20
March , 2010
Saturday

Rodzina jest najbardziej podstawową formą współbycia w społeczeństwie, obok małżeństwa, kohabitacji i konkubinatu. Antropologia dookreśla ...
20 listopada Międzynarodowy Dzień Pamięci Osób Transpłciowych Ku Pamięci Osób Transpłciowych które stały się  ofiarami przemocy ze względu na ...
Dostępny jest już wrześniowo-październikowy numer “Repliki". Na okładce Tomasz Tyndyk. Gwiazda TR Warszawa opowiada o ...
Kiedy byłam mała - byłam chłopcem. Tak mi mówiła mama. Tak mówiły mi moje duże okrągłe ...
II. Yaoi i shonen-ai Mangi shonen- ai i yaoi wywodzą się z mang shoujo skierowanych ...
Przed nami pół roku ciężkiej pracy. W lipcu o tej porze będziemy już mieli EuroPride. ...
Są i inne niedogodności jak np. to,  że w wieku 30 lat, przez leczenie hormonalne, ...
Metropolia bez miłości jest jak reklamowa papka bez sensu, jak wino bez alkoholu albo chleb ...
Nie lubię skrajności. Żadnych. Kościół też ich nie lubi. Jednak moje podejście oraz stanowisko Kościoła ...
Pierwsze na świecie gejowskie i lesbijskie pary żyjące w legalnych związkach będą w przyszłym roku ...

Archiwum dla kategorii ‘Twoim zdaniem’

Rzeczpospolita vs. Nasz Dziennik 63:41

Autor Monika admin Czaplicka Luty - 7 - 2010 1 komentarzy

Kampania Przeciw Homofobii opublikowała „Raport o homofobicznej mowie nienawiści”, w którym uwzględniła publikacje dotyczące środowiska LGBTQ (lesbijek, gejów, osób biseksualnych, trans płciowych i queer), które ukazujące je w negatywnym świetle i operujące  tzw. „hate-speech” (mową nienawiści).

pinkwatch.plPorównując te dane z poprzednimi latami możemy zauważyć, że największa zmiana zaszła w „Rzeczpospolitej”.  Drukując 63. artykuły, zdetronizowała pod względem homofobii „Nasz Dziennik” z 41 publikacjami. W „Rzepie”, gdzie specjalistą w dziedzinie psychoorientacji seksualnej i religii został Jan Pospieszalski, możemy między innymi przeczytać, że nie można być czynnym homoseksualistą i chrześcijaninem. Mówi o tym i Biblia i Katechizm Kościoła katolickiego. Prawdziwy chrześcijanin, który odkrywa w sobie słabość homoseksualną, powinien zdobyć się na wysiłek walki z nim.

O ile gwałtowny skręt w prawo „Rzeczpospolitej” może dziwić, o tyle nienawiść siana przez „Nasz Dziennik” jest już stałym elementem polityki gazety. Wykrywanie „propagandy homoseksualnej”, spisków przeciw rodzinie i Polsce oraz walka z „nierządem” stanowi, dla redakcji, trzon wszystkich publikacji na temat osób nie-heteronormatywnych.

Raport ma pokazać, jak debata publiczna oraz media przesiąknięte są homofobią. Jest to pierwszy tego typu opis sytuacji społecznej w Polsce. Kontynuacją tego projektu jest stworzenie portalu Pinkwatch.pl, na którym zbierane są wypowiedzi znanych osób na temat LGBTQ.

„Różowy patrol” powstał na początku października i ma stanowić bazę, z której będą korzystać dziennikarze, studenci, aktywiści, a także każdy, kto będzie szukał jakiś informacji o wypowiedziach cele brytów o „środowisku”. Zapraszamy również do dodawania swoich znalezisk. Im więcej cytatów, tym lepiej. Piętnujmy mowę nienawiści. Pokazujmy, że homofobia, na poziomie języka, istnieje, jest żywa i, co gorsze, rozprzestrzenia się i brutalizuje. Naszym sloganem jest: „Słowa nie rzucane na wiatr”.  Zademonstrujmy, że nie można nas bezkarnie obrażać. Nie dajmy się dyskryminować werbalnie.

Oczywiście kolekcjonujemy również pozytywne wypowiedzi. Wiele sławnych i mądrych osób nas wspiera – pamiętajmy o tym. Zapraszamy na www.pinkwatch.pl

10 powodów dlaczego warto zakazać homoseksualizmu

Autor Monika admin Czaplicka Grudzień - 22 - 2009 6 komentarzy

Oto kilka powodów dlaczego warto zakazać homoseksualizmu:

  1. Homoseksualność jest nienaturalna. Tak samo jak soczewki, plastik i antykoncepcja. Trzeba ich zabronić.
  2. Religia nie popiera małżeństw homoseksualnych. Mamy teokrację, która narzuca wartości jednej religii na wszystkich obywateli, prawda? Dlatego mamy tylko jedną religię. W końcu 95% społeczeństwa jest Katolikami, a większość ma zawsze rację.
  3. Małżeństwa jednopłciowe są  zagładą naszego świata. Nie mogą mieć potomstwa, więc nie będzie kolejnych pokoleń. Tolerancja dla homoseksualnych związków doprowadzi nas na krawędź egzystencji. Dlatego ludzie bezpłodni i starsi nie mogą brać ślubów. Również księża i zakonnice stanowią realne zagrożenie dla społeczeństwa. Świat potrzebuje dzieci!
  4. Propaganda homoseksualna powoduje, że dzieci (i nie tylko) stają się gejami i lesbijkami. Tak samo jak przebywanie z idiotami powoduje, że głupiejesz. Dowody naukowe potwierdzają, że to choroba zakaźna drogą kropelkową.
  5. Adopcja par homoseksualnych uderza w podstawy życia społecznego! Dzieci homoseksualistów stają się w dorosłym życiu homoseksualne. Tak samo jak heteroseksualiści wychowują tylko heteroseksualne dzieci.
  6. Małżeństwa homoseksualistów są po prostu dziwne. Są groźbą dla tradycyjnej rodziny! Tak samo jak małżeństwa międzyrasowe, mezalianse i zupki w proszku. Je też trzeba zakazać!
  7. Bez odpowiednich wzorców: męskiego i kobiecego, dzieci nie są w stanie wyrosnąć na zdrowych i normalnych obywateli. Dlatego samotni rodzice nie mają prawa wychowywać dzieci. Również wszystkim parom, które nie spełniają odpowiednio tego warunku zabiera się możliwość opieki.
  8. Większość Polaków (85%) uważa, że małżeństwa homoseksualne nie powinny być zalegalizowane. To co jest popularne jest zawsze słuszne.
  9. Żyjemy w wolnym kraju. Mamy prawo iść gdzie chcemy, robić co chcemy, więc możemy zabronić dwóm kochającym się osobom zalegalizować ich związek.
  10. Gejom i lesbijkom nie należą się żadne prawa. Każde prawo ponad to, które jest to specjalny przywilej. Tak samo jak becikowe, parytety i zakaz dyskryminacji ze względu na płeć, wiek, rasę czy sprawność fizyczną. Wszyscy równi wobec prawa!

