Judith Butler Uwikłani w płeć cz 11
Szczególnym zainteresowaniem obdarzyłem rozdział pierwszy trzeciej części zatytułowany „Julia Kristeva i jej polityka ciała”. Choć zostaje ona sromotnie, acz rzeczowo skrytykowana, to jednak rozdział ten, który czytałem trochę przewrotnie, bardziej próbując zrekonstruować poglądy samej J. Kristevej, niż skupiając się na tym, z czym J. Butler się zgadza, a z czym nie. Wydaje się, że Kristeva wpisuje się w ten nurt kulturalistów co neojungiści, którzy nie chcą się pozbyć przekonania o możliwości dotarcia do tego, co przeddyskursywne, w tym wypadku do pierwotnych libidalnych popędów, do pierwotnego związku z ciałem. J. Butler przypomina, że „Kristeva czyni matczyne ciało nośnikiem różnego rodzaju sensów uprzednich wobec kultury jako takiej” ( s. 169). Kriesteva podobnie jak C.G. Jung wskazuje na język poetycki, a w nim na akty poiesis, które ujawniać mają instynktowną różnorodność odczuć wypartych przez jakąś nową podstawę porządku symbolicznego – „prawo ojca”. Akty poiesis, to przejawy bycia nie tylko indywiduum, ale też bezosobowym ludzkim procesem[6], myślenia spontanicznego, nieukierunkowanego, wyobraźniowego. Kriesteva zmaga się z wytłumaczeniem doświadczenia lesbijskiego w kategoriach regresywnego stanu libidalnego poprzedzającego akulturację jako taką (s. 177). Kristeva zwraca uwagę na przedsymboliczną, nieojcowską przyczynowość, przyczynowość semiotyczną (nieświadomą), matczyną i teleologiczną zarazem. Kriesteva broni istnienia doświadczenia pierwotnego, nazywa to albo „przymusem materii”, albo „drgnięciem pamięci właściwej gatunkowi”, albo „wspomnieniem wcześniejszym od języka” itp. (s. 179). Jest mi w tym myśleniu szczególnie bliska. J. Butler sceptycznie i nie do końca słusznie uważa, że ta libidalna wielość przeddyskursywna działa jak zasada tożsamości (s. 180). Stwierdza, że cała pierwotna, żeńska ekonomia rozkoszy i sensu jest błędna, i odnosząc się do Foucaulta, twierdzi, że „dyskursywne wytwarzanie matczynego ciała jako przeddyskursywnego jest posunięciem taktycznym wzmacniającym i skrywającym stosunki władzy, które właśnie trop matczynego ciała wytwarzają.” (s. 183). Jedyna z tez Kristevej, którą Butle przyjmuje, to ta dotycząca wykluczenia ciała kobiet z porządku symbolicznego. J. Butler wieńczy swoje rozważania nad płcią uwagą o zasadzie tożsamości w dyskursie ustawiającej płeć. Tożsamość bowiem w procesie oznaczania odpowiada za sprawczość. Ta z kolei zakłada istnienie „ja”, czyli czegoś wcześniejszego (s. 257 – 259).
Gdy już uwzniośleni wspaniałością przenikliwej logiki J. Butler oraz wielu autorów, zacnych i cennych w tle, odkładamy książkę i wracamy do rzeczywistości, to jak ironicznie stwierdza Olga Tokarczuk wracamy do świata, gdzie nadal obowiązuje naiwna, zdroworozsądkowa, Boża logika dwóch płci i jednej prawdy (s. 10). To bardzo przypomina mi zdanie wielkiej, acz konserwatywnej postaci myśli filozoficznej w Polsce M. A. Krąpca, który już jako emerytowany profesor, ustosunkował się do docierających nowych trendów kwestionujących oczywistość zrozumiałości płci w latach 90. XX wieku, podsumowując: „płeć to relacja i o czym tu mówić.” Okazuje się, że to relacja najbardziej kłopotliwa i wiele się da powiedzieć. Zaś sam J. Rawls, którego pisma zgłębiałem jako adept filozofii, stwierdził uczciwie: „Do naszych najbardziej podstawowych problemów należą problemy rasy, przynależności etnicznej i płci. Te zaś, jak się może wydawać, są całkiem innej natury i wymagają innych zasad sprawiedliwości, których nie rozważam w ‘Teorii’[7]. Konkludując: tak jak nazwisko autorki, tak niniejsza pozycja zapewne wejdzie do kanonu klasyki myśli radykalnej humanistyki, jeśli już to się nie stało. Wszak wszelkie nauki humanistyczne uprawiane w Polsce wraz z dziedzictwem nieprzyswojonych (nieobecnych) dyskursów, w tym pedagogika, odwołujące się czy to do teorii krytycznej, czy krytyki kultury, czy poststrukturalizmu francuskiego, wszyscy odcinają się od myśli „humanistycznej” w jej wąskim i mylącym znaczeniu[8] operującej przecież pojęciem osoby, osobowości i jej atrybutami, takimi jak tożsamość, rozdwojenie na podmiot i przedmiot i poszukują nowego otwarcia teoretycznego, rzadziej emancypacyjnego. Książka ta wpisuje się w nurt emancypacyjny, u którego źródeł jest Marks, Lukacs i wielu innych (s. 257). Zaś J. Butler rzeczywiście otwiera nowy rozdział w humanistyce, a jej publikacje są już nie tylko godne polecenia, ale powinny się stać lekturami obowiązkowymi i podstawowymi.
[6] C. G. Jung, Archetypy i symbole, przeł. J. Prokopiuk, Wydawnictwo „Czytelnik”, Warszawa 1993, s. 421.
[7] John Rawls, Liberalizm polityczny, przeł. A. Romaniuk, Biblioteka Współczesnych Filozofów, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1998, s. 22.
[8] Klaudia Węc, Psychoanaliza w dyskursie edukacyjnym. Radykalność humanistyczna teorii i praktyki pedagogicznej. Konteksty nie tylko Lacanowskie, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2007, s. 133 – 205.
Czytelnictwo: 5%

holię. Wszystkie te tezy omawiane są przez J. Butler, która w swym wywodzie zmierza do wykazania, że płeć nie jest zwykłym atrybutem osoby pojmowanej w sposób esencjonalny. Butler uznaje to za błędne przeświadczenie podmiotywizmu, który używa wzniosłych pojęć do dominacji androcentrycznego rozumu, rozumu w gruncie rzeczy technicznego i androcentrycznego. Wedle słów Autorki jej wywód to krzyżujące się interpretacje francuskich autorów i autorek, takich jak m. in. Lévi – Strauss, Foucault, Lacan, Kristeva, Wittig. Są to osoby o różnych poglądach, co znowu wywołało we Francji zarzut amerykanizacji proponowanych tu rozważań, zaś w ojczyźnie autorki zarzut europocentryzmu (s.14). I jeszcze jedno, wywód w niniejszej książce przesycony jest lacanowskim sceptycyzmem co do możliwości bezpośredniego dostępu do rzeczywiści przeddyskursywnej. J. Butler podziela lacanowski aksjomat i twierdzi, a za nią wszyscy semiolodzy lub semioklaści (określenie filozofów po zwrocie lingwistycznym), że dostęp do rzeczywistości przeddyskursywnej odbywa się tylko i wyłącznie poprzez dyskurs. Jest to ten punkt przyjmowanego przez nią stanowiska, w którym można się spierać o epistemiczny status porządku przeddyskursywnego oraz o możliwość lub niemożność dostępu do niego. W tej kwestii współcześni humaniści są podzieleni, i przekonanie Kriestevej, co do roli przeddyskursywnej rzeczywistości, tj. związku z matczynym ciałem jest szczegółowo dyskutowana w niniejszym zbiorze tekstów.
Przede wszystkim, co mnie szczególnie uderzyło podczas czytania tej książki, to posługiwanie się przez autorkę pojęciem „matrycy heteroseksualności” jako kategorią krytyczną wobec kulturowego porządku, w jakim płeć jest osadzona. I chyba ta moc krytyczna przykuła uwagę wielu czytelniczek i czytelników w USA i sprawiła, że okrzyknięto tę publikację naczelnym tekstem teorii queer, czym sama autorka jest mile zaskoczona i czemu daje wyraz w przedmowie z roku 1999. Myślę, że pojęcie matrycy heteroseksualnej pokrywa się z pojęciem habitusu pierwotnego jako „wzorca kulturowej zrozumiałości, przez który ciała, płcie i pragnienia zyskują naturalność” (s. 49, przypis 6). Pojęcie habitusu odnosić można do różnych wzorców zrozumiałości, niekoniecznie związanej z płcią wprost, i podobnie jak pojęcie „matrycy”, jest ono opisem znaturalizowanej świadomości społecznej. Choć inni powiedzą, że habitus zakłada działanie matrycy heteroseksualnej, że jest ona głębiej usytuowana w ciągu znaczących. Zarówno habitus pierwotny, jak i matryca heteroseksualna powodują, że płeć jest odgrywana na sposób czegoś wrodzonego i substancjalnego, choć ta (płeć) w rzeczywistości jest dyspozycją uwarunkowaną społecznie i klasowo.
edzinie rozmija się z praktyką społeczną w kraju nad Wisłą. Pozwala ona ludziom zaangażowanym społecznie jedynie na kształtowanie swoich kompetencji postulatywnych, czyli snucia projektów na przyszłość oraz dokonywania mrówczej pracy emancypacyjnej „u podstaw”. Jednak trudno twierdzić, że książka trafia w całkowitą pustkę. Oprócz uniwersyteckich ośrodków feministycznych czy genderowych, jakie pojawiły się w naszym kraju, istnieją od wielu lat oddolne inicjatywy feministyczne, queerowe i inne, np. postkolonialne. Jednak ich głos jest słabo słyszalny, zaś praktyki seksualne i płeć są osnową bardzo różnych dyskursów. Nie wszystkie one mają na uwadze upełnomocnienie odmieńców, jak również te oddolne mikroinicjatywy emancypacyjne dotyczące seksualności i płciowości nie wspierają wszystkich praktyk mniejszościowych. Trudno np. mówić o rodzicielstwie lesbijek i gejów w Polsce, gdy oni sami są wciąż nieobecni na społecznej arenie i trwa walka o ich i innych odmieńców tolerowanie. Poza tym wielość potencjalnych tożsamości związanych z płcią i seksualnością prowokuje pytanie o granice odmienności, o czym pisze sama Judith Butler w tych oto słowach: „Nie wszystkie praktyki mniejszościowe należy usprawiedliwiać czy pochwalać; jednak zanim się je oceni, trzeba najpierw móc je w ogóle pomyśleć” (s. 12).