, które nie wyobrażają sobie zdrady fizycznej. Są także osoby, dla których seks jest tylko przyjemnością. Według mnie ludzie nie są tak prosto skonstruowani: albo monogamiczni i desperacko wierni albo rozwiąźli. Każdemu może się zdarzyć jakieś zauroczenie, chęć spróbowania czegoś nowego w seksie. Czy w związku z tym należy przekreślić bycie z drugą osobą? Lepiej o tym porozmawiać, dojrzeć do tego, niż od razu zrywać – jak to się często dzieje. Jedno takie zachowanie i kilka lat wspólnego bycia zostaje przekreślone – to trochę nielogiczne. Może tak do końca nie byliśmy / byłyśmy dla siebie… warto sobie ustalić pewne granice, na co się w związku zgadzamy, a na co nie. Zapewniam, że ludzie są jednak elastyczni – często jest to kwestia czasu…

Ja: Mam podobne poglądy na ten temat. Podsumowując można stwierdzić, że rozmowa to podstawa w budowaniu wspólnych relacji partnerskich. Odbiegając totalnie od tematu zapytam, jaka jest Twoja ulubiona forma spędzania wolnego czasu?

Y.K.: Generalnie – robić to, co lubię, realizować swoje hobby. Są to różne rzeczy: czytanie książek, gotowanie, rower, wycieczki, podróże, słuchanie muzyki, korzystanie z kultury szeroko rozumianej… czasem spotkania ze znajomymi, kino.

Ja: Korzystanie z kultury szeroko rozumianej? Co masz na myśli?

Y.K.: Na przykład wystawy uliczne, muzea, wszelkie wydarzenia związane z przestrzenią uliczno-miejską, koncerty, festiwale uliczne, których w Warszawie jest sporo, ale też Parady i Marsze Równości.

Ja: Skoro już nawiązałaś do Parady – dlaczego one są organizowane i co masz z tym przedsięwzięciem wspólnego?

sunY.K.: Paradę wielokrotnie współorganizowałam – w 2004 roku, gdy ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński zabronił nam przemarszu, współorganizowałam Wiec Równości. W kolejnym, 2005 roku wraz z innymi osobami, uczestniczyłam w procesie, który zawiódł nas aż do Strasburga, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sprawę tę znamy jako “Bączkowski i inni przeciwko Polsce” – od tamtej pory nie można już zakazywać Parad ani Marszów Równości. Udało się to wywalczyć. W zeszłym roku chciałam, aby Parada miała bardziej polityczny wydźwięk, stąd pomysł na tworzenie tzw. patykowców lub patyczaków, jak je nazywamy. Chodzi o pokazanie ważnych, politycznych haseł, pod którymi się podpisujemy – aby Parada nie była tylko zabawą, a przede wszystkim taką tubą polityczną, przez którą raz w roku możemy głośno, na ulicy powiedzieć: chcemy równych praw, domagamy się publicznego zajęcia sprawami dyskryminacji i równego traktowania, chcemy ustawy o związkach partnerskich, zmiany przepisów o mowie nienawiści. Od 2004 r. organizowaniem Parady Równości w Warszawie zajmuje się Fundacja Równości, w tym celu powołana. Jestem przewodniczącą Rady Fundacji. Parada jest dość ważnym wydarzeniem na mapie Warszawy i Polski. To największa tego typu manifestacja i jedna z największych w ogóle w Polsce. Pamiętać też musimy, iż za rok, w 2010 odbędzie się EuroParada w Warszawie, podczas której spodziewanych jest ok. 50 tys. gości – będzie więc to pod względem liczebności przedsmak Euro 2012.

Ja: Czy nie wydaje Ci się, że mając tubę polityczną i zabawę razem, to tuba polityczna nie ma swojej mocy i czy chcesz czy nie pozostaje wtedy niezauważona?

Y.K.: Nie wydaje mi się. Parada Równości jest dla wszystkich. Zdecydowanie powinna mieć formułę włączającą każdego, kto popiera nasze postulaty. Można to robić poprzez zabawę i poprzez pokazywanie żądań. Dzięki temu, iż jest kolorowa – pokazują ją w mediach, a organizatorzy czy poszczególne osoby mówią o problemach, co chcieliby zmienić. Marsz Normalności jest pełen haseł politycznych, a mało kto zwraca na niego uwagę – bo jest po prostu nudny.