Żyjemy na tym samym świecie.

Autor Sznyta Grudzień - 18 - 2009 2 komentarzy

Żyjemy na tym samym świecie.

JA

potrzebuje Twojego wsparcia!

Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu.

„..W 2008 roku seksuolog Li Yinhe  przeprowadziła ogólne badanie stosunku chińskiego społeczeństwa do gejów i lesbijek. 91% respondentów było zdania, że homoseksualiści powinni mieć równe heteroseksualistom prawa na polu zatrudnienia, przy czym 81% ankietowanych zgodziło się, że homo i hetero TO TACY SAMI LUDZIE…”  ( frag. z http://homikus.pl/2009/02/25/homo-chiny-dzisiaj/)

Takim wstępem, rozpoczynam moje podziękowania. Dla Ciebie, tak właśnie Tobie dziękuje, w tej chwili.

DZIĘKUJE CI

Za to, że JESTEŚ.

Za to, że czytasz teraz ten artykuł.

Za to, że widzisz TO –  JA istnieje.

Za to, że nie jesteś  teraz obojętny, bo czytasz mój artykuł.

tęczaZa to, że każdego dnia przechodzisz obok mnie na ulicy i nie czuje się samotna.

Za to, że MAM komu powiedzieć  DZIEŃ DOBRY.

Za to, że MAM komu życzyć  MIŁEGO DNIA.

Za to, że JESTEŚ moim znajomym.
Za to, że CHODZIMY DO TEGO SAMEGO SKLEPU i nie ważne jest teraz, czy to mięsny, spożywczy, monopolowy, czy z ciuchami.

Za to, że pozwalasz mi usiąść  obok siebie w autobusie, kiedy pytam „przepraszam wolne?” lub „ przepraszam mogę usiąść?”

Za to, że mogę się  z Tobą śmiać oglądając kabarety.

Za to, że mogę na CIEBIE LICZYĆ kiedy ktoś będzie chciał zaatakować NASZ kraj.

Za to, że nie rzucasz mnie kamieniami, kiedy walczę o swoje prawa.

Za to, że nie jesteś  obojętny. NIENAWIŚĆ TO TEŻ UCZUCIE. Dziękuje, że nim mnie darzysz to zawsze jakiś start.

Za to, że MOGĘ Z TOBĄ ROZMAWIAĆ chociażby o POGODZIE.

Za to, że INTERESUJESZ SIĘ  MNĄ. Chodź ja nie interesuje się w ogóle Tobą.

Za to, że oglądasz ze MNĄ  te same wiadomości. I w większości przypadków mamy te same problemy. Oboje nie mamy autostrad, peronów na EURO i narzekamy na transport kolei polskich i PKS.

Za to, że NIE WIESZ JAK WYGLĄDAM , a kiedy ktoś by Ci powiedział, że jestem lesbijką  powiedziałbyś, że NIE WYGLĄDAM JAK LESBIJKA. To nie subkultura tu każdy może wyglądać jak chce. Przecież sam to wiesz.

Za to, że JA WIEM JAK WYGLĄDASZ i pozwalasz mi na dowolność słów jakimi operuje.

Za to, że TWOJA CÓRKA albo TWÓJ SYN był moim najlepszym przyjacielem w szkole.kolorki

Za to, że MUSZE PORUSZAĆ  SIĘ PO TYM ŚWIECIE TAK SAMO JAK TY.

Za to, że MAM SWOJE MIASTO A W  NIM SWOICH LUDZI.

Za to, że NIE ZAMKNĄŁEŚ  MNIE W OBOZIE pracy.

Za to, że NIE WYZWAŁEŚ  MNIE KIEDY SZŁAM Z MOJĄ DZIEWCZYNĄ ZA RĘKĘ.

Za to, że NIE PRZESZKADZA CI co z NIĄ robie w łóżku.

Za to, że TYLE RAZY POMOGŁEŚ  MI KIEDY PYTAŁAM CIEBIE O DROGĘ.

Za to, że MOGĘ SIĘ  Z TOBĄ PRZYJAŹNIĆ.

Za to, że MOGĘ CIEBIE PRZEPROSIĆ, A TY PRZEPROSISZ MNIE.

Za to, że każdemu kiedyś  trzeba podziękować za to co DLA NAS ZROBIŁ.

DZIĘKUJE CI ZA WSPARCIE.

DZIĘKUJĘ CI ZA WYSŁUCHANIE MNIE – nie ważne jak i gdzie.

DZIĘKUJĘ CI ZA POMOC JAKĄ MI UDZIELIŁEŚ CZŁOWIEKU.

JA CIEBIE POPRĘ KIEDY BĘDZIESZ TEGO POTRZEBOWAŁ

JA CIEBIE WYSLUCHAM GDY INNI BĘDĄ GŁUSI NA TWÓJ KRZYK.

JA CI POMOGĘ GDY NIKT INNY NIE BĘDZIE CHCIAŁ CI POMÓC.

JESTEM OBOK CIEBIE

ŻYJEMY RAZEM NA TYM ŚWIECIE

MIESZKAMY W TYM SAMYM KRAJU

MIESZKAMY W TYM SAMYM MIEŚCIE

JESTEŚMY I NAUCZMY SIĘ ŻYĆ ZE SOBĄ

PODPISANO :

Twój przyjaciel.

