Druga część wywiadu z Ygą Kostrzewą.
Ja: A co z wiernością? Gdzie ona wtedy jest?
Y.K.: Odpowiem tak: w każdym związku – prędzej czy później – dochodzi do zdrady czy też rozmowy o niej. A jeśli nie dochodzi – to się zdradza albo też związek nie jest szczery, nie rozmawia się o tych sprawach – tak też bywa. Decyzja należy oczywiście do obu stron, jak związek ma wyglądać. Są osoby bardzo monogamiczne, które nie wyobrażają sobie zdrady fizycznej. Są także osoby, dla których seks jest tylko przyjemnością. Według mnie ludzie nie są tak prosto skonstruowani: albo monogamiczni i desperacko wierni albo rozwiąźli. Każdemu może się zdarzyć jakieś zauroczenie, chęć spróbowania czegoś nowego w seksie. Czy w związku z tym należy przekreślić bycie z drugą osobą? Lepiej o tym porozmawiać, dojrzeć do tego, niż od razu zrywać – jak to się często dzieje. Jedno takie zachowanie i kilka lat wspólnego bycia zostaje przekreślone – to trochę nielogiczne. Może tak do końca nie byliśmy / byłyśmy dla siebie… warto sobie ustalić pewne granice, na co się w związku zgadzamy, a na co nie. Zapewniam, że ludzie są jednak elastyczni – często jest to kwestia czasu…
Ja: Mam podobne poglądy na ten temat. Podsumowując można stwierdzić, że rozmowa to podstawa w budowaniu wspólnych relacji partnerskich. Odbiegając totalnie od tematu zapytam, jaka jest Twoja ulubiona forma spędzania wolnego czasu?
Y.K.: Generalnie – robić to, co lubię, realizować swoje hobby. Są to różne rzeczy: czytanie książek, gotowanie, rower, wycieczki, podróże, słuchanie muzyki, korzystanie z kultury szeroko rozumianej… czasem spotkania ze znajomymi, kino.
Ja: Korzystanie z kultury szeroko rozumianej? Co masz na myśli?
Y.K.: Na przykład wystawy uliczne, muzea, wszelkie wydarzenia związane z przestrzenią uliczno-miejską, koncerty, festiwale uliczne, których w Warszawie jest sporo, ale też Parady i Marsze Równości.
Ja: Skoro już nawiązałaś do Parady – dlaczego one są organizowane i co masz z tym przedsięwzięciem wspólnego?
Y.K.: Paradę wielokrotnie współorganizowałam – w 2004 roku, gdy ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński zabronił nam przemarszu, współorganizowałam Wiec Równości. W kolejnym, 2005 roku wraz z innymi osobami, uczestniczyłam w procesie, który zawiódł nas aż do Strasburga, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sprawę tę znamy jako “Bączkowski i inni przeciwko Polsce” – od tamtej pory nie można już zakazywać Parad ani Marszów Równości. Udało się to wywalczyć. W zeszłym roku chciałam, aby Parada miała bardziej polityczny wydźwięk, stąd pomysł na tworzenie tzw. patykowców lub patyczaków, jak je nazywamy. Chodzi o pokazanie ważnych, politycznych haseł, pod którymi się podpisujemy – aby Parada nie była tylko zabawą, a przede wszystkim taką tubą polityczną, przez którą raz w roku możemy głośno, na ulicy powiedzieć: chcemy równych praw, domagamy się publicznego zajęcia sprawami dyskryminacji i równego traktowania, chcemy ustawy o związkach partnerskich, zmiany przepisów o mowie nienawiści. Od 2004 r. organizowaniem Parady Równości w Warszawie zajmuje się Fundacja Równości, w tym celu powołana. Jestem przewodniczącą Rady Fundacji. Parada jest dość ważnym wydarzeniem na mapie Warszawy i Polski. To największa tego typu manifestacja i jedna z największych w ogóle w Polsce. Pamiętać też musimy, iż za rok, w 2010 odbędzie się EuroParada w Warszawie, podczas której spodziewanych jest ok. 50 tys. gości – będzie więc to pod względem liczebności przedsmak Euro 2012.
Ja: Czy nie wydaje Ci się, że mając tubę polityczną i zabawę razem, to tuba polityczna nie ma swojej mocy i czy chcesz czy nie pozostaje wtedy niezauważona?
Y.K.: Nie wydaje mi się. Parada Równości jest dla wszystkich. Zdecydowanie powinna mieć formułę włączającą każdego, kto popiera nasze postulaty. Można to robić poprzez zabawę i poprzez pokazywanie żądań. Dzięki temu, iż jest kolorowa – pokazują ją w mediach, a organizatorzy czy poszczególne osoby mówią o problemach, co chcieliby zmienić. Marsz Normalności jest pełen haseł politycznych, a mało kto zwraca na niego uwagę – bo jest po prostu nudny.
Ja: Opowiedz też coś o Europaradzie: dlaczego jest taka wyjątkowa?
Y.K.: Jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy odbędzie się w kraju “zza żelaznej kurtyny”, w kraju środkowoeuropejskim. Wciąż wielu Europejczyków nie wie, co dzieje się w krajach na wschód od Niemiec, nie wiedzą jak wygląda tu życie i sprawy LGBTQ. O Polsce zrobiło się głośno, gdy homofobicznie szalała nasza władza – prezydent, rząd na czele z Giertychem. I to był jeden z ważniejszych powodów, dlaczego należy zorganizować u nas Europaradę. Znana jest już data – 17.07.2010, czyli z rocznym wyprzedzeniem, jak nigdy dotąd. Przyjedzie na pewno dziesiątki tysięcy osób, tego się spodziewamy, ma być duży wybór imprez towarzyszących. Bardzo jestem tego ciekawa!
Ja: Kto zajmuje się Paradą Równości? Skąd mają na to pieniądze?
Y.K.: W Warszawie organizacją parady zajmuje się Fundacja Równości. Kieruje nią Tomasz Bączkowski, który pozyskuje środki na działalność z różnych źródeł, głównie zagranicznych. Udział w Paradzie, na zasadzie komercyjnej platformy, też jest płatny. Wszelkie inne pytania proszę kierować do Fundacji.
Ja: Wiele razy chciałaś, żebym zapytała się Ciebie jaki jest Twój stosunek do krwiodawstwa, dlaczego?
Y.K.: Dlatego że ważnym jest promowanie honorowego krwiodawstwa. Krwi brakuje w Polsce permanentnie, a już szczególnie podczas wakacji, gdy zdarza się więcej wypadków. Od kilkunastu lat jestem honorową krwiodawczynią i jestem z tego dumna. Co roku oddaję krew, aby pomóc innym, i nawet żadne straszenie, że krew od osób homoseksualnych jest gorsza nie spowodowało tego, że przerwałam ten dobry zwyczaj. Moja krew jest za każdym razem surowo badana i okazuje się, iż zawsze była zdrowa, aby móc się nią podzielić z potrzebującymi. Wiem, iż honorowym krwiodawcą jest też Robert Biedroń – uważam to za bardzo dobry społecznie nawyk, który jest symbolicznym oddaniem cząstki siebie dla drugiego człowieka – i jakie to chrześcijańskie!
Ja: Dziękuję Ci za wywiad i mam nadzieję, że to nie ostatni jakiego nam udzieliłaś.
Czytelnictwo: 7%