Ja: Opowiedz też coś o Europaradzie: dlaczego jest taka wyjątkowa?

Y.K.: Jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy odbędzie się w kraju “zza żelaznej kurtyny”, w kraju środkowoeuropejskim. Wciąż wielu Europejczyków nie wie, co dzieje się w krajach na wschód od Niemiec, nie wiedzą jak wygląda tu życie i sprawy LGBTQ. O Polsce zrobiło się głośno, gdy homofobicznie szalała nasza władza – prezydent, rząd na czele z Giertychem. I to był jeden z ważniejszych powodów, dlaczego należy zorganizować u nas Europaradę. Znana jest już data – 17.07.2010, czyli z rocznym wyprzedzeniem, jak nigdy dotąd. Przyjedzie na pewno dziesiątki tysięcy osób, tego się spodziewamy, ma być duży wybór imprez towarzyszących. Bardzo jestem tego ciekawa!

Ja: Kto zajmuje się Paradą Równości? Skąd mają na to pieniądze?

Y.K.: W Warszawie organizacją parady zajmuje się Fundacja Równości. Kieruje nią Tomasz Bączkowski, który pozyskuje środki na działalność z różnych źródeł, głównie zagranicznych. Udział w Paradzie, na zasadzie komercyjnej platformy, też jest płatny. Wszelkie inne pytania proszę kierować do Fundacji.

Ja: Wiele razy chciałaś, żebym zapytała się Ciebie jaki jest Twój stosunek do krwiodawstwa, dlaczego?

Y.K.: Dlatego że ważnym jest promowanie honorowego krwiodawstwa. Krwi brakuje w Polsce permanentnie, a już szczególnie podczas wakacji, gdy zdarza się więcej wypadków. Od kilkunastu lat jestem honorową krwiodawczynią i jestem z tego dumna. Co roku oddaję krew, aby pomóc innym, i nawet żadne straszenie, że krew od osób homoseksualnych jest gorsza nie spowodowało tego, że przerwałam ten dobry zwyczaj. Moja krew jest za każdym razem surowo badana i okazuje się, iż zawsze była zdrowa, aby móc się nią podzielić z potrzebującymi. Wiem, iż honorowym krwiodawcą jest też Robert Biedroń – uważam to za bardzo dobry społecznie nawyk, który jest symbolicznym oddaniem cząstki siebie dla drugiego człowieka – i jakie to chrześcijańskie!

Ja: Dziękuję Ci za wywiad i mam nadzieję, że to nie ostatni jakiego nam udzieliłaś.

Czytelnictwo: 7%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Judith Butler Uwikłani w płeć cz 10