11 sloganów, które obrażają osoby homoseksualne (i są bzdurą)

Autor Monika admin Czaplicka Grudzień - 12 - 2009 14 komentarzy
  1. teatr„Homoseksualizm zagraża porządkowi moralnemu i krajowej infrastrukturze!”  Jak to, co robię w łóżku może oddziaływać na infrastrukturę czy moralność? Cholera.. wiem, że jestem dobra w łóżku, ale bez przesady… Tak czy siak – infrastrukturo! Dzisiaj w nocy damy czadu!
  2. „Niektóre części ciała do siebie nie pasują..” otóż.. uwaga.. pasują! Skąd wiem? Bo gdyby nie pasowały, to ludzie by tego nie robili. Wsadzanie nogi do ucha nigdy się nie uda. Inne rzeczy skoro się udają to.. pasują.
    PS jeśli uważasz, że dwie wystające końcówki (lub dwie dziurki) nie pasują zmartwię cię – robisz to źle..
  3. Język: Heteroseksualność to zawsze masa aktywności, znaczeń i rzeczy, które przez to rozumiemy. Homoseksualność ograniczamy do seksu. Kontrastujemy: heteroseksualną rodzinę i homoseksualny seks; heteroseksualne życie i homoseksualny styl życia; heteroseksualne wartości i tradycje i homoseksualną propagandę i promocję;
  4. „Biblia potępia homoseksualistów!”. NIE! Biblia potępia czyny homoseksualne (nie samych homoseksualistów) tak samo jak np. rozwodników (porównuje ich do cudzołożników, których należy zabijać). Z drugiej strony pochwala moralnie niewolnictwo. Albo bierzemy Stary i Nowy Testament dosłownie ze wszystkim albo nic – wybieranie odpowiednich fragmentów do których się dostosowujemy u mnie nie przejdzie.
  5. „Gdyby wszyscy byli homoseksualistami – nie było by społeczeństwa”. Gdyby wszyscy byli zakonnicami lub księżmi – też nie. Czy potępiamy z tego powodu duchowieństwo?
  6. „Homoseksualizm powoduje AIDS!” Zaskakująco – NIE. AIDS powodowane jest wirusem HIV, którym można zarazić się podczas seksu – zarówno homoseksualnego jak i heteroseksualnego – oraz podczas pewnych czynności z seksem w ogóle nie związanych (np. przez krew).
    PS. Gdyby możliwość zarażenia się AIDS było wyznacznikiem moralności – lesbijki były by numerem 1. Są w najmniejszej grupie ryzyka.
  7. „Homoseksualność jest nienaturalna, ponieważ nie występuje w przyrodzie. Zwierzęta takniech nas zobaczą 3 nie robią!”. A od kiedy zwierzęta są naszym wyznacznikiem moralnym odnośnie seksu? Swoją drogą homoseksualność zaobserwowano u 1500 gatunków zwierząt, a u 500 jest bardzo dobrze udokumentowana. Według naukowców np. wśród żyraf czy bizonów zachowania homoseksualne bywają częstsze od heteroseksualnych.
  8. „Czemu się tak afiszujecie? Ja [z moim chłopakiem (dziewczyną)] nie mówię/my tyle o swojej orientacji, co ty”. Już samo stwierdzenie: ja + moja druga połówka jest „afiszowaniem się” ze swoją seksualnością. Ile to razy osoby heteroseksualne mówią o swoich mężach, żonach, dziewczynach, chłopakach? Obrączki, zdjęcia na biurkach i tysiące innych rzeczy mówi o orientacji. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak często ją ujawniamy.
    Poza tym kto tu się afiszuje? Prawie wszystkie reklamy, filmy, piosenki, ludzie na ulicach, wiersze, książki, sztuki teatralne i co tylko mogę wymyśleć opowiada o heteroseksualności! Jestem nią bombardowana codziennie.
  9. „Niemal każdy pedofil jest homoseksualistą”. Jak dowodzą badania naukowe – 90% pedofilów to heteroseksualni mężczyźni. Niestety argument, że homoseksualistów jest mniej i dlatego jest mniej homoseksualnych pedofilów nie jest prawdziwy, ponieważ nawet przy porównaniu obu grup (mimo, że nie do końca wiadomo ilu gejów jest) nadal niezbicie wychodzi, że więcej pedofilów jest heteroseksualnych. Poza tym nie należy patrzeć na płeć dziecka/dzieci, które wybiera pedofil, a na płeć osób dorosłych z którymi ma kontakty seksualne.
  10. „Geje to sfeminizowani faceci, a lesbijki to zmaskulinizowane kobiety”. Nie znam ani jednego geja z czerwoną torebeczką, ale znam masę kobiet w spodniach – również heteroseksualnych. Czy naprawdę jesteś w stanie odróżnić geja lub lesbijkę na ulicy?
  11. „Nie chcemy homoseksualnej indoktrynacji w szkołach. Sami chcemy decydować czy i kiedy powiemy swojemu dziecku o takich rzeczach”. To po co szkoła? O tym kiedy mówić o budowie nerek też może powinni decydować sami rodzice. A może o komunizmie też – a nuż się dzieciom w głowach poprzewraca?

Słów homofobicznych na niedzielę kilka

Autor homoseksualizm Październik - 14 - 2009 6 komentarzy

Krótka burleska.

Włos nam się na głowie ostatnio zjeżył. Oj, zjeżył się  tak bardzo, że przez chwilę odjęło nam mowę i dech zaparło. Kilka minut więc minąć musiało, zanim wydałyśmy z  siebie głębokie westchnienie i wymieniłyśmy znaczące spojrzenia. Czytaj »

Adwokat diabła komentuje homo-związki

Autor homoseksualizm Październik - 9 - 2009 5 komentarzy

Trwa kampania na rzecz legalizacji związków partnerskich dla par jednopłciowych. Jedną  z najbardziej widocznych inicjatyw w ramach tejże kampanii jest powstała ostatnio strona “Wszyscy Na Tak” (http://www.wszyscy-na-tak.pl), na której można podpisać się pod petycją w rzeczonej sprawie. Wcześniej z podobną petycją wystąpiła Monika Czaplicka (http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=4117). Obydwie petycje odwołują się do gwarantowanych konstytucją praw obywatelskich. Inicjatywa “Wszyscy Na Tak” powołuje się ponadto na “standardy powszechnie przyjęte w Unii” (choć unika szczegółowych propozycji rozwiązań prawnych), natomiast petycja Moniki Czaplickiej podkreśla “dążenie do szczęścia” jako podstawowe prawo człowieka (jest to idea bliska amerykańskiej filozofii polityczno-prawnej).

