Kobieta i mężczyzna – zauroczenie, miłość, małżeństwo. I tak – żyją długo i szczęśliwie. Schemat i banał? Niekoniecznie. Nieschematyczne jest to, że on też bywa kobietą. Bywa Martą. Ania pokochała Tomka, wiedząc, że Tomek to mężczyzna niezwyczajny – crossdresser, transwestyta. I jest z nim szczęśliwa, zupełnie jak w bajce, czasem tylko zamiast króla i królowej są dwie księżniczki.
Archiwum ‘Trans’
Serdecznie zapraszam na drugą edycję w tym roku KONKURSU DRAG QUEEN w clubie Elektrownia w Poznaniu. Na pierwszej edycji wybraliśmy KRÓLOWĄ Elektre 2010 roku a tym razem wybierzemy DEBIUTANTKE ROKU 2010. Specjalnie dla Was z całej polski zjadą się najlepsze debiutantki i drag queen występujące od dwóch, trzech lat na polskich scenach drag queen. więcej »
Więc jesteś cisgender – co to oznacza dla Twojego życia?
Poniżej tłumaczenie bardzo interesującego tekstu o podstawach wiedzy, dla osób, które dopiero uczą się o tematyce genderu i trans. więcej »
Trans-Fuzja – cóż to takiego?, „czym to się je”?
Ostatnio, nawet dość często, w środowisku LGBTQ, a również i w mediach pojawia się słowo „transfuzja”: że w czymś uczestniczy, gdzieś się udziela, coś organizuje, na coś zaprasza, coś postuluje…
Cóż to takiego zatem ta Trans-Fuzja?
Formalnie stanowimy fundację - aktualnie jedyną w Polsce organizację pozarządową, która za GŁÓWNY cel stawia sobie działalność na rzecz osób transpłciowych, to jest na rzecz wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób przekraczają normy płci, społecznie uznane za obowiązujące.
Nieformalnie natomiast jesteśmy po prostu grupą zaprzyjaźnionych ludzi, dotkniętych mniej lub bardziej problemami transpłciowości – czy to własnej, czy swoich bliskich. Staramy się w miarę swoich możliwości wspierać wszystkie osoby doświadczające podobnych problemów.
Nie tworzymy zamkniętego kręgu, dołączyć do nas może każdy, kto zetknął się w życiu z podobnymi do naszych perypetii i ma ochotę robić coś razem z nami.
Czujemy się członkami polskiej społeczności osób transpłciowych. Jesteśmy transseksualistami, transwestytami, transgenderystami, crossdresserami, a także ich przyjaciółmi lub partnerami. Chcemy reprezentować jednak tylko takie osoby, które pragną naszej reprezentacji i identyfikują się z tym, co robimy.
Jako Fundacja zamierzamy na miarę swych sił i możliwości działać w kierunku utrwalania tolerancji społecznej i pozyskiwania akceptacji dla osób transpłciowych, interseksualnych, homoseksualnych, a także innych dotykanych nietolerancją i niezrozumianych z powodu swej odmienności.
Uważamy bowiem, że każdy człowiek – mimo swej odmienności – ma prawo do równego, nie urażającego jego godności traktowania oraz swobody w zakresie kreowania własnego wizerunku, zarówno publicznego jak i osobistego.
W szczególności zaś uważamy, że osoby w jakikolwiek sposób przekraczające normy płci, mają prawo do kreowania własnego wizerunku społecznego oraz do społecznego przejawiania swej tożsamości zgodnie z odczuwaną przez siebie płcią psychiczną.
Ważną częścią naszej działalności jest organizowanie działalności samopomocowej. Stwarza ona możliwości osobom transpłciowym do wzajemnego poznania się, wsparcia i nawiązywania więzi międzyludzkich. Realizujemy to przez organizację spotkań dyskusyjnych, towarzyskich oraz w samopomocowych grupach wsparcia dla osób transseksualnych bądź niepewnych własnej tożsamości oraz ich bliskich. Wiemy, jak wiele może znaczyć sama możliwość kontaktu albo rozmowy z innymi osobami transpłciowymi. Zwłaszcza dla tych, którzy przez lata starali się ukrywać przed całym światem problemy własnej płciowości, a często również unikali tego tematu nawet przed samymi sobą.
Bardzo chcielibyśmy, aby nasze działania wychodziły naprzeciw potrzebom i gustom każdej osoby transpłciowej. Zdajemy sobie jednak sprawę, że jak w każdej działalności na rzecz jakiegoś środowiska, nie jest to do końca możliwe. Wierzymy, że nasze działania zaangażują i zainteresują przynajmniej niektóre z tych osób oraz że będą coraz skuteczniejsze i atrakcyjniejsze, także dzięki wsparciu i pomocy osób transpłciowych.
Zapraszamy zatem do współpracy z nami oraz wsparcia naszych działań wszystkich ludzi, którym bliskie jest to, co robimy.
Czy ja mam gender?
Każdy z nas ma płeć. Jesteś kobietą lub mężczyzną. A może istnieją jeszcze inne odpowiedzi? Może istnieją też inne płci? Może tak naprawdę jest coś takiego, jak płeć na poziomie tego kim się czujemy i jak zachowujemy?
więcej »
Tożsamość płciowa a prawa człowieka (2)
Część druga dokumentu wydanego przez Thomasa Hammarberga, Komisarza Praw Człowieka Rady Europy
Tożsamość płciowa a prawa człowieka (1)
Część pierwsza dokumentu wydanego przez Thomasa Hammarberga, Komisarza Praw Człowieka Rady Europy
Tożsamość płciowa jest jednym z podstawowych aspektów życia. Zazwyczaj płeć danej osoby oznacza się przy urodzeniu i traktuje się – zarówno społecznie, jak i prawnie – jako fakt. Jednakże stosunkowo niewielka liczba osób miewa problemy z byciem osobą płci oznaczonej przy urodzeniu. więcej »
Płeć i ubiór – słownik
Masz problem i ciągle mylisz transwestytę z transseksualistą? Nie wiesz kto to crossdresser? Pierwszy raz usłyszałeś słowo queer i chcesz się dowiedzieć więcej? Na słowo drag queen coś ci dzwoni w jakimś kościele, ale nie bardzo wiesz o co chodzi? Zapraszamy do naszego słownika.
Kobieta i mężczyzna – tożsamość a transpłciowość
Rozmowa z Anną Grodzką – Prezesem Fundacji Trans-Fuzja działającej na rzecz osób transpłciowych – o płci mózgu, ciele i zmianie płci
Czy płeć biologiczna jest stałym wyznacznikiem naszej tożsamości? więcej »
A.P. Ale małe dziecko nie ma żadnych potrzeb erotycznych. Jakim cudem orientacja seksualna może być wrodzona skoro nie trwa od dziecka. więcej »
Tożsamość płciowa
Nasza psychiczna tożsamość płciowa determinowana jest przez naszą płeć biologiczną oraz procesy wychowania i interakcji człowieka z otoczeniem społecznym.
