Archiwum ‘Osoby LGTBQ’

Poznańskie Stonewall

Autor Replika 26 lipca 2010

Rozmowa z Edwardem Pasewiczem, autorem książki „Śmierć w darkroomie“

Dasz się namówić na spektakularny, medialny coming out?
To byłoby śmieszne… Edward Pasewicz jest gejem! Wszyscy o tym wiedzą od 2001 roku, czyli od mojego debiutu. Książka, którą wówczas wydałem, była chyba pierwszym stricte gejowskim zbiorkiem poetyckim w tym kraju. Nigdy nie miałem problemu z gejowstwem, ani w domu, ani w rodzinnym Międzyrzeczu.

Dzieci nie pokazywały cię palcem w miasteczku?
Jeśli człowiek zachowuje się normalnie i normalnie podchodzi do tej sprawy, to nie ma żadnych problemów. Obecne spektakularne coming outy panów w TV mnie śmieszą. Nie mieli odwagi zrobić tego za rządów PiSu, a teraz to robią, bo mają jakieś interesy.

Poezję zamieniłeś na kryminał?
Tak. Po pierwsze dlatego, że znalazł się wydawca, po drugie – tej historii nie dało się inaczej opowiedzieć. Trudno byłoby połączyć wątki polityczne z „historią miłosną inaczej“. Polityka silnie zaważyła na tej książce. Akcja dzieje się w określonym czasie, miejscu, w określonym kontekście.

Rozbity Marsz Równości z 19 listopada 2005 roku to rodzime Stonewell? Czy polscy geje potrzebują swojego „mitu założycielskiego“?
Tak, polski gej potrzebuje takiego mitu. Warto w końcu jasno powiedzieć, że tamte wydarzenia były naszym Stonewell. To znaczy tak naprawdę mogły być. Pamiętaj, że ilość osób homoseksualnych uczestniczących w Marszu była żenująco niska.

Czyli tak naprawdę „za nas“ walczyli wówczas inni? Zieloni? Anarchiści? Lewacy etc.?
To jest niestety prawda…. Przychodzi mi teraz do głowy stwierdzenie Błażeja Warkockiego: „Jeśli położysz przed gejem książkę i majtki Calvina Kleina, to wybierze na pewno majtki“. Podczas rozbijania Marszu przez Policję wiele osób trafiło na komisariaty, mieli sprawy w sądach i problemy. Tymczasem tego samego dnia w pewnym znanym, modnym poznańskim gejowskim klubie można było trafić na dyskusję „ciotek“, które biadoliły, że są bardzo dyskryminowane. Na Marsz jednak żadna z nich się nie pofatygowała. Można powiedzieć: jeśli nie potraficie walczyć o swoje, to teraz popukajcie się w głowę, a nie narzekajcie na brak praw…

„Śmierć w darkroomie“ opisuje więc „mit założycielski polskiego gejostwa“, jednocześnie jednak Edward Pasewicz rozprawia się w tej książce z tak zwanym środowiskiem?
Nie chcę się z nikim rozprawiać. Jedyne, na co mam ochotę, to zwrócić paru osobom uwagę, że jeśli czegoś chcą, to trzeba działać, a nie siedzieć w domu i opowiadać o tym, że jesteśmy dyskryminowani. Tak długo będziemy dyskryminowani, jak długo będziemy na to pozwalać…

Dokonujesz nawet kategoryzacji polskich „ciotek“. Mamy tutaj ciotki lewaczki, ciotki konsumpcjonistki, ciotki kontestatorki …
I każda ciotka dzieli się wewnętrznie i rozbija na podgrupy (śmiech). To jest oczywiście zabawa, żartobliwa kategoryzacja, która była mi potrzebna w pisaniu. Musiałem pokazać, że istnieje rozwarstwienie, że istnieją jakieś frakcje, partie kanapowe…

Czy tej kategoryzacji nie dokonujesz przypadkiem nie tyle dla gejów, ile dla czytelników spoza „środowiska“?
To prawda, cały czas walczę z powszechnym wyobrażeniem, że homoseksualista to przegięty facet z piórami w dupie. Może być lewakiem, a nawet lesbijką faszystką. Sam przecież wiesz, że są np. geje, którzy głównie przebywają na squocie, zajmują się polityką, są lewakami i anarchistami. Prędzej umrą, niż pójdą do wspomnianego wyżej klubu.

Książka napisana jest też z niechęci do Poznania? Dlaczego nie lubisz tego miasta?
Mogę powiedzieć, ze znielubiłem Poznań właśnie 19 listopada 2005 roku. Wtedy rzeczywiście coś się w tym mieście skończyło. Wcześniej było lepiej. Poznań wyglądał na miasto otwarte, bez kompleksów. I nagle cała jego europejskość i otwartość, w moim odczuciu, zawaliła się. Nie było gorszej antyreklamy niż to zdarzenie… Skończyły się złudzenia.

Jeszcze gorzej zaczęło robić się potem: naciski, ograniczenia. Przytoczę taką historię: Robimy z Mariuszem Grzebalskim serię Wielkopolska Biblioteka Poetów finansowaną przez Urząd Marszałkowski. Dwa miesiące temu panowie z komisji budżetowej, radni Prawa i Sprawiedliwości, chcieli tę serię zlikwidować. Napisali wówczas w specjalnym raporcie, że „promuje ona mniejszości seksualne“ i jest szkodliwa społecznie.

„Śmierć w darkroomie“ nie tylko krytykuje gejów i miasto, ale też kościół katolicki i typową polską rodzinę…
Pisze się, bo ma się z czymś problem. Chce się ten problem uzewnętrznić, zobaczyć. Profesor Piotr Śliwiński z UAM ma chyba rację, gdy mówi, że ta książka nie jest antykościelna, ale antychrześcijańska. Nie ruszam kościoła, tylko samą religię. Chrześcijaństwo nie jest moją bajką, ponieważ immanentną cechą tej religii jest niechęć do ciała, do jakiejkolwiek przyjemności, a seks ma prowadzić tylko do prokreacji. Taka religia jest mi całkowicie obca. Akceptuję jednak wybory i prawa innych ludzi. Dlatego nie wykpiłem Eminencji, postaci, która występuje w mojej książce. Naprawdę poznałem takie osoby. Oni mają wielki problem. Z jednej strony ciągnie ich do facetów, a z drugiej są nakazy religijne, których nie chcą łamać, zachowują nieprzekraczalne zasady.

Mam problem z chrześcijaństwem. Jestem wychowany w tej religii, jak chyba każdy w Polsce. Nie mogę tego wyrwać z mózgu. Z drugiej strony nie akceptuję chrześcijaństwa z powodu moich poglądów i własnych wyborów. Ten problem nie jest w książce rozwiązany. Postawiłem go i czekam na odzew. Mogę jedynie powiedzieć za Joycem, że nieszczęściem Polaków jest ich katolicyzm…

Nieszczęściem Polaków są też ich toksyczne rodziny.
Myślisz o komisarzu Zielonym, jego bracie Igorze i ich ojcu?

Czy to Twój ojciec był tutaj pierwowzorem?
Nie, mój ojciec jest bardzo w porządku. Spotkałem się z taką historią w moim życiu. To był ojciec mojego faceta, widziałem, co on wyrabia i na co sobie pozwala. Mój chłopak został sponiewierany przez ojca, a następnie wyrzucony z domu tylko dlatego, że jego gejostwo nie pasowało do profilu społecznego ojca, jego pozycji i stanowiska. Rodzina ustawiona, znana i porządna, która coś musiała zrobić z problemem pod tytułem „syn pedał“.

Nie obawiasz się, że „Śmierć w darkroomie“, silnie związana z Poznaniem, będzie zrozumiała tylko w tym mieście? Geje będą ją czytać, by rozpoznawać miejsca i osoby? Podobno już do „Grzechu Warte“ przychodzą wycieczki…
Uniwersalizm powstaje ze skrajnego regionalizmu. Na tej zasadzie Joyce oparł „Dublińczyków czy „Ulissesa“. On o niczym innym nie pisze jak o swoim mieście! To, co miało miejsce w Poznaniu, mogło się przecież zdarzyć w Warszawie, w Berlinie czy w Nowym Jorku.

Co książka dała Tobie? Czy coś Ci uświadomiła, w czymś pomogła?
Za wcześnie o tym mówić. Dopiero zbieram odbicia, odblaski. Gdy czytam niektóre recenzje, np. Marcina Krzeszowca, którego książkę „Ból istnienia“ połykałem w swoim czasie, to się naprawdę zachwycam. Ten facet dokładnie odczytał moje zamierzenia, intencje, w pełni zrozumiał mój przekaz. Krok po kroku rozwiązał problemy, które podczas pisania sobie postawiłem. To jest najfajniejsza rzecz w tej zabawie, że nie trafiasz w próżnię.

Zarzucisz poezję na rzecz kryminałów?
Nie mam zamiaru. Użyję porównania malarskiego. Lepiej publiczności najpierw udowodnić, że można namalować porządny portret, a dopiero później konstruować abstrakcję.

Konstruujesz już coś nowego?
Bardzo powoli. Pisanie powieści, nie jest taką zabawą jak pisanie wierszy, które można w kółko poprawiać. To jest jednak trochę większa odpowiedzialność.


Edward Pasewicz (ur. 1971) – poeta, prozaik i kompozytor. Laureat VIII Konkursu im. Jacka Bierezina (2000). Autor zbiorów poetyckich „Dolna Wilda“ (Anima, Tygiel Kultury 2001; Poznań, Wielkopolska Biblioteka Poetów 2001), Nauki dla żebraków (arkusz dołączony do pisma „Topos“ nr 4-5/2003), „Wiersze dla Róży Filipowicz“ (Wrocław, Biuro Literackie 2004), „th“ (Kielce, kserokopia.art.pl 2005), „Henry Berryman Pięśni“ (Kielce, kserokopia.art.pl 2006) oraz kryminału „Śmierć w darkroomie“ (Kraków, EMG 2007).