Jednak czy to wskutek jakiejś zapomnianej traumy z dzieciństwa, czy zbyt wielu przeczytanych książek, zawsze ogarnia mnie niepokój, kiedy spotykam się z retoryką typu “wszyscy ZA”, “cały naród kocha Jolkę”, “jedna racja – nasza racja” itp. Rozumiem “dopingujący” charakter podobnych haseł, próbę zmobilizowania apostołów Sprawy, ale mimo to mój niepokój niezawodnie powraca, czegokolwiek owe hasła by nie dotyczyły. To wcale nie oznacza, że jestem po prostu na NIE, niemniej w obliczu podobnej retoryki lubię odgrywać rolę adwokata diabła, chociażby po to, żeby niejako z kronikarskiego obowiązku odnotować różne punkty widzenia.

love is love is loveW tym przypadku powiem wprost: nie jestem entuzjastą instytucji małżeństwa, ani też “związków partnerskich”, bo w ogóle nie jestem zwolennikiem sankcjonowania / uprzywilejowywania przez państwo takiego lub innego rodzaju związków. Znam też inne osoby, które do homo-związków podchodzą równie sceptycznie. Dążenie do legalizacji związków jednopłciowych jest oczywiście jednym ze strategicznych celów asymilacjonistycznej polityki środowiska LGBT, podczas gdy polityka odmieńcza albo “queerowa” występuje zwykle przeciwko asymilacji i “ujednolicaniu” relacji społecznych i międzyludzkich (patrz np. tutaj). Odmieńcy wcale nie chcą żyć i kochać “tak samo jak wszyscy”, wolą raczej podkreślać różnicę i wielość. Nawet takie kategorie jak “geje” i “lesbijki” często okazują się dla nich za ciasne.

Taka odmieńcza polityka jest (być może z definicji) mniejszościowa, a nawet marginalna, bo przecież nie można ignorować, z wyżyn jakiegoś intelektualnego wyrafinowania, tej ogromnej większości gejów i lesbijek, dla których właśnie asymilacja (w tym również związki partnerskie) jest wymarzonym celem; nie wolno lekceważyć argumentów dotyczących dziedziczenia czy innych praw przysługujących formalnie zarejestrowanym związkom. Bynajmniej nie o wyżyny przeintelektualizowania chodzi, a właśnie o realnie żyjące osoby (jakkolwiek mało widoczne i mało słyszalne), które swoją życiową praktyką nie wpisują się w projekt związków jednopłciowych lub w inne podobne projekty z zakresu polityki asymilacji; osoby, które kwestionują przyjęte przez większość parametry “dobrego życia” i poszerzają zakres możliwych scenariuszy życiowych, a w ogólniejszym sensie – zakres Gay_Couple_from_back_hand_holding_on_CSD_2006_Berlin_-_Make_Love_Not_Warwolności. Bo właściwie dlaczego np. życie “promiskuitywne” miałoby być gorsze (i gorzej traktowane przez państwo), niż życie w stabilnym związku? Od dawna odmieńcy praktykują odmienne formy związków, budują alternatywne wspólnoty; smutne byłoby zredukowanie całego tego bogactwa do jednej formuły rejestrowanego związku partnerskiego. (Warto przy okazji polecić lekturę “Krytyki Politycznej” nr 16-17, zatytułowanej “Jeśli nie monogamia, to co?”.)

Nawet jeśli uznać jakąś formę jednopłciowych związków partnerskich za strategiczny cel, to większość postulatów w tej kwestii pozostaje niezwykle umiarkowana, żeby nie rzec konserwatywna. Dlaczego tak niewiele osób domaga się, aby zmienić konstytucję i zredefiniować małżeństwo jako związek dwóch (a może kilku?) osób, niezależnie od płci? (Warto odnotować, że w serwisie Petycje.pl znalazło się odważne żądanie uznania homoseksualnych MAŁŻEŃSTW, a nie tylko związków, nawet w ramach obowiązującej konstytucji:  http://www.petycje.pl/petycja/4074/malzenstwa_jednoplciowe.html). Dlaczego prawie nie pojawia się żądanie prawa do adopcji dla par homoseksualnych? Jak pokazują badania, większa część środowiska LGBT jest z zasady przeciwna homoadopcji, a inni, którzy teoretycznie byliby za, w imię realpolitik wolą unikać tematu – “przynajmniej na razie”.

Jeśli sztandarowym argumentem tego kierunku aktywizmu społeczno-politycznego jest dążenie do równości wszystkich obywateli, to wysuwane obecnie postulaty (przynajmniej te najbardziej widoczne) pozostają bardzo dalekie od realizacji owego naczelnego celu. Nawet wprowadzenie związków partnerskich dla wszystkich obywateli (także dla par heteroseksualnych) – choć wydaje się najbliższe idei równości – nie zmienia zasadniczo uprzywilejowanej pozycji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny (zwykle, choć niekoniecznie, heteroseksualnych). Nagłaśniane obecnie postulaty brzmią tak, jakby wysuwała je haszkowska Partia Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa.

To dziwne, że tak silne ukierunkowanie polityki LGBT na kwestię legalizacji związków paraprzypada na czas, kiedy coraz więcej osób heteroseksualnych jest coraz bardziej rozczarowana instytucją małżeństwa (o czym można przeczytać np. tutaj). Gdyby istniały odpowiednie badania, bylibyśmy pewnie zaskoczeni procentem małżeństw zawieranych nie z przekonania, lecz ze względów praktycznych. System prawny, a także “prawa rynku”, potrafią skutecznie wymuszać zawieranie małżeństw; niekiedy dotyczy to także osób homoseksualnych, decydujących się zawrzeć “białe małżeństwo”, a w przyszłości może dotyczyć również par jednopłciowych.

Dlaczego zatem, pomimo sprzeciwu wobec polityki asymilacji, skłonny byłbym poprzeć homo-związki i/lub homo-małżeństwa? Oprócz pokornego uznania “woli ludu”, do poparcia takiej zmiany prawnej skłania mnie ogólniejsza filozofia życiowa, która – uznając potrzebę stabilności – stawia przede wszystkim na zmianę jako jedną z najważniejszych zasad życia społecznego i psychicznego. Legalizacja homo-związków może potencjalnie prowadzić do twórczego kryzysu instytucji małżeństwa w ogóle (tak tak, wiem że to woda na młyn różnych terlikopodobnych konserwatystów), może stworzyć nowe parametry życia społecznego. Już otwiera: oto amerykańska organizacja Pro-Polygamy, powołując się na legalizację homo-małżeństw w niektórych stanach USA, rozpoczęła kampanię na rzecz legalizacji poligamii (tutaj). Jeśli popieram (bez entuzjazmu) ideę homo-związków i/lub homo-małżeństw, to nie jako cel sam w sobie, ale jako krok w “inną stronę”, jako nowe otwarcie, jako kolejną próbę “rozszczelniania systemu”.