Układ przekazanych nam chromosomów XY lub XX to plan genetyczny rozwoju płci danej jednostki. Plan stworzenia mężczyzny lub kobiety. Kiedy dziecko jest jeszcze w łonie matki, między 6-tym a 12-tym tygodniem życia płodowego budowane są według tego planu fundamenty płci psychicznej dziecka – określone struktury w jego mózgu. W wykonaniu genetycznego planu uczestniczą chemiczne przekaźniki informacji – hormony płciowe matki i płodu. Rozwijają się gonady, to znaczy gruczoły płciowe męskie (jadra) lub żeńskie (jajniki), które produkują komórki płciowe i hormony.
Określona obecność oraz proporcje wyprodukowanych przez własny organizm hormonów, w późniejszych okresach życia płodowego kształtuje i steruje rozwojem drugo- i trzeciorzędowych fizycznych cech płciowych. Dziecko rodzi się z ukształtowanymi (pierwszo- i drugorzędowymi) cechami płciowymi. Pobieżny ogląd drugorzędowych cech płciowych, posiadanie waginy lub penisa przez noworodka, stanowi jedyną w praktyce podstawę do określenia płci metrykalnej dziecka. Dziecko rodzi się jednak także z ukształtowanym już w znacznym stopniu mózgiem. Matki, które miały doświadczenia zarówno z synkami jak i córeczkami, doskonale wiedzą, że płeć dziecka przejawia się często już wraz z pierwszymi próbami nawiązania kontaktu z otoczeniem przez dziecko. Źródło płciowej tożsamości psychicznej zakodowane jest bowiem już jako pewna tendencja w psychice nowonarodzonego dziecka.
Dalszy rozwój płciowości danej osoby – bo przecież nie zakończył się on w dniu urodzenia – zależy od wykształconych w okresie prenatalnym cech fizycznych, systemu produkcji hormonów oraz – o czym często zapominamy – ukształtowanej już w znacznym stopniu płci mózgu. Na taki stan organizmu dziecka nakładają się po urodzeniu wszelkie mechanizmy oddziaływania otoczenia jak wychowanie i doświadczenia społeczne. Okres dojrzewania płciowego dziecka, będący kolejną fazą silnych oddziaływań hormonalnych i społecznych, przypieczętowuje w znacznej mierze stan psychicznej tożsamości płciowej dziecka.
Efektem całego cyklu rozwoju płciowości człowieka są jego ostateczne fizyczne cechy płciowe i stan psychologicznej tożsamości płciowej. To skomplikowany proces, przebiegający w zależności od wielu czynników. W dziewięćdziesięciu kilku procentach przypadków mamy w wyniku tego procesu do czynienia z osobą, którą możemy jednoznacznie określić jako kobietę lub jako mężczyznę, czyli osobą, która w zakresie płci postrzega siebie samą tak, jak postrzegana przez innych i jak ma zapisane w metryce.
W kilku procentach przypadków jest jednak inaczej. Coś nie zadziałało zgodnie ze standardowym procesem. No cóż! Takie są prawa życia, biologii. Nic nie jest stuprocentowe, nic nie jest na zawsze, nic nie jest zerojedynkowe.
Ktoś kiedyś, w kilka chwil po urodzeniu, na podstawie pobieżnego oglądu, określił płeć dziecka jedną z dwóch nazw – dziewczynka lub chłopiec – zapisano to w jego dokumentach.
Tak rozpoczął się proces społecznego wdrukowywania w tożsamość tego człowieka stygmatu jego płci. Najczęściej okazuje się, że ten ktoś miał rację. Dziewięćdziesiąt kilka procent ludzi urodzonych z narządami płciowymi określonego rodzaju, utożsamia się potem (lub utożsamia w znacznym stopniu) z płcią jaką one znamionują. W kilku procentach przypadków bywa jednak inaczej.
Wywiad z Anną Grodzką – psychologiem klinicznym.
K.B. – Pani Aniu, czy Pani zdaniem płeć psychologiczna zawiera komponenty biologiczne, czy też jest to stereotypowe ujęcie męskości – kobiecości?
A.G. – Płeć psychiczna to część tożsamości psychicznej. Można powiedzieć także inaczej: tożsamość płciowa. Wszystko w człowieku wiąże się jakoś ze sferą jego materialnego, fizycznego istnienia. Płciowość człowieka to nie tylko stereotyp kulturowy i tożsamość psychiczna. Przejawia się ona także na płaszczyźnie procesów chemicznych i struktur anatomicznych. Można opisywać ją i analizować biorąc pod uwagę jej plan genetyczny (płeć chromosomalna), stan genitaliów (płeć genitalna), stan gonad (płeć gonadalna), procesy hormonalne (płeć hormonalna), drugorzędnych zewnętrznych cech płciowych, czy w końcu funkcjonalne i strukturalne cechy mózgu. To wszystko, przynajmniej teoretycznie, jest fizycznie obserwowalne i mierzalne. Całe nasze ciało, a w szczególności hormony i mózg wywierają na nas wpływ w toku całego naszego życia. Zwracam też uwagę, że wcale nie tak rzadko, jak się powszechnie uważa, istnieją osoby posiadające jednocześnie cechy biologiczne obu płci – osoby interseksualne (hermafrodyci). Na każdej biologicznej płaszczyźnie, na jakiej przejawia się płciowość, nie musi być ona binarna – zerojedynkowa. Bywa, że posiada się jakąś cechę płciową określoną tylko w mniejszym lub w większym stopniu, a nie stuprocentowo.
Nasza tożsamość psychiczna – poczucie własnego „ja” – formuje się w toku całego życia. Powstaje z jednej strony, na gruncie istniejących warunków biologicznych i podstaw emocjonalnych, czyli wszystkich predyspozycji, skłonności i zdolności, jakie są w danej chwili uwewnętrznione i zintegrowane w obszarze nas samych. Z drugiej strony na to, kim jesteśmy, nakładają się określone doświadczenia społeczne. Nie nakładają się one bez udziału tego, co już w nas istnieje. Doświadczenia i wpływy społeczne są zatem w jakiejś mierze przez nas filtrowane i cenzurowane. Tym filtrem są istniejące już w nas skłonności, preferencje, nabyta wiedza i wiążące się z nimi reakcje emocjonalne. Tożsamość, w tym tożsamość płciowa, to wynik (choć nie prosta suma) wszystkich tych wpływów. To wynik tego, co płynie z naszego wnętrza, z naszej biologii i uwewnętrznionych doświadczeń oraz oddziaływań płynących ze środowiska. Kształtowanie się tożsamości, to przebiegający nieprzerwanie w toku całego życia proces integracji i uwewnętrzniania (przyjmowania jako własne) nowych doświadczeń społecznych z doświadczeniami, które dana osoba włączyła już w obszar swojej tożsamości – w obszar własnego „ja”. Przy czym należy zauważyć, że nasze „ja” jest konstruktem względnie stabilnym i utrwala się wraz z wiekiem. Jest opoką nas samych. Nowe doświadczenia społeczne nie tak łatwo zmieniają podstawy naszej tożsamości. Czasem mówimy, że trudno coś robić (doświadczać) wbrew sobie. To właśnie o to chodzi. Trudno, a czasem wręcz niemożliwe, jest żyć wbrew własnej tożsamości, przeciwko własnemu „ja”. Najtrwalsze i najbardziej nie poddające się zmianom są nasze najwcześniejsze (wczesno-dziecięce i ukształtowane w okresie prenatalnym) skłonności i doświadczenia. To one przede wszystkim kształtują nasze predyspozycje, postawy i odczucia. One najmocniej związane są z naszymi biologicznymi podstawami. Biorąc nieustannie udział w filtrowaniu doświadczeń społecznych przyjmowanych w obszar własnego „ja” mają znaczny wpływ na kształtowanie się tożsamości.