Autor Skuza Sierpień - 25 - 2009 Skomentuj

Interesujący dla mnie jest wątek – nazwijmy go umownie – „homoseksualność/heteroseksualność”. Splątanie feminizmu i teorii queer, jest jak widać z lektury tej książki, bardzo głęboko posunięte, choć w sprawie tej drugiej J. Butler odsyła do powstałej w tym samym czasie książki Eve Kosofksy Sedgwick „Epistemology of the Closet” (Berkeley – Los Angeles 1991) (s. 18, przypis 5). Teoretyczka feminizmu, profesorka literatury z Berkeley, wywarła jak się okazuje całkiem duży wpływ na myślenie w kategoriach queer. Była ona najpierw członkinią, a potem przewodniczącą rady Międzynarodowej Komisji do Spraw Praw Człowieka Gejów i Lesbijek w latach 1994 – 1997. Jej myślenie jest w ciągłym ruchu i reaguje ona na przemiany społeczne i kulturowe. Przyznaje jednak, że jej praca wywarła wpływ na naukową oraz pozauniwersytecką działalność, co w szczegółach przedstawia na stronie 22. Co ciekawe, czerpiąc inspirację z działalności w ruchu gejowsko- lesbijskim, po długiej i uczciwej wędrówce intelektualnej, opowiedziała się za „uniwersalnością, jako projektem opartym na kulturowym przekładzie i zorientowanym na przyszłość” (s. 23). Jest to tematyka jej kolejnej publikacji: ”Excitable Speech”. W książce „Uwikłani w płeć” „uniwersalność” postrzegana jest w negatywnym świetle. Poza tym J. Butler wskazuje na kryzys ontologiczny przeżywany na poziomie języka i seksualności, bowiem pojawiają się nowe praktyki przyjmowania płci, takie jak praktyki transgenderowe, transseksualne, praktyki lesbijskiego i gejowskiego rodzicielstwa oraz nowe tożsamości typu butch i femme. (s. 15). Ciekawe, że przy całym radykalizmie J. Butler zgadza się z rozróżnieniem na płeć kulturową i na seksualność tylko i wyłącznie wówczas, gdy zachowana jest zasada: „normy seksualne nie powinny decydować o porządku kulturowej płci” (s. 18). A zatem jej krytyka tradycyjnych rozróżnień nie jest totalna i ślepa. Najważniejszą rzeczą jest to, że uważna lektura jej publikacji dostarcza podstaw do krytyki queer odwołującej się do takich pojęć, określeń i podziałów jak: heteroseksualny kontrakt (s. 224), system obowiązkowej heteroseksualności (s. 157, 159, 209), jako filaru kultury obok rodziny czy szczątkowej co prawda, ale wciąż obecnej nawet w postnowoczesnych społeczeństwach cywilizacji zachodnio-europejskiej rytuału wymiany kobiet; tabu homoseksualności, które okazuje się być głębiej ukryte niż tabu incestu (s. 142, 157); usankcjonowana heteroseksualność i nieusankcjonowana homoseksualność (s. 156); melancholia i heteroseksualne zaprzeczenie homoseksualności (s. 150 – 151); heteroseksualna matryca pragnienia (s. 126), i wreszcie heteroseksualizacja ciała kobiecego. W tym ostatnim określeniu queer spotyka się z feminizmem. Nie chodzi tu przecież tylko o socjologicznie ujmowaną seksualną mniejszość, ale o krytykę tzw. maskarady kobiecości (Joan Riviere s. 122 i następne), która jak się okazuje, nie jest różna od kobiecości autentycznej. Wbrew obiegowym złudzeniom utrwalanym w licznych potwierdzeniach w aktach mowy J. Butler mówi wprost, że nie ma czegoś takiego jak „prawdziwa kobieta”. Tajemnicza kobiecość potrzebna jest bowiem dla męskiej identyfikacji „w ramach heteroseksualnej matrycy pragnienia” (s. 126). Natomiast językowe wyodrębnienie „płci” gwarantuje funkcjonowanie obowiązkowej heteroseksualności (s. 213 ). Kobieta musi zatem być przeseksualizowana dla dobrego wizerunku mężczyzny, któremu tylko przysługuje status uniwersalnej osoby, neutralnej, zrównoważonej, rozsądnej, godnej bycia reprezentantem innych “pomiotów” . W rozważaniach J. Butler widać jak posługuje się w sposób analityczny i krytyczny pojęciem „matrycy heteroseksualności” i jak wątki feministyczne splątane są z wątkami queerowymi. Dlatego wątek „heteroseksualność/homoseksualność” jest głęboko wmontowany w butlerowski feminizm.

Niezwykle cenną analizą w tej książce jest prezentacja tekstu Michela Foucaulta „Herculine Barbin” o hermafrodycie, o tym co Hans Meyer nazywa potworami i w sarkastycznym tonie pisze, że „im nie przyświeca blask imperatywu kategorycznego, ponieważ ich czyny nie mogą służyć za ogólne prawidło”[4]. J. Butler na przykładzie dziejów Herkuliny, podobnego odmieńca – potwora, co wieków kilka wcześniej Montaigne opisuje w „Próbach”[5], z jednej strony przyznaje rację Foucaultowi, że seksualność jest zawsze „w obrębie matrycy władzy” (s. 190), ale też krytykuje koncepcję Foucaulta nazwaną „radosnymi otchłaniami nietożsamości”. J. Butler pomna rodzinnych doświadczeń ma chyba – w odróżnieniu od Foucalta – mniej eksperymentatorskich zapędów. Dla niej odmienność płciowa i seksualna jest realnym, godnym troski doświadczeniem społecznym.

____________________________

[4] Hans Meyer, Odmieńcy, przeł. Anna Kryczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2005, s. 8.