Sporo hałasu zrobiło się ostatnio wokół dość żałosnego rysunku satyrycznego w trzymanie za ręce“Rzeczpospolitej” z kozą w roli głównej (tutaj). Grupa działaczy LGBT nie podzielająca poczucia humoru autora rysunku (i redakcji Rzepy) potraktowała sprawę bardzo poważnie i, poczuwszy się zniesławiona, postanowiła pozwać dziennik do sądu. Cała akcja, której nadano kryptonim “Nasza Sprawa” (http://www.naszasprawa2.pl), wywołała w środowisku LGBT mieszane uczucia, nie wszyscy przyjęli ją z entuzjazmem. Dystansowałem się powyżej do argumentów typu “nasza racja = jedyna racja”; podobnej argumentacji użył jeden z inicjatorów “Naszej Sprawy”, oskarżając w swoim płomiennym tekście przeciwników akcji o zniewolenie umysłowe i zinternalizowaną homofobię; ta retoryka została jednak szybko zauważona i wytknięta w niektórych komentarzach (http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/blog-abiekt-rzepa-geje-jak-zoofile.phtml). A przecież z odmieńczego punktu widzenia całą sprawę można potraktować zupełnie inaczej: wbrew intencjom autora rysunku, można jego przekaz wykorzystać “na naszą korzyść” i dostrzec w nim metaforę nieprzewidywalnych zmian, do których w przyszłości może prowadzić legalizacja związków jednopłciowych. Nie postuluję, rzecz jasna, dosłownego odczytania tej kiepskiej satyry (czyli walki o legalizację związków zoofilskich); postuluję raczej satyryczne, a przynajmniej subwersywne odczytanie satyry. I owszem, legalizacja homo-związków może w przyszłości prowadzić do dalszych zmian prawnych i społecznych – zmian, które dla konserwatystów (ale nie dla odmieńców) są równoznaczne z “końcem cywilizacji”. Drżyj, konserwo! Już dziś mówi się poważnie o prawach robotów – być może w nie tak odległej przyszłości ustawodawcy będą musieli zmierzyć się z kwestią związków między ludźmi i robotami? A prawa klonów? (“Już chyba całkiem mu odbiło”, pomyśli czytelnik/-czka. “Toż to czystescience fiction!”)

Zdaję sobie sprawę, że moje argumenty nie trafią do większości “zdroworozsądkowych” czytelniczek/-ów, a wręcz mogą im się wydać dziwaczne, wydumane i abstrakcyjne. W demokracji liczy się przede wszystkim arytmetyka, a nie wysublimowane uzasadnienia: liczy się to, czy podpiszę petycję, czy nie; czy nacisnę guzik “za” czy “przeciw”. Mimo to chciałbym, żeby te argumenty zaznaczyły swoją obecność w przestrzeni publicznej. Choćby w imię różnorodności, teraźniejszej i przyszłej.

[Autor podpisał się pod petycją Moniki Czaplickiej oraz pod petycją dostępną na stronie akcji WSZYSCY NA TAK.]

Tomasz Sikora

Mam dosyć ukrywania się!

Autor Sznyta Wrzesień - 2 - 2009 6 komentarzy

Mam dosyć ukrywania się! – wyoutuj się będzie Ci łatwiej w życiu.

Ja nie pracuje dla KGB, CBA, CBŚ, etc… Jestem homoseksualistą, który ma dosyć ukrywania się.

Nie muszę się z resztą ukrywać. Nie mam z czym.

Mam dość :

Udawania, kłamania, oszukiwania wszystkich dookoła.

Po prostu bycia heteryczką, którą od lat nie jestem.

Komu się wyoutowałam :

Ojcu dawno  i siostrze też. Przyjaciołom ze wsi, przyjaciołom z miasta. Niektórym przechodniom w Sopocie głównym, w Łebie, w Jarosławcu, w Słupsku. Niektórym znajomym. Ludziom ze środowiska.

Dlaczego?

* Po prostu skapnęłam się dzięki przyjaciołom z Lamby, KPH i z portalu Homoseksualizm.org.pl, że ta cała szopka heteronarmatywności nie ma sensu. Kłamstwo niesie za sobą kolejne. Można aż zatopić się w tym bagnie, po czym słyszy się od ziomali “ja wiem o Tobie”. I robi się człowiekowi głupio kiedy nie wie co ma powiedzieć.

* Dlatego, że to jest Mój Kraj, mam w Nim takie same prawa jak heterycy. Wolność (ważne jak rozumianą), swobodę (nie ważne jak ograniczoną), nietykalność osobistą (której nie dam znieważyć) i wiele wiele innych przywilejów które mam dzięki Konstytucji RP.

* Możesz mnie nienawidzić lub lubić, ale jedno jest pewne : nie przejdziesz obok mnie obojętnie. Homofobia is so gej!

* Dlatego, że mam dosyć stereotypowego myślenia i kombinowania pt. “chodźmy się tam pocałować, żeby nikt nie zauważył “. Ja z Moją Kobietą (pozdrawiam Skarbie) chcę się całować wszędzie, gdzie mam na to ochotę. W muzeach, w kiblach, na ulicy, w hipermarkecie – powtarzam wszędzie.

* Dlatego, że nie będę szerzyć poglądów sprzecznych z moimi przekonaniami.

* Dlatego, że nawet jeśli moje postrzeganie świata jest sprzeczne z Twoim – to wcale nie oznacza, że jest złe. Jest Moje! Inne.

* Dlatego, że chcę w moim mieście : parad równości, dni milczenia i wypadów branżowych nie polegających na chowaniu się po lasach. Jak dzikusi.

* Dlatego, że mam w sobie odwagę taką jak Ty, albo jakiej Tobie brakuje.
* Dlatego, że należę do społeczności LGBTQ i utożsamiam się z Nim w pełni.
* Dlatego, że chce mieć związek partnerski zawarty w POLSCE, a nie tułać się po obcych krajach. ” Polacy nie gęsi…”
* Dlatego, że chcę mieć dziecko ze swoją kobietą i uważam to za normalne

Uważam siebie za normalnego człowieka.

I mam dosyć takiego sposobu traktowania mnie w społeczeństwie.

Odrzuć wszystkie uprzedzenia.

Jestem człowiekiem.

Mam prawo do tego, żeby żyć jak chcę i gdzie chcę.

Mam prawo.

Zdaj sobie z tego sprawę.

Zdaję sobie codziennie sprawę z tego, że jeszcze nie mam tego co Ty.

I to mnie boli. To mnie razi. To mi przeszkadza żyć!

Nie wolno mi robić takich rzeczy jak Tobie.

A wcale nie jestem intruzem.

Jestem Twoim rodakiem.

Z tą samą historią.

O podobnych zainteresowaniach.

Bywam w tych samych miejscach co Ty.

Ty wyróżniasz mnie z tłumu.

Czasem jednak nie zdajesz sobie sprawy z tego, że istnieje.

Masz wrażenie, że prawa których się domagam są absurdalne.

Dla mnie nie są.

Jeszcze ich NIE MAM!

Ty, tak jak ja, bez nich nie cieszyłbyś się z życia.

