Archiwum ‘3 krok: faza akceptacji’

Fakty i mity

Autor Monika admin Czaplicka 23 lipca 2010

Kiedy dowiadujesz się o seksualnej różnicy swojego dziecka lub ukochanego/ukochanej jest wiele pytań, które wymagają odpowiedzi.

To normalny proces przez który rodzice muszą przejść.

więcej »

Nic co ludzkie nie jest mi obce?

Autor Monika admin Czaplicka 9 kwietnia 2010
KredkiBezapelacyjnie wyłamuję się z porządku, który kiedyś ustalili nie licząc się z własną, ludzką naturą; swoim czynem neguję i zaprzeczam temu porządkowi, krzycząc o prawdziwą wolność, indywidualizm i tolerancję dla ludzi, o akceptację i otwarty umysł, nieograniczony sztucznymi konwenansami i fałszywą moralnością i etyką oraz błędnymi, represyjnymi normami różnych większości i „patriarchatu”.
więcej »

Cześć, jestem gejem, czyli coming out cz 4

Autor MultiKulti 16 sierpnia 2009

Im później robi cię coming out rodzicom, tym w większym stopniu towarzyszy temu ich refleksja, o której wspominałem wcześniej: oprócz ujawnienia homoseksualnej orientacji, ujawnia się również fakt, że przez ata rodzice byli oszukiwani.

Trzeba więc dużo „odkręcać” – wszystkie te dziewczyny, które wcale nie były moimi dziewczynami i wszystkich kolegów, którzy wcale nie byli tylko kolegami…

W pracy często robię coming outem jakby mimochodem. Raczej nie oświadczam wszem i wobec „jestem gejem!”. Wolę sytuacje, w których wychodzi to naturalnie. Ktoś pyta mnie, czy widziałem te przechodzące piękne dziewczyny, a ja mówię, że bardziej zwracam uwagę na przystojnych chłopaków. Ktoś pyta żartobliwie, kiedy wezmę śłub, a ja mówię, że jak tylko zalegalizowane zostaną związki gejowskie.

Homofobia wciąż jest w Polsce powszechna, ale bardziej odczuwa się ją, gdy jest się kryptogejem/kryptolesbijką niż „wyautowanym” czyli ujawnionym po prostu gejem/lesbijką. Wielu ludzi jest homofobami „bezrefleksyjnymi”, chlapią homofobią na prawo i lewo nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Gdy jednak wiedzą, że słucha ich gej/lesbijka, natychmiast potrafią wyhamować, zastanowić się, przemyśleć. I przeprosić. Dlatego trzeba reagować na każdy przejaw homofobii.

Kuba Janiszewski, „wyautowany” dziennikarz Radia Tok FM mówi, że gdy wypowiadał się na antenie progejowsko, ale nie jako ujawniony gej, ataki ze strony słuchaczy-homofobów były nieporównanie większe niż potem, gdy zrobił coming out. Ludzie czują respekt przed odważnymi.

Autor: Mariusz Kurc

Artykuł pochodzi z MultiKulti

Droga do coming outu 2

Autor Replika 2 sierpnia 2009

A jaki jest twój problem z lesbijkami? Jak to się stało, że na 57 kobiet w „Karuzeli..“ nie ma ani jednej?
Naprawdę? Nie wiem, dlaczego tak się stało, bardzo lubię lesbijki. A jaka by mogła być?

Nie wiem, choćby Dusty Springfield.
Hmmm… nie moja epoka, chyba wolałbym coś napisać o Ellen DeGeneres, jest mi bliższa.