[5] Hans Meyer, Odmieńcy, przeł. Anna Kryczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2005, s. 9.

Czytelnictwo: 4%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Yes, I am – subiektywny spis aktorek lesbijek 2

Autor Replika Sierpień - 24 - 2009 Skomentuj

Jodie, Ellen, kto jeszcze?

Czas wyrwać się z magicznego świata burżulesek. Któraż to jeszcze ze znanych aktorek nie ma najmniejszego problemu z otwartym powiedzeniem światu „Yes, I am“? Zacznę od kobiety, która zagrała w ponad 70 filmach. Mnie najbardziej zapadła w pamięć jej rola niesamowitej siostry Mary Stigmat w „Blues Brothers“. Kathleen Freeman (1919- 2001), bo o niej tutaj mowa, karierę aktorską rozpoczęła w 1948 roku, a zakończyła rolą w „Blues Brothers 2000“ w 2000 roku. Po jej śmierci w brytyjskiej prasie ukazały się kondolencje dla jej wieloletniej partnerki Helen Ramsey. Prasa amerykańska nie miała tyle klasy.

Kiedy przedzierałam się przez masę stron w poszukiwaniu aktorek lesbijek, natrafiłam na nazwisko Fiona Shaw (ur. 10 lipca 1958). Pewnie nie poświęciłabym jej za wiele miejsca, ale popularna w Wielkiej Brytanii irlandzka aktorka znana jest zapewne wszystkim potteromaniaczkom. Otóż w serii o Harrym Potterze gra rolę ciotki Petunii! W 2001 została oznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego.

Ellen_DeGeneres_(2004)Ellen DeGeneres (ur. 26 stycznia 1958 r.) nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Aktorka komediowa, znana na świecie ze swojego niecodziennego coming outu, którego dokonała we własnym serialu „Ellen“. Ulubienica Ameryki, w Polsce bardziej znana jako była partnerka życiowa Anne Heche lub obecna Portii de Rossi. Jako druga kobieta (pierwszą była Whoopi Goldberg) poprowadziła galę rozdania Oskarów. Ale jako pierwsza kobieta poprowadziła ją ubrana w elegancki garnitur. Na pytanie, dlaczego właśnie wybrała taką kreację odpowiedziała: „Nie mam zamiaru udawać kogoś, kim nie jestem“. Na pytanie, kim jest, niezmiennie odpowiada „lesbijką, Wodnikiem, wegetarianką“.

Portia de Rossi przyszła na świat 31 stycznia 1973 roku w Australii. Jej prawdziwe nazwisko to Mandy Rogers. Jej marzenie z dzieciństwa, aby zostać prawniczką, spełniło się w dość przewrotny sposób. Dzięki roli w filmie „Krzyk 2“ została zauważona i zagrała w serialu „Ally McBeal“ bezwzględną panią mecenas Nelle Porter. Zanim związała się z córką byłej żony Ringo Starra, Barbarą Bach, wyszła za mąż. Zrobiła to, aby otrzymać zieloną kartę. W obecnym związku ma tylko jeden problem – kto urodzi dziecko: Ellen czy Portia.

Rosie o’Donnell (ur. 21 marca 1962 r.) całym sercem jest zaangażowana w walkę o prawa lesbijek i gejów. Nawet ślub ze swoją wybranką Kelli Carpenter wzięła w ramach protestu przeciwko polityce prezydenta Busha. Jej prawdziwą karierę rozpoczął film „Ich mała liga“, w którym zagrała u boku Madonny. Później można było ją zobaczyć w drugoplanowej roli w „Bezsenności w Seattle“. We „Flinstonach“ wcieliła się w postać Betty. A widownia les/gay mogła ją podziwiać w serialu „Queer as Folk“.

Wraz z partnerką matkuje trójce adoptowanych dzieci, ponieważ, jak sama mówi, w życiu nie zgodziłaby się urodzić dziecka, ze względu na to, że w jej rodzinie za dużo było przypadków raka i alkoholizmu.