Nie cieszyłbyś się.

Tylko złościł.

Też byś oto walczył.

Gdybyś był mną.

Ja walczę, każdego dnia z ludźmi takimi jak Ty.

Mam tego dość.

Mówię starczy tego.

Mówię stop.

Nienawiści.

Homofobii.

Obawom.

Lękom.

Przerażeniu.

Obelgom.

Bluzgom.

Niezrozumieniu.

Podziałom.

I czego jeszcze Ty tam nie wymyślisz.

Pamiętaj, ja nadal uważam siebie za normalnego człowieka.

Pozdrawiam wszystkich mi przychylnych w drodze i w walce o bycie kim jestem.

Diversity

Autor Monika admin Czaplicka Sierpień - 28 - 2009 4 komentarzy

Zdecydowanie różnorodność to nasz atut i nasze przekleństwo. Jesteśmy bardzo różni – od przegiętych różowych księżniczek, przez lesbijskie butch, po charakterystyczne transki w szpilkach i różowych boa z za dużą ilością make-upu. Od zwiewnych femme, przez seksownych gejów, po wyglądających “normalnie” transów.
I każdy pragnie czego innego.
Łączy nas wykluczenie. Łączy nas obecność na marginesie dyskursu społecznego, marginesie życia, marginesie prawa. Dzieli nas prawie wszystko. Mamy inne doświadczenia, mieszkamy w różnych miejscach, prawie nic nas nie integruje. Poza kilkoma literami: “LGBTQ”.
Lesbijki, podwójnie wykluczone – jako kobiety i jako mniejszość seksualna. Geje, czyli Ci, na których skupia się cała homofobia. Biseksualiści – rzekomo niepewni seksualnie i teoretycznie zawsze ostatecznie zakładający hetero-rodziny. Transgenderyści – nie istnieją, przerażają, są myleni. Queer czyli ni pies, ni wydra.
Ale pod każdym z tych słów kryje się konkretna osoba. Ktoś, kto ma imię i nazwisko, rodzinę, doświadczenie życiowe, ktoś na czyje życie wpłynął ważny element: bycie wykluczonym.
Mamy różne potrzeby i problemy. Walczymy o szacunek, zauważenie, mainstream. Musimy schować swoją dumę do kieszeni i walczyć o prawa te, które nas nie dotyczą i te, które nam nie pasują. Ale inni będą walczyć o nasze prawa. Musimy trzymać się razem do czasu, aż osiągniemy sensowny status społeczny. Potem możemy pragnąć niuansów. Na razie ten barwny korowód indywiduów musi stać się jednolitą bryłą.

Nie jest łatwo akceptować odmienność. Ale jeśli my nie będziemy, to jak mamy tego nauczyć innych? Jeśli my nie będziemy tolerować, jak mamy uczyć tolerancji? Jeśli my będziemy sami siebie wykluczali, to dlaczego inni nie mogą wykluczać nas? Następnym razem zanim będziesz narzekać na przegięte cioty, męskie lesby, dziwnych transów lub kogokolwiek innego zastanów się czy nie dyskryminujesz kogoś, z kim jedziesz na jednym wózku. Jeśli my nie będziemy trzymać się razem, to jak mamy walczyć o swoje, słuszne, prawa?

W związku rozmowa jest bardzo ważna 2

Autor Sznyta Sierpień - 26 - 2009 Skomentuj

Druga część wywiadu z Ygą Kostrzewą.

Ja: A co z wiernością? Gdzie ona wtedy jest?

Y.K.: Odpowiem tak: w każdym związku – prędzej czy później – dochodzi do zdrady czy też rozmowy o niej. A jeśli nie dochodzi – to się zdradza albo też związek nie jest szczery, nie rozmawia się o tych sprawach – tak też bywa. Decyzja należy oczywiście do obu stron, jak związek ma wyglądać. Są osoby bardzo monogamiczne, które nie wyobrażają sobie zdrady fizycznej. Są także osoby, dla których seks jest tylko przyjemnością. Według mnie ludzie nie są tak prosto skonstruowani: albo monogamiczni i desperacko wierni albo rozwiąźli. Każdemu może się zdarzyć jakieś zauroczenie, chęć spróbowania czegoś nowego w seksie. Czy w związku z tym należy przekreślić bycie z drugą osobą? Lepiej o tym porozmawiać, dojrzeć do tego, niż od razu zrywać – jak to się często dzieje. Jedno takie zachowanie i kilka lat wspólnego bycia zostaje przekreślone – to trochę nielogiczne. Może tak do końca nie byliśmy / byłyśmy dla siebie… warto sobie ustalić pewne granice, na co się w związku zgadzamy, a na co nie. Zapewniam, że ludzie są jednak elastyczni – często jest to kwestia czasu…

Ja: Mam podobne poglądy na ten temat. Podsumowując można stwierdzić, że rozmowa to podstawa w budowaniu wspólnych relacji partnerskich. Odbiegając totalnie od tematu zapytam, jaka jest Twoja ulubiona forma spędzania wolnego czasu?

Y.K.: Generalnie – robić to, co lubię, realizować swoje hobby. Są to różne rzeczy: czytanie książek, gotowanie, rower, wycieczki, podróże, słuchanie muzyki, korzystanie z kultury szeroko rozumianej… czasem spotkania ze znajomymi, kino.

Ja: Korzystanie z kultury szeroko rozumianej? Co masz na myśli?

Y.K.: Na przykład wystawy uliczne, muzea, wszelkie wydarzenia związane z przestrzenią uliczno-miejską, koncerty, festiwale uliczne, których w Warszawie jest sporo, ale też Parady i Marsze Równości.

Ja: Skoro już nawiązałaś do Parady – dlaczego one są organizowane i co masz z tym przedsięwzięciem wspólnego?

sunY.K.: Paradę wielokrotnie współorganizowałam – w 2004 roku, gdy ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński zabronił nam przemarszu, współorganizowałam Wiec Równości. W kolejnym, 2005 roku wraz z innymi osobami, uczestniczyłam w procesie, który zawiódł nas aż do Strasburga, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sprawę tę znamy jako “Bączkowski i inni przeciwko Polsce” – od tamtej pory nie można już zakazywać Parad ani Marszów Równości. Udało się to wywalczyć. W zeszłym roku chciałam, aby Parada miała bardziej polityczny wydźwięk, stąd pomysł na tworzenie tzw. patykowców lub patyczaków, jak je nazywamy. Chodzi o pokazanie ważnych, politycznych haseł, pod którymi się podpisujemy – aby Parada nie była tylko zabawą, a przede wszystkim taką tubą polityczną, przez którą raz w roku możemy głośno, na ulicy powiedzieć: chcemy równych praw, domagamy się publicznego zajęcia sprawami dyskryminacji i równego traktowania, chcemy ustawy o związkach partnerskich, zmiany przepisów o mowie nienawiści. Od 2004 r. organizowaniem Parady Równości w Warszawie zajmuje się Fundacja Równości, w tym celu powołana. Jestem przewodniczącą Rady Fundacji. Parada jest dość ważnym wydarzeniem na mapie Warszawy i Polski. To największa tego typu manifestacja i jedna z największych w ogóle w Polsce. Pamiętać też musimy, iż za rok, w 2010 odbędzie się EuroParada w Warszawie, podczas której spodziewanych jest ok. 50 tys. gości – będzie więc to pod względem liczebności przedsmak Euro 2012.

Ja: Czy nie wydaje Ci się, że mając tubę polityczną i zabawę razem, to tuba polityczna nie ma swojej mocy i czy chcesz czy nie pozostaje wtedy niezauważona?

Y.K.: Nie wydaje mi się. Parada Równości jest dla wszystkich. Zdecydowanie powinna mieć formułę włączającą każdego, kto popiera nasze postulaty. Można to robić poprzez zabawę i poprzez pokazywanie żądań. Dzięki temu, iż jest kolorowa – pokazują ją w mediach, a organizatorzy czy poszczególne osoby mówią o problemach, co chcieliby zmienić. Marsz Normalności jest pełen haseł politycznych, a mało kto zwraca na niego uwagę – bo jest po prostu nudny.

Ja: Opowiedz też coś o Europaradzie: dlaczego jest taka wyjątkowa?

Y.K.: Jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy odbędzie się w kraju “zza żelaznej kurtyny”, w kraju środkowoeuropejskim. Wciąż wielu Europejczyków nie wie, co dzieje się w krajach na wschód od Niemiec, nie wiedzą jak wygląda tu życie i sprawy LGBTQ. O Polsce zrobiło się głośno, gdy homofobicznie szalała nasza władza – prezydent, rząd na czele z Giertychem. I to był jeden z ważniejszych powodów, dlaczego należy zorganizować u nas Europaradę. Znana jest już data – 17.07.2010, czyli z rocznym wyprzedzeniem, jak nigdy dotąd. Przyjedzie na pewno dziesiątki tysięcy osób, tego się spodziewamy, ma być duży wybór imprez towarzyszących. Bardzo jestem tego ciekawa!

Ja: Kto zajmuje się Paradą Równości? Skąd mają na to pieniądze?

Y.K.: W Warszawie organizacją parady zajmuje się Fundacja Równości. Kieruje nią Tomasz Bączkowski, który pozyskuje środki na działalność z różnych źródeł, głównie zagranicznych. Udział w Paradzie, na zasadzie komercyjnej platformy, też jest płatny. Wszelkie inne pytania proszę kierować do Fundacji.

Ja: Wiele razy chciałaś, żebym zapytała się Ciebie jaki jest Twój stosunek do krwiodawstwa, dlaczego?

Y.K.: Dlatego że ważnym jest promowanie honorowego krwiodawstwa. Krwi brakuje w Polsce permanentnie, a już szczególnie podczas wakacji, gdy zdarza się więcej wypadków. Od kilkunastu lat jestem honorową krwiodawczynią i jestem z tego dumna. Co roku oddaję krew, aby pomóc innym, i nawet żadne straszenie, że krew od osób homoseksualnych jest gorsza nie spowodowało tego, że przerwałam ten dobry zwyczaj. Moja krew jest za każdym razem surowo badana i okazuje się, iż zawsze była zdrowa, aby móc się nią podzielić z potrzebującymi. Wiem, iż honorowym krwiodawcą jest też Robert Biedroń – uważam to za bardzo dobry społecznie nawyk, który jest symbolicznym oddaniem cząstki siebie dla drugiego człowieka – i jakie to chrześcijańskie!

Ja: Dziękuję Ci za wywiad i mam nadzieję, że to nie ostatni jakiego nam udzieliłaś.

W związku rozmowa jest bardzo ważna 1

Autor Sznyta Sierpień - 21 - 2009 1 komentarzy

Rozmowa z Ygą Kostrzewą – z cyklu o wszystkim i o niczym – czyli jaki światopogląd na życie ma rzeczniczka Lambdy.

Ja: Twoje motto życiowe to „Carpe diem”. W życiu borykałaś się z poważnymi problemami i licznymi wyzwaniami. Z czym teraz usiłuje się zmierzyć Yga Kostrzewa? I jak zamierza to osiągnąć?

Yga Kostrzewa: To pytanie bardzo ogólne – mam bardzo wiele pomysłów na różne akcje, artykuły, projekty z dziedziny LGBTQ, ale nie wystarcza mi czasu, czasem pomysłu albo dodatkowych rąk do pracy, aby je zrealizować. Na pewno muszę jak najszybciej napisać pracę końcową na moje studia podyplomowe Gender Studies. W planach kolejne rzeczy, także przygotowania do EuroPride 2010. Mam też wyzwanie w życiu prywatnym, związane z pewnymi technicznymi rzeczami, ale to spore wyzwanie i muszę temu poświęcić trochę czasu.

Ja: Co skłoniło Cię do wzięcia udziału w filmie pt. „Polski coming out”? Osobiście widziałam pilota. Pierwsze odczucie jakie z przyjaciółkami z branży miałyśmy po projekcji, to smutek. Wypowiedź kobiety, ze łzami w oczach… zasiała lekki niepokój wśród moich przyjaciółek. Czy Twoje życie jest tak smutne, jak dało się odczuć w tym pilocie? Czy uważasz, że życie w branży jest AŻ TAK smutne?

Y.K.: Do udziału w filmie zaprosił mnie reżyser, Sławek Grunberg. Okazał się świetnym, kontaktowym człowiekiem. Chciał pokazać, jak wygląda sytuacja, jak osoby homoseksualne odbierają atmosferę, która panowała za rządów PiS. I bardzo dobrze ją oddał – dziś jesteśmy już spokojniejsi, ale naprawdę, wrażliwym osobom nie było wtedy do śmiechu. Przypomnijmy sobie wystąpienia ministrów Giertycha czy Orzechowskiego, którzy postulowali by zwalniać gejów i lesbijki – nauczycieli ze szkół, piętnować. Wojciech Wierzejski nakazał kontrolę organizacji LGBT, ponieważ twierdził, że mają powiązania mafijne – taką kontrolę mieliśmy w Lambdzie. Oczywiście jego teza nie została udowodniona, bo była absurdalna, ale mając władzę mógł nam wiele zrobić. To były 2 lata bardzo dla nas trudne. Konsekwencje tego mamy do dziś. Oczywiście moje życie nie polega tylko na smutku, choć wówczas byłam bardzo zaniepokojona tą sytuacją. To była nagonka na nas i nikt nie wiedział do czego doprowadzi ani na czym się skończy. Sytuacja poprawiła się tylko o tyle, że teraz brak nagonki oficjalnej, ale reszta pozostała bez zmian.

Ja: Sytuację, a raczej ten niepokój związany z agresją PiS dało się odczuć również u nas w Słupsku. Opowiedz w skrócie na czym polegała kontrola w Lambdzie przez PiS?

Y.K.: PiS nie może przeprowadzić kontroli, bo nie jest uprawniony [śmiech]. Ale Wojciech Wierzejski (z LPR), z racji funkcji jaką pełnił miał taką możliwość, aby tę kontrolę zlecić. Przyszły do nas osoby oddelegowane i przeglądały dokumenty, rachunki, wypytywały przewodniczącego zarządu. Wszystko sprawnie i bezboleśnie, bo obie strony wiedziały o absurdalności tej kontroli.

świtJa: Rozumiem. Czym jest dla Ciebie patriotyzm? Jak utożsamiasz się ze swoim krajem?

Y.K.: Uważam siebie za patriotkę. W tym sensie, że znam swój kraj, znam jego historię i czuję się tutaj jak u siebie w domu. Znam Polskę dość dobrze, prawie wszystkie jej zakątki – przez wiele lat podróżowałam, docierając do małych mieścinek często pamiętających historię, jakiej już nie ma – Żydów, dawnych posiadłości ziemskich, zamków czy pałaców. Znam wiele ciekawostek na temat różnych atrakcji, więc śmiało mogłabym pracować jako przewodnik. Czuję, że to jest moje miejsce, mój dom. Nie chciałabym wyemigrować na stałe do innego kraju. Mam poczucie, że wiele tutaj jest do zrobienia. Odczuwam pewną misję, którą mam do wykonania, może to zbyt górnolotne. Mogłabym za granicą mieszkać, ale tylko jakiś czas – może rok, może krócej. Ciągnęłoby mnie do Polski, przebywałam po kilka miesięcy za granicą – stąd wiem. Mimo wszystko – mimo wielu wad, bałaganu, biurokracji – wciąż mi się tu podoba. Bo można pojechać sobie do lasu (na szczęście nie są prywatne!), nad jezioro, nad morze. Zima też bywa urocza. Z ludźmi można się dogadać, często są życzliwi i pomocni. Mam tu przyjaciół i bardzo wielu znajomych. Jest mi tu dobrze choć wiem, że mogłoby być lepiej i że jest wiele do zrobienia. Ale zmieniamy Polskę, to pewne.

Ja: Ja także odwiedzam miejsca żydowskie. W domu darzymy szacunkiem odmienność kulturową. Mówisz o poczuciu misji. Jaka jest to misja?

Y.K.: Misja szerzenia tolerancji, zaświadczania własną osobą. Pokazywania, że można żyć w Polsce jako osoba homoseksualna, można się realizować. Że lesbijki nie gryzą. Że mogą być “zwyczajne” jako osoby. Jeśli potrzeba, staję się również Żydówką, niepełnosprawną, mniejszością etniczną, wyznaniową. Staram się bronić mniejszości, maluczkich. Niejednokrotnie w różnych miejscach pojawiają się różne dyskusje, czasami kłamliwe stereotypy, trzeba to prostować. Ale przede wszystkim zajmuję się osobami homoseksualnymi – i staram się pokazywać, iż jesteśmy tacy jak inni i należy się nam prawo do zdrowego współistnienia bez homofobii, leczenia, terapii, nawracania, oskarżania – to trzeba codziennie powtarzać w różnych kontekstach różnym osobom, w różny sposób. Powtarzać aż do znudzenia, bo wiele osób w Polsce uważa to co najmniej za dziwaczność, nienormalność, że “coś z tym trzeba zrobić”, że tak być nie może – bo narażamy najmłodszych na “te dewiacje, zboczenia”.

Ja: Czy jest jakiś złoty środek na utrzymanie związku według Ciebie? Podejrzewam, że długo jesteś z Anią [Zawadzką – przyp. red. nacz.] i obalasz mit, że związki lesbijskie są krótkotrwałe. Jak udaje się wam być ze sobą?

Y.K.: Nie jestem terapeutką, mogę bazować tylko na własnym, długim doświadczeniu. Złotego środka, jak w przypadku innych kwestii nie ma, ale bardzo ważną rzeczą jest rozmawianie. O wszystkim, co nas boli, dotyka, co nam się nie podoba. Ważne jest wypracowanie takiej płaszczyzny, aby można było spokojnie o tym z partnerem/partnerką rozmawiać. Liczy się też wspólne analizowanie różnych naszych zachowań, jeśli coś było nie OK. Oczywiście wspólne jakieś plany, przedsięwzięcia – ale to kwestia indywidualna, czy np. mamy wspólne pasje i czy razem wyjeżdżamy na wakacje. Na pewno coś, co jest wspólne, bardziej jednoczy. Takie coś według mnie może się zawierać w haśle: widzimy ten sam punkt, ale możemy różnymi drogami do niego dochodzić. Wspólnota jest podstawą dobrego związku, wybaczanie – również. Zawsze pojawia się w związku kwestia zdrady. Prędzej czy później będzie bardzo ważne co z tym zrobimy, jak to przerobimy. Możemy od razu się rozstać, a możemy to przerobić, przegadać. Zakładam oczywiście związek partnerski, o innym wiem mało albo prawie nic [śmiech].

Ja: Przeżyłaś zdradę? Jak zareagowałaś?

Y.K.: Nasz związek to 14-letnia przygoda. Oczywiście gdybyśmy podchodziły do niego stereotypowo, to mógłby się on już dawno rozpaść – były takie zdarzenia, po których ludzie się często czy zazwyczaj rozstają, obserwujemy to wokoło wśród dalszych i bliższych znajomych. Dla mnie jednak praca nad związkiem to rzecz niezwykła. Jeśli tylko obie strony chcą, można to zrobić. Jednak jest to bardzo trudne i nie każdemu chce się podjąć tę rękawicę. Dla niektórych rozstać się jest prościej, założyć nowy związek, ale to dla mnie błędne koło. Jeśli już mamy nić porozumienia, kochamy się – po co to przerywać? Dla mnie właśnie praca nad związkiem to jest wartość, której często wokoło siebie nie widzę…

cdn…