Miałeś okazję poznać homoseksualistów, którzy dziś już są postaciami historycznymi, np. Jerzego Andrzejewskiego. W „Karuzeli z herosami“ napisałeś, że wasze spotkanie to historia na zupełnie inną opowieść niż wywiad, który się ukazał.
To było jesienią 1981 roku. Tuż przed stanem wojennym robiłem wywiad z autorem „Popiołu i diamentu“ dla katolickiego tygodnika „Za i przeciw“. Rozmowa dotyczyła głównie kwestii patriotycznych, ale Andrzejewski próbował skierować moje myślenie na sprawy gejowskie. Miałem 24 lata, a on poił mnie nalewką i opowiadał z przejęciem o swojej platonicznej miłości do Michała Bajora, który grał wtedy w filmie „W biały dzień“ w reż. Edwarda Żebrowskiego; był pod wielkim wrażeniem jego chłopięcości. Opowiadał o „Marysi“ Dąbrowskiej, jaka to była wspaniała lesbijka, pomstował na zakłamany świat, który zmuszał ją do ukrywania się, a potem też zakłamywania tego w biografiach. Mówił o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim, który był jego wielką fascynacją, wybuchał nienawiścią do jego żony Basi, zarzucał jej, że w czasie powstania nie ukryła go pod podłogą, żeby go ocalić, a przecież taki geniusz rodzi się raz na kilka pokoleń. To było spotkanie jak na tamte czasy wyjątkowo otwarte, mówienie o tych wszystkich sławnych ludziach w kategoriach homoseksualnego zauroczenia wydawało się w tym całym zamieszaniu tuż przed stanem wojennym czymś… abstrakcyjnym. Oczywiście znałem plotki na temat samego Andrzejewskiego (który był dwukrotnie żonaty i miał dzieci): mówiło się, że „lubi chłopców“. Dzisiaj mam wrażenie, że Andrzejewski próbował zmienić temat rozmowy i przekształcić ją w opowieść o artystach przeklętych z powodu niemożności zrealizowania homoseksualnej tożsamości. To była właściwie jedyna kwestia, która go interesowała.

A Jerzy Waldorff?
Waldorff to zupełnie inna historia, bo on żył w długoletnim związku, chociaż w towarzystwie swojego partnera oficjalnie się nie pokazywał. Gdy robiłem dla telewizji wywiad z Waldorffem u niego w domu, pan Miecio siedział w kuchni i nie wolno mu było stamtąd wychodzić.

Czyli nie mogłeś nawet poznać Mieczysława Jankowskiego?
To było zdumiewające, bo z jednej strony byli razem ponad pół wieku i właściwie o tym się wiedziało, a z drugiej – on był całkowicie w cieniu. Nawet w Operze nie stawali obok siebie, tylko pan Miecio gdzieś krążył, a Waldorff rozmawiał z kolejnymi prominentnymi osobami.

Tomasz RaczekCzy pamiętasz moment, kiedy zrozumiałeś, że posiadasz tożsamość gejowską?
Ja chyba zawsze czułem, że jestem gejem. Tylko inicjację seksualną miałem bardzo późno. Zresztą zaczynałem z kobietami, trochę z rozpędu, bez przekonania, nie z mojej inicjatywy. Dopiero na drugim roku studiów przeżyłem seks z mężczyzną, który od razu okazał się dla mnie satysfakcjonujący, chociaż anonimowy, przypadkowy i niepołączony z miłością. Uważam, że to cudowne, móc iść do łóżka z człowiekiem, którego się kocha, ale żeby pójść z kimś do łóżka, niekoniecznie trzeba kochać. Mój Marcin się z tym nie zgadza.

A co zmieniło się w twoim podejściu do mówienia o swoim homoseksualizmie?
Dawniej nie chciałem, by to że jestem gejem miało w jakikolwiek sposób wpływać na moje życie. Myślałem sobie: dobrze, jestem gejem, to jest kwestia mojego popędu seksualnego, natomiast nie ma to nic wspólnego z moim wizerunkiem publicznym, moją pracą, bo co to kogo obchodzi? Prywatnie nie ukrywałem, że jestem gejem, ale też nigdy tego nie podkreślałem. Pamiętam rozmowę w klubie gejowskim w Londynie, gdy miałem 23 lata. Tam, jak to w klubie, ktoś podszedł, postawił drinka i zaczęliśmy rozmawiać. To był Anglik, zapytał, skąd jestem, a gdy się dowiedział, natychmiast zasypał mnie pytaniami: jak żyją geje w Polsce? Czy walczymy o swoje prawa? Jakie są organizacje? Dlaczego godzimy się na to, żeby nie mieć tego czy tamtego? Odpowiedziałem mu, że przecież możemy normalnie żyć, nikt nas nie wsadza do więzień, więc o co chodzi, czy to mało?

Dzisiaj myślę inaczej. Zrozumiałem, że to, co mi się wydawało łatwą do naśladowania normą i zwyczajną codziennością, to tylko pozór. Sam sobie wmawiałem, że bycie gejem nie wpływa na sposób myślenia. Myliłem się. Dostrzegłem coś oczywistego: bycie gejem radykalnie wpływa na sposób postrzegania świata właściwie we wszystkich płaszczyznach życia i myślenia. To się łączy z innym stosunkiem do instytucji rodziny i tradycji, która z reguły jest niesprzyjająca gejom. Z koniecznością wykreowania siebie na silną osobowość, ponieważ słaby gej właściwie nie ma szans na zrealizowanie swojej tożsamości. Żeby mieć udane, spełnione życie gej musi włożyć w nie dużo więcej wysiłku niż heteroseksualista. Musi być twardszy, bardziej samodzielny, samowystarczalny i świadomy zarówno swoich celów, jak i swoich interesów: po to, żeby mógł przetrwać jako gej! W przeciwnym razie grozi mu życie połowiczne w różnego rodzaju formach przetrwalnikowych, kokonach – w niespełnieniu, w stanie emocjonalnego niedorozwinięcia.

Kiedy zacząłeś myśleć o coming oucie?
Od kilku lat odczuwałem narastającą dysproporcję między tym, co czuję i jak postrzegam świat, a tym, jak świat postrzega mnie. Zorientowałem się, że zaczynam być dla wielu młodych ludzi autorytetem, bo moje teksty pojawiły się w podręcznikach szkolnych do języka polskiego, poza tym raz po raz ktoś oświadczał, że „wychował się“ na moich rozmowach z Zygmuntem Kałużyńskim, na „Perłach z lamusa“. Nawet zakładając, że część z tych oświadczeń to były tylko komplementy, musiałem przyznać, że znalazłem się w nieoczekiwanej sytuacji. Wpadło mi wtedy do głowy: ciekawe, co pomyśleliby oni wszyscy, gdyby wiedzieli, że jestem gejem? Czy zmieniliby o mnie zdanie? Wytworzyła się swoista schizofrenia: mój wizerunek publiczny zaczął się wyraźnie oddalać od wizerunku w moich własnych oczach. Po to, żeby wrócić do równowagi, swoje myśli oprzeć na niepomniejszonym fundamencie i móc dalej pracować, pisać, występować publicznie, musiałem połączyć te postacie w jedną, za to trójwymiarową. Tomasz_Raczek_and_Jan_SosinskiWłaśnie dlatego szukałem pretekstu, żeby zrobić coming out w sposób spektakularny, uroczysty i na moich warunkach. Kiedy „Berek“ został ukończony, a Marcin Szczygielski poprosił mnie, abym napisał do niego wstęp, pomyślałem, że to jest właśnie ta uroczysta chwila, która świetnie nadaje się do zrealizowania planu. I odbył się coming out. Z hukiem, jak trzeba. Bo, żeby poczuć się całkowicie wolnym, huk też jest potrzebny. Huk przekłutego balona.

Autor: Krzysztof Tomasik

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Cześć, jestem gejem, czyli coming out cz 2

Autor MultiKulti 31 lipca 2009

Pierwszym i najważniejszym coming outem jest coming out „wewnętrzny” – powiedzenie samemu sobie do lustra „jestem gejem/lesbijką”. Dojście do tego osiągnięcia zajęło mi jakieś 10 lat. Dużo. Ale są i tacy homoseksualiści, który umierają w zakłamanej heteromasce. Niesławny nowojorski adwokat Roy Cohn, (później ukazany sztuce i serialu telewizyjnym „Anioły w Ameryce”) twierdził, że nie jest homoseksualny, że „tylko sypia z mężczyznami”. Wszechobecna homofobia wyniosła niejednego homoseksualistę na szczyty hipokryzji.

W dzisiejszych czasach emancypacji mniejszości seksualnych coraz więcej osób homoseksualnych odmawia życia w obłudzie i po samozaakceptowaniu swej homoseksualności decyduje się rzucić homofobii rękawicę. Ujawniają się przyjaciołom. Ujawniają się rodzinie. Ujawniają się w pracy. A niektórzy ujawniają się publicznie.

W Polsce – prócz znanych działaczy i działaczek gejowsko-lesbijskch – jak np. Robert Biedroń, Yga Kostrzewa, Marta Abramowicz , Szymon Niemiec czy Tomasz Bączkowski – publicznego coming outu dokonali m.in. pisarze młodszego pokolenia: Bartosz Żurawiecki, Michał Witkowski, Izabela Filipiak, Marcin Szczygielski, reżyser Krystian Lupa, aktor Jacek Poniedziałek, tancerz Michał Piróg, dziennikarze Jakub Janiszewski, Tomasz Raczek i Dariusz Stasik, dziennikarka Anna Laszuk. Brawa im wszystkim za odwagę. Czekamy na następnych, kolejka jest długa…

Ujawnienie się przyjaciołom jest chyba stosunkowo najłatwiejsze; w końcu przyjaciół sami – w przeciwieństwie do rodziny – wybieramy. Geja czy lesbijki krąg znajomych to z reguły nie jest towarzystwo homofobiczne (choć i takie perwersje się zdarzają), ale raczej otwarte, tolerancyjne, liberalne.

Wśród moich przyjaciół nie ma homofobów, co oczywiście nie oznacza, że wszystko poszło bezproblemowo. Bywa, że aby nie „porazić” delikwenta, wybiera się strategię: „powiem, że jestem bi” w przeświadczeniu, że bycie bi jest bardziej do przełknięcia. Albo przedstawia się znajomym swojego chłopaka/dziewczynę i zachowuje się, jak gdyby nigdy nic – „niech się sami domyślą!”. Główny problem polega na tym, że gdy ujawniamy się przyjaciołom po pewnym czasie – trzeba przyznać, że wcześniej ileś razy się ich oszukało, albo przemilczało pewne kwestie („wiesz, ten mój kumpel, z którym poznałem Cię 3 miesiące temu, nie jest tylko zwykłym kumplem…”).

Z rodziną sprawa jest trudniejsza – wielu z nas ma pecha i dorasta w rodzinach skrajnie homofobicznych (szczęściarze wychowują się w atmosferze homofobii typu „light” a absolutne wyjątki dorastają w niehomofobicznym albo wręcz antyhomofobicznym raju). Jeśli przypadkiem rodzice są też „głęboko wierzącymi katolikami” (przypadek u nas niestety nierzadki) – coming out często zamienia się w dramat.

Doświadczeniem wielu gejów/lesbijek ujawniających się swym religijnym rodzicom jest groteskowy wręcz brak zrozumienia i ignorancja ze strony rodziców „święcie” przekonanych, że homoseksualizm to moralna zgnilizna, obrzydliwość, życie w nieszczęsnej samotności i absolutnie zero szans na Królestwo Niebieskie.

Autor: Mariusz Kurc

Artykuł pochodzi z MultiKulti

Droga do coming outu 1

Autor Replika 26 lipca 2009

Wywiad z Tomaszem Raczkiem

Żeby mieć udane życie, gej musi włożyć w nie dużo więcej wysiłku niż heteroseksualista. Musi być twardszy, bardziej samodzielny, samowystarczalny i świadomy zarówno swoich celów, jak i swoich interesów.

Kiedy zrozumiałeś, że jesteś gejem?
W szkole średniej zorientowałem się, że coś, co uważałem za fazę homofilną, a więc naturalny okres w czasie dojrzewania, gdy chłopcy wolą środowisko rówieśników i unikają dziewczyn, u mnie nie przechodzi; ciągle wolę towarzystwo chłopców, także w wymiarze intelektualnym. Nie widziałem dla siebie żadnej roli w świecie kobiet, bo mnie on nudził. Podobało mi się za to wszystko, co było dowodem męskości, siły, zdecydowanego, nieznającego ograniczeń działania. No i miało smak wolności, także w sferze obyczajowej. Podczas studiów zrozumiałem, że jest w tym również aspekt erotyczny.

Jak wtedy o sobie mówiłeś? Nie było przecież słowa „gej”.
Nie pamiętam, pewnie homoseksualista. Na pewno nie „pedał“ czy „ciota“. Te określenia nigdy mnie specjalnie nie dotykały, np. jeśli ktoś powiedział „ty pedale“; nie czułem jednak potrzeby, żeby tak o sobie mówić. Słowo „pedał“ nie jest ładnym słowem.

A jak odbierałeś sztukę z wątkami homoerotycznymi? Dostrzegałeś je? Myślę np. o filmach Viscontiego, Pasoliniego…
Tak, także w „Kabarecie“ Boba Fosse’a, który obejrzałem trzy razy tego samego dnia, wychodząc i wchodząc ciągle do tego samego kina. Oczywiście zauważałem wątki homoerotyczne, sporo o nich pisałem, szczególnie w połowie lat 80., kiedy byłem krytykiem teatralnym „Polityki“. Pamiętam swój tekst „Włochaci i piękni w burdelu“ na temat sztuki Geneta „Parawany“ w Teatrze Studio (reż. Jerzy Grzegorzewski), potem napisałem „Nie uciekaj Pinokio“ o spektaklu Pier Paolo Pasoliniego „Affabulazione“ w Starym Teatrze w Krakowie (reż. Krzysztof Babicki). Zresztą odszedłem z „Polityki“ w związku z esejem „Zaraza w raju“ o nowojorskich gejach w sztukach Larrego Kramera na Broadway’u (za to potem udało mi się opublikować wywiad z Larrym Kramerem, gdy byłem już naczelnym „Playboya“).

O AIDS?Tomasz Raczek
Między innymi. Tekstu nie pozwolono mi opublikować, mówiąc, że jestem od pisania recenzji teatralnych z polskich sztuk, a nie esejów kulturowych o Ameryce. Z tego powodu zacząłem szukać innej gazety, w efekcie artykuł został wydrukowany w „Przeglądzie Tygodniowym“. Pisałem też do „Kina“, na przykład o filmie „Moja piękna pralnia“ Stephena Frearsa, którego premiery byłem świadkiem podczas Festiwalu w Edynburgu. Gdziekolwiek natknąłem się na tematykę gejowską, zawsze ją podejmowałem. Doceniał to Zygmunt Kałużyński, który powtarzał, że powinienem te teksty zebrać i wydać.

Nie unikałem tematyki homoseksualizmu, choć nie pisałem z pozycji homoseksualisty, lecz raczej życzliwego obserwatora. Wydawało mi się zresztą, że jest to optymalna sytuacja: dzięki temu miałem większą swobodę działania, mogłem napisać więcej. Myślę, że wtedy, w PRL-u, rzeczywiście tak było. Natomiast dziś już tak nie jest: ma się tym więcej wolności, im więcej się o sobie powie.

Na spotkaniu w KPH powiedziałeś, że w PRL-u można było napisać wszystko z wyjątkiem tego, że jest się gejem. Czy teraz już wiesz, dlaczego? Co powodowało tę niemożność?
Myślę, że brak zaplecza. Dziś, jak mówisz: jestem gejem, to opowiadasz się za pewnym sposobem życia i pewnym światem, którego namiastkę już w Polsce mamy w postaci Kampanii Przeciw Homofobii, Fundacji Równości, Lambdy, iluś portali internetowych itd. Opowiadasz się za czymś, co już jest. Mówisz: jestem częścią tego świata. A gdybyś w PRL-u to powiedział, to jakbyś się wystrzelił w kosmos.

Obracałeś się wówczas także w kręgach stricte homoseksualnych?
Raczej nie, przez wiele lat zniechęcał mnie do tego przykry zwyczaj nazywania siebie imionami żeńskimi, co niedawno przypomniał Michał Witkowski w „Lubiewie“. Dostawałem białej gorączki, gdy dorośli faceci mówili do siebie per „Violetta“, „Klaudia“ czy „Petronela“. Zwyczajnie mi się to nie podobało, nigdy do nikogo w ten sposób nie mówiłem. Dotyczy to zresztą wszelkich przezwisk, których nie „kupuję“. Kwestia smaku.

Czy wszyscy homoseksualiści tak robili? W PRL-u to była norma środowiskowa?
Nie wiem, ale wydaje mi się, że gdy geje spotykali się wyłącznie w swoim gronie, często na tym się kończyło.

Może to był jakiś sposób odreagowania, własny kod?
Być może, jednak na mnie ten kod nie działał. Co innego, gdyby w ramach kodu przebierali się w skórzane kurtki i spodnie…

Może takie skórzane środowiska też gdzieś były.
Niestety chyba nie było (śmiech).

A gdzie są twoi znajomi z tamtych lat? Dlaczego na różnych branżowych imprezach tak niewiele jest ludzi z pokolenia 50-latków i starszych?
Moi znajomi z tamtych lat mają dzisiaj ledwie po czterdziestce i są znajomymi z TYCH lat: pobudowali się, dużo podróżują po świecie, prowadzą najczęściej ciekawe życie, ale z dala od środowiska. Nie wiem, czy to jest ich wina, mam wrażenie, że po prostu nie ma dla nich oferty. To przykre przeoczenie młodszych pokoleń: kulturalne życie gejów sprowadzono do klubów, a tam do występów drag queens i striptizu. To naprawdę niewiele! Żeby dojrzalsi geje, tacy z grupy 35+ czyli mojej, czuli się komfortowo jako członkowie społeczności LGBT, muszą wiedzieć, że są w niej mile widziani. Że są atrakcyjną częścią środowiska. Tomasz RaczekTymczasem w klubach ludzi taksuje się niezmiennie według dwóch kryteriów – młodości i atrakcyjności fizycznej. Niestety my geje ciągle jesteśmy na etapie ciała, nie głowy…

Kilka numerów temu raport „Repliki“ był poświęcony divom gejowskim. Czy twoja książka „Karuzela z Madonnami“ to właśnie zestaw ulubionych div?
W pewnym sensie ale nie dosłownie. Bardzo lubię divy, choć nie mam do nich stosunku bałwochwalczego. Moją ulubioną divą jest Mireille Mathieu, wiernie kibicuję też Shirley Bassey, a ze śpiewających aktorek podziwiam Lizę Minnelli, Zarah Leander i Marikę Rökk. Mam jednak wrażenie, że w tej wyjątkowej miłości gejów do div chodzi o coś innego – spełniają one rolę swego rodzaju emocji zastępczej. Im więcej ograniczeń odrzucam w moim publicznym wizerunku, tym mniej potrzebne mi są divy do wyrażania tego, co czuję.

Autor: Krzysztof Tomasik

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Jestem gejem i jestem człowiekiem

Autor homoseksualizm 18 lipca 2009

Przez całe życie interesowałem się bardziej chłopcami, było to dla mnie niesamowicie trudne, bo od małego można się spotkać z epitetami typu „pedale”. Trudno mi było sobie wyobrazić, że społeczeństwo lub rodzina mnie zaakceptuje. Akceptować zacząłem się dopiero gdy powiedziałem „o sobie” najbliższym mi osobom.

Wsparcie przyjaciół przy „coming out” jest niesamowicie ważne. Na szczęście przyjaciółka pierwsza, która się dowiedziała o mojej orientacji seksualnej -zresztą denerwuje mnie to pojęcie, bo tu nie chodzi tylko o seks przytuliła mnie po prostu i powiedziała, że mimo wszystko jestem tą samą osobą, że kocham jak inni i mam do tego całkowite prawo.

Później miałem wyrzuty sumienia, by powiedzieć o tym ojcu -tylko tata mnie wychowuje, dużo myślałem nad tym, w końcu to nie łatwe dla osoby, która jest niesamowicie konserwatywna. Dużo myślałem jak to powiedzieć, bałem się, że zostanę wyrzucony z domu. W końcu się zebrałem i stało się to, co powinno. Przez pierwszy miesiąc było bardzo trudno, nie mógł się z tym pogodzić. Twierdził, że chyba mi wybije z głowy moje fascynacje seksualne, powiedziałem, że homoseksualiści kochają tak samo jak heteroseksualiści. Z czasem zaczyna być lepiej. Następnie wśród zaufanych mi osób oznajmiłem, kim jestem. Obyło się bez nieprzyjemnych komentarzy. Teraz, kiedy wie o mnie przynajmniej garstka osób i ktoś z rodziny czuje się o wiele lepiej, w końcu jestem sobą, mogę być sobą -nie udawać kogoś innego.

W szkole wiedzą o mojej orientacji tylko 4 osoby. W szkołach jest totalna paranoja. Wystarczy, że się odróżniasz od innych, jesteś wytykany palcami. Geje i lesbijki lub osoby biseksualne są prześladowane, wyśmiewane. Nie chce otwarcie ujawniać się w Liceum, nie chce być opluwany na korytarzach. Zdaje mi się, że jest za mało edukacji seksualnej  -nie tylko chodzi mi o lekcje nauki zakładania prezerwatyw, lecz lekcji o orientacjach seksualnych. Dzięki tym wszystkim doświadczeniom, pomocy najbliższych mi osób czuje się wspaniale. Czuje się silniejszy. Jestem gejem i jestem człowiekiem -potrafię kochać tak samo jak kocha heteryk.

Ostatnia część poradnika dotycząca rozmowy z rodzicami.

więcej »

Przedostatni fragment naszego poradnika, tym razem o związkach i środowisku.

więcej »

Siódma część poradnika jak rozmawiać z rodzicami. więcej »

Brzydkie słowo na „c” – polemika

Autor Gosia 16 czerwca 2009

W pierwszej chwili, czytając tytuł sformułowany jako pytanie: „brzydkie słowo na c?”  przyszło mi na myśl bardzo brzydkie słowo na c. [nie Tobie jednej - przyp. red. nacz.]

I nie był to „coming out”.

więcej »

Brzydkie słowo na c?

Autor Dorota 15 czerwca 2009

Brzydkie słowo na „c”?

Zdecydowanie: coming-out. więcej »

Dziś w naszym poradniku o tym jak reagować na zarzuty wychowawcze i co zrobić jak Cię chcą zaciągnąć do księdza.

więcej »

Piąta część naszego poradnika – jak rozmawiać z rodzicami. więcej »

Czwarta część naszego poradnika (bynajmniej nie ostatnia). więcej »

kup

video

click

?>

Polecamy

Cytaty

Mój rząd będzie podtrzymywał zaangażowanie w sprawy równości i sprawiedliwości społecznej i dlatego przedstawi projekt ustawy o partnerstwie cywilnym, czyli rejestracji związków osób tej samej płci — Brytyjska królowa Elżbieta II

Ludzie LGBTQ

Tomasz Raczek (ur. 15 czerwca 1957 w Warszawie) - polski krytyk filmowy i publicysta, wydawca (Instytut Wydawniczy Latarnik im. Zygmunta Kałużyńskiego), autor programów telewizyjnych (TVP 2, Kino Polska) i radiowych (Polskie Radio, TOK FM, RMF FM, Radio Klasyka).

Laureat 'Wiktora 1986' oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej.

W październiku 2007 w wywiadzie ujawnił, iż jest gejem. Jego życiowym partnerem jest Marcin Szczygielski, z którym związany jest od 1992.