Wśród wymienionych sław mniejszego lub większego kalibru nie może zabraknąć niesamowicie charakterystycznej i charyzmatycznej postaci jaką, jest Lilly Tomlin (ur. 1 września 1939 r.). Lilly jest ulubioną aktorką Altmana. Jej debiut na dużym ekranie właśnie w jego filmie „Nashville“ o mały włos zakończyłby się Oskarem za rolę drugoplanową. Jest zdobywczynią wielu nagród: Tony, Emmy, a nawet Grammy.

Prowadząc wnikliwie śledztwo w internecie w poszukiwaniu znanych, mniej znanych aktorek, które nie ukrywają swojej orientacji, miałam nadzieję, że trafię w końcu na polskie nazwisko. Niestety, nadzieja okazała się płonna. Ale ciągle wierzę, że i na naszym rodzimym poletku pojawi się w końcu żeński odpowiednik Jacka Poniedziałka i powie gromkim głosem „Tak, ja i moja partnerka…“.

Autor: Małgorzata Rawińska

Artykuł pochodzi z serwisu Replika

Czytelnictwo: 8%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Wszystkie sprawy są ważne 1

Autor MultiKulti Sierpień - 23 - 2009 Skomentuj

Jak nauczyciel może pomóc homoseksualnym uczniom i uczennicom? Czy na “te” tematy w ogóle należy rozmawiać? Marzanna Pogorzelska pisze o swoich doświadczeniach z pracy nauczycielki w liceum w Kędzierzynie-Koźlu.

Czy pani nauczycielka nie ma ważniejszych spraw na głowie i dla zdobycia popularności musi wynajdywać sobie tak marginalny problem? Tego typu pytania docierały i docierają do mnie z różnych stron, od kiedy zaczęłam wypowiadać się publicznie w sprawie konieczności „edukacji homoseksualnej”.

Sprowokowana obraźliwymi wypowiedziami byłego ministra edukacji i jego podwładnych, podnosiłam kwestię uświadomienia nauczycielom, a za ich pośrednictwem, uczniom czym naprawdę jest odmienna orientacja; uświadomienia wyzbytego irracjonalnych lęków, wrogości, krzywdzących stereotypów.

Wulgarny i prymitywny język Giertycha sprawił, iż moje wieloletnie refleksje zamieniły się w konkretne działania – zadziałał tu bardzo prosty mechanizm. Minister i urzędnicy mówili o „wstrętnych pederastach” – a ja widziałam moich uczniów – Przemka i Jędrka – świetnych ludzi, życzliwych, inteligentnych, kulturalnych.

Panowie grzmieli na wiecach o „zdziczałej swołoczy” – przed moimi oczami ustawili się Sebastian i Karol – dosyć nieśmiali młodzi ludzie, którym do zdziczenia znacznie dalej niż autorom zacytowanych słów. Pan Wierzejski straszył pałką policyjną – miałby nią obijać Kasię ? Delikatną blondynkę o niezwykłej wyobraźni?

Tak, wszyscy wymienieni uczniowie są homoseksualni. Tacy są – nie wybierali koloru oczu, nie wybierali też swojej orientacji. Spotykałam i spotykam ich na swojej nauczycielskiej drodze.
Jak to się dzieje, że przychodzą i zwierzają się z tak intymnych spraw, z własnej woli, bez przymusu?
Po pierwsze, wiedzą, że ich nie wyśmieję, nie skrytykuję, nie odrzucę.

Wiedzą, bo podczas lekcji jest mnóstwo okazji, abym wyrazić swoje poglądy. Na przykład, rozpoczynając lekcje często pytam ich co ważnego wydarzyło się od naszego ostatniego spotkania – czasem jest to strajk pielęgniarek, czasem kolejna afera, czasem parada równości.

Cokolwiek komentuję, zwracam uwagę, aby pokazać uczniom, jak ważna jest tolerancja i zrozumienie inności, bezwzględnie krytykuję wszelkie zachowania kseno- i homofobiczne, rasistowskie czy antysemickie. Czasami lekcja polega na debacie (w języku angielskim), w której dyskutujemy aktualny problem – może to być kara śmierci, może być też kwestia zawierania małżeństw przez osoby homoseksualne.

Przed debatą zachowuję bezstronność, natomiast po, uczniowie zawsze są ciekawi mojego zdania – jasno je wyrażam, podaję argumenty. Zajęcia prowadzone po lekcjach z grupą Amnesty International dają nieograniczone możliwości promowania postaw tolerancji podczas zajęć warsztatowych, bardzo lubianych przez uczniów – nieocenioną pomocą jest tu podręcznik „Kompas” i wiele innych.