W 2007 został nominowany do Nagrody Literackiej Gdyni za książkę „Henry Berryman Pięśni“. Jego wiersze były tłumaczone m.in. na niemiecki, angielski, słoweński, serbski, bułgarski, czeski, hiszpański, włoski.

Jest buddystą, uczniem Ole Nydahla. Mieszka w Poznaniu.

O sobie mówi: „Urodziłem się w 1971 roku. nie wiem kiedy umrę i to mnie martwi“.

Pary lesbijskie w sporcie

Autor Monika admin Czaplicka 25 lipca 2010

gaygameschicago.org

Sport to rywalizacja i wielkie emocje. Ale właśnie, wberw pozorom, w takich sytuacjach łatwo tracić głowę dla innej pięknej sports(wo)menki. Poniżej prezentujemy 5 znanych par jednopłciowych świata sportu kobiet. więcej »

Lesbijska aktywistka na liście honorowej Królowej Brytyjskiej

Autor Monika admin Czaplicka 1 lipca 2010

„Poczułam się dumna, ale głównie zszokowana. Wiem o tym od ponad miesiąca, ale nadal nie potrafię się przyzwyczaić do tej myśli” więcej »

Jestem nauczycielką i jestem lesbijką

Autor Monika admin Czaplicka 21 czerwca 2010

Nie można nie zauważyć weekendowego felietonu w Gazecie Wyborczej Marty Konarzewskiej http://wyborcza.pl/1,97863,8034607,Jestem_nauczycielka_i_jestem_lesbijka.html

więcej »

Lesbijki w sporcie

Autor Monika admin Czaplicka 9 maja 2010

Poprzedni artykuł był edukujący dla wielu z was. Odkryliśmy, że nie tylko artystki, aktorki i kobiety kultury mogą oddawać swoje serca paniom. Część z was przypuszczała, że może gimnastyczki, tenisistki, ale reakcje dotyczące dziewczyn w sportach zespołowych przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Pora na kolejną porcję znanych lesbijek w sporcie. więcej »

Synek Madonny

Autor Replika 24 kwietnia 2010

Tabloidy z uporem tropiły Twój rzekomy związek z Edytą Herbuś, aż w końcu 11 października 2007 r. powiedziałeś dla „Super Expressu“: „Jestem gejem. Śmieszą mnie teksty, że Edyta jest teraz moją dziewczyną. Wciąż mówią i piszą o mnie, co chcą. Całe szczęście, że przypisuje mi się związek z osobą, którą lubię“. Ten coming out to była przemyślana decyzja czy rzucona spontanicznie deklaracja? więcej »

Warszawa przygotowuje się do bitwy

Autor Monika admin Czaplicka 8 kwietnia 2010

Ida Svingen Mo (tekst) i Thomas Olsen (zdjęcia)

W tym roku Euro Pride odbędzie się w jednym z najbardziej wrogich, dla osób LGBTQ, państw. Teraz istnieje nadzieja, że Polska, oprze się na wsparciu społeczności międzynarodowej. Gaysir odwiedził organizatorów w Warszawie. więcej »

Radclyffe Hall

Autor Monika admin Czaplicka 10 stycznia 2010

wikipedia.org

wikipedia.org

Radclyffe Hall urodzona jako Marguerite Radclyffe-Hall 12 sierpnia 1880; zmarła 7 października 1943, była brytyjską poetką i pisarką. Jej najbardziej znanym dziełem jestStudnia samotności (The Well of Loneliness

).

Życie

Marguerite Radclyffe Hall urodziła się w BournemouthHampshire (obecnie Dorset) w 1880. Jej rodzice rozwiedli się kiedy była niemowlakiem. Uczęszczała do King’s Collage w Londynie, a później kształciła się w Niemczech.

Hall była lesbijką [1]. Po osiągnięciu dorosłości bez powołania, spędziła wiele czasu mając dwadzieścia lat na realizowaniu się z kobietami. Ostatecznie została meżatką. W 1907 r. w uzdrowisku Homburg (w Niemczech), Hall spotkała się z Mabele Batten, znaną śpiewczką-amatorką. Batten (pseudonim „Ladye”) miała 51 lat, podczas gdy Hall 27. Mabele była zamężna i miała dorosłą córkę oraz wnuki. Były w sobie tak zakochane, że po śmierci męża Batten zamieszkały razem. To ona nadała Hall przydomek John, który później wykorzystywała do końca życia [2]. W 1915 roku Hall zakochała się w kuzynce Mabele Batten – Unie Troubridge (1887-1963), rzeźbiarce, która była żoną admirała i matką dla jego dzieci. Gdy Mabele zmarła, w 1917 Hall i Troubridge zaczęły mieszkać razem. [3] Związek ten trwał aż do śmierci Hall. W 1934 roku Hall zakochał się w rosyjskiej emigrantce Evguenii Souline i z nią długotrwały romans, który Troubridge boleśnie tolerowła[4]. Hall angażowała się w romanse z innymi kobietami przez lata, prawdopodobnie również z piosenkarką bluesa Ethel

Radclyffe Hall nagrobekWaters [5]. Hall z Troubridge mieszkały w Londynie, a w latach ’30 XX wieku w małej miejscowości Rye (w East Sussex), znanej z mieszkających tam pisarzy, w tym jej współczesnych, jak na przykład (prawdopodobnie gej) pisarz E.F. Benson. Zmarła w wieku 63 lat na raka i jest pochowany na cmentarzu Highgate w północnym Londynie. Grobowiec zawierający jej szczątki pozostaje w Circle of Lebanon, w połowie drogi od strony wejścia Egyptian Avenue.

W 1930 Radclyffe Hall otrzymała Złoty Medal Eichelbergher Humane Award. Była członkiem PEN Clubu, Rady Towarzystwa Badań Psychicznych i Stowarzyszenia Zoological Society [6].

Radclyffe Hall został wymieniona jako numer 16 w zestawieniu 500 najważniejszych lesbijek i gejów bohaterów w Pink Paper [7].

Powieści

dom Radclyffe Hall

dom Radclyffe Hall

Pierwszą powieścią Hall była The Unlit Lamp, historia Joan Ogden, młodej dziewczyny, któramarzy o zamieszkaniu w Londynie ze swoją przyjaciółką Elizabeth (tzw. Bostońskie małżeństwo). Kształci się na lekarkę, ale czuje się uwięziona przez manipulacje jej matki, wręcz emocjonalne uzależnienie od niej. Długość noweli i jej groza sprawiła, że była to książka trudna do sprzedania, więc świadomie wybrała lżejsze tematy na jej następnej powieści: społecznej komedii pt Forge [8]. We wczesnych utworach wykorzystywała pełne imię i nazwisko. Z czasem skróciła je do M. Radclyffe Hall (jak właśnie w Forge). Książka przyniosła średnie rezultaty, pojawiając się na liście bestsellerów O’London John’s Weekly [9]The Unlit Lamp, która jako druga poszła do druku, była pierwszym utworem, gdzie podpisała się jako Radclyffe Hall [10]. Następna była śmieszna powieść, A Saturday Life (1925), a później Adam’s Breed (1926). Jest to opowieść o włoskim kelnerze, który zaczyna mieć wstręt do pracy, a nawet do jedzenia, rozdaje swoje rzeczy i żyje jako pustelnik w lasie. Mistyczne elementy zostały porównane z książką Hermanna Hesse’sa Siddhartha [11]. Jej dzieła sprzedawały się bardzo dobrze, była chwalona przez krytyków i zdobyła oba: Prix Femina i James Tait Black Prize, wcześniej jednocześnie zdobyte jedynie przez E. M. Forstera za Podróż do Indii [12].

Studnia samotności

Hall znana jest przede wszystkim z powieści Studnia samotności – jedynej z jej ośmiu powieści, która ma jawy wątek lesbijski. Opublikowana w 1928 roku, Studnia samotności opisuje życie Stephen Gordon, męskie lesbijki, która, jak sama Hall, określa jakocongenital invert. Choć postawa Gordon wobec własnej seksualności jest bolesna, powieść przedstawia lesbijstwo jako naturalne i sprawia, że jest sugestią o większą tolerancję. Chociaż Studnia samotności nie jest pornograficzna, to jednak była przedmiotem badania pod względem nieprzyzwoitości w Wielkiej Brytanii, w wyniku którego wszystkie egzemplarze powieści były sukcesywnie niszczone. Stany Zjednoczone pozwoliły na jej publikację dopiero po długiej walce sądowej. Jest obecnie publikowana w Wielkiej Brytanii przez Virago i Anchor Press w Stanach Zjednoczonych. Studnia samotności miała 7 numer na liście 100 najlepszych powieści Gejów i Lesbijek na sporządzonej przez Publishing Triangle liście w 1999 r. [13].

dom Radclyffe HallDodatkowe informacje

  • Baker, M. (1985). Our Three Selves. The Life of Radclyffe Hall (New York: William Morrow)
  • Cline, Sally. (1999) Radclyffe Hall: A Woman Called John (Overlook Press)
  • Souhami, Diana (1998). The Trials of Radclyffe Hall (London: Weidenfeld & Nicolson)
  • Troubridge, Una (1961): The Life and Death of Radclyffe Hall (London: Hammond)

  1. GLBTQ.com Hall
  2. Cline, 58-67
  3. Apurnell.com
  4. Listy Hall do Suline zostały opublikowane w Glasgow; Your John: The Love Letters of Radclyffe Hall. Joanne (ed.) (1997) New York: New York University Press. ISBN 0-8147-3125-2
  5. GLBTQ.com Waters
  6. Notatka biograficzna wydawnictwa Virago Press w Studni samotności
  7. 26 września 1997 wydanie 500
  8. Baker, 152-156
  9. Baker, 164
  10. Baker, 168
  11. Baker, 183-186
  12. Baker, 196-197
  13. publishingtriangle.org

Transowy coming out

Autor Replika 22 listopada 2009

W listopadzie 2008 r. wystąpiłaś w programie Szymona Hołowni „Między sklepami“ w kanale Religia.tv, gdzie dokonałaś publicznego coming outu jako transseksualistka. Czy po tym występie coś zmieniło się w twoim życiu?

Właściwie niewiele. Program nie ma wielkiej oglądalności, a ja mam już za sobą udział w „Pytaniu na śniadanie“ wiosną zeszłego roku.

Czy powinno się mówić publicznie o swojej transseksualności?

Oczywiście, że tak! Jednak wiem, jakie to trudne. Z jednej strony zdecydowanie popieram coming out jako sposób życia dla wszystkich mniejszości. Trzeba być sobą i niech otoczenie samo się przejmuje własnymi fobiami. Z drugiej strony znam niestety tragiczne przypadki osób, którym proces zmiany płci oraz związany z tym coming out złamały życie. Są to bardzo przykre historie, ludzie kończyli w skrajnej biedzie. Wierzę, że obecnie jest lepiej niż kilkanaście lat temu, ale nadal jest tak, że tracę pracę z powodu zmiany płci.

Dlaczego w Polsce tak rzadko dochodzi do transowych coming outów? Przeciętny człowiek nie ma wielu okazji, by zetknąć się z osobami transpłciowymi.

Dlatego założyliśmy Fundację Trans-Fuzja. Chcemy pokazywać, że osoby trans istnieją, są normalnymi ludźmi, nie zieją ogniem i nie mają ogona. To jednak wymaga indywidualnych poświęceń. Gdybym miała w tej chwili rozwiązane problemy bytowe, podejmowałabym śmielej ryzyko związane z publicznym pokazywaniem się.

Na czym polegają te problemy?

Jako mężczyzna prowadziłam przedsiębiorstwo i zasiadałam w zarządach większych spółek. Powodziło mi się bardzo dobrze. Zapewniałam rodzinie dostatnie życie. Działałam w sferze wydawniczej oraz produkcji filmowej i telewizyjnej. Obecnie, kiedy wykluczyłam funkcjonowanie jako mężczyzna, znacznie trudniej jest mi wrócić do pracy w takim charakterze.

Dlaczego?

Dawne kontakty już nie funkcjonują i teraz jestem osobą z ulicy. Problemem dla środowiska jest oczywiście moja decyzja o zmianie płci, którą podjęłam dwa lata temu. Wtedy moje życie zupełnie się zmieniło. Impulsem do zmian była w dużej mierze choroba. Miałam raka, którego na szczęście udało się wyleczyć, ale takie doświadczenie bardzo zmienia myślenie. Miałam pięćdziesiąt parę lat i byłam zmęczona życiem wbrew sobie. W tym czasie odeszła też ode mnie żona. Obecne trudności w sferze zawodowej bardzo już mnie niepokoją. Wcześniej było we mnie więcej wiary w to, że wszystko dobrze się ułoży. Teraz jestem w dołku i obawiam się przyszłości, stąd też ten wywiad nie do końca ci wychodzi, bo pewnie chciałaś pokazać, jak to wspaniale jest po coming oucie.

Interesuje mnie, jak jest naprawdę. Co obecnie dzieje się w twoim życiu?

Już niedługo będę kobietą, jestem w trakcie zmiany dokumentów. Ale cóż, będę kobietą, a jakie jest moje CV? Albo kontynuuję zawodowo coś z poprzedniego okresu życia, ale to pociąga za sobą konieczność coming outu w tamtym środowisku, albo szukam pracy, np. w sklepie, jako Ania. Ale co w takim razie robiłam przez całe życie? Siedziałam w więzieniu, zajmowałam się wychowywaniem syna? Muszę sobie to życie jakoś ułożyć. W ostateczności zatrudnię się jako ekspedientka i zapewnię sobie tę podstawę bytową. Muszę wreszcie zacząć robić coś, co przynosiłoby mi dochód, bo praca w fundacji jest czysto wolontaryjna.

Zamierzasz kontynuować działalność w Trans-Fuzji?

Oczywiście. Od początku lutego pełnię funkcję prezeski. Działanie w Trans-Fuzji daje mnóstwo satysfakcji i poczucie, że jest się potrzebną. Ludzie zwracają się do nas z różnymi problemami. Należy im pomóc, porozmawiać, zorganizować konsultacje z prawnikiem czy psychologiem. Prowadzimy również grupy wsparcia dla osób transseksualnych, transwestytów oraz partnerek osób trans.

Czy jesteś teraz w związku?

Nie. I już raczej nie będę, bo jak…

Przecież wiele osób trans żyje w związkach. Jak wygląda obecnie twoja sytuacja rodzinna?

Moja decyzja o zmianie płci splata się z sytuacją rodzinną. Gdy rozpoczęłam sprawę korekty płci w akcie urodzenia, zorientowałam się, że został on wystawiony, gdy miałam 18 lat. Coś mnie tknęło. To był grudzień 2007, zaczynałam wtedy terapię hormonalną i byłam w trakcie rozwodu. W dniu, w którym sąd orzekł rozwód, postanowiłam to sprawdzić. W urzędzie stanu cywilnego dowiedziałam się, że zostałam adoptowana. Zaczęłam szukać swojej biologicznej mamy. Pojechałam do miasta jej urodzenia i udałam się do kościoła, najlepszego źródła informacji. Okazało się, że tamtejszy ksiądz chodził z moją mamą do szkoły. I w ten sposób dowiedziałam się, gdzie ona mieszka. Obliczyłam, że urodziła mnie, gdy miała 19 lat. Kupiłam więc 19 czerwonych róż, pojechałam pod jej dom i zadzwoniłam z komórki. Powiedziałam, że czekam w samochodzie, i spytałam, czy nie przyszłaby do mnie. Ona na to, że jest cała w mące, bo lepi właśnie pierogi. Zjawiła się po 45 minutach z mężem. Okazało się, że w tym czasie powiedziała mu, że przed ślubem miała dziecko. Jej mąż uznał, że świetnie, bo do tej pory mieli trzy córki i zawsze marzył o synu. Święta spędziłam już z nową rodziną. Jedna z córek przyjechała specjalnie ze Stanów, aby mnie poznać. Ta wigilia była fantastyczna, ale miałam też olbrzymi dylemat. Wszyscy cieszyli się, że mają brata, syna, a ja zastanawiałam się, czy ujawnić, że jestem transseksualna. Wiozłam siostrę, która jest psycholożką na uniwersytecie w Bostonie, do Warszawy. Była noc, padał śnieg. Postanowiłam poprosić ją o radę. Wiesz, mam ci coś ważnego do powiedzenia – zaczęłam. – Are you gay? – spytała od razu. – No, I’m transsexual – odpowiedziałam.

Anna Grodzka fot. M. Rak

Anna Grodzka fot. M. Rak

Co wydarzyło się potem?

Odbyła się narada rodzinna. Początkowo siostry uznały, że lepiej mamie nie mówić. Minął jakiś czas, kilka razy odwiedziłam mamę i wytworzyła się między nami niezwykła bliskość. W pewnym momencie jedna z sióstr „sypnęła“ mężowi mamy i w ten sposób wszystko wyszło na jaw. Mama akurat wyjeżdżała tego dnia do sanatorium do Ciechocinka. Odwiedziłam ją w kolejny weekend. Cały dzień spacerowałyśmy i opowiadałam jej o wszystkim. Wieczorem zwracała się już do mnie „Aniu“ i wydawało się, że rozumie. Nie jest jednak jeszcze gotowa na poznanie Ani. Akceptuje mnie, ale jeszcze trochę się czegoś boi. Myślę, że z czasem bardziej się otworzy.

Kiedy zrobiłaś pierwszy coming out?

Przed kilkoma osobami ujawniłam się pierwszy raz 20 lat temu. Ale generalnie dziewczynką czułam się od dziecka. Tylko moja przyrodnia mama o tym wiedziała.

I co mama na to?

Martwiła się i użalała. Mówiła: Moje dziecko, przecież życie cię zje, no bądź już tym chłopakiem. Idź na boisko jak reszta. A ja płakałam, gdy na Gwiazdkę zamiast figurówek, o których marzyłam, dostawałam hokejówki. Czasami miałam jednak więcej szczęścia i udało mi się wybłagać lalkę albo bluzeczkę z haftowaną koronką, którą mogłam nosić do szkoły pod fartuszkiem. Do pewnego momentu w dzieciństwie po prostu robiłam to, co chcę, w ogóle się nad tym nie zastanawiałam i nie rozumiałam, dlaczego czegoś mi nie wolno. Gdy miałam 11 lat, zrozumiałam, że urodziłam się w nieprawidłowym ciele. Wtedy mój świat się podzielił. Zaczęłam uczyć się być chłopakiem, bo tak było wygodniej, a w tajemnicy nazywałam siebie Anią. Niedługo potem na najwyższej półce z książkami znalazłam „Seksuologię“ Bilikiewicza. Nie było tam wtedy pojęcia „transseksualizm“, ale odszukałam hasło „transwestytyzm“, który leczono między innymi rażeniem prądem. Hasło to znajdowało się, obok homoseksualizmu, oczywiście na liście zboczeń. Po tej lekturze zamknęłam się zupełnie w sobie i postanowiłam, że taka nie będę. W sekrecie jednak pisałam pamiętnik i razem z innymi przedmiotami, które kojarzyły mi się z Anią, ukrywałam w szafie.

Masz jeszcze ten pamiętnik?

Nie, wyrzuciłam wraz z resztą rzeczy w przeddzień ślubu. Strasznie to opłakałam, a potem odreagowałam na ślubie, rozwalając wszystkie krzesła. Jestem bardzo łagodna, a tu nagle taka szajba. Bo z jednej strony bardzo chciałam tego ślubu, kochałam tę dziewczynę, a z drugiej wiedziałam, że muszę pożegnać się ze wszystkimi marzeniami. To był okres totalnego schowania się do szafy. Przychodziły chwile, kiedy było mi bardzo ciężko. Miałam straszny wstręt do własnego ciała i odczuwałam zazdrość wobec kobiet, które mogły robić to wszystko, czego mnie nie wolno. Z czasem więcej zaczęło się mówić o transseksualizmie, ale nie było jeszcze możliwości leczenia w Polsce, więc szłam w życie dalej jako chłopak. Nie miałam wyjścia.