Gender Recognition
Gender Recognition Act to brytyjska ustawa regulująca sytuację prawną osób transseksualnych.
Historia powstania aktu
W latach ’40 chirurg Harold Gillies przeprowadził operacje korekty płci u osób transseksualnych M/K i K/M, zapoczątkowując leczenie transseksualistów w Wielkiej Brytanii. W latach ’60 psychiatra John Randell założył przy Charing Cross Hospital w Londynie pierwszą w Królestwie klinikę zajmującą się leczeniem pacjentów z dysforią płciową. Przez wiele lat brytyjscy transseksualiści bez przeszkód zmieniali akty urodzenia i dokumenty oraz zawierali małżeństwa zgodne ze swoją tożsamością płciową. Choć ich działania popierało wielu lekarzy, prawników i przedstawicieli parlamentu, w ustawodawstwie Wielkiej Brytanii nie istniał żaden zapis, który regulowałby procedurę prawnej zmiany płci.
Sytuacja transseksualistów uległa zmianie w 1970 roku, kiedy Arthur Corbett postanowił unieważnić swoje małżeństwo z April Ashley, a jako przyczynę wskazał fakt, iż urodziła się ona płci męskiej. Rozwód przeprowadzono, co ustanowiło precedens na kilkadziesiąt lat – od tej pory transseksualiści, którzy dokonali operacyjnej korekty płci i pragnęli zawrzeć związek małżeński, traktowani byli jako przedstawiciele płci stwierdzonej prawnie przy ich narodzinach. Zawarte wcześniej małżeństwa okazały się nieważne. Wstrzymano również wydawanie zmienionych aktów urodzenia. Prawo nie uniemożliwiało jednak transseksualistom zmieniania imion, otrzymywania paszportów i praw jazdy.
W późniejszych latach wydano kilka aktów, które – dotycząc zakazu dyskryminacji ze względu na płeć – mniej lub bardziej pośrednio regulowały one także kwestie prawne związane z transseksualizmem. Nie stanowiły jednak przełomu w uregulowaniu sytuacji prawnej osób transseksualnych.
Równolegle, w latach ’80 i ’90, grupa nacisku Press for Change pomogła kilku osobom transseksualnych wnieść sprawy przeciwko Wielkiej Brytanii przed Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. W sprawie Rees przeciwko Wielkiej Brytanii z 1986 r. Trybunał zadecydował, że Wielka Brytania, mimo iż nie złamała do tej pory praw człowieka, to jednak powinna przeprowadzić zmiany w systemie prawnym, by uregulować sytuację osób transseksualnych. Rząd nie zrobił nic w tej sprawie.
Po 2000 roku zaczęły jednak zapadać w Wielkiej Brytanii wyroki wskazujące na istnienie sprzeczności między obowiązującymi prawami człowieka, a sytuacją transseksualistów. W 2002 roku, w sprawie Goodwin przeciwko Wielkiej Brytanii, Trybunał uznał, że Wielka Brytania złamała prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego transseksualisty. Rok później w brytyjskim sądzie zapadł wyrok przeciwko pani Bellinger, transseksualistce M/K, która starała się o uznanie jej małżeństwa z mężczyzną, zawartego w 1981 r. Stwierdzono wówczas, że dotychczasowe prawo dotyczące małżeństw nie jest zgodne z aktem regulującym w Wielkiej Brytanii prawa człowieka.
Doprowadziło to do wydania w listopadzie 2004 r. Gender Recognition Act, który od tej pory reguluje wszystkie aspekty prawnego funkcjonowania transseksualistów w społeczeństwie.
Jak uzyskać certyfikat?
Gender Recognition Act umożliwia transseksualistom dokonywanie zmian w aktach urodzenia i gwarantuje prawne uznanie zmiany płci. Reguluje procedurę wydawania gender recognition certificate, czyli zaświadczenia, który potwierdza przynależność do płci zgodnej z psychiczną tożsamością płciową transseksualisty. Szczegółowo określa konsekwencje prawne wydania certyfikatu: posiadacz zaświadczenia dla wszystkich możliwych celów prawnych jest traktowany jako przedstawiciel płci podanej w certyfikacie (określanej tu jako płeć nabyta). Gwarantuje bezpieczeństwo zachowania w poufności informacji zawartych we wniosku o przyznanie certyfikatu oraz dotyczących historii płci osoby, której wniosek został rozpatrzony. Wskazuje, jakie warunki musi spełniać osoba ubiegająca się o certyfikat i kto podejmuje decyzję o jego wydaniu.
Aby uzyskać certyfikat, wymagane jest ukończenie 18 lat oraz wykazanie, że cierpi się na dysforię płciową, żyje zgodnie ze swoją tożsamością płciową przez co najmniej dwa lata i zamierza kontynuować ten stan aż do śmierci. Należy tu zauważyć, że nie jest wymagane uprzednie przejście terapii hormonalnej i operacji korekty płci. Wniosek o wydanie certyfikatu musi zawierać także pisemne oświadczenie wnioskodawcy, że nie pozostaje on w związku małżeńskim, oraz inne dokumenty lub dowody (chodzi głównie o dane personalne) oraz deklarację, że żyje zgodnie ze swoją płcią psychiczną przez przynajmniej dwa lata i pragnie kontynuować ten stan do śmierci. Wnioskodawca może też załączyć wszystkie informacje, jakie uzna za stosowne. Do wniosku należy również dołączyć dwa raporty: jeden z nich musi pochodzić od zarejestrowanego lekarza lub psychologa, który wykonuje praktykę lekarską na polu dysforii płciowej, drugi może zostać sporządzony przez lekarza, który nie zajmuje się zawodowo dysforią płciową. Przynajmniej jeden z raportów musi zawierać szczegóły terapii, którą wnioskodawca odbył, odbywa lub zamierza odbyć w celu zmienienia swoich cech płciowych.
O tym, czy danej osobie można wydać certyfikat, decyduje Gender Recognition Panel – komisja rozpatrująca wniosek w trybie niejawnym (rozprawa odbywa się tylko w razie konieczności). W skład Panelu musi wejść przynajmniej jeden członek-prawnik (legal members) i jeden członek-lekarz (medical members). Decyzje podejmowane są większościowo.
Sytuacja wygląda trochę inaczej, gdy transseksualista dokonał prawnej zmiany płci w innym państwie. Gender Recognition Act gwarantuje mu wydanie certyfikatu, jeśli transseksualista dostarczy odpowiednie dokumenty. Komisja musi na ich podstawie uzyskać potwierdzenie, że prawna zmiana płci faktycznie nastąpiła. Rozpatrywane są wymagania, które transseksualista spełnił uprzednio w innym państwie – muszą być co najmniej równie restrykcyjne jak wskazane w Gender Recognition Act. W takiej sytuacji w skład Panelu musi wejść jeden członek-prawnik, obecność czlonka-lekarza nie jest konieczna.
Gender Recognition Act nie jest pierwszą ustawą tego typu (pionierem była szwedzka ustawa z 1972 r.), nie jest też być może doskonałym rozwiązaniem problemów osób transpłciowych, lecz z całą pewnością zapewnia transseksualistom najskuteczniejszą w Europie ochronę prawną, która może stanowić wzór do naśladowania dla twórców podobnych ustaw w innych krajach.
Regulacje prawne dotyczące transseksualizmu obecnie obowiązują także we Francji, Niemczech, Hiszpanii i Holandii, a w pewnym stopniu również na Litwie.
W Polsce nie istnieją jeszcze ukierunkowane wprost na problem transseksualistów ustawy. Fundacja Trans-Fuzja (www.transfuzja.org) podjęła starania i konsultacje zmierzające do stworzenia projekty ustawy regulującej w prawie stosunek do transseksualizmu i transpłciowości.
Opracował Marcin Rzeczkowski na podstawie opracowania prawnego Joanny Dziury
http://transfuzja.org/pl/artykuly/artykuly_i_opracowania/gender_recognition.htm
Na pewno wiele osób się boi pójść do specjalisty, szczególnie osoby trans. Ale to jest tak, jak z budowaniem kanapy czy stołu – i stół, i kanapę możemy zbudować sami, ale szybciej i łatwiej jest pójść do kogoś, kto już się na tym zna.
Rozmowa z psycholożką, Dorotą Hędzelek.
Porady psychologów i psychiatrów w Polsce są raczej niepopularne. Czy słusznie robimy „radząc sobie sami”, czy może coś tracimy, nie szukając rady u specjalisty?
Na pewno wiele osób się boi pójść do specjalisty, szczególnie osoby trans. Ale to jest tak, jak z budowaniem kanapy czy stołu – i stół, i kanapę możemy zbudować sami, ale szybciej i łatwiej jest pójść do kogoś, kto już się na tym zna. Tak samo jest z psychologiem – oczywiście każdy jest w stanie dojść do jakiejś samorealizacji, spełnienia, poznania siebie, ale szybciej będzie z fachową pomocą. Można wykorzystać już samo doświadczenie tej osoby, do której inni zgłaszali się z podobnymi problemami. Tu już nawet nie chodzi o teorię, naukę, studia psychologiczne, ale życiowe doświadczenie innych ludzi. Psychologa nie trzeba traktować jak wyroczni, ale jego punkt widzenia może być pomocny przy podejmowaniu decyzji.
Z drugiej strony osoba lub para, która się wybiera do specjalisty, często wchodzi do gabinetu z wielkimi oczekiwaniami, którym lekarz nie jest w stanie sprostać. Czego nie powinnyśmy się spodziewać? Co psycholog może zagwarantować, a czego absolutnie nie?
Schemat, w którym ja pracuję i który chyba jest powszechny polega na tym, że wszystkie oczekiwania są omawiane i weryfikowane w czasie pierwszego spotkania. Zapobiega to sytuacji, w której ktoś – z różnych przyczyn nie powie o swoich oczekiwaniach i terapia albo spotkanie do niczego nie prowadzą. Powinniśmy się spodziewać pytania o to, jakie są nasze oczekiwania wobec spotkań z psychologiem, bo cel terapii ustala osoba, która się zgłasza po pomoc.
Od dobrego psychologa nie spodziewajmy się rad. To mogą być jakieś propozycje, sugestie, pokazanie, jak inni ludzie sobie radzą w takiej sytuacji, powołanie się na jakieś badania, które omawiają dany problem. Nikt nie powinien liczyć na to, że psycholog za niego zdecyduje, co powinien zrobić.
Jak wyglądają spotkania z psychologiem – zarówno indywidualne jak i dla par?
Widzę, że ludzie, którzy do mnie przychodzą, często są zdenerwowani, ale ten strach zostaje za drzwiami. W ciągu pięciu minut już wiadomo, co powiedzieć, co zrobić. Ludzie często nie wiedzą, jakie będą pytania, co powiedzą, a to wszystko samo przychodzi. Dlatego, jeśli ma to być terapia, to pierwsze spotkanie zazwyczaj jest dłuższe, u mnie trwa półtorej godziny, późniejsze są krótsze – godzinne.
A co do par – jeśli już przychodzą dwie osoby, to jedna i druga chcą wykorzystać ten czas. Czyli nie jest tak do końca, że ktoś kogoś przyciąga na siłę. Jeśli ktoś już przyszedł, to znaczy, że ma jakieś oczekiwania wobec tego spotkania.
Zawsze pytam, kto zainicjował spotkanie i osoba, która przyszła na siłę, nie jest zmuszana do wypowiadania się. Może się tylko przysłuchiwać. Ale najczęściej po jakimś czasie też się włącza do rozmowy.
Ilość spotkań zależy od indywidualnych potrzeb. Niektórym wystarczy kilka spotkań, a inni z – racji złożoności problemu, innej gotowości na wprowadzenie zmian w życiu lub braku wsparcia w otoczeniu – uczęszczają na terapię miesiącami.
Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie ktoś, kto twierdzi, że wszystkie jego problemy biorą się z tego, że jest transwestytą. Wybrał ciebie, żebyś go wyleczyła z transwestytyzmu. Co mu poradzisz?
Zapytałabym, w czym – tak dzień po dniu w ciągu tygodnia, ten transwestytyzm mu czy jej przeszkadza. Jakich czynności nie wykonuje, bo jest transwestytą?
Często funkcjonujemy w schematach „wszystko, wszyscy, zawsze, nigdy”, generalizujemy.
Poprosiłabym o takie wyliczenie, żeby ta osoba zobaczyła, że problem, który jej psychologicznie wydaje się ogromny – w istocie taki nie jest. Żeby zobaczyła, że może dobrze funkcjonować. Tylko samo pogodzenie się z tym, jaka jest, stwarza problemy.
Jeślibym została wybrana na to, żeby kogoś „wyleczyć”… Cóż, wiemy, że tego nie da się wyleczyć. Aczkolwiek, jeśli ktoś by chciał… Nikt jeszcze nie chciał (śmiech).
Powiedziałabym, że tego się nie leczy – i zapytała, jakie zmiany – pan czy pani chciałaby zaprowadzić w swoim życiu – i omówmy, jakie to zmiany. To jest właśnie jedno z kluczowych pytań, dzięki któremu często okazuje się, że to nie ten transwestytyzm jest problemem, ale zupełnie coś innego.
Miał dziewczynę, kochali się, było cudownie. Powiedział jej, że jest transwestytą. Zaczęła go unikać. Już go nie kocha?
To jest tak, że osoba transwestytyczna ma czas, żeby się oswoić i zaakceptować swój transwestytyzm, wszystko sobie poukładać. I mówiąc partnerce, musimy mieć świadomość, że ta dziewczyna też potrzebuje czasu. Teraz to partnerka będzie musiała to sobie poukładać. W takiej sytuacji u partnerki też mogą pojawić się pytania o jej własną tożsamość.
Zgłasza się do ciebie mężczyzna, który mówi, że powiedział dziewczynie o swoim transwestytyzmie i na początku było cacy. Akceptowała go, a przynajmniej tolerowała. Ale teraz, po 2 latach wszystko się zmienia i ona już nie może patrzeć na jego sukienki.
Należałoby ustalić, co właściwie przestało jej się podobać, czy co przestała akceptować. Być może to ona teraz zaczęła analizować swoją tożsamość. Być może myśli o tym, że skoro jest z mężczyzną, który bywa kobietą, to kim ona właściwie jest?
Bywa też tak, że kiedy coś nam się nie podoba w związku, to atakujemy te najbardziej widoczne rzeczy. A może ona z czegoś innego jest niezadowolona. Transwestytyzm jest widoczny, często staje się najważniejszym aspektem związku, a przecież jest tak, że po jakimś czasie – na przykład tych dwóch latach – związek ogólnie może się zepsuć. Zrzucamy wtedy winę na to, co nam najbardziej w danym momencie pasuje. Może problem tkwi gdzie indziej, może irytuje ją, że on jej nie pomaga w domu, a może nie zaspokaja jej potrzeb seksualnych. A może ona już się odkochała i nie wie, jak to powiedzieć, więc przerzuca winę na niego.
Osoby trans czasem mówią, że jeśli nie powie się partnerce całej prawdy o sobie, to ukochana kocha nie jego, ale jakieś własne wyobrażenie na temat swojego mężczyzny „prężącego muskuły”. Przecież ona nic nie wie o jego złożonej naturze. Czy więc facet powinien zrobić żonie „niespodziankę” i po 20 latach małżeństwa nagle wyskoczyć z szafy z informacją „jestem transwestytą”?
To jest indywidualna potrzeba. Jeśli ktoś myśli, że nie powiedział przez 20 lat i tym samym żona go nie zna do końca, i ma potrzebę podzielenia się tą swoją prawdą, to trzeba by rozważyć, jakie konsekwencje miałoby dać takie ujawnienie. Co by to zmieniło w związku, czy on by był gotowy to przepracować, wytrzymać, zrozumieć żonę – jej rozterki i niepewność. Bo trudno powiedzieć, czy trzeba, czy nie trzeba – istnieją różne związki i różne układy. Jeżeli jest to ważny aspekt naszej osobowości i mamy silną potrzebę powiedzenia, to powinniśmy przemyśleć jak to zrobić, żeby było bezpieczne dla żony i dla rodziny.
Gdyby ktoś przyszedł do mnie z takim problemem i jeśli zdecydowałby się nie mówić partnerce, starałabym się dowiedzieć, czy w ogóle ma jakieś wsparcie, czy jest sam ze swoim problemem. Jeżeli tak – dobrze by było, żeby nawiązał jakieś kontakty i nie zadręczał się w samotności.
Załóżmy, że taka sytuacja się już zdarzyła. I teraz oboje przeżywają dramat. On w geście desperacji chce ją zaciągnąć do psychologa, żeby autorytet jej wytłumaczył, że mąż nie jest chory ani zboczony, ale partnerka za nic nie chce na to przystać. Czy mimo wszystko walczyć o wizytę?
Zanim zaczniemy walczyć o wizytę, należy poczekać aż partnerka ochłonie, przemyśli to, można podrzucić jej jakąś literaturę, żeby poczytała, przetrawiła to. I w pewnym momencie będzie gotowa na wizytę.
Wiele osób boi się porad specjalistów, bo sądzi, że usłyszy coś nieodwracalnego. Te osoby wiedzą, że czegoś nie da się zmienić, ale nie chcą tego usłyszeć. Psycholog pozbawia je resztki nadziei, że „może się zmieni” i już nie można się oszukiwać. Wizyta jest dobrym pomysłem, ale kiedy partnerka będzie na to gotowa.
Załóżmy, że minęło półtora roku, a ona wciąż nie wykazuje ochoty, żeby pójść z nim do psychologa.
Można przestać mówić o psychologu i przestać przedstawiać sprawę jako „ja jestem transwestytą i to nie jest nic złego, zaakceptuj mnie”. W takiej sytuacji – być może należałoby umożliwić partnerce wyrażenie jej emocji. Porozmawiać o tym, jaka miałaby być jej rola, czy miałaby się zmienić., czy miałaby być bardziej „mężczyzną”.
Są razem 10 lat i w sumie to nie wiadomo, jak teraz między nimi jest. Bo ona pozwala mu ubierać się, w co on chce, pod warunkiem, że będzie mogła robić coś równie „zepsutego” – być rozrzutną, palić papierosy, całe dnie spędzać przy komputerze… Ale nie chce o tym mówić, nie chce tego zauważać.
Być może ona teraz myśli – jak to jest, że ja z kimś tyle byłam i nie zauważyłam, że on jest transwestytą? Czy mnie oszukiwał? Czy jest godny zaufania? Tyle zainwestowałam w ten związek i co teraz? Przecież go kocham. Ale jak mogę coś takiego zaakceptować? Co powie moja rodzina, co powiedzą inni? Odbywa się wnikliwa analiza każdej sfery życia. Każda osoba trans wie, ile trwało to, by w końcu siebie zaakceptować. Podobną sytuację przeżywa partnerka.
Poszła do psychologa i usłyszała, że mąż jest zdrowy psychicznie i to tylko transwestytyzm, ale nigdy mu nie przejdzie. Usłyszała, ale nie przyjęła tego do siebie. Co dalej?
Ukoić emocje i czekać.
Można by również spróbować powiedzieć partnerce „Jesteś dla mnie bardzo ważna, kocham cię, nasz związek jest wspaniały, ale jestem osobą, jaką jestem. Poczekam na twoją decyzję, ale daję ci ultimatum – rok.”
To znaczy – daję ci rok na to, abyś mnie zaakceptowała?
Na przykład. „Chcę poukładać swoje życie ze sobą, z tobą i daję nam rok na zmiany. Bardzo cię kocham, ale ważne jest dla mnie też moje szczęście.”
Jeszcze inna sytuacja – ona, akceptująca, a przynajmniej tolerująca, idzie do psychologa poukładać swoje, wymykające się spod kontroli, życie. Opowiada także o swoim partnerze, z którym się ściera, a także o jego transwestytyzmie, który ją czasem irytuje. A psycholog słucha, słucha i konkluduje: „No, ale skoro on jest transwestytą, to po co pani z nim w ogóle jest?”. I co wtedy?
W takiej sytuacji od razu trzeba wyjść od tego kogoś. To pytanie jest nieetyczne.
Ewentualnie partnerka może zaznaczyć, że przyszła tutaj nie w sprawie męża czy partnera, ale w swojej i dla niej to nie transwestytyzm jest głównym problemem.
Czy terapia par może być remedium na pełne spięć życie rodzinne? On nie zmywa i nie sprząta, ona marudzi na jego sukienki, seksu nie uprawiają, bo ona by chciała mężczyzny, a on z kolei woli to robić „po kobiecemu” – cokolwiek by to miało znaczyć. Czy specjalista – psycholog, seksuolog im pomoże?
Każdy specjalista pomoże im tylko na tyle, na ile oni będą chcieli dojść do jakiegoś kompromisu i wspólnych decyzji, od tego, czy każde z nich będzie chciało coś od siebie dać. Jeśli chcą się zmieniać – to terapia par ułatwi odbudowanie porozumienia. Psycholog, seksuolog będzie mediatorem, będzie zwierciadłem, w którym ta para będzie mogła dostrzec siebie. Poprzez odbicie wizerunku, będą mogli zobaczyć siebie i swoje schematy. Psycholog podejdzie do nich obiektywnie, nie będzie oceniał, nie będzie faworyzował żadnej ze stron.
Z Dorotą Hędzelek rozmawiała Voca
http://partnerki.transfuzja.org/(..)o_pomocy_psychologicznej_dla_osob_trans.htm
Transseksualiści przerywają milczenie
Rozmowa z Anną Grodzką i Wiktorem Dynarskim z Fundacji Trans-Fuzja, działającej na rzecz osób transpłciowych
Transseksualiści i transwestyci domagają się tolerancji i poszanowania praw mniejszości. Uważają, że mężczyzna w pełnym makijażu i sukience nie powinien budzić niczyjego zdziwienia na ulicy.
Chcą wprowadzenie specjalnych legitymacji dla osób transpłciowych i przywrócenia pełnej refundacji operacji zmiany płci. Wierzą, że postępując podobnie jak homoseksualiści, za kilka lat wywalczą sobie miejsce w polskiej rzeczywistości.
Kto jest osoba transpłciowa?
Anna Grodzka: To najczęściej transseksualista lub transwestyta. Nie należy mylić tych pojęć, a tak niestety często się dzieje. Transseksualista czuje silną rozbieżność między psychicznym poczuciem płci, a biologiczną budową ciała i społeczną rolą płciową. Dlatego chce zmienić swoje ciało tak, by odpowiadało odczuwanej przez niego płci. Natomiast transwestyta tylko czasowo identyfikuje się z płcią przeciwną: ubiera właściwe dla niej stroje, zachowuje się w określony sposób.
Wiktor Dynarski: Co ważne: wiele osób w Polsce uważa, że transseksualizm to jakaś dewiacja seksualna. Bzdura. Osoby transpłciowe mają problem z własną tożsamością płciową, a nie ze swoją seksualnością.
Transwestyta nie ubiera kobiecej bielizny w celu osiągnięcia większego podniecenia?
A.G: Wtedy mamy do czynienia z transwestytyzmem fetyszystycznym, który polega na potrzebie noszenia ubrań płci przeciwnej po to, by osiągnąć podniecenie seksualne. Natomiast tzw. transwestytyzm o typie podwójnej roli polega na niepełnej akceptacji swojej płci. Taki transwestyta przebiera się w odzież płci przeciwnej, by cieszyć się z chwilowego odczuwania przynależności do tej płci. Dlatego np. do pracy idzie ubrany jak mężczyzna, a po pracy wskakuje w damskie ciuchy. To nie ma wiele wspólnego z erotyką, seksem.
Dla postronnego obserwatora te dwa typy transwestytyzmu niczym się nie różnią. Przecież tylko sam zainteresowany wie, w jakim celu ubiera pończochy i szpilki.
A.G: Fetyszyści transwestytyczni raczej nie mają powodu do przyjmowania publicznie roli płciowej kobiety. Mówię o mężczyznach, bo nie ma prawie żadnych danych dotyczących transwestytyzmu u kobiet. Uważamy, że mężczyzna, który robi sobie makijaż i wkłada sukienkę, ma pełne prawo wyjść tak ubrany do sklepu lub kawiarni, nie budząc niczyjego zdziwienia czy oburzenia. Takich osób jest naprawdę sporo. Ich prawo do ekspresji własnego „ja” powinno być szanowane.
W.D: Poza tym osoby transpłciowe to nie tylko transseksualiści i transwestyci. To także transgenderyści, a wśród nich np. agenderyści i bigenderyści.
Czyli?
W.D: Agenderysta nie identyfikuje się z żadną płcią. Bigenderysta czuje się i mężczyzną, i kobietą.
Płeć biologiczna nie ma tu żadnego znaczenia?
W.D: W przypadku tych osób płeć biologiczna nie jest do końca spójna z ich poczuciem tożsamości płciowej. Bigenderyzm i agenderyzm wcale nie są rzadkimi zjawiskami. Tyle że wcześniej nikt nie mówił w Polsce o osobach transpłciowych. My mówimy wyraźnie: płeć nie jest dwubiegunowa. To wieloaspektowe zjawisko.
A.G: Istnieją oczywiście stuprocentowi mężczyźni i stuprocentowe kobiety. I są większością. Obok nich istnieje jednak mniejszość, która nie wpisuje się w powszechną dychotomię płci. Ta mniejszość chce być słyszalna i domaga się, by instytucje demokratycznego państwa rozumiały jej problemy i potrzeby.
Zanim przejdziemy do potrzeb osób transpłciowych… Nie mogę jakoś poradzić sobie z agenderystami i bigenderystami. Agenderysta mimo że w dowodzie ma wpisane Jan Kowalski i posiada męskie narządy płciowe może czuć się osobą postpłciową lub reprezentantem jakiejś „trzeciej płci”, a bigenderysta Anna Nowak w dni parzyste może czuć się, zachowywać i ubierać jak kobieta, a w nieparzyste jak mężczyzna?
W.D: Nie wiem dokładnie, jak pojmują swoją płciowość bigenderyści i agenderyści, bo jestem transseksualistą. Wiem jednak na pewno, że każdy ma prawo do manifestowania swojej tożsamości płciowej. Pewne osoby, z przyczyn zupełnie od nich niezależnych, nie czują się dobrze ze swoją „zastaną” płciowością i jej następstwami w postaci tożsamości prawnej czy społecznej. Nie u każdego płeć biologiczna odpowiada płci psychicznej.