Autor: Marzanna Podgorzelska

Artykuł pochodzi z portalu MultiKulti

Czytelnictwo: 5%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Model akceptowalny, czyli: Kim jest gej w mangach shonen-ai i yaoi? 6

Autor homoseksualizm Sierpień - 22 - 2009 Skomentuj

  1. Osobowość, samoświadomość i samookreślnie.

Jak wspomniałam, cechy charakteru są w przeważającej części uwarunkowane przez podział seme – uke. Niemniej da się o obu tych typach osobowości powiedzieć jedno – zazwyczaj nie posiadają one stereotypowych cech męskich:

Nie da się powiedzieć, że (yaoi) to komiks gejowski, ponieważ jego bohaterowie mają kobiecą wrażliwość. Są bardziej emocjonalni, romantyczni, mówią o tym, co czują. Nie są typowymi mężczyznami w żadnym sensie[16].

Dla przykładu, główny bohater mangi shonen-ai „Bukiyou na Silent”, Satoru Tono, co prawda nie potrafi wyrażać swoich emocji poprzez mimikę twarzy i często nie udaje mu się o nich opowiedzieć, jednak z jego narracji dowiadujemy się, jak różne uczucia nim targają. Gdy jego szkolny kolega Keigo Tamiya wyznaje mu miłość, Satoru jest zszokowany a zarazem szczęśliwy, gdyż sam od dłuższego czasu obserwował Tamiyę. Zaraz jednak dochodzą do głosu wątpliwości, zazdrość o ukochanego, strach przed jego utratą, niepewność własnych uczuć, nieporozumienia wynikające z nieśmiałości chłopca. Dopiero szczere rozmowy pozwolą zażegnać nieprzyjemne sytuacje. Keigo jest wyrozumiały dla swojego wybranka, stara się go dokładnie zrozumieć i pomóc mu okazać uczucia. Dba o to, by dużo czasu spędzali razem. Kiedy traci cierpliwość, zaraz żałuje wybuchu gniewu i dąży do pogodzenia się z Satoru. Jak napisała jedna z recenzentek:

N380px-Mangas_lesenie ma co się oszukiwać – takich facetów nie ma [17].

Bardzo często bohaterowie produkcji shonen- ai / yaoi są ludźmi ogarniętymi pewną pasją – np. muzyką klasyczną, jak ma to miejsce w mandze „Fuijimi Orchestra”, czy sportem, tak jak w „Zetsuai”. Postacie realizują się poprzez swoje pasje i nieraz są stawiane przed dylematem, czy hobby jest dla nich ważniejsze od ukochanego lub też początkowo uważają wybranka za swojego rywala. Można też wskazać szereg przykładów, gdzie bohaterowie są przeciętnymi, nieco znudzonymi życiem nastolatkami, a homoseksualna miłość jest dla nich odskocznią od nudnej egzystencji, pierwszą rzeczą, która ich naprawdę porusza (np. „Cut”).

Charakterystyczną cechą wielu mang yaoi / shonen-ai, a także innych produkcji skierowanych do młodych dziewcząt, jest swoisty brak samoświadomości postaci. Uczucie, które się między nimi pojawia, nie jest zazwyczaj poddawane próbom wytłumaczenia czy uzasadnienia. Często kwitowane jest niewiele mówiącymi frazesami: zachwytami nad pięknem danego bohatera[18], rozmyślaniami typu „moje serce bije jak oszalałe, kiedy jestem przy nim”. Zazwyczaj bohater sam stwierdza: „Nie wiem dlaczego, ale chcę z nim być”. Oczywiście są produkcje, które celowo unikają „przegadywania” uczuć bohaterów – starają się za to ukazać ich dążenia, plany, wzajemną relację poprzez fabułę i dają czytelnikowi możliwość samodzielnego przemyślenia, czemu historia związku potoczyła się tak, a nie inaczej – do takich produkcji należy wspomniana wcześniej manga shonen-ai „Hard Rock”.

Agata „LittleLadyPunk” Sutkowska

http://littleladypunk.deviantart.com

Czytelnictwo: 1%

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati