Archiwum miesiąca Sierpień, 2009

Była stałą bywalczynią gejowsko-lesbijskich klubów Berlina lat 20. Podrywała i mężczyzn, i kobiety. Często prowokacyjnie wpinała w suknię bukiecik fiołków – lesbijski symbol. Gdy w 1930 r. wyruszyła do Hollywood, już na statku zagięła parol na Biankę Stroock, żonę producenta kostiumów teatralnych. Z Jamesem Stroockiem omawiała kwestie zawodowe, Biance zaś co wieczór posyłała do kajuty mały fioletowy bukiecik. Gdy okazało się, że kobieta jest nieświadoma ich znaczenia, Marlena zaprosiła ją do siebie i bezceremonialnie wytłumaczyła, w czym rzecz…

Po przybyciu do USA, zaskoczona amerykańską pruderią, wygłosiła swą słynną sentencję: „W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Kochamy się z każdym, kto nam się spodoba”. Hollywoodzka karierę zaczęła od „Maroka”, w którym w klasycznej, kultowej scenie jako kabaretowa piosenkarka Amy Jolly, ubrana we frak, sprzedaje całusa pewnej pięknej damie, a kwiatki rzuca w stronę zniewalającego Gary’ego Coopera.

Marlene_DietrichNie ma tu miejsca na choćby krótkie wspomnienie jej romansów, było ich zbyt wiele. Poprzestańmy więc tylko na tych ważniejszych: panie: Claire Waldorff, Gilette Spanier i Mercedes de Acosta, panowie: Douglas Fairbanks Jr., Erich Maria Remarque, Jean Gabin, Gary Cooper.

Gdy w latach pięćdziesiątych rozpoczęła karierę piosenkarską, swój show dzieliła na dwie części – w pierwszej występowała jako kobieta, w drugiej – jako mężczyzna.

W 1969 r. zachwyciła się sztuką „Chłopcy z orkiestry” („Boys in the band”) – rok później przerobioną na film – pierwszy w historii Hollywood, w którym wszyscy główni bohaterowie byli homoseksualni. Aktorzy grający w sztuce opowiadali, że 68-letnia wówczas Marlena była pod takim wrażeniem, że po spektaklu zaprosiła wszystkich na kolację, na której nieustannie chwaliła się swymi homoseksualnymi podbojami. (Mariusz Kurc)

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Wszystkie sprawy są ważne 2

Autor MultiKulti 30 sierpnia 2009

Tego typu zajęcia kształtują w uczniach określone postawy, ale też sprawiają, że postrzegają mnie jako osobę otwartą i tolerancyjną – to bardzo ważne – bo wtedy ze swoją ‘innością’ różnego rodzaju czują się choć przez chwilę bezpiecznie.

Uświadomienie uczniom, że nauczycielka ma takie a nie inne podejście to jedna rzecz, ale to nie wystarcza, aby uczeń zechciał otworzyć się, porozmawiać, czy zwrócić się o pomoc. Potrzebne jest także zainteresowanie nauczyciela uczniem, przypatrywanie się i zapamiętywanie pewnych spraw, czasem drobiazgów.

Jeśli widzę, że Kasia czy Zosia są wyjątkowo ciche czy smutne, zatrzymuję je po lekcji i spokojnie pytam co się stało i czy mogę w czymś pomóc. Uczniowie na początku reagują zdziwieniem, ale niezwykle rzadko zdarza się, aby nie chcieli kontynuować rozmowy.

Oczywiście skala i różnorodność problemów jest ogromna – często jedna przerwa nie wystarczy, wtedy umawiamy się na dłuższą rozmowę po lekcjach. Zdarza się, że wtedy uczeń czy uczennica mówią o swojej odmiennej orientacji seksualnej – zwykle zawstydzeni, z ogromnym trudem wyrzucający z siebie to wyznanie.

Jak kilka lat temu M.- chłopak, który najwidoczniej cierpiał, a ja nie miałam pojęcia co go gryzie. Wiedziałam też, że bardzo chce rozmawiać i kiedy w końcu do rozmowy doszło na początku powtarzał tylko, że jest coś o czym boi się powiedzieć komukolwiek.

Nie nalegałam, nie próbowałam na siłę czegokolwiek z niego wycisnąć – po prostu byłam przy nim i powtarzałam, że nie musi się niczego obawiać. W końcu M. zdobył się na wyznanie – nie jestem w stanie opisać jak ciężko mu to przyszło.

Co zrobiłam? Powiedziałam, jak bardzo się cieszę, że o tym powiedział; powtarzałam mu, że jest gejem – i bardzo dobrze – tak samo dobrze, jak to, że ma niebieskie oczy, ciemne włosy i jest świetny z fizyki.

Powtarzałam jak mantrę, że nie jest ani chory, ani zboczony, że to nie on, ale ten, kto tak myśli ma problem. Powtarzałam, że na pewno spotka kiedyś swoją drugą połówkę
i będzie tak szczęśliwy, jak na to zasługuje. Mówiłam, mówiłam , mówiłam i czułam jak ogromny ciężar spada z jego ramion. Kiedy skończyliśmy rozmawiać widziałam przed sobą szczęśliwe i suche już oczy.

Wiedziałam, że ta jedna rozmowa nie rozwiąże jego wszystkich problemów, ale wiedziałam też, że da mu siłę i przyniesie ulgę – jak po zdjęciu ogromnego ciężaru. To tylko jedna rozmowa – nie przeceniam jej ważności, ale przecież nie trzeba być psychologiem aby wiedzieć, jak ogromnie ważne w rozwiązywaniu problemów jest mówienie o nich.

My, nauczyciele nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim, często uczniowie przychodzą z problemami, których nie rozwiążemy – nie pogodzimy skłóconych rodziców, nie znajdziemy pracy dla ojca, ani nie sprawimy, aby nie pił. Często jedyne, co możemy to porozmawiać i nie potępiać.

Autor: Marzanna Podgorzelska

Artykuł pochodzi z portalu MultiKulti

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Brak samoświadomości jest często pokrywany wiarą w przeznaczenie lub tłumaczenie swoich działań składaną w dzieciństwie obietnicą[19]. Pierwszy sposób występuje szczególnie często w mangach fantasy z elementami romansu – np. w „Angel Sanctuary” Kaori Yuki główny bohater jest reinkarnacją upadłej anielicy, więc pała do niego uczuciem inny zbuntowany anioł. Motyw obietnicy z dzieciństwa pojawia się za to w mangach osadzonych w bliższych nam realiach – w przypadku yaoi czy shonen- ai, dochodzi tu też zwykle do sytuacji pomylenia jednego z bohaterów z dziewczyną i zakochanie się w „niej” (ma to między innymi miejsce w „Zetsuai”). Wtedy w początkowym stadium związku bohater musi pogodzić się z płcią ukochanej osoby – rzadko towarzyszą temu rozterki moralne czy religijne[20].

Tym samym przechodzimy do kwestii samookreślenia się bohaterów mang yaoi / shonen-ai. Z reguły nie są oni homoseksualistami przed poznaniem osoby, z którą zostaną połączeni w danej serii. Zazwyczaj uczucie kochania osoby tej samej płci spada na nich niespodziewanie, zaprzeczają, że są gejami, ale nie potrafią już zrezygnować z namiętności względem swojego seme lub uke. I od tej reguły są wyjątki – jednego z bohaterów mangi „The Tyrant Who Fall In Love” poznajemy już jako geja, ma on za sobą pierwsze doświadczenia homoseksualne. Niemniej jednak, schemat ukazania homoseksualizmu jako miłości zakazanej (a więc pociągającej) zakłada poruszenie związanych z nią wątpliwości. Jak często sztuczne się to wydaje, opiszę w podsumowaniu pracy.

3. Tło społeczne

a) Rodzina

Wikipe-tan_moppingBohaterowie komiksów w stylu japońskim, nie tylko produkcji yaoi / shonen-a, są najczęściej sierotami lub nic nie wiadomo o ich rodzinie – zostaje tylko wspomniane, że rodzice są zajęci, ciężko pracują w innym mieście lub że wyjechali. Rzadko dochodzi do konfrontacji homoseksualizmu syna z postawą rodziców. Jeśli już do niej dojdzie, rodzice najczęściej są pierwszą przeszkodą dla związku między bohaterami – nie akceptują wyboru dziecka, przypominając mu o jego zobowiązaniach jako członka rodziny – a więc konieczności zapewnienia ciągłości rodu, utrzymaniu dobrego imienia rodziny czy też objęcia posady po ojcu. Rodzice, czy to obecni, czy też nieobecni, są też zwykle powodem traum postaci – np. w mandze „Cut” śmierć ojca sprawia, że obwiniający się o nią bohater zaczyna szukać ukojenia w praktykach masochistycznych. Stale powraca też wątek nie okazywania dziecku uwagi, zbytnich wymagań i odtrącania go, kiedy potrzebuje pomocy. Wtedy zazwyczaj spotkany ukochany staje się dla bohatera pierwszą osobą, która się nim naprawdę interesuje i akceptuje go.

_______________________

[19] To też tłumaczy się japońskim spojrzeniem na buddyzm i szczególną wagę, jaką do dziś Japończycy przywiązują do danego słowa.

[20] Próbowano problem rozterek religijnych ukazać w polskiej mandze yaoi fantasy „Łowca” autorstwa Minako, ma się jednak wrażenie, że rozpatrywanie dogmatów wymyślonej przez autorkę religii jest czymś niewiele wnoszącym do dyskursu.

Agata „LittleLadyPunk” Sutkowska

http://littleladypunk.deviantart.com

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Diversity

Autor Monika admin Czaplicka 28 sierpnia 2009

Zdecydowanie różnorodność to nasz atut i nasze przekleństwo. Jesteśmy bardzo różni – od przegiętych różowych księżniczek, przez lesbijskie butch, po charakterystyczne transki w szpilkach i różowych boa z za dużą ilością make-upu. Od zwiewnych femme, przez seksownych gejów, po wyglądających „normalnie” transów.
I każdy pragnie czego innego.
Łączy nas wykluczenie. Łączy nas obecność na marginesie dyskursu społecznego, marginesie życia, marginesie prawa. Dzieli nas prawie wszystko. Mamy inne doświadczenia, mieszkamy w różnych miejscach, prawie nic nas nie integruje. Poza kilkoma literami: „LGBTQ”.
Lesbijki, podwójnie wykluczone – jako kobiety i jako mniejszość seksualna. Geje, czyli Ci, na których skupia się cała homofobia. Biseksualiści – rzekomo niepewni seksualnie i teoretycznie zawsze ostatecznie zakładający hetero-rodziny. Transgenderyści – nie istnieją, przerażają, są myleni. Queer czyli ni pies, ni wydra.
Ale pod każdym z tych słów kryje się konkretna osoba. Ktoś, kto ma imię i nazwisko, rodzinę, doświadczenie życiowe, ktoś na czyje życie wpłynął ważny element: bycie wykluczonym.
Mamy różne potrzeby i problemy. Walczymy o szacunek, zauważenie, mainstream. Musimy schować swoją dumę do kieszeni i walczyć o prawa te, które nas nie dotyczą i te, które nam nie pasują. Ale inni będą walczyć o nasze prawa. Musimy trzymać się razem do czasu, aż osiągniemy sensowny status społeczny. Potem możemy pragnąć niuansów. Na razie ten barwny korowód indywiduów musi stać się jednolitą bryłą.

Nie jest łatwo akceptować odmienność. Ale jeśli my nie będziemy, to jak mamy tego nauczyć innych? Jeśli my nie będziemy tolerować, jak mamy uczyć tolerancji? Jeśli my będziemy sami siebie wykluczali, to dlaczego inni nie mogą wykluczać nas? Następnym razem zanim będziesz narzekać na przegięte cioty, męskie lesby, dziwnych transów lub kogokolwiek innego zastanów się czy nie dyskryminujesz kogoś, z kim jedziesz na jednym wózku. Jeśli my nie będziemy trzymać się razem, to jak mamy walczyć o swoje, słuszne, prawa?

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Członkostwo w SPR – to nic trudnego!

Autor homoseksualizm 27 sierpnia 2009

Dzięki oficjalnemu zarejestrowaniu Stowarzyszenie „Pracownia Różnorodności” może nareszcie rozszerzyć krąg swoich członków i członkiń poza osoby, które założyły SPR.

W SPR mamy dwa rodzaje członkostwa: zwyczajne i wspierające (więcej na ich temat możecie przeczytać w naszym statucie). Ich uzyskanie jest bardzo proste: wystarczy złożyć deklarację członkowską.

Nie trzeba nawet trzymać się wzoru ani wypełniać formularza (choć mamy je przygotowane) – można napisać niezbędne dane oraz treść oświadczenia na kartce papieru, całość podpisać i przekazać zarządowi SPR. Potrzebne dane sprowadzają się do imienia, nazwiska, adresu zamieszkania, serii i numeru dowodu osobistego oraz numeru PESEL. Oświadczenie też jest bardzo proste – chodzi w nim o stwierdzenie, że ma się pełną zdolność do czynności prawnych oraz o zobowiązanie do działania na rzecz realizacji celów SPR i przestrzegania statutu.

Członkostwo zwyczajne i wspierające nadaje zarząd SPR – na pewno nie będzie się z tym ociągać, gdy tylko dostanie Waszą deklarację! Osoby zainteresowane członkostwem w SPR mogą pisać do nas na adresy: pracowniaroznorodnosci@gmail.com oraz spr_lex@wp.pl, a udzielimy im wszelkich informacji.

Ważne: członkostwo w SPR nie oznacza konieczności płacenia składek! Składki to indywidualna sprawa każdej osoby należącej do SPR, całkowicie niezależna od samego członkostwa.

Członkostwo w SPR nie jest jedyną możliwością  współpracy z nami. Jeśli „zapisywanie się” źle się Wam kojarzy – rozumiemy to. Dla osób zainteresowanych działaniem, a nie przynależeniem, mamy wolontariat; w jego ramach samodzielnie ustalicie, ile czasu chcecie poświęcić dla SPR i co w ramach tego czasu chcecie robić. Jeśli nawet minimalnie formalne podejście Was odstręcza – nie ma problemu; możemy ustalić zasady współpracy w taki sposób, jaki będzie Wam odpowiadać.

Jeśli interesuje Was działanie w SPR i macie w związku z tym pytania, piszcie do nas na: pracowniaroznorodnosci@gmail.com lub spr_lex@wp.pl.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

W związku rozmowa jest bardzo ważna 2

Autor Sznyta 26 sierpnia 2009

Druga część wywiadu z Ygą Kostrzewą.

Ja: A co z wiernością? Gdzie ona wtedy jest?

Y.K.: Odpowiem tak: w każdym związku – prędzej czy później – dochodzi do zdrady czy też rozmowy o niej. A jeśli nie dochodzi – to się zdradza albo też związek nie jest szczery, nie rozmawia się o tych sprawach – tak też bywa. Decyzja należy oczywiście do obu stron, jak związek ma wyglądać. Są osoby bardzo monogamiczne, które nie wyobrażają sobie zdrady fizycznej. Są także osoby, dla których seks jest tylko przyjemnością. Według mnie ludzie nie są tak prosto skonstruowani: albo monogamiczni i desperacko wierni albo rozwiąźli. Każdemu może się zdarzyć jakieś zauroczenie, chęć spróbowania czegoś nowego w seksie. Czy w związku z tym należy przekreślić bycie z drugą osobą? Lepiej o tym porozmawiać, dojrzeć do tego, niż od razu zrywać – jak to się często dzieje. Jedno takie zachowanie i kilka lat wspólnego bycia zostaje przekreślone – to trochę nielogiczne. Może tak do końca nie byliśmy / byłyśmy dla siebie… warto sobie ustalić pewne granice, na co się w związku zgadzamy, a na co nie. Zapewniam, że ludzie są jednak elastyczni – często jest to kwestia czasu…

Ja: Mam podobne poglądy na ten temat. Podsumowując można stwierdzić, że rozmowa to podstawa w budowaniu wspólnych relacji partnerskich. Odbiegając totalnie od tematu zapytam, jaka jest Twoja ulubiona forma spędzania wolnego czasu?

Y.K.: Generalnie – robić to, co lubię, realizować swoje hobby. Są to różne rzeczy: czytanie książek, gotowanie, rower, wycieczki, podróże, słuchanie muzyki, korzystanie z kultury szeroko rozumianej… czasem spotkania ze znajomymi, kino.

Ja: Korzystanie z kultury szeroko rozumianej? Co masz na myśli?

Y.K.: Na przykład wystawy uliczne, muzea, wszelkie wydarzenia związane z przestrzenią uliczno-miejską, koncerty, festiwale uliczne, których w Warszawie jest sporo, ale też Parady i Marsze Równości.

Ja: Skoro już nawiązałaś do Parady – dlaczego one są organizowane i co masz z tym przedsięwzięciem wspólnego?

sunY.K.: Paradę wielokrotnie współorganizowałam – w 2004 roku, gdy ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński zabronił nam przemarszu, współorganizowałam Wiec Równości. W kolejnym, 2005 roku wraz z innymi osobami, uczestniczyłam w procesie, który zawiódł nas aż do Strasburga, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sprawę tę znamy jako „Bączkowski i inni przeciwko Polsce” – od tamtej pory nie można już zakazywać Parad ani Marszów Równości. Udało się to wywalczyć. W zeszłym roku chciałam, aby Parada miała bardziej polityczny wydźwięk, stąd pomysł na tworzenie tzw. patykowców lub patyczaków, jak je nazywamy. Chodzi o pokazanie ważnych, politycznych haseł, pod którymi się podpisujemy – aby Parada nie była tylko zabawą, a przede wszystkim taką tubą polityczną, przez którą raz w roku możemy głośno, na ulicy powiedzieć: chcemy równych praw, domagamy się publicznego zajęcia sprawami dyskryminacji i równego traktowania, chcemy ustawy o związkach partnerskich, zmiany przepisów o mowie nienawiści. Od 2004 r. organizowaniem Parady Równości w Warszawie zajmuje się Fundacja Równości, w tym celu powołana. Jestem przewodniczącą Rady Fundacji. Parada jest dość ważnym wydarzeniem na mapie Warszawy i Polski. To największa tego typu manifestacja i jedna z największych w ogóle w Polsce. Pamiętać też musimy, iż za rok, w 2010 odbędzie się EuroParada w Warszawie, podczas której spodziewanych jest ok. 50 tys. gości – będzie więc to pod względem liczebności przedsmak Euro 2012.

Ja: Czy nie wydaje Ci się, że mając tubę polityczną i zabawę razem, to tuba polityczna nie ma swojej mocy i czy chcesz czy nie pozostaje wtedy niezauważona?

Y.K.: Nie wydaje mi się. Parada Równości jest dla wszystkich. Zdecydowanie powinna mieć formułę włączającą każdego, kto popiera nasze postulaty. Można to robić poprzez zabawę i poprzez pokazywanie żądań. Dzięki temu, iż jest kolorowa – pokazują ją w mediach, a organizatorzy czy poszczególne osoby mówią o problemach, co chcieliby zmienić. Marsz Normalności jest pełen haseł politycznych, a mało kto zwraca na niego uwagę – bo jest po prostu nudny.

Ja: Opowiedz też coś o Europaradzie: dlaczego jest taka wyjątkowa?

Y.K.: Jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy odbędzie się w kraju „zza żelaznej kurtyny”, w kraju środkowoeuropejskim. Wciąż wielu Europejczyków nie wie, co dzieje się w krajach na wschód od Niemiec, nie wiedzą jak wygląda tu życie i sprawy LGBTQ. O Polsce zrobiło się głośno, gdy homofobicznie szalała nasza władza – prezydent, rząd na czele z Giertychem. I to był jeden z ważniejszych powodów, dlaczego należy zorganizować u nas Europaradę. Znana jest już data – 17.07.2010, czyli z rocznym wyprzedzeniem, jak nigdy dotąd. Przyjedzie na pewno dziesiątki tysięcy osób, tego się spodziewamy, ma być duży wybór imprez towarzyszących. Bardzo jestem tego ciekawa!

Ja: Kto zajmuje się Paradą Równości? Skąd mają na to pieniądze?

Y.K.: W Warszawie organizacją parady zajmuje się Fundacja Równości. Kieruje nią Tomasz Bączkowski, który pozyskuje środki na działalność z różnych źródeł, głównie zagranicznych. Udział w Paradzie, na zasadzie komercyjnej platformy, też jest płatny. Wszelkie inne pytania proszę kierować do Fundacji.

Ja: Wiele razy chciałaś, żebym zapytała się Ciebie jaki jest Twój stosunek do krwiodawstwa, dlaczego?

Y.K.: Dlatego że ważnym jest promowanie honorowego krwiodawstwa. Krwi brakuje w Polsce permanentnie, a już szczególnie podczas wakacji, gdy zdarza się więcej wypadków. Od kilkunastu lat jestem honorową krwiodawczynią i jestem z tego dumna. Co roku oddaję krew, aby pomóc innym, i nawet żadne straszenie, że krew od osób homoseksualnych jest gorsza nie spowodowało tego, że przerwałam ten dobry zwyczaj. Moja krew jest za każdym razem surowo badana i okazuje się, iż zawsze była zdrowa, aby móc się nią podzielić z potrzebującymi. Wiem, iż honorowym krwiodawcą jest też Robert Biedroń – uważam to za bardzo dobry społecznie nawyk, który jest symbolicznym oddaniem cząstki siebie dla drugiego człowieka – i jakie to chrześcijańskie!

Ja: Dziękuję Ci za wywiad i mam nadzieję, że to nie ostatni jakiego nam udzieliłaś.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Judith Butler Uwikłani w płeć cz 10

Autor Skuza 25 sierpnia 2009

Interesujący dla mnie jest wątek – nazwijmy go umownie – „homoseksualność/heteroseksualność”. Splątanie feminizmu i teorii queer, jest jak widać z lektury tej książki, bardzo głęboko posunięte, choć w sprawie tej drugiej J. Butler odsyła do powstałej w tym samym czasie książki Eve Kosofksy Sedgwick „Epistemology of the Closet” (Berkeley – Los Angeles 1991) (s. 18, przypis 5). Teoretyczka feminizmu, profesorka literatury z Berkeley, wywarła jak się okazuje całkiem duży wpływ na myślenie w kategoriach queer. Była ona najpierw członkinią, a potem przewodniczącą rady Międzynarodowej Komisji do Spraw Praw Człowieka Gejów i Lesbijek w latach 1994 – 1997. Jej myślenie jest w ciągłym ruchu i reaguje ona na przemiany społeczne i kulturowe. Przyznaje jednak, że jej praca wywarła wpływ na naukową oraz pozauniwersytecką działalność, co w szczegółach przedstawia na stronie 22. Co ciekawe, czerpiąc inspirację z działalności w ruchu gejowsko- lesbijskim, po długiej i uczciwej wędrówce intelektualnej, opowiedziała się za „uniwersalnością, jako projektem opartym na kulturowym przekładzie i zorientowanym na przyszłość” (s. 23). Jest to tematyka jej kolejnej publikacji: ”Excitable Speech”. W książce „Uwikłani w płeć” „uniwersalność” postrzegana jest w negatywnym świetle. Poza tym J. Butler wskazuje na kryzys ontologiczny przeżywany na poziomie języka i seksualności, bowiem pojawiają się nowe praktyki przyjmowania płci, takie jak praktyki transgenderowe, transseksualne, praktyki lesbijskiego i gejowskiego rodzicielstwa oraz nowe tożsamości typu butch i femme. (s. 15). Ciekawe, że przy całym radykalizmie J. Butler zgadza się z rozróżnieniem na płeć kulturową i na seksualność tylko i wyłącznie wówczas, gdy zachowana jest zasada: „normy seksualne nie powinny decydować o porządku kulturowej płci” (s. 18). A zatem jej krytyka tradycyjnych rozróżnień nie jest totalna i ślepa. Najważniejszą rzeczą jest to, że uważna lektura jej publikacji dostarcza podstaw do krytyki queer odwołującej się do takich pojęć, określeń i podziałów jak: heteroseksualny kontrakt (s. 224), system obowiązkowej heteroseksualności (s. 157, 159, 209), jako filaru kultury obok rodziny czy szczątkowej co prawda, ale wciąż obecnej nawet w postnowoczesnych społeczeństwach cywilizacji zachodnio-europejskiej rytuału wymiany kobiet; tabu homoseksualności, które okazuje się być głębiej ukryte niż tabu incestu (s. 142, 157); usankcjonowana heteroseksualność i nieusankcjonowana homoseksualność (s. 156); melancholia i heteroseksualne zaprzeczenie homoseksualności (s. 150 – 151); heteroseksualna matryca pragnienia (s. 126), i wreszcie heteroseksualizacja ciała kobiecego. W tym ostatnim określeniu queer spotyka się z feminizmem. Nie chodzi tu przecież tylko o socjologicznie ujmowaną seksualną mniejszość, ale o krytykę tzw. maskarady kobiecości (Joan Riviere s. 122 i następne), która jak się okazuje, nie jest różna od kobiecości autentycznej. Wbrew obiegowym złudzeniom utrwalanym w licznych potwierdzeniach w aktach mowy J. Butler mówi wprost, że nie ma czegoś takiego jak „prawdziwa kobieta”. Tajemnicza kobiecość potrzebna jest bowiem dla męskiej identyfikacji „w ramach heteroseksualnej matrycy pragnienia” (s. 126). Natomiast językowe wyodrębnienie „płci” gwarantuje funkcjonowanie obowiązkowej heteroseksualności (s. 213 ). Kobieta musi zatem być przeseksualizowana dla dobrego wizerunku mężczyzny, któremu tylko przysługuje status uniwersalnej osoby, neutralnej, zrównoważonej, rozsądnej, godnej bycia reprezentantem innych „pomiotów” . W rozważaniach J. Butler widać jak posługuje się w sposób analityczny i krytyczny pojęciem „matrycy heteroseksualności” i jak wątki feministyczne splątane są z wątkami queerowymi. Dlatego wątek „heteroseksualność/homoseksualność” jest głęboko wmontowany w butlerowski feminizm.

Niezwykle cenną analizą w tej książce jest prezentacja tekstu Michela Foucaulta „Herculine Barbin” o hermafrodycie, o tym co Hans Meyer nazywa potworami i w sarkastycznym tonie pisze, że „im nie przyświeca blask imperatywu kategorycznego, ponieważ ich czyny nie mogą służyć za ogólne prawidło”[4]. J. Butler na przykładzie dziejów Herkuliny, podobnego odmieńca – potwora, co wieków kilka wcześniej Montaigne opisuje w „Próbach”[5], z jednej strony przyznaje rację Foucaultowi, że seksualność jest zawsze „w obrębie matrycy władzy” (s. 190), ale też krytykuje koncepcję Foucaulta nazwaną „radosnymi otchłaniami nietożsamości”. J. Butler pomna rodzinnych doświadczeń ma chyba – w odróżnieniu od Foucalta – mniej eksperymentatorskich zapędów. Dla niej odmienność płciowa i seksualna jest realnym, godnym troski doświadczeniem społecznym.

____________________________

[4] Hans Meyer, Odmieńcy, przeł. Anna Kryczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2005, s. 8.

[5] Hans Meyer, Odmieńcy, przeł. Anna Kryczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2005, s. 9.

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Yes, I am – subiektywny spis aktorek lesbijek 2

Autor Replika 24 sierpnia 2009

Jodie, Ellen, kto jeszcze?

Czas wyrwać się z magicznego świata burżulesek. Któraż to jeszcze ze znanych aktorek nie ma najmniejszego problemu z otwartym powiedzeniem światu „Yes, I am“? Zacznę od kobiety, która zagrała w ponad 70 filmach. Mnie najbardziej zapadła w pamięć jej rola niesamowitej siostry Mary Stigmat w „Blues Brothers“. Kathleen Freeman (1919- 2001), bo o niej tutaj mowa, karierę aktorską rozpoczęła w 1948 roku, a zakończyła rolą w „Blues Brothers 2000“ w 2000 roku. Po jej śmierci w brytyjskiej prasie ukazały się kondolencje dla jej wieloletniej partnerki Helen Ramsey. Prasa amerykańska nie miała tyle klasy.

Kiedy przedzierałam się przez masę stron w poszukiwaniu aktorek lesbijek, natrafiłam na nazwisko Fiona Shaw (ur. 10 lipca 1958). Pewnie nie poświęciłabym jej za wiele miejsca, ale popularna w Wielkiej Brytanii irlandzka aktorka znana jest zapewne wszystkim potteromaniaczkom. Otóż w serii o Harrym Potterze gra rolę ciotki Petunii! W 2001 została oznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego.

Ellen_DeGeneres_(2004)Ellen DeGeneres (ur. 26 stycznia 1958 r.) nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Aktorka komediowa, znana na świecie ze swojego niecodziennego coming outu, którego dokonała we własnym serialu „Ellen“. Ulubienica Ameryki, w Polsce bardziej znana jako była partnerka życiowa Anne Heche lub obecna Portii de Rossi. Jako druga kobieta (pierwszą była Whoopi Goldberg) poprowadziła galę rozdania Oskarów. Ale jako pierwsza kobieta poprowadziła ją ubrana w elegancki garnitur. Na pytanie, dlaczego właśnie wybrała taką kreację odpowiedziała: „Nie mam zamiaru udawać kogoś, kim nie jestem“. Na pytanie, kim jest, niezmiennie odpowiada „lesbijką, Wodnikiem, wegetarianką“.

Portia de Rossi przyszła na świat 31 stycznia 1973 roku w Australii. Jej prawdziwe nazwisko to Mandy Rogers. Jej marzenie z dzieciństwa, aby zostać prawniczką, spełniło się w dość przewrotny sposób. Dzięki roli w filmie „Krzyk 2“ została zauważona i zagrała w serialu „Ally McBeal“ bezwzględną panią mecenas Nelle Porter. Zanim związała się z córką byłej żony Ringo Starra, Barbarą Bach, wyszła za mąż. Zrobiła to, aby otrzymać zieloną kartę. W obecnym związku ma tylko jeden problem – kto urodzi dziecko: Ellen czy Portia.

Rosie o’Donnell (ur. 21 marca 1962 r.) całym sercem jest zaangażowana w walkę o prawa lesbijek i gejów. Nawet ślub ze swoją wybranką Kelli Carpenter wzięła w ramach protestu przeciwko polityce prezydenta Busha. Jej prawdziwą karierę rozpoczął film „Ich mała liga“, w którym zagrała u boku Madonny. Później można było ją zobaczyć w drugoplanowej roli w „Bezsenności w Seattle“. We „Flinstonach“ wcieliła się w postać Betty. A widownia les/gay mogła ją podziwiać w serialu „Queer as Folk“.

Wraz z partnerką matkuje trójce adoptowanych dzieci, ponieważ, jak sama mówi, w życiu nie zgodziłaby się urodzić dziecka, ze względu na to, że w jej rodzinie za dużo było przypadków raka i alkoholizmu.

Wśród wymienionych sław mniejszego lub większego kalibru nie może zabraknąć niesamowicie charakterystycznej i charyzmatycznej postaci jaką, jest Lilly Tomlin (ur. 1 września 1939 r.). Lilly jest ulubioną aktorką Altmana. Jej debiut na dużym ekranie właśnie w jego filmie „Nashville“ o mały włos zakończyłby się Oskarem za rolę drugoplanową. Jest zdobywczynią wielu nagród: Tony, Emmy, a nawet Grammy.

Prowadząc wnikliwie śledztwo w internecie w poszukiwaniu znanych, mniej znanych aktorek, które nie ukrywają swojej orientacji, miałam nadzieję, że trafię w końcu na polskie nazwisko. Niestety, nadzieja okazała się płonna. Ale ciągle wierzę, że i na naszym rodzimym poletku pojawi się w końcu żeński odpowiednik Jacka Poniedziałka i powie gromkim głosem „Tak, ja i moja partnerka…“.

Autor: Małgorzata Rawińska

Artykuł pochodzi z serwisu Replika

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Wszystkie sprawy są ważne 1

Autor MultiKulti 23 sierpnia 2009

Jak nauczyciel może pomóc homoseksualnym uczniom i uczennicom? Czy na „te” tematy w ogóle należy rozmawiać? Marzanna Pogorzelska pisze o swoich doświadczeniach z pracy nauczycielki w liceum w Kędzierzynie-Koźlu.

Czy pani nauczycielka nie ma ważniejszych spraw na głowie i dla zdobycia popularności musi wynajdywać sobie tak marginalny problem? Tego typu pytania docierały i docierają do mnie z różnych stron, od kiedy zaczęłam wypowiadać się publicznie w sprawie konieczności „edukacji homoseksualnej”.

Sprowokowana obraźliwymi wypowiedziami byłego ministra edukacji i jego podwładnych, podnosiłam kwestię uświadomienia nauczycielom, a za ich pośrednictwem, uczniom czym naprawdę jest odmienna orientacja; uświadomienia wyzbytego irracjonalnych lęków, wrogości, krzywdzących stereotypów.

Wulgarny i prymitywny język Giertycha sprawił, iż moje wieloletnie refleksje zamieniły się w konkretne działania – zadziałał tu bardzo prosty mechanizm. Minister i urzędnicy mówili o „wstrętnych pederastach” – a ja widziałam moich uczniów – Przemka i Jędrka – świetnych ludzi, życzliwych, inteligentnych, kulturalnych.

Panowie grzmieli na wiecach o „zdziczałej swołoczy” – przed moimi oczami ustawili się Sebastian i Karol – dosyć nieśmiali młodzi ludzie, którym do zdziczenia znacznie dalej niż autorom zacytowanych słów. Pan Wierzejski straszył pałką policyjną – miałby nią obijać Kasię ? Delikatną blondynkę o niezwykłej wyobraźni?

Tak, wszyscy wymienieni uczniowie są homoseksualni. Tacy są – nie wybierali koloru oczu, nie wybierali też swojej orientacji. Spotykałam i spotykam ich na swojej nauczycielskiej drodze.
Jak to się dzieje, że przychodzą i zwierzają się z tak intymnych spraw, z własnej woli, bez przymusu?
Po pierwsze, wiedzą, że ich nie wyśmieję, nie skrytykuję, nie odrzucę.

Wiedzą, bo podczas lekcji jest mnóstwo okazji, abym wyrazić swoje poglądy. Na przykład, rozpoczynając lekcje często pytam ich co ważnego wydarzyło się od naszego ostatniego spotkania – czasem jest to strajk pielęgniarek, czasem kolejna afera, czasem parada równości.

Cokolwiek komentuję, zwracam uwagę, aby pokazać uczniom, jak ważna jest tolerancja i zrozumienie inności, bezwzględnie krytykuję wszelkie zachowania kseno- i homofobiczne, rasistowskie czy antysemickie. Czasami lekcja polega na debacie (w języku angielskim), w której dyskutujemy aktualny problem – może to być kara śmierci, może być też kwestia zawierania małżeństw przez osoby homoseksualne.

Przed debatą zachowuję bezstronność, natomiast po, uczniowie zawsze są ciekawi mojego zdania – jasno je wyrażam, podaję argumenty. Zajęcia prowadzone po lekcjach z grupą Amnesty International dają nieograniczone możliwości promowania postaw tolerancji podczas zajęć warsztatowych, bardzo lubianych przez uczniów – nieocenioną pomocą jest tu podręcznik „Kompas” i wiele innych.

Autor: Marzanna Podgorzelska

Artykuł pochodzi z portalu MultiKulti

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

  1. Osobowość, samoświadomość i samookreślnie.

Jak wspomniałam, cechy charakteru są w przeważającej części uwarunkowane przez podział seme – uke. Niemniej da się o obu tych typach osobowości powiedzieć jedno – zazwyczaj nie posiadają one stereotypowych cech męskich:

Nie da się powiedzieć, że (yaoi) to komiks gejowski, ponieważ jego bohaterowie mają kobiecą wrażliwość. Są bardziej emocjonalni, romantyczni, mówią o tym, co czują. Nie są typowymi mężczyznami w żadnym sensie[16].

Dla przykładu, główny bohater mangi shonen-ai „Bukiyou na Silent”, Satoru Tono, co prawda nie potrafi wyrażać swoich emocji poprzez mimikę twarzy i często nie udaje mu się o nich opowiedzieć, jednak z jego narracji dowiadujemy się, jak różne uczucia nim targają. Gdy jego szkolny kolega Keigo Tamiya wyznaje mu miłość, Satoru jest zszokowany a zarazem szczęśliwy, gdyż sam od dłuższego czasu obserwował Tamiyę. Zaraz jednak dochodzą do głosu wątpliwości, zazdrość o ukochanego, strach przed jego utratą, niepewność własnych uczuć, nieporozumienia wynikające z nieśmiałości chłopca. Dopiero szczere rozmowy pozwolą zażegnać nieprzyjemne sytuacje. Keigo jest wyrozumiały dla swojego wybranka, stara się go dokładnie zrozumieć i pomóc mu okazać uczucia. Dba o to, by dużo czasu spędzali razem. Kiedy traci cierpliwość, zaraz żałuje wybuchu gniewu i dąży do pogodzenia się z Satoru. Jak napisała jedna z recenzentek:

N380px-Mangas_lesenie ma co się oszukiwać – takich facetów nie ma [17].

Bardzo często bohaterowie produkcji shonen- ai / yaoi są ludźmi ogarniętymi pewną pasją – np. muzyką klasyczną, jak ma to miejsce w mandze „Fuijimi Orchestra”, czy sportem, tak jak w „Zetsuai”. Postacie realizują się poprzez swoje pasje i nieraz są stawiane przed dylematem, czy hobby jest dla nich ważniejsze od ukochanego lub też początkowo uważają wybranka za swojego rywala. Można też wskazać szereg przykładów, gdzie bohaterowie są przeciętnymi, nieco znudzonymi życiem nastolatkami, a homoseksualna miłość jest dla nich odskocznią od nudnej egzystencji, pierwszą rzeczą, która ich naprawdę porusza (np. „Cut”).

Charakterystyczną cechą wielu mang yaoi / shonen-ai, a także innych produkcji skierowanych do młodych dziewcząt, jest swoisty brak samoświadomości postaci. Uczucie, które się między nimi pojawia, nie jest zazwyczaj poddawane próbom wytłumaczenia czy uzasadnienia. Często kwitowane jest niewiele mówiącymi frazesami: zachwytami nad pięknem danego bohatera[18], rozmyślaniami typu „moje serce bije jak oszalałe, kiedy jestem przy nim”. Zazwyczaj bohater sam stwierdza: „Nie wiem dlaczego, ale chcę z nim być”. Oczywiście są produkcje, które celowo unikają „przegadywania” uczuć bohaterów – starają się za to ukazać ich dążenia, plany, wzajemną relację poprzez fabułę i dają czytelnikowi możliwość samodzielnego przemyślenia, czemu historia związku potoczyła się tak, a nie inaczej – do takich produkcji należy wspomniana wcześniej manga shonen-ai „Hard Rock”.

Agata „LittleLadyPunk” Sutkowska

http://littleladypunk.deviantart.com

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

W związku rozmowa jest bardzo ważna 1

Autor Sznyta 21 sierpnia 2009

Rozmowa z Ygą Kostrzewą – z cyklu o wszystkim i o niczym – czyli jaki światopogląd na życie ma rzeczniczka Lambdy.

Ja: Twoje motto życiowe to „Carpe diem”. W życiu borykałaś się z poważnymi problemami i licznymi wyzwaniami. Z czym teraz usiłuje się zmierzyć Yga Kostrzewa? I jak zamierza to osiągnąć?

Yga Kostrzewa: To pytanie bardzo ogólne – mam bardzo wiele pomysłów na różne akcje, artykuły, projekty z dziedziny LGBTQ, ale nie wystarcza mi czasu, czasem pomysłu albo dodatkowych rąk do pracy, aby je zrealizować. Na pewno muszę jak najszybciej napisać pracę końcową na moje studia podyplomowe Gender Studies. W planach kolejne rzeczy, także przygotowania do EuroPride 2010. Mam też wyzwanie w życiu prywatnym, związane z pewnymi technicznymi rzeczami, ale to spore wyzwanie i muszę temu poświęcić trochę czasu.

Ja: Co skłoniło Cię do wzięcia udziału w filmie pt. „Polski coming out”? Osobiście widziałam pilota. Pierwsze odczucie jakie z przyjaciółkami z branży miałyśmy po projekcji, to smutek. Wypowiedź kobiety, ze łzami w oczach… zasiała lekki niepokój wśród moich przyjaciółek. Czy Twoje życie jest tak smutne, jak dało się odczuć w tym pilocie? Czy uważasz, że życie w branży jest AŻ TAK smutne?

Y.K.: Do udziału w filmie zaprosił mnie reżyser, Sławek Grunberg. Okazał się świetnym, kontaktowym człowiekiem. Chciał pokazać, jak wygląda sytuacja, jak osoby homoseksualne odbierają atmosferę, która panowała za rządów PiS. I bardzo dobrze ją oddał – dziś jesteśmy już spokojniejsi, ale naprawdę, wrażliwym osobom nie było wtedy do śmiechu. Przypomnijmy sobie wystąpienia ministrów Giertycha czy Orzechowskiego, którzy postulowali by zwalniać gejów i lesbijki – nauczycieli ze szkół, piętnować. Wojciech Wierzejski nakazał kontrolę organizacji LGBT, ponieważ twierdził, że mają powiązania mafijne – taką kontrolę mieliśmy w Lambdzie. Oczywiście jego teza nie została udowodniona, bo była absurdalna, ale mając władzę mógł nam wiele zrobić. To były 2 lata bardzo dla nas trudne. Konsekwencje tego mamy do dziś. Oczywiście moje życie nie polega tylko na smutku, choć wówczas byłam bardzo zaniepokojona tą sytuacją. To była nagonka na nas i nikt nie wiedział do czego doprowadzi ani na czym się skończy. Sytuacja poprawiła się tylko o tyle, że teraz brak nagonki oficjalnej, ale reszta pozostała bez zmian.

Ja: Sytuację, a raczej ten niepokój związany z agresją PiS dało się odczuć również u nas w Słupsku. Opowiedz w skrócie na czym polegała kontrola w Lambdzie przez PiS?

Y.K.: PiS nie może przeprowadzić kontroli, bo nie jest uprawniony [śmiech]. Ale Wojciech Wierzejski (z LPR), z racji funkcji jaką pełnił miał taką możliwość, aby tę kontrolę zlecić. Przyszły do nas osoby oddelegowane i przeglądały dokumenty, rachunki, wypytywały przewodniczącego zarządu. Wszystko sprawnie i bezboleśnie, bo obie strony wiedziały o absurdalności tej kontroli.

świtJa: Rozumiem. Czym jest dla Ciebie patriotyzm? Jak utożsamiasz się ze swoim krajem?

Y.K.: Uważam siebie za patriotkę. W tym sensie, że znam swój kraj, znam jego historię i czuję się tutaj jak u siebie w domu. Znam Polskę dość dobrze, prawie wszystkie jej zakątki – przez wiele lat podróżowałam, docierając do małych mieścinek często pamiętających historię, jakiej już nie ma – Żydów, dawnych posiadłości ziemskich, zamków czy pałaców. Znam wiele ciekawostek na temat różnych atrakcji, więc śmiało mogłabym pracować jako przewodnik. Czuję, że to jest moje miejsce, mój dom. Nie chciałabym wyemigrować na stałe do innego kraju. Mam poczucie, że wiele tutaj jest do zrobienia. Odczuwam pewną misję, którą mam do wykonania, może to zbyt górnolotne. Mogłabym za granicą mieszkać, ale tylko jakiś czas – może rok, może krócej. Ciągnęłoby mnie do Polski, przebywałam po kilka miesięcy za granicą – stąd wiem. Mimo wszystko – mimo wielu wad, bałaganu, biurokracji – wciąż mi się tu podoba. Bo można pojechać sobie do lasu (na szczęście nie są prywatne!), nad jezioro, nad morze. Zima też bywa urocza. Z ludźmi można się dogadać, często są życzliwi i pomocni. Mam tu przyjaciół i bardzo wielu znajomych. Jest mi tu dobrze choć wiem, że mogłoby być lepiej i że jest wiele do zrobienia. Ale zmieniamy Polskę, to pewne.

Ja: Ja także odwiedzam miejsca żydowskie. W domu darzymy szacunkiem odmienność kulturową. Mówisz o poczuciu misji. Jaka jest to misja?

Y.K.: Misja szerzenia tolerancji, zaświadczania własną osobą. Pokazywania, że można żyć w Polsce jako osoba homoseksualna, można się realizować. Że lesbijki nie gryzą. Że mogą być „zwyczajne” jako osoby. Jeśli potrzeba, staję się również Żydówką, niepełnosprawną, mniejszością etniczną, wyznaniową. Staram się bronić mniejszości, maluczkich. Niejednokrotnie w różnych miejscach pojawiają się różne dyskusje, czasami kłamliwe stereotypy, trzeba to prostować. Ale przede wszystkim zajmuję się osobami homoseksualnymi – i staram się pokazywać, iż jesteśmy tacy jak inni i należy się nam prawo do zdrowego współistnienia bez homofobii, leczenia, terapii, nawracania, oskarżania – to trzeba codziennie powtarzać w różnych kontekstach różnym osobom, w różny sposób. Powtarzać aż do znudzenia, bo wiele osób w Polsce uważa to co najmniej za dziwaczność, nienormalność, że „coś z tym trzeba zrobić”, że tak być nie może – bo narażamy najmłodszych na „te dewiacje, zboczenia”.

Ja: Czy jest jakiś złoty środek na utrzymanie związku według Ciebie? Podejrzewam, że długo jesteś z Anią [Zawadzką – przyp. red. nacz.] i obalasz mit, że związki lesbijskie są krótkotrwałe. Jak udaje się wam być ze sobą?

Y.K.: Nie jestem terapeutką, mogę bazować tylko na własnym, długim doświadczeniu. Złotego środka, jak w przypadku innych kwestii nie ma, ale bardzo ważną rzeczą jest rozmawianie. O wszystkim, co nas boli, dotyka, co nam się nie podoba. Ważne jest wypracowanie takiej płaszczyzny, aby można było spokojnie o tym z partnerem/partnerką rozmawiać. Liczy się też wspólne analizowanie różnych naszych zachowań, jeśli coś było nie OK. Oczywiście wspólne jakieś plany, przedsięwzięcia – ale to kwestia indywidualna, czy np. mamy wspólne pasje i czy razem wyjeżdżamy na wakacje. Na pewno coś, co jest wspólne, bardziej jednoczy. Takie coś według mnie może się zawierać w haśle: widzimy ten sam punkt, ale możemy różnymi drogami do niego dochodzić. Wspólnota jest podstawą dobrego związku, wybaczanie – również. Zawsze pojawia się w związku kwestia zdrady. Prędzej czy później będzie bardzo ważne co z tym zrobimy, jak to przerobimy. Możemy od razu się rozstać, a możemy to przerobić, przegadać. Zakładam oczywiście związek partnerski, o innym wiem mało albo prawie nic [śmiech].

Ja: Przeżyłaś zdradę? Jak zareagowałaś?

Y.K.: Nasz związek to 14-letnia przygoda. Oczywiście gdybyśmy podchodziły do niego stereotypowo, to mógłby się on już dawno rozpaść – były takie zdarzenia, po których ludzie się często czy zazwyczaj rozstają, obserwujemy to wokoło wśród dalszych i bliższych znajomych. Dla mnie jednak praca nad związkiem to rzecz niezwykła. Jeśli tylko obie strony chcą, można to zrobić. Jednak jest to bardzo trudne i nie każdemu chce się podjąć tę rękawicę. Dla niektórych rozstać się jest prościej, założyć nowy związek, ale to dla mnie błędne koło. Jeśli już mamy nić porozumienia, kochamy się – po co to przerywać? Dla mnie właśnie praca nad związkiem to jest wartość, której często wokoło siebie nie widzę…

cdn…

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

„Solidarność z Izraelem” – relacja z Trójmiasta

Autor homoseksualizm 20 sierpnia 2009

Jak na całym świecie, 8 sierpnia o godz. 20:00 w Gdańsku przy pomniku
Kindertransportów, który upamiętnia żydowskie dzieci, które w czasie II
wojny światowej opuściły Pomorze, KPH Trójmiasto zorganizowało akcję
„Solidarność z Izraelem”.  Zapalając symboliczne świece i minutę ciszy
wyraziliśmy swój sprzeciw wobec nienawiści dotykającej osoby
nieheteroseksualne.
Nasza demonstracja była aktem solidarności z rodzinami ofiar masakry, do
jakiej doszło 2 sierpnia w Tel Awiwie.

Autor: Anna Urbańczyk

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Raport ze spotkania Grupy Inicjatywnej KPH Zielona Góra

Autor homoseksualizm 20 sierpnia 2009

W ostatni weekend odbyło się spotkanie założycielskie Grupy Inicjatywnej
KPH Zielona Góra. Było na nim obecnych kilkanaście młodych osób z Zielonej
Góry i okolic. – Zapowiada się bardzo aktywny oddział – cieszy się Mirka
Makuchowska, sekretarz Zarządu KPH. – Widać dużą energię i doświadczenie
zespołu. Są w nim min. psycholodzy, animatorzy kultury, fotograficy.
GI KPH Zielona Góra zamierza w najbliższym czasie realizować: tęczowy DKF,
grupę samopomocową, szkolenia genderowe oraz imprezy integracyjne.
- To bardzo ważne, bo w Zielonej Górze nie ma klubu dla osób LGBTQ – dodaje
Mirka Makuchowska.
Osoby zainteresowane wolontariatem w GI KPH Zielona Góra proszone są o
kontakt: kph-zg@wp.pl lub też na nr GG: 5537835

A oto szczegółowa relacja ze spotkania.

kph Zielona Góra

15 sierpnia w godz. od 16:00 do 19:00 w sali Związku Lubuskich
Organizacji Pozarządowych w Zielonej Górze na ul. Zacisze 17 odbyło
się spotkanie założycielskie Grupy Inicjatywnej KPH w Zielonej Górze z
Zarządem Organizacji! Spotkanie skierowane było do osób
zainteresowanych zakładaniem lub współtworzeniem oddziału w
województwie Lubuskim. Gośćmi spotkania były: Mirosława Makuchowska -
sekretarz KPH (odpowiedzialna za rozwój oddziałów lokalnych), Ania
Urbańczyk (członkini Zarządu i koordynatorka KPH Trójmiasto) oraz
Marta Tryba (koordynatorka ds. wolontariatu).

Spotkanie rozpoczęło się od przedstawienia się naszych gości z Zarządu
oraz nas – wolontariuszek i wolontariuszy KPH z Zielonej Góry,
krótkiego omówienia naszych chęci i planowanego wkładu każdego z nas w
przyszły oddział KPH w Zielonej Górze.

Następnie została omówiona kwestia wolontariatu oraz nowopowstałe oddziały (m.in. w Poznaniu i Lublinie), ich początki i plany działania.

Jako główny punkt spotkania przygotowane kph Zielona Górazostały przez naszych gości
dwie prezentacje multimedialne. Pierwsza: Struktura KPH – ukazująca
szczeble Głównego Oddziału Organizacji w Warszawie, struktury
pojedynczych grup, proces podejmowania decyzji przez oddziały, drogę
od wolontariusza po pełnoprawnego członka Organizacji, sposoby
finansowania oraz działania oddziałów. Druga prezentacja przybliżyła
nam drogę od Grupy Inicjatywnej do formalnego powstania oddziału

Ostatnim – niemniej ważnym – punktem były odpowiedzi na nasze pytania
do Zarządu w kwestiach funkcjonowania i działania Oddziału i
współpracy z Głównym Oddziałem (m.in.: zielonogórskie grupy i
organizacje nam przychylne i pomocne; potrzebna ilość członków do
kph Zielona Górazałożenia oddziału); współpraca z Policją i innymi urzędami w Zielonej Górze; kolportaż „Repliki  oraz skonkretyzowane plany na przyszłość członków naszej Grupy Inicjatywnej, po których to część oficjalna spotkania została zamknięta.

Osoby, które nie mogły zjawić się na spotkaniu, a chcą brać czynny
udział w Grupie Inicjatywnej KPH w Zielonej Górze, proszone są o
kontakt pod podane niżej namiary.

Wszelkie pomysły/propozyje/pytania prosimy kierować pod adres e-mail:
kph-zg@wp.pl lub też na nr GG: 5537835

Zapraszamy Wszystkich chętnych do udziału w najbliższych spotkaniach!

kph Zielona Góra

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

„Strach się bać” czyli geje na mazurach

Autor homoseksualizm 19 sierpnia 2009

Właśnie wróciłem z tygodniowego żeglowania po mazurskich jeziorach. Nie był to pierwszy taki rejs, ale na pewno wyjątkowy. Dlaczego? Ponieważ na szczycie naszego masztu dumnie powiewała tęczowa flaga. I był to jedyny taki jacht na całych Mazurach, być może nawet pierwszy w historii Mazur jacht pod tęczową banderą!

Pomysł czarteru wypłynął dość spontanicznie – podczas luźnej rozmowy na imprezie w przemiłym warszawskim pubie hydro4. Podobnie rzecz się miała z flagą – jako że załogę stanowiło czterech gejów i jedna koleżanka hetero, jeszcze na długo przed wyjazdem nabijaliśmy się, że nasza łódź będzie rozbrzmiewać Madonną i łopotać P80502411tęczowością, budząc popłoch i zamieszanie w całej Krainie Wielkich Jezior. I cóż – wszystkie nasze żarty obróciły się w rzeczywistość, a emocji nie zabrakło. Emocji bardzo różnych – ale przede wszystkim – bardzo cennych.

Po pierwsze radość! Że ze zwykłej gadki-szmatki może zrodzić się coś tak odważnego, spektakularnego i – co tu dużo mówić – pięknego. Bo gdy już udało nam się zamontować banderę na samym szczycie masztu, i gdy maszt postawiliśmy i rozwinęliśmy żagle, nasza łódź wyglądała pięknie. I wyjątkowo. A za każdym razem, gdy na flagę zerkaliśmy mimowolnie cieszyły nam się gęby. I dbaliśmy o nią bardzo – gdy czasem się zaplątała, jedną z żeglugowych atrakcji było takie zrobienie takiej serii zwrotów, by znów mogła dostojnie powiewać w pełnej krasie.

Po drugie obawa. Mazury to nie Warszawa. A rejs to nie Parada, gdzie wokół same przyjazne twarze. Nie wiedzieliśmy co nas czeka, szczególnie że wokół widzieliśmy sporo osób, które wyglądem bądź zachowaniem sugerowały poglądy zgoła odmienne od naszych. I bywało różnie. Czasami za naszą łódką niosły się okrzyki, że pedały płyną. Niekiedy były to agresywne obelgi, ale niekiedy raczej po prostu „o, popatrzcie – pedały” jako wyraz zaskoczenia wśród ludzi, którzy totalnie się nie spodziewają i nie orientują, że mogą takie kuriozum zobaczyć. Nieraz natomiast było całkiem miło: gdy jakieś dziecko spytało taty „Co to za flaga?” w odpowiedzi usłyszało (a my podsłuchaliśmy) „Synku – to jest flaga Tolerancji”. Czasem wreszcie byliśmy szczerze rozbawieni, gdy z mijających nas łódek robiono nam zdjęcia, lub gdy załogi tychże łódek spoglądały na nas ze zgrozą i stuporem, zamarłe w kompletnej ciszy i wpatrzone w nas jak w UFO. P8050248

Jednak patrząc globalnie na nasz rejs najważniejszy wniosek chyba jest następujący: otóż NIC SIĘ NIE WYDARZYŁO. I to jest bardzo ważne. To pozwala uświadomić  sobie, że często nasze lęki oraz przekonanie o absolutnej konieczności ukrywania się są – jeśli nie urojone – to co najmniej mocno przesadzone. My zrobiliśmy pewien krok. Trochę na próbę, trochę z przekory, trochę z ciekawości. Ale przede wszystkim – bo mieliśmy na to ochotę i nie widzieliśmy w tym nic złego. I nic złego nas nie spotkało. Tak, czasem rzucali w nas wyzwiskami. Ale niestety zawsze znajdą się osoby, które będą wyzywać i poniżać – pedała, lesbę, grubasa, okularnika, rudzielca, Żyda, lub kogoś, kto zamiast grać w piłkę woli spędzić czas w bibliotece. Natomiast my możemy po prostu „zrobić pewien krok” – przytulić się do partnerki/partnera w autobusie, mówić mój chłopak/dziewczyna a nie kolega/koleżanka. Nie zawsze i nie wszędzie się da – ale coraz częściej warto próbować. I po prostu olewać negatywne reakcje, a cieszyć się z pozytywnych. Gdy we wspomnianym hydro4 nie ukrywałem wyrazów czułości do chłopaka, z którym przyszedłem, zaczepiło nas dwóch podpitych heteryków w sportowych strojach siedzących przy stoliku obok. Myślałem, że chcą się do nas przypieprzyć a tu nagle usłyszałem bełkotliwe lecz tym bardziej szczere: „Stary – szacunek. Że macie odwagę zachowywać się normalnie. Zaje*ście!”. To było miłe.

DSC02185Mam jeden smuteczek. Przez cały tydzień pływaliśmy z naszą flagą, nie raz cumując w portach takich jak Giżycko czy Mikołajki, gdzie oprócz nas było kilkaset innych żeglarzy i żeglarek. I nie podeszli do nas by nas poznać ani jeden gej, ani jedna lesbijka. Czyżby rzeczywiście po Mazurach żeglowali sami heterycy? Nie sądzę. Obawiam się, że pojedynczy geje byli poukrywani pośród heteryckich załóg i nie chcieli się wyłamywać z grona znajomych by iść do jakiejś dziwnej łódki. Może nawet byliśmy dla nich niewygodnymi i wkurzającymi gejami z innego świata, którzy niepotrzebnie obnoszą się ze swoją orientacją. Cóż – pozostaje mieć nadzieję, że za jakiś czas to się zmieni, my tymczasem już zbieramy ekipę na zimowy wypad nartowo-snowboardowy. Oraz na żagle 2010. Serdecznie zapraszamy!

Marcin Sroczyński (dazzlite.blox.pl)

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

Opole

Autor homoseksualizm 19 sierpnia 2009

Zakładamy oddziału KPH w Opolu. Wszystkich chętnych zapraszamy do współpracy.

Co trzeba zrobić

- wyślij teraz maila na adres: wolontariat@kph.org.pl – koordynatorka ds. wolontariatu skontaktuje Cię z osobami z Opola, które już wyraziły chęć współpracy z KPH
- kiedy już stworzycie grupę, ustalicie czym chcielibyście się zająć oraz poznacie się bliżej, zarząd KPH spotka się z Wami i porozmawia na temat Waszych planów,
- po takim spotkaniu zarząd może powołać Grupę Inicjatywna KPH, która po 3 miesiącach może uzyskać status oddziału
- po powstaniu grupy inicjatywnej z pomocą webmastera KPH założycie własną stronę internetową,
- otrzymacie różne materiały np. ulotki, broszury, plakaty,
- do założenia oddziału nie jest potrzebna siedziba, ani biuro – większość oddziałów lokalnych spotyka się w klubach lub na uczelniach wyższych,
- zapoznamy Was ze strukturą i działaniami organizacji oraz podzielimy się naszym doświadczeniem

wolontariat@kph.org.pl

Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

kup

video

click

?>

Polecamy

Cytaty

Znalazłem w tym scenariuszu coś, czego nie ma w niezliczonych kinowych romansach męsko-damskich ? obraz miłości, która nie polega na seksie.
o filmie „Tajemnica Brokeback Mountain”
— Heath Ledger

Ludzie LGBTQ

Michel Foucault (1926-1984) - jeden z największych filozofów francuskich, od 1970 r. profesor College de France, wywarł ogromny wpływ na współczesną humanistykę, w tym na gender studies i na queer studies. Zajmował się korelacją pomiędzy wiedzą a władzą, analizował procedury, przy pomocy których rozproszona władza konstruuje nasze ujarzmione tożsamości. W młodości miał kłopoty z zaakceptowaniem własnych pragnień homoseksualnych, ale w późniejszych latach swojego życia nie tylko wielokrotnie publicznie mówił o swoim homoseksualizmie, ale także włączał się w walkę lesbijek i gejów o ich prawa, podpowiadając możliwe strategie i demaskując podstępne strategie heteronormatywnej władzy. Namawiał do wynalezienia własnych, nie-heteroseksualnych stylów życia, zarówno w odniesieniu do technik seksualnych, jak i typów związków tworzonych przez osoby homo- czy biseksualne. Był jedną z pierwszych ofiar AIDS.
Podstawowe dzieła: Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Słowa i rzeczy. Archeologia wiedzy humanistycznej, Archeologia wiedzy, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Historia seksualności.