Zwierzałaś się komuś?

W dzieciństwie tylko mamie, ale też niewiele. Generalnie czułam się sama. Potem rodzice wysłali mnie do technikum na drugi koniec Warszawy – choć chciałam chodzić do liceum koło domu – zakładając, że tam nie przeniesie się zła opinia o mnie z podstawówki, gdzie krzyczano za mną „pedał“ i „babski król“. W nowej szkole poczułam się świetnie, bo tam liczyły się inne wartości: nie rywalizacja, siła fizyczna, agresja, tylko wartości intelektualne. Grałam na gitarze, byłam oczytana, występowałam w kabarecie. Wciągnęło mnie to życie i było fajnie. Zaprzyjaźniłam się tam z jednym chłopakiem. W pewnym momencie poczułam, że to nie jest zwykła przyjaźń. Poczułam, że go kocham i pożądam.

Poczułaś się przy nim kobietą?

Dokładnie. Zaczęłam nawet prowokować jakieś zabawy, przebieranki. Początkowo on to traktował jak jakąś fanaberię, zabawę i nie wiedział, że dla mnie to jest bardzo ważne. Był osobą dominującą, imponował mi pod wieloma względami. Poczułam się kobietą i po prostu się zakochałam. Ta miłość trwała dwa lata. Pragnęłam się do niego przytulać, pieścić itd., ale on mnie odrzucił. Potem zakochałam się w swojej przyszłej żonie.

Jesteś osobą biseksualną?

Chyba tak, chociaż przede wszystkim preferuję kobiety. Nigdy nie miałam erotycznych doświadczeń z mężczyznami, choć często w marzeniach widziałam się przy nich jako kobieta. Ale dopiero odkąd biorę hormony, to mogę cokolwiek powiedzieć o swojej seksualności. Przed ślubem nie powiedziałam żonie o swoim transseksualizmie, co było bardzo dużym błędem. Gdy urodził się nam syn, nasze małżeństwo zaczęło się psuć, żona skoncentrowała się wyłącznie na dziecku. Poczułam się znowu bardzo samotna. Postanowiłam wreszcie sprawdzić, co ze mną jest. Poszłam do jedynego w Polsce ośrodka, który leczył transseksualizm. Procedura diagnozowania trwała dwa lata. Powiedzieli, że jestem transseksualna i mogę zmienić płeć. I wtedy rozpoczął się okres euforii, wariactwa jakiegoś. Wreszcie poczułam, że Ania wychodzi na wierzch. Ujawniłam się wtedy przed paroma osobami i to był ten pierwszy coming out. Powiedziałam również żonie, a ona zażądała rozwodu. Miałam ogromny dylemat. Mieliśmy trzyletnie dziecko i nadal ją kochałam. A z drugiej strony była Ania. Byłam wtedy w takiej manii, przybyło mi ciuchów, zaczęłam wychodzić na miasto itd. Przez następne trzy lata nasze małżeństwo było właściwie fikcją. A ja szalałam.

Jak zareagowało otoczenie?

Bardzo różnie. Niektórzy bardzo pozytywnie, inni w sposób tradycyjny, czyli przyjęli do wiadomości, ale odwrócili się do mnie plecami.

Ujawniłaś się przed osobami, z którymi pracowałaś?

Nie, przed nimi wszystko ukrywałam. Powiedziałam tylko najbliższym osobom.

Dlaczego nie zdecydowałaś się wtedy na zmianę płci?

Wiesz, teraz to jest bardzo traumatyczna i trudna decyzja, ale wtedy to było ekstremalnie trudne. Teraz można marzyć o operacjach plastycznych itd., wtedy nie było takich możliwości. Ostracyzm społeczny był również dużo większy. Decydujące znaczenie miała jednak moja rodzina. Postanowiłam po raz kolejny zabić Anię w sobie i obiecałam żonie, że to wszystko opanuję. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak bardzo to będzie trudne.

Jak czułaś się potem, gdy postanowiłaś z Ani zrezygnować?

Przez kilkanaście kolejnych lat było bardzo ciężko. Wpadałam cyklicznie w depresję. „Zabijanie“ w sobie kobiety to codzienna walka ze sobą. Narastało we mnie poczucie, że marnuję życie, że mijają moje lata. Z jednej strony dobrze mi było przy żonie i z dzieckiem, które bardzo kochałam. Mój syn został przeze mnie w pełni przygotowany do tolerancji i teraz całkowicie mnie akceptuje. Bardzo też angażowałam się w pracę i jak wszystko szło dobrze, to tak bardzo nie bolało, ale jak tylko było gorzej, to się zapadałam i zaczynałam transować. Zdarzało się, że moja żona odnajdywała moje rzeczy i była afera. No a potem już nie potrafiłam dobrze utrzymać swojej kobiecości w ukryciu. Żona odeszła, a ja zdecydowałam się wreszcie na korektę płci. I dopiero teraz doszło do pełniejszego coming outu.

Autorka: Magda Pocheć

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Transwestyta to Adam, któremu Bóg nie nie wyjął żebra

Autor homoseksualizm 19 listopada 2009
Amelia Gattar

Amelia Gattar

Swojej męskości jestem pewien do tego stopnia, że stać mnie na to by czasami być kobietą – mówi Amelia, która wydaje się być uroczą kobietą o blond włosach i ponętnych kształtach. W rzeczywistości jest mężczyzną, a do tego – mężem i ojcem.
Tylko czasami przeistacza się w kobietę, a efekty tych przemian prezentuje na swoim blogu.
O urodzie, kobiecości, o tym jak to jest być kobietą w skórze mężczyzny rozmawiamy z Amelią Gattar, transwestytą. Poruszana tematyka nie jest dla niej tematem tabu.

iWoman.pl: Amelio, jesteś wysoką i atrakcyjną kobietą o blond włosach, można rzec kobiecy ideał poruszający męską wyobraźnię, jednak drzemie gdzieś w Tobie pierwiastek męski, a może jest odwrotnie?

Amelia Gattar: Dziękuję, to miłe słyszeć takie komplementy. Faktycznie raczej jest odwrotnie, ponieważ tak naprawdę jestem mężczyzną, tylko może jest we mnie trochę więcej pierwiastka kobiecego, niż u przeciętnego mężczyzny.

Cały mój wizerunek to tylko iluzja. Nie przechodziłam żadnych zabiegów, nie biorę hormonów. To tylko odpowiednio dobrane ubrania, peruka, uzupełnienie kształtów wkładkami silikonowymi oraz makijaż. Słowem wyjaśnienia – nie jestem ani w trakcie, ani tym bardziej po przemianie.
Jestem transwestytą, a nie transeksualistką, a to oznacza, że na co dzień jestem mężczyzną, a moje przemiany w kobietę mają jedynie charakter chwilowy.

Co Cię do tego skłania?

Sama nie wiem… Jakaś wewnętrzna siła, której czasami nie potrafię się oprzeć. Przemiany te dają mi bardzo dużą satysfakcję emocjonalną.

Kim jest według Ciebie transwestyta?

Transwestyta to ktoś taki jak ja, czyli osoba która na co dzień jest mężczyzną, a tylko od czasu do czasu przeistacza się w kobietę. Wydaje mi się, że to sprawia, że inaczej niż przeciętni mężczyźni postrzegam pewne sprawy i znacznie lepiej potrafię zrozumieć kobiety, co zresztą przyznało mi już kilka z nich..

Jakie masz zainteresowania? Czym się zajmujesz w życiu?

Właśnie bycie Amelią jest jednym z moich hobby. Tak to traktuję, ponieważ sprawia mi to wiele radości. To naprawdę fajna zabawa.
Na co dzień pracuję w dziale utrzymania klienta jednej z telewizji satelitarnych. Interesuję się również fotografią, elektroniką oraz informatyką, czyli można powiedzieć, że są to typowo męskie zainteresowania. Niestety nie mam zbyt wiele czasu, który mogłabym temu poświęcić, ponieważ większość wolnych chwil spędzam z rodziną, czyli żoną i córką.

Jak one reagują na Twoje przemiany?

Córka nic nie wie. Widziała co prawda zdjęcia, ale wydaje jej się, że to ciocia, czyli moja siostra, która jest chyba trochę podobna do Amelii.
Natomiast żona początkowo również nie wiedziała, bowiem w czasie kiedy ją poznałam, udało mi się stłumić Amelię. Można powiedzieć, że prawie ją w sobie zabiłam! Myślałam, że pozbędę się jej na zawsze, jednak myliłam się i musiałam żonie powiedzieć o istnieniu Amelii. Na początku jej reakcja była delikatnie mówiąc nie najlepsza, jednak z czasem zaczęła to w miarę tolerować.

Czy żona po zaakceptowaniu tego faktu stała się Twoim doradcą jeśli chodzi o strój i makijaż? Może pożycza Ci kosmetyki, stroje, towarzyszy Ci na imprezach, podczas których jesteś kobietą?Amelia
W sprawie makijażu trochę mi doradzała, kosmetyki też początkowo pożyczałam od niej, jednak szybko doszłam do wniosku, że muszę jednak mieć własne, bo kolory których używa żona, nie pasują do mojego typu urody. Ubrań od niej nie pożyczam, bo nie pasują mi ani pod względem wizerunku, ani pod względem rozmiaru. Za to sporadycznie zdarza się, że to żona pożycza ode mnie, a to buty (o rozmiar za duże), a to jakieś kosmetyki.

Na imprezy ze mną niestety nie chodzi. Raz była na takim spotkaniu i raczej nie przypadło jej do gustu. Teraz może by chętniej się przyłączyła, ale ze względu na dziecko, nie jest to możliwe.

Podziwiam ją, bo ja bym chyba była zazdrosna o mojego mężczyznę, który zacząłby mi robić dość silną konkurencję w byciu atrakcyjną kobietą…

Czy jest zazdrosna? Nie wiem, może czasami tak, przynajmniej kiedyś tak mówiła.

Mąż prawie jak przyjaciółka! Czy posiadanie męża transwestyty może mieć jakieś plusy? Ale to chyba pytanie nie do Ciebie, tylko do Twojej
żony…

Myślę, że żona dostrzega zalety mojego bycia ”trans”. Na przykład podczas zakupów ubraniowych, wie że zawsze jej doradzę, nie popędzam jej i nie odpowiadam na zasadzie „ta rzecz jest ładna” myśląc jednocześnie „bierz tą i chodźmy już”. Odpowiadam szczerze i potrafię wyszukać dla niej ciuchy, które będą jej pasowały. Zawsze jest zadowolona z moich porad. Podobnie jest z kosmetykami.

Z mojej pomocy przy zakupach korzystały też koleżanki, które twierdzą, że potrafię im doradzić i mam dużo cierpliwości do takich spraw.

Porozmawiajmy o Amelii. Amelio, proszę powiedz jak narodziło się to nietypowe hobby stawania się kobietą?

Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, ale z tego co wiem to ludzie się z tym rodzą. Pamiętam, że od wczesnych lat dziecięcych ciągnęło mnie w tym kierunku. Na początku były to może jakieś

Amelia

sierpień 2007

niewinne zabawy, typu malowanie paznokci, spinki we włosach, naszyjniki czy klipsy pożyczane od mamy i podobne drobiazgi. W wieku około 6 lat przebrałam się za dziewczynkę, pożyczając ubrania od młodszej siostry. Później starałam się udoskonalać swój wizerunek, postarałam się jak najszybciej o własne ubrania i kosmetyki, by ich nie pożyczać.

A dlaczego właśnie imię Amelia wybrałaś jako swój pseudonim?

Amelia początkowo była bezimienna, później nazwałam ją imieniem Ewa, jednak po obejrzeniu filmu pod tytułem Amelia, postanowiłam się nazwać właśnie tym imieniem, bo zarówno film, jak i bohaterka bardzo mi się spodobały.

Amelia jednak nie była blondynką…

Próbowałam z różnymi fryzurkami, używając programu komputerowego, który umożliwiał nakładanie różnych fryzur na własne zdjęcie. W ten sposób doszłam do wniosku, że taki właśnie kolor i fryzura najbardziej mi odpowiada i najlepiej mi pasuje. Po zakupie tej peruki byłam bardzo zadowolona z efektu końcowego.

Jak często przeistaczasz się w kobietę?

Różnie bywa, czasem jest to kilka razy w miesiącu, a niekiedy raz na kilka miesięcy. Aktualnie mam właśnie dłuższą przerwę, bo ostatnio byłam Amelią w listopadzie 2008.

Czy ludzie z Twego otoczenia oprócz żony wiedzą o tych metamorfozach? I jak na to reagują? Bo z tego co rozumiem, raczej tego nie ukrywasz.

Faktycznie raczej tego nie ukrywam, początkowo bałam się o tym powiedzieć komukolwiek, ale jak okazało się, że reakcje są głównie pozytywne, ewentualnie neutralne, to postanowiłam o tym powiedzieć większej liczbie osób. Oczywiście zdarzają się też reakcje negatywne, ale to naprawdę wyjątkowe sytuacje.

Czy masz jakiś swój kobiecy ideał lub autorytet?

Nie mam.

Będąc kobietą przebywasz głównie w towarzystwie

kobiet, czy to nie forma poszukiwania bliskości innych kobiet?

Jako kobieta, najczęściej przebywam w towarzystwie kobiet mi podobnych, ale również wśród kobiet genetycznych. Nie wynika to jednak z poszukiwania bliskości kobiet. Nawet będąc mężczyzną, wybieram towarzystwo żeńskie, bo z kobietami po prostu łatwiej się dogaduję.

Może to ucieczka od rutyny?

Odskocznią od rutyny są nie tylko imprezy w gronie osób mi podobnych oraz tych, którzy akceptują takie kobiety jak ja, ale też wyjścia w miejsca publiczne. To naprawdę sprawia mi niesamowitą frajdę kiedy ludzie nawet nie podejrzewają co skrywa moje ubranie, że to co widzą to tylko taka iluzja.

Oczywiście bywa i tak, że nabierają podejrzeń, ale kończy się najwyżej na przyglądaniu, szeptaniu między sobą do ucha… Wtedy się domyślam, że rozpoznali we mnie faceta.

Ale głosu przecież nie ukryjesz?
Najbardziej zdradza mnie właśnie mój głos, z czego czasami wynikają zabawne sytuacje, jak, np. kiedy wybrałam się z koleżanką na otwarcie nowej linii metra. Koleżanka zauważyła, że zaczęli się za mną oglądać ochroniarze, którzy po chwili zagadnęli: „A dokąd to panienki?”. Ja spytałam „A to już nie można zwiedzać?”. Mina ochroniarza była nie do zapomnienia. Takich zabawnych sytuacji miałam w życiu bardzo dużo.

Jak dbasz o siebie jako kobieta, co jest najważniejsze w podkreślaniu kobiecości?

Może raczej nie podkreślanie kobiecości, ale ukrywanie męskości – w moim przypadku to wystarcza, by stać się w miarę wiarygodną. Podstawowa sprawa to pozbycie się zbędnego owłosienia, dobranie ubioru, który zasłoni to co męskie, a uwypukli to co kobiece, delikatny makijaż, uczesana peruka, zadbane paznokcie i takie tam drobiazgi.

Czym jest kobiecość w Twoim rozumieniu?Amelia
Trudne pytanie. Kobiecość to jest coś co zanika, podobnie zresztą jak męskość. Różnice pomiędzy kobiecością a męskością coraz bardziej się zacierają, mężczyźni niewieścieją, kobiety mężnieją. Jak tak dalej będzie, to będą nas różnić jedynie szczegóły anatomiczne! Nie, może nie będzie tak źle, a przynajmniej mam taką nadzieję.

Jak Ci się podoba chodzenie w mini, szpilkach i makijażu?

Wiesz, tak raz na jakiś czas, kiedy wychodzę na imprezę czy na spacer jest to przyjemne. Jednak gdybym na co dzień była kobietą, ubierałabym się raczej podobnie jak w tej chwili, czyli spodnie, sweterki czy bluzy i płaskie obuwie, taki unisex.

Gdybyś miała wybór wolałabyś być kobietą?

Zastanawiałam się nad tym, ale nie potrafię znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Chyba gdybym miała wybór podczas narodzin, wybrałabym bycie dziewczynką czy kobietą, ale gdybym teraz miała przejść całą przemianę, to jednak wolę żeby pozostało tak jak jest.

O czym marzy Amelia?

Moje marzenia są raczej przyziemne, tzn. przede wszystkim większe mieszkanie. Poza tym chciałabym mieć pracę, która dawałaby mi więcej satysfakcji i nie pochłaniałaby tyle czasu.

Źródło:
http://www.iwoman.pl/na-serio/ludzie/transwestyta;to;adam;ktoremu;bog;nie;wyjal;zebra,176,0,451760.html

fotografie pochodzą z blogu http://amelia-gattar.blog.onet.pl

Trans+les=WNM*

Autor Replika 15 listopada 2009

Biologicznie przynależę do płci męskiej, psychicznie to coś pomiędzy, a tak w ogóle to chciałabym być kobietą.

Nie wymyślono jeszcze takiej kategorii, by można to było nazwać – stwierdza Ania, partnerka życiowa Grety. Ania nominalnie żyje jako facet, figuruje tak w dokumentach i w pracy. Pracuje na menadżerskim stanowisku w dużej korporacji. – Na co dzień trzeba jakoś funkcjonować w

Greta (po lewej) i Ania fot. J. Dudziński

Greta (po lewej) i Ania fot. J. Dudziński

tym moim pierwszym ego – W pracy nie znają Ani? – dopytuję. – Nie zrobiłam tam coming outu, ale muszę przyznać, że moja transformacja w kierunku kobiecego wyglądu z czasem się pogłębia i nie pozostaje bez wpływu na mój męski wizerunek: wydepilowane brwi, permanentny makijaż, długie i pomalowane paznokcie, różne stylizacje, czasem damskie bluzki, słodkie kobiece perfumy. Coraz bardziej się rozkręcam. To na pewno nie uchodzi uwadze moich współpracowników.

– Ja właśnie lubię Cię, Aniu, najbardziej w tym queerowym wydaniu, jesteś wtedy taka normalna, naturalna. Czasem jak się zrobisz na taką laskę i wyglądasz superatrakcyjnie, założysz perukę i szpilki, to czuję się tym trochę skrępowana – przyznaje Greta.

Siedzimy u dziewczyn w stylowym mieszkaniu. Ania przyjmuje mnie w szlafroku bez makijażu i peruki. Nie mam jednak wątpliwości, że rozmawiam z Anią. Nie znam jej męskiego imienia z aktu urodzenia i niech tak zostanie. Ale znam też Anię w pełnej wersji kobiecej. Ma bardzo charakterystyczny i dopracowany styl. Wiem jednak, że ten wizerunek wymaga wiele pracy i jest czasochłonny. Ania pobierała lekcje u profesjonalnych wizażystek i stylistek. Jest elegancką szatynką z modną grzywką i cieniowaniem. W ozdobnych okularach, najchętniej w spódnicy i na szpilkach. Ma ich zaledwie 12 par. Wiem, że może jest to dość próżne, ale to realizuje w pewnym stopniu moją potrzebę psychiczną bycia kobietą. Jednak okazji do strojenia się bywa ostatnio mniej Jest to przede wszystkim mało praktyczne latem, gdy korzystamy z pogody i prawie wszędzie jeździmy motocyklem. Może też związek trochę mnie rozleniwił, nie muszę już szukać dziewczyny.

Zaglądamy dziewczynom do łóżka fot. J. Dudziński

Zaglądamy dziewczynom do łóżka fot. J. Dudziński

Greta zobaczyła pierwszy raz Anię, gdy ta występowała w swojej pełnej wersji kobiecej na spotkaniu osób trans. Od razu zwróciła jej uwagę. Głos Ani jednak ją zdradził. Na początku Greta, otwarta lesbijka, nie mogła uwierzyć, iż podoba jej się Ania – piękna kobieta, ale przecież w środku to facet. Jednak okazało się, że to jest właśnie to, czego oczekuje od partnerki i teraz nie wyobraża sobie już związku z biologiczną kobietą. Z mężczyzną też nie, ale to akurat się nie zmieniło. – Gdyby nam coś nie wyszło, to szukałabym kogoś takiego jak Ania. Nie umiem tego wyjaśnić ani zrozumieć, ale tak po prostu jest. Nie jestem już lesbijką. Hetero nigdy nie byłam. Stare koleżanki śmieją się, że teraz to jestem biszkoptem czyli biseksualistką. Ale tak też nie jest.

A jak jest? Zawsze podobały mi się kobiece kobiety, ja jestem raczej mało dziewczęca i właśnie ta kobiecość i ciepło uwiodły mnie w Ani. Ale poznałam też inne jej cechy, te bardziej męskie, takie jak, zadziorne poczucie humoru i to mi bardzo odpowiada. Nie widzę tych cech u kobiet i dlatego już nie wyobrażam sobie życia z tzw. zwykłą biologiczną kobietą les.

Rodzice Grety żyją teraz w przekonaniu, że ich córka wreszcie się „nawróciła“. Łatwiej im zaakceptować faceta z czerwonymi paznokciami niż długoletni związek z kobietą. Nie ma to już dla mnie wielkiego znaczenia. Z niektórymi członkami rodziny tak się poróżniłam, że to zaufanie nigdy nie zostanie odbudowane – twierdzi Greta.

Dziewczyny znają się od półtora roku. Najpierw randkowały, a od siedmiu miesięcy mieszkają razem i rozpoczęły wspólne życie. To Greta poderwała Anię. W ostatnią niedzielę świętowały pierwszą rocznicę pierwszego pocałunku.

Motocykl - wspólna pasja fot. J. Dudziński

Motocykl - wspólna pasja fot. J. Dudziński

Nominalnie dziewczyny są heteroseksualną parą – to jest właśnie plus mojej płci biologicznej, że daje mi możliwość zawarcia małżeństwa z Gretą. – I na pewno to nie będzie standardowy ślub– zgodnym chórem dodają dziewczyny. Mają kilka pomysłów, choć niczego jeszcze dokładnie nie zaplanowały. – Oczywiście jesteśmy niezadowolone z tego, że pary homoseksualne nie mają w Polsce możliwości zawarcia małżeństwa, ale to nie znaczy, że w proteście i solidarności my mamy tego nie robić. Chcemy jednak, aby nasz ślub był wydarzeniem, chcemy pokazać, że można żyć inaczej – tłumaczy Greta.

Jak każda transka marzę o białej sukni z długim welonem – kokietuje Ania. A ja bym najbardziej chciała założyć crossdresserowe ubranie, na przykład, męski smoking albo queerowy garnitur – dodaje Greta. Dzieci? Myślę, że jesteśmy na tyle dojrzałe i przekonane, co do słuszności naszej drogi, że bycie trans i les nie stanowi dla nas przeszkody do zostania matkami – stwierdza Ania. – Wychowywanie dziecka w świadomości, że różnorodność istnieje może być wartością samą w sobie – dodaje Greta.

fot. J. Dudziński

fot. J. Dudziński

*WNM – Wielka Namiętna Miłość

Autorka: Magdalena Pocheć

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Genderqueer

Autor homoseksualizm 13 listopada 2009
Wojtek Kubiak, Lidia Krawczyk

A., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


B., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


G., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


I. i L., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


L., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


M., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


T., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007


W., olej na płótnie, 195×195 cm, 2007

Wojtek Kubiak (ur. 1978, Kraków), Lidia Krawczyk (ur. 1979, Kraków) pracują razem od około ośmiu lat, chociaż wspólne projekty zaczęli realizować dopiero niedawno (od 2004 roku). Wojtek Kubiak jest absolwentem Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Od 2003 roku jest asystentem w macierzystej uczelni. W 2004 roku otrzymał Grand Prix w drugiej edycji Triennale Młodego Malarstwa im. Mariana Michalika w Częstochowie. Był nominowany do konkursu im. Eugeniusza Gepperta i nagrody „Arteonu”. W 2007 roku otrzymał Stypendium Grazelli. Lidia Krawczyk jest absolwentką Instytutu Sztuk Audiowizualnych oraz Podyplomowych Studiów Gender na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zajmuje się feministyczną krytyką i historią sztuki. Jest redaktorką naczelną internetowego pisma teksty.bunkier.art.pl. Pracuje w Bunkrze Sztuki w Krakowie. Za wspólnie zrealizowany projekt Pasywne. Więzy rodzinne zostali wyróżnieni na Triennale Malarstwa Rybie Oko 4 w Słupsku. Razem brali udział do tej pory w kilkunastu wystawach, wśród nich między innymi: Jeune Création Européenne, New Talents in the European Art Scene, Biennale Itinèrante D’Art Contemporain, Montrouge, Francja, 2007; (im)mortal love, Supermarket sztuki IV, Warszawa, 2007; Pasywne. Więzy rodzinne, Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Słupsk, 2007; Re(ko)nesans malarstwa,Górnośląskie Centrum Kultury, Katowice / Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Słupsk, 2007; Idolatrie, Galeria Klimy Bocheńskiej, Warszawa, 2007; Wymazywanie, Galeria Krytyków Pokaz, Warszawa, 2007;Pasywne. Więzy rodzinne, galeria nova, Kraków, 2006; Wiedźma Ple Ple. Pofeministyczne trawestacje tego-co-kobiece, Galeria DLA, Toruń / Galeria Klimy Bocheńskiej, Warszawa, 2006; Forma jest pustką – pustka jest formą, GCK, Galeria Sektor I, Katowice / Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Słupsk, 2006; Niezawodni, galeria nova, Kraków, 2005.

Cykl obrazów zatytułowanych genderqueer powstaje już od prawie trzech lat. Na całość ma się składać około 20 obrazów. Pierwszym pokazem, na którym zostały zaprezentowane wszystkie prace razem była wystawa w Otwartej Pracowni (otwarcie kwiecień 2008). Do tej pory pojedyncze prace można było zobaczyć w Katowicach i w Słupsku na wystawieRe(ko)nesans malarstwa (kurator Roman Lewandowski), na biennale sztuki Jeune Création Européenne w Paryżu oraz na wystawie w BWA w Bielsku-Białej podczas 38. Biennale Malarstwa Bielska Jesień, na którym to konkursie uzyskali Grand Prix.

http://www.unigender.org/?page=biezacy&issue=02&article=08

„załóż mi korale”

Autor homoseksualizm 10 listopada 2009

URODZIŁA SIĘ W CZASACH, W KTÓRYCH NIEMAL NIKT W POLSCE NIE WIEDZIAŁ, CO TO TOŻSAMOŚĆ PŁCIOWA, DŻENDER CZY TRANSSEKSUALIZM. DLA ŚWIATA BYŁA CHŁOPAKIEM, DLA SIEBIE KOBIETĄ. ZAMIAST FIGURÓWEK DOSTAŁA OD RODZICÓW HOKEJÓWKI. NIGDY ICH NIE ZAŁOŻYŁA. NIE ZREZYGNOWAŁA Z SIEBIE MIMO NIEZLICZONYCH PRZECIWNOŚCI I BOLESNEJ WERYFIKACJI LISTY PRZYJACIÓŁ. OD DWÓCH LAT JEST NIE TYLKO W PEŁNI SOBĄ, ALE TAKŻE POSTANOWIŁA POMÓC INNYM ZAKŁADAJĄC FUNDACJĘ TRANS-FUZJA.

ANIA GRODZKA

tekst: Mike Urbaniak

foto: Witek Orski

make-up / włosy: Martyna Migier

Czym jest kobiecość? Kiedy na różnych spotkaniach słyszę od kobiet pytanie: „Na czym polega to, że czuje się pani kobietą?”, odpowiadam: „A na czym polega to, że pani czuje się kobietą?”. Nie ma jednej urzędowej odpowiedzi. Kobiecość jest silnie związana ze społecznymi normami i żeby się w niej odnaleźć, trzeba je skopiować. Drugi aspekt jest czysto psychologiczny. Ja po prostu od dziecka czułam, że nie pasuję do świata chłopców, że mi nie odpowiada, że się w nim źle czuję. Nie był to świat wrogi, broń Boże, ale nie mój. Trzecia kwestia to cielesność. Całe życie miałam na przykład wstręt do owłosienia. U kogoś mi nie przeszkadza, ale moje własne mnie brzydziło. Nie podobało mi się. Czułam zazdrość wobec kobiet, że są takie gładkie.

Anna GrodzkaCzym jest twoja własna prywatna kobiecość? Jest pozytywnym stosunkiem do siebie samej. Kiedy go nie było, cierpiałam. Moja kobiecość to czucie się kobietą wobec kobiet i mężczyzn. Wiesz, że dopiero kiedy zaczęłam funkcjonować jako kobieta, zdałam sobie sprawę, jak różne są to światy. Dostrzegłam wiele plusów i minusów tej sytuacji. Wcześniej ich nie widziałam. Na przykład. Zjeżdżając samochodem z chodnika, zahaczyłam zderzakiem o krawężnik, trochę go uszkadzając. Dwóch mężczyzn natychmiast do mnie podbiegło i zaczęło pomagać mi usuwać usterkę. Gdybym była facetem, nikt z żadną pomocą by do mnie nie przyszedł. Byłam im bardzo wdzięczna, ale musiałam też przy okazji zapłacić za to swoją kobiecą cenę.

Kobiecą cenę? Musiałam wysłuchać wykładu, jak należy, a jak nie należy jeździć i parkować.

A minusy bycia kobietą? Zauważyłaś? Chyba je bagatelizuję, nie dostrzegam. Tak strasznie się cieszę tą swoją ułomną kobiecością, że widzę same plusy, choć nadal mam mało wiary we własną wartość jako kobiety.

Chciałem cię zapytać, czy twoja samoocena była inna, kiedy byłaś mężczyzną, i zaraz sobie pomyślałem, że to niewłaściwe pytanie, bo czy ty kiedykolwiek byłaś tak naprawdę mężczyzną? Byłam postrzegana jako mężczyzna, grałam taką społeczną rolę, ale chyba nigdy nim nie byłam.

A myślałaś tak kiedykolwiek o sobie? Inaczej się nie dało. Miałam przecież lustro i kontakt z innymi ludźmi. Ciągle słyszałam: „Facet tak nie robi!” albo: „Facet inaczej wygląda”. Miałam taki okres w życiu, w którym starałam się schować swoją kobiecość tylko po to, by o niej nie myśleć. Kiedyś zapuściłam nawet brodę. To miało mi pomóc. Nie pomogło. Posiadanie znamion cech płciowych męskich bardzo mi przeszkadzało. Chciałam, żeby ich nie było. Chciałam być kobietą.

Tak było od dzieciństwa? Kiedy byłam mała, funkcjonowałam jako taki inny chłopiec. W klasie byłam gdzieś na marginesie, nie umiałam ustawić sobie poprawnych relacji z innymi dziećmi. Nie umiałam i nie chciałam bawić się z chłopakami. Nie interesowało mnie granie w piłkę ani rzucanie kamieniami. Lgnęłam do dziewczyn.

Ja miałem to samo. Bawiłem się tylko z dziewczynami i byłem mistrzem gry w gumę. Tylko ja jestem gejem, a ty jesteś transseksualna. Gdzie rozchodzą się nasze doświadczenia? Pewnie gdzieś na etapie znielubienia przeze mnie męskości. Problem pojawił się, kiedy dziewczynyzaczęły zakochiwać się w chłopakach. Bardzo żałowałam, że znikały moje kolejne koleżanki, które zaczęły się zajmować i interesować rzeczami, których mi nie było wolno. Mimo że czułam się dziewczyną, uczyłam się, jak być chłopcem. Trochę przy pomocy mamy, która z grubsza wiedziała o moich problemach. Namawiała mnie zresztą do wchodzenia w męskie grupy towarzyskie, ściągała mi kolegów do domu. Potem, już w szkole średniej, nie byłam outsiderem. Odnalazłam się jako chłopak. Wtedy też zakochałam się w jednym. Cały czas powtarzałam sobie, że to tylko przyjaźń. On, niestety, nie odwzajemniał moich uczuć. Kochałam również dziewczyny. W końcu się ożeniłam. Spędziliśmy razem większość mojego życia.

To było małżeństwo z wyrachowania? Nie, naprawdę ją kochałam. Bardzo. Kiedy się pobieraliśmy, jedyną opcją, jaką widziałam, było życie jako mężczyzna – mąż i ojciec. To było szczere i prawdziwe, tak jak później powód naszego rozstania.

Kiedy narodziła się Ania? Mniej więcej w połowie szkoły podstawowej. Kiedy nadałam sobie to imię, zrozumiałam, że jestem dziewczyną, i przestałam być naturalna. Zaczęłam zachowywać się tak, jak oczekiwało ode mnie społeczeństwo. Stworzyłam swój własny świat, który był dostępny tylko dla mnie i częściowo dla mojej mamy.

Miałaś w niej oparcie? Do pewnego stopnia. Czasami udostępniała mi swoje akcesoria i mogłam się pomalować, czasem godziła się kupić mi lalkę zamiast samochodu. Dużo z mamą rozmawiałam, ale nie potrafię zinterpretować jej zachowania ani tego, co czuła. Na pewno jej to nie bawiło. Była raczej przerażona moją innością. Wielokrotnie załamywała ręce i mówiła: „Jezu, przecież tak się nie da żyć! Jak ty sobie poradzisz?”. Mama – podobnie jak ja – nie miała pojęcia, czym jest transseksualizm.

Co się zmieniło, kiedy powiedziałaś sobie stanowczo, że jesteś dziewczyną? Byłam nią coraz mniej. Bardziej musiałam się starać być chłopcem.

Chłopak dla świata, dziewczyna w domu? Tak, a kiedy było mi bardzo źle, mówiłam do siebie swoim wewnętrznym głosem: „Aniu”. Miałam pochowane różne tajemne akcesoria; pamiętnik, ulubioną laleczkę. Kiedy byłam starsza, miałam swoje kosmetyki i ciuchy, które trzymałam w skrytce. Gdy zanurzałam się w swój własny świat, było mi lepiej.

Kiedy po raz pierwszy ubrałaś się w kobiece ubranie i pokazałaś się w nim publicznie? W szkole średniej zdarzało się, że wychodziłam w kobiecych ciuchach na spacer. Starałam się być wtedy nierozpoznawalna, niezauważalna. Sprawdzenie, jak będę funkcjonowała na ulicy jako Ania, było silniejsze niż strach przed reakcją ludzi.

Jakie były rezultaty tych prób? Chyba jednak nieudane. Spotykały mnie przykrości.

Jakie? Ludzie zwracali na mnie uwagę, wytykali palcami. Chciałam wtedy szybko zniknąć. To było naprawdę trudne.

Anna GrodzkaKiedy nastąpił przełom? Było ich kilka. Najpierw zaczęły docierać do mnie strzępki informacji, że gdzieś na świecie ktoś zmienił płeć. Wtedy zrozumiałam, że nie jestem jedyna. Potem – w wieku dwudziestu paru lat, mając już żonę i dziecko – zgłosiłam się do profesora Imielińskiego i doktora Dulki, którzy wówczas jako jedyni w Polsce zajmowali się badaniami i terapią dla osób transseksualnych. Przyjęli mnie i zaczęły się wieloletnie badania, po których stwierdzili, że jestem osobą transseksualną, i zaproponowali zmianę płci. To był szok. Całe moje życie przeleciało mi przed oczami.

Poczułaś ulgę i radość, że ktoś z zewnątrz powiedział autorytatywnie, że jesteś kobietą, czy wściekłość, że gdyby ktoś ci pomógł wcześniej, to twoja wczesna młodość wyglądałaby inaczej?

Raczej to drugie. Poczułam ogromny żal do losu, że dopiero teraz to było możliwe, bo gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że jestem trans, tobym się nie ożeniła. Ci lekarze otworzyli przede mną zupełnie inny świat. Powiedziałam żonie. Zażądała rozwodu. Rozumiem, że mogła poczuć się oszukana.

A gdyby cię zaakceptowała, to chciałabyś z nią nadal być? Tak, ale po jej reakcji wiedziałam, że to niemożliwe. W tym wszystkim był jeszcze nasz syn.

Kiedy mu powiedziałaś o sobie? Miał 22 lata.

Jak zareagował? Powiedział: „Okej, tylko żebyście się przez to z mamą nie rozeszli”.

Pamiętasz, kiedy twój syn pierwszy raz zobaczył Anię? To było w domu. Już wiedział, bo mu powiedziałam. Któregoś razu – wychodząc gdzieś – poprosiłam go, żeby mi zapiął korale. Powiedział wtedy, że świetnie wyglądam.

Super syn. Naprawdę rewelacyjny! Kiedy rok temu w Kino.Labie w CSW zrobiliśmy dyskusję o transpłciowości, na sali było też moje dziecko. Bartek opowiadał o mnie, o naszej relacji. To jest naprawdę wspaniały i dzielny chłopak. Ostatnio mi nawet zameldował, że podrywa dziewczyny na tatę transa. Jego znajomi wiedzą o mnie. Nie wstydzi się ojca. Kiedyś pojawiłam się w naszym letnim domku na balandze syna. Wszyscy przyjęli mnie bardzo fajnie. Piliśmy wódkę, grałam na gitarze i śpiewałam.

Reakcja twojego syna i jego przyjaciół jest bardzo budująca. To prawda. Ale takie zrozumienie i akceptacja są możliwe tylko w pokoleniu Bartka. Doświadczenia z ludźmi mojego pokolenia są już znacznie gorsze. Może dlatego lubię te dzieciaki i mam nadzieję, że nie zatruwam im życia. Zwykle historie są tragiczne. Dzieci odrzucają swoich rodziców trans, a rodzice – dzieci. Myślę, że reakcja Bartka to pokłosie mojego wychowania. Kiedy zaczął przynosić ze szkoły jakieś dowcipy o homoseksualistach, to ja robiłam wielkie oczy i mówiłam: „Co w tym śmiesznego?”. Dla niego takie pojęcia jak równość czy różnorodność są oczywiste, dzięki temu mój coming out nie był taki trudny.

Jak Bartek się do ciebie zwraca? Przez całe życie mówił do mnie: „Dede”. Teraz czasami, żeby sprawić mi przyjemność, mówi: „Aniu”, choć wiem, że to jest dla niego trudne.
A tobie trudno było przejść w codziennym funkcjonowaniu z rodzaju męskiego na żeński? Łatwo nie było. Do dziś czasem się mylę, szczególnie kiedy opowiadam coś z czasów, w których funkcjonowałam społecznie jako mężczyzna. Kiedyś uczyłam się być chłopakiem, teraz uczę się być kobietą. Pewnie wielu rzeczy się nie nauczę i będę taką toporną babą, ale i tak się cieszę, że cokolwiek w tej materii mi się udaje. Kiedy się zdarza, że ktoś ma wątpliwości co do mojej płci, to czuję się źle, ale zdarza się to coraz rzadziej.

Pełnia kobiecości? Cudów nie będzie, ale to, co mam bardzo mnie zadowala. Jest oczywiście kilka rzeczy, które chcę zmienić; poprawiłabym trochę twarz. Nie żeby wyglądać na młodszą czy ładniejszą, tylko bardziej kobiecą. No i zamierzam zrobić tę ostateczną operację, ale czekam jeszcze na ostateczny wyrok sądu w mojej sprawie.

Wyrok? Tak, że jestem kobietą.

Sąd wyrokuje, czy jesteś kobietą? W Polsce, zgodnie z decyzją Sądu Najwyższego, zmianę płci orzekają sądy. Moja pierwsza rozprawa wyglądała tak, że sędzia przepraszała mnie, że musi do mnie mówić „pan”, ale tak jest w dokumentach. Powiedziałam, że bardzo proszę, ale zeznawałam, używając rodzaju żeńskiego. Na zakończenie rozprawy sędzia zamknęła akta i coś tam na koniec nam tłumaczyła, mówiąc już do mnie „pani”. To było bardzo miłe. Wyrok w mojej sprawie ma zapaść na jesieni tego roku. Bardzo mi to pomoże w sensie formalnym. Przede wszystkim będę mogła zmienić swoje dokumenty i być w nich kobietą. W końcu!

Anna GrodzkaZmiana dowodu to jedno, a co z takimi dokumentami jak choćby świadectwo maturalne? Tu zaczynają się problemy. W Polsce nie ma prawa, które to reguluje, więc trzeba liczyć na dobrą wolę urzędników. Zwykle pomagają. Jedynym dokumentem, którego nie można przepisać z nową tożsamością, jest świadectwo chrztu.

Potem operacja? Może być, ale nie musi.

A co, jeśli masz już nowe dokumenty, ale nie poddasz się operacji i na przykład zostaniesz wytypowana do kontroli osobistej na lotnisku? W takich sytuacjach mam zaświadczenie o transseksualności od lekarza, ale wiele osób takiego nie ma. Dlatego chcemy i będziemy jako fundacja Trans-Fuzja wydawać legitymacje informujące, że dana osoba jest transseksualna.

Założenie Trans-Fuzji, którą kierujesz, to kolejny przełomowy krok w twoim życiu. Co chcecie osiągnąć? Chcemy edukować społeczeństwo w kwestii transpłciowości. Chcemy doprowadzić do uchwalenia przez Sejm ustawy o określaniu płci, którą ma wiele państw na świecie. Chcemy być wsparciem dla osób transseksualnych i ich bliskich. Za bardzo dostałam w życiu w dupę, żeby teraz innych zostawić samym sobie. Musimy i chcemy pomagać.

W jednym z wywiadów na pytanie, czy jesteś teraz w związku, odpowiedziałaś: „Nie, i już raczej nie będę, bo jak…”. Nie rozumiem. Gdybym nie mówiła publicznie, że jestem osobą trans, to byłoby mi znacznie łatwiej. Jako osoba transseksualna jestem napiętnowana. Kto zechce ze mną być? Poza tym mam już też swoje lata. Niełatwo wchodzi się w związki po 55. roku życia. Mam też sporo wątpliwości co do mojej atrakcyjności. Do tego jestem zwyczajnie wybredna. Ale miłość przychodzi z zupełnie niespodziewanych kierunków. Kiedy będąc już dorosłą osobą, odnalazłam moją biologiczną matkę, o której istnieniu nie wiedziałam (mama nigdy mi nie mówiła, że byłam adoptowana), to ona, 73-letnia starsza pani z podlaskiej wsi, przytuliła mnie do siebie i powiedziała: „Kocham cię, Aniu”. Poczułam się stuprocentową kobietą.

Tekst ukazał się w październikowym magazynie Exklusiv

http://transfuzja.org/pl/artykuly/felietony/zaloz_mi_korale_1.htm

Nie potrzebuję egzorcysty

Autor Replika 8 listopada 2009

Marianna doświadczyła bezdomności, przemocy, odrzucenia i samotności. Przetrwała, uratowała swą naturalną kobiecość.

Marianna jest sobą mimo wszystko. Od jesieni przyjmuje hormony i jest w trakcie zmiany dokumentów. Ta oczywista i jedyna możliwa droga okupiona została traumą, którą generuje otoczenie, również to najbliższe – rodzina. Z powodu swojej decyzji straciła grunt pod nogami, ale nie ma wątpliwości, że było warto. Teraz jest już światełko w tunelu.

Rodzina i płeć: wybór czy przeznaczenie?

Marianna wychowała się w wybitnie katolickiej rodzinie. Zawsze byłam babą. Usiłowałam udawać faceta, ale i tak przezywano mnie ciotą. Fakt ten odrzucają jej rodzice, którzy nadal twierdzą, że ich córka cierpi na chorobę psychiczną. Choć dostarczyła im komplet dokumentów, nie przyjmują do wiadomości, że ich córka jest transseksualna. Siostra posuwa się dalej – żyje w przekonaniu, że Marianna została opętana przez szatana.

Marianna fot. M. Rak

Marianna fot. M. Rak

Bardzo kochałam i kocham swoją byłą żonę – przyznaje. Ślub wzięła, gdy miała 19 lat. 16-letnia Katarzyna zaszła w ciążę, sąd wydał zgodę na ślub. Ciąża była zamierzona – obydwie chciały wyrwać się z domów, w których nie czuły się szczęśliwe. Marianna nie powiedziała żonie o swoim transseksualizmie, ale z czasem zaczęła się odkrywać. Zachowywała się w bardziej kobiecy sposób, kupowała stringi i nosiła coraz więcej damskich ubrań. Jej małżeństwo nie przetrwało decyzji o zmianie płci, która nastąpiła po 20 latach wspólnego życia. Nie mogłam już sobie poradzić z pragnieniem bycia kobietą. Powiedziałam rodzinie, że albo coś z tym zrobię, albo ze sobą skończę, bo dalej w ten sposób nie dam rady. Udała się po pomoc do psychiatry. Poprosiła o psychotropy z nadzieją, że jej pomogą, ale lekarz nie chciał przepisać ich osobie w pełni władz umysłowych. Trafiła do seksuologa i przestała uciekać przed swoją prawdziwą naturą.

Została odrzucona przez swoje dwie dorosłe już córki. Rodzina zmusiła ją do opuszczenia domu. Katarzyna okazała się równie zagubioną osobą. Po wielu latach życia z Marianną sama nie wie, jaka jest właściwie jej orientacja seksualna, zwłaszcza, że seksuolog zwrócił uwagę, że musiało być jakieś podłoże dla zakochania się w kobiece, choć Marianna z fizycznego punktu widzenia kobietą nie była. Ma ogromny żal do Marianny.

Ulica

W ostatnią Wigilię Marianna wylądowała na ulicy bez środków do życia. Odrzucona przez żonę, córki i rodziców. –Wiem, jak to jest być głodną, zmarzniętą i brudną. To strasznie odczłowiecza. Obecnie koczuję, nie mam stałego miejsca zamieszkania.

W Dzień Matki przechodziła koło bloku rodziców. Wrzuciła do skrzynki kartkę z życzeniami. Po dwóch dniach matka zadzwoniła: – Mam nadzieję, że nikt z sąsiadów Cię nie widział.

Marianna fot. M. Rak

Marianna fot. M. Rak

Wskoczyłam od razu w kobiecość, a przemiana to jednak pewien proces. Przez pierwsze dwa miesiące gdziekolwiek bym się nie pokazała, wszystkie spojrzenia były na mnie. Marianna zwracała uwagę. Na przykład okupujących przystanek autobusowy dresiarzy. Obrażano ją i krzywdzono, łącznie ze zdjęciem spodni. Nie mogła liczyć na pomoc nielicznych przechodniów. –Spotykam się z dużymi przejawami nietolerancji. Czasem boję się chodzić po ulicach. Nieraz przezywają mnie zboczeńcem. Ale największym paradoksem jest to, że po hormonach zupełnie nie odczuwam popędu. Jestem taką drewnianą lalą. Ale społeczeństwo ma inne przekonania na ten temat.

Z nietolerancją Marianna spotkała się również w środowisku, po którym najmniej się tego spodziewała – warszawskich gejów-klubowiczów. Odkąd poznała Olę, swoją obecną dziewczynę, zaczęła więcej wychodzić. M.in. do miejsc homo friendly. Okazały się niestety bardzo trans niefriendly. Marianna pokazuje mi esemesy z pogróżkami, że jak jeszcze raz przyjdzie do klubu to zmasakrują jej twarz.

Światełko w tunelu

Gdyby nie praca to nie wiem, jak bym sobie poradziła. Na szczęście w kierowniku ma sojusznika. Kilka miesięcy temu kończyła się jej umowa o pracę. Zbiegło się to w czasie z procesem korekty płci. Obawiała się, czy pracodawca zaakceptuje nową sytuację. Niepotrzebnie. Otrzymała wsparcie i przedłużono z nią współpracę. Wszyscy wiedzą i wszyscy są w porządku, nawet jeśli ktoś ma z tym problem, to nie okazuje mi tego. Mówią, że strasznie zbabiałam, ale jestem normalniejsza, bardziej naturalna i swobodna.

Autorka: Magdalena Pocheć

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Prowokacyjny polonista

Autor Replika 1 listopada 2009

Wiktor „Latarnik“ Dynarski to transseksualista K/M, wiceprezes Fundacji Trans-Fuzja, a przede wszystkim mól książkowy i utalentowany autor dobrze zapowiadających się opowiadań, który lubi robić… prowokacyjne coming outy. więcej »

kup

video

click

?>

Polecamy

Cytaty

Niektórzy twierdzą, że homoseksualizm jest niezgodny z naturą. Gdyby tak było, natura nie powoływałaby na świat gejów i lesbijek. Kiedyś był to temat tabu, dziś już nie i bardzo słusznie. — Andrzej Turski

Ludzie LGBTQ

Irene Wüst
Holenderska zawodniczka jazdy na lodzie (łyżwiarka na lodzie). Wyoutowała się całkiem niedawno w jednej z gazet mówiąc, że ma dziewczynę i jest bardzo szczęśliwa. Występowała na niejednej Olimpiadzie zimowej, gdzie zdobywała złote medale (m. in. w Turynie i Vancouver). Jej dziewczyną jest obecnie Sanne van Kerkhof - również łyżwiarka szybka.