Fundacja Trans-Fuzja proponuje wprowadzenie specjalnych legitymacji dla osób transpłciowych. Legitymacje zawierałyby podwójne zdjęcia i miałyby być honorowane przez instytucje państwa. Wasz wniosek trafi wkrótce do MSWiA. Do czego potrzebne są takie legitymacje?
A.G: By nikt na poczcie, u lekarza, w banku, w komisji wyborczej i w tysiącu innych miejsc, w których trzeba czasem pokazać dowód osobisty, nie dziwił się, dlaczego na zdjęciu wyglądam zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Mieliśmy mnóstwo sygnałów, że policjanci drogówki czy kontrolerzy biletów w metrze mają kłopot, gdy dane zapisane w dowodzie nie zgadzają im się z tym, co widzą na własne oczy. Taka legitymacja rozwiałaby wszelkie wątpliwości.
Transseksualiści mogą przecież w Polsce zmienić płeć prawną.
A.G: Tak, ale to długotrwały proces. Decyduje o tym sąd, a wiadomo, jak szybko działają nasze sądy. Poza tym, żeby sąd orzekł zmianę płci, w organizmie muszą już zajść „nieodwracalne zmiany”. To warunek konieczny. Wcześniej trzeba więc rozpocząć leczenie. Dla transseksualistów zmieniających płeć z męskiej na żeńską oznacza to przyjmowanie hormonów, od których rosną piersi, zanika owłosienie ciała i w pewnym stopniu zarost. Jeśli ktoś w dodatku jest umalowany i ubrany jak kobieta, to policjant drogówki rzeczywiście może zdziwić się, że taka osoba posługuje się dowodem osobistym mężczyzny. Mnie z trudem przechodzi to przez gardło, ale prawnie wciąż jestem facetem.
W.D: A ja kobietą. Czy ja wyglądam jak kobieta?
Raczej nie.
W.D: Jestem po leczeniu hormonalnym i mastektomii [usunięcie piersi – przyp. red.]. Ciągle jednak czekam na decyzję sądu. Dla ludzi takich jak my legitymacje byłyby wielkim ułatwieniem.
A.G: Idę gdzieś ubrana jak kobieta, pokazuję dokument i wtedy się zaczyna: na całą salę, żeby wszyscy słyszeli – o, przyszedł pan taki i taki. To nagminne. Gdy ktoś odkrywa, że nie jestem takiej płci, jakiej wizerunek stwarzam, od razu pojawiają się ironiczne uśmiechy, komentarze.
Tego problemu legitymacja raczej nie rozwiąże.
A.G: Legitymacja nie zastąpi braku wiedzy i tolerancji, ale da szansę uniknąć upokarzającego tłumaczenia i wyjaśniania, kim się tak naprawdę jest – bo będzie to tam napisane.
Rozumiem, że legitymacja z podwójnym zdjęciem mogłaby być potrzebna transseksualistom na czas procesu zmiany płci. Po co jednak legitymacja transwestytom i wszystkim innym osobom, które nie zamierzają trwale zmieniać płci?
A.G: Z tych samych powodów. By ułatwić im życie. Po to, by nikt nie dziwił się, że widzi osobę ubraną jak kobieta, podczas gdy w dowodzie osobistym jest napisane, że to mężczyzna.
To nie za daleko idący postulat? Czy transwestyta, agenderysta czy bigenderysta nie może udając się do komisji wyborczej czy urzędu zrezygnować na chwilę z manifestowania swojej psychicznie odczuwanej płci i wyglądać zgodnie ze swoją płcią biologiczną i prawną?
A.G: A dlaczego w demokratycznym społeczeństwie, które powinno szanować prawa mniejszości, miałby to robić? Dlaczego ma walczyć ze swoim „ja”? Przecież osoba transpłciowa dąży do tego, by wejść w rolę płci przeciwnej. I żeby wejść w tę rolę wychodzi na ulicę, idzie do sklepu, do banku. Chce poczuć się i funkcjonować w obranej przez siebie roli. Każdy ma prawo w pełni manifestować swoją osobowość wyglądem czy strojem.
Załóżmy, że za tydzień stwierdzę, że zmienia się moja identyfikacja płciowa. Uznam, że nie mogę dłużej żyć w roli heteroseksualnego mężczyzny i na jakiś czas stanę się biseksualnym bigenderystą. Ot tak, dla kaprysu i zintensyfikowania wrażeń. Zrobię sobie makijaż, ubiorę pończochy, buty na obcasie, sukienkę. Dostanę legitymację osoby transpłciowej?
A.G: Jeżeli miałoby to panu poprawić komfort życia, to oczywiście, że tak.
Ale przecież w takim przypadku mamy do czynienia tylko i wyłącznie z zabawą i naruszaniem normy kulturowej, która przewiduje, że mężczyźni chodzą po ulicach w spodniach i bez kobiecego makijażu.
W.D: Transpłciowość to przecież nic innego jak przekraczania norm związanych z płcią. Gdyby zdecydował się pan na czasową redefinicję swojej roli płciowej, to można by pana określić jako transgenderystę – osobę, której prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.
A.G: Wspomniał pan o normach kulturowych. Z każdą normą można dyskutować. Chcemy to robić, bo norma to konwencja. Podlega zmianie i redefinicji. Niestety, w Polsce osobom pozanormatywnym żyje się niełatwo. Budzą zdziwienie, czasem agresję. Niekiedy przez lata ukrywają swoją transpłciowość, walcząc ze swoją psychiką. Boją się, że zostaną napiętnowane.
Państwo się nie boicie?
W.D: Nie boimy się, bo chcemy głośno mówić o istnieniu osób transpłciowych. Walczyć z obyczajem, który widzi tylko kobiety i mężczyzn.
A.G: Nam łatwiej publicznie o tym mówić, bo transseksualny coming out mamy już dawno za sobą.
Trudno było?
W.D: Najpierw trzeba przyznać się przed sobą samym, że dłużej już nie można żyć w nie swoim ciele. Dopiero potem przychodzi czas, by poinformować o tym otoczenie. Najbliższej rodzinie powiedziałem, że jestem Wiktorem trzy lata temu. Potem przyjaciołom, znajomym. Bardzo rzadko spotykałem się z niechęcią. Czasami było to zdziwienie, częściej aprobata. Jedyną osobą z rodziny, która ma problem z moim nowym wizerunkiem, jest babcia.
Pan studiuje?
W.D: Tak, jestem na trzecim roku polonistyki. Zacząłem przyjmować testosteron w przerwie między semestrami. Zmiany nastąpiły szybko. Na pierwsze zajęcia w nowym semestrze przyszedłem już z brodą. Konsternacja była, ale nie szok.
A.G: Ja nie mam aż tak dobrych doświadczeń. Ale daję sobie radę i mimo różnych problemów czuję się wreszcie sobą i jestem szczęśliwa. Ja już w wieku 11 lat nazwałam się Anią. Interesowało mnie życie i zabawy koleżanek, natomiast kompletnie nie obchodziły mnie zajęcia chłopców. Próbowałam jednak wtłoczyć się w oczekiwaną przez otoczenie rolę płciową. W czasie, kiedy dojrzewałam, sama nie wiedziałam, dlaczego nie akceptuję swojej roli i wizerunku chłopca. To było 40 lat temu. Zawarłam związek małżeński. Kochałam swoją żonę. Wobec braku alternatyw próbowałam żyć jak mężczyzna. Jak się okazało, było to możliwe tylko do czasu. W wieku dwudziestu kilku lat przeszłam proces diagnozy. Wtedy już byłam pewna, że jestem transseksualistką.
Co wtedy się stało?
Żona zażądała rozwodu. Ale mieliśmy małe dziecko, bardzo kochałam ich oboje. Ania nie mogła więc istnieć. Decyzję o zmianie płci podjęłam dopiero trzy lata temu, kiedy odeszła ode mnie żona, a syn był już dorosły. Miałam już pięćdziesiąt parę lat, ale postanowiłam wreszcie stać się osobą, którą pragnęłam być od dziecka. Niestety: życie zawodowe, w którym radziłam sobie jako mężczyzna bardzo dobrze, posypało się. Trzeba to wszystko ułożyć na nowo.
Na szczęście mam świetne relacje z synem. Mam w nim wsparcie. Mogło być gorzej, bo znam tragiczne przypadki osób, którym proces zmiany płci oraz ujawnienie tego faktu przed otoczeniem złamały życie. Ludzie nieraz kończyli w skrajnej biedzie. Zmiana płci jest tylko dla odważnych i zdeterminowanych. To długi i bardzo trudny proces.
Jego ostatnim etapem jest operacja chirurgiczna prowadząca do ukształtowania nowych narządów płciowych. Zdecydujecie się na ten zabieg?
A.G: Operacja na genitaliach nie jest koniecznym warunkiem zmiany płci. Wiele transseksualnych osób do niej nie przystępuje: uważają, że nie będą prowadzić już życia seksualnego, mają przeciwwskazania medyczne, nie stać ich. Ja – jeśli tylko będę mieć możliwość – zdecyduję się na interwencją chirurgiczną. Chciałabym mieć bardziej kobiecą twarz i bez chirurga plastycznego się nie obędzie. Kolejnym etapem będzie operacja na genitaliach. Akurat ta z technicznego punktu widzenia jest łatwiejsza w przypadku zamiany mężczyzny na kobietę niż odwrotnie.
W.D: Również chcę przystąpić do kolejnych etapów zmiany płci. Druga operacja w moim przypadku będzie polegała na usunięciu macicy wraz z przydatkami. To ważne dla zdrowia. Moje gonady produkują żeńskie hormony płciowe i jednocześnie przyjmuję duże dawki testosteronu. Mam w organizmie burzę hormonalną. Wątroba źle to znosi. Do trzeciego etapu też przystąpię, ale na pewno nie w Polsce.
Dlaczego?
W.D: Efekty zabiegów przeprowadzanych w naszym kraju są fatalne. Po takim zabiegu nie jest możliwe ani oddawanie moczu, ani satysfakcjonujące współżycie. Uzyskuje się tylko kiepski ersatz penisa.
Za granicą jest lepiej?
W.D: Zdecydowanie. Za granicą stosuje się techniki, które pozwalają uzyskać o wiele lepszy efekt. Po takiej operacji można czuć się, wyglądać i funkcjonować jak mężczyzna.
Czy mogę zapytać, jaka jest Pana orientacja seksualna?
W.D: Jestem biseksualny. Zawsze tak było. Mam dziewczynę, która w pełni akceptuje to, co robię. Mam w niej wsparcie.
A.G: Gdy ludzie się kochają, to nie jest ważne, co mają między nogami. Mogą sobie dawać przyjemność na tysiąc różnych sposobów.
Pani również jest biseksualna?
A.G: Nie wiem. Do tej pory miałam – jeszcze jako mężczyzna – kontakty tylko z kobietami. Nie mogę jednak obiecać, że tak będzie zawsze.
Jednym z postulatów „Trans-Fuzji” jest wprowadzenie refundacji kosztów zmiany płci. To drogie zabiegi?
A.G: Bardzo. Teraz tylko częściowo refundowane są hormony. Współczesna medycyna uznaje transseksualizm za chorobę, a transseksualisty nie da się wyleczyć inaczej, jak doprowadzić do spójności płci biologicznej z psychologiczną. Jesteśmy jednak realistami: państwo na pewno nie będzie płacić za operacje plastyczne twarzy czy usunięcie jabłka Adama. Chcielibyśmy, by refundowane były koszty ostatniego zabiegu, czyli operacji na genitaliach. Tak było do końca lat 90. Uformowanie żeńskich narządów w kraju kosztuje do 10 tys. zł.
W.D: Natomiast koszt całkowitej korekty płci z żeńskiej na męską może zmieścić się w 20 tys. zł. Za granicą trzeba liczyć się z wydatkiem nawet kilkunastu tys. euro.
Szacowaliście, ile pieniędzy musiałby wydać NFZ na operacje transseksualistów?
A.G: Nie, bo nie ma wiarygodnych danych na temat liczby transseksualistów w Polsce.
W.D: Statystyki światowe też są rozbieżne. Najczęściej podaje się, że jeden „transmężczyzna” (biologiczna kobieta) zdarza się na ok. 100 tys. urodzin, a jedna „transkobieta” (biologiczny mężczyzna) przypada na ok. 30 tys.
Całkiem sporo.
A.G: Prawda? Nawet jeśli te statystyki nie odpowiadają do końca polskiej rzeczywistości, to wiemy przecież, że grupa osób transpłciowych w naszym kraju jest na tyle duża, że jej głos powinien być słyszalny w debacie publicznej. Na razie jesteśmy niewidzialni, ale homoseksualiści też bardzo długo byli niewidzialni. Wywalczyli jednak swoje miejsce w polskiej rzeczywistości. Nikogo nie szokują, a ustawodawstwa wielu krajów europejskich zabezpieczają ich prawa. W Polsce też tak będzie. My chcemy przejść drogę, którą przed nami przeszli homoseksualiści.
W.D: Dychotomia płciowa jest bardzo silnie utrwaloną normą kulturową. Jednak jeśli temat osób transpłciowych zacznie być przedstawiany rzeczowo i bez emocji, społeczeństwo oswoi się z nim i po pewnym czasie stanie się obojętny. Przestaniemy wzbudzać sensację.
Kiedy to się stanie?
A.G: Ja chyba nie dożyję tego momentu. Może Wiktor doczeka.
W.D: Na pewno czeka nas daleka droga.
http://wiadomosci.onet.pl/1556721,2677,1,kioskart.html


