Rodzice gejów i lesbijek
Rodzice gejów i lesbijek, podobnie jak rodzice dzieci heteroseksualnych w różnym stopniu angażują się w ocenę i wywieranie wpływu na życie uczuciowe, związki erotyczne i wybór małżonków przez swoje dzieci.
W Polsce dorosłe dzieci często są zależne materialnie od rodziców i mieszkają z nimi pod jednym dachem, a to rodzi pokusę, by nadal traktować je jako osoby, za które jesteśmy odpowiedzialni i o których przyszłość winniśmy się troszczyć. Chociaż zasadniczo wybór partnerki/ partnera pozostawia się dziecku, to gdy wybór ten budzi niezadowolenie czy niepokój rodziców, często dają temu wyraz. Niezadowolenie czy niepokój może się pojawić, gdy uważamy potencjalnego zięcia czy synową za osobę obcą – kulturowo, narodowo, rasowo, społecznie, religijnie.
Znacząca część społeczeństwa, w którym żyjemy przywiązana jest do tego, co uważa za wartości chrześcijańskie i tradycję narodową i z góry nieufnie nastawiona do wszystkiego, co inne, odmienne, obce dopatrując się w otwarciu na różnorodność zagrożenia.
Choćby sami rodzice nie byli ksenofobami troszczyć się mogą o los dziecka, które wyborem swym wykracza poza to, co w danym środowisku uznane jest za swojskie i normalne, nieświadome być może ceny, którą przyjdzie mu zapłacić. Agresywny, nieodpowiedzialny i obarczony nałogami osobnik zmieści się w ramach tego, co swojskie, normalne i narodowe, lecz gej czy lesbijka siejący “moralny nieporządek” w kanonie tym się nie mieszczą. Pół biedy, gdy nasze dziecko może zaszyć się w wielkim mieście – co stanie się z nim jednak w małej, konserwatywnej społeczności?
Gdy dowiadujemy się, że nasze dziecko jest lesbijką albo gejem pojawia się problem zagrożenia i obcości. Innym – Inną jawi się nasze dziecko a zagrożeniem jest dla niego społeczeństwo, w którym żyjemy i którego część stanowimy. Również i my sami możemy poczuć się zagrożeni – ostracyzmem, obwinianiem, drwiną. Możemy uznać, że nie jesteśmy dość silni by przetrwać odrzucenie przez własne środowisko i by się przed tym uchronić możemy potępić i odrzucić własne dziecko. Zaczynamy się zastanawiać, kim jest nasze dziecko? Co właściwie wiemy o homoseksualizmie, lesbijkach i gejach? Kto i kiedy uczył nas, w jaki sposób mamy wspomagać dzieci żyjące w związku z osobą tej samej płci? Co takiego zrobiliśmy – że stał się gejem? Czego nie zrobiliśmy – że stała się lesbijką? Jak on (ona) mógł (mogła) nam to zrobić? Czy coś się jeszcze da z tym zrobić? Czy w naszym własnym doświadczeniu spotkaliśmy się z przeżyciem intensywnego uczucia do osoby tej samej płci? Czy nasze uczucie matki do córki, ojca do syna było kazirodcze? Czy to my sami wychowaliśmy geja, wychowaliśmy lesbijkę, ponieważ chcieliśmy na zawsze zachować dla siebie nasze dziecko? ponieważ odrzuciliśmy nasze dziecko? Czy dopuściliśmy do sytuacji, w którym nasze dziecko zostało uwiedzione przez osobę tej samej płci? Czy ochroniliśmy dziecko przed skrzywdzeniem przez osobę płci odmiennej a wówczas zwróciło się ku osobom tej samej płci?
Część tych pytań to echa przebrzmiałych (lecz nie w Polsce) teorii psychologicznych i psychiatrycznych uznających homoseksualizm za rodzaj choroby czy zaburzenia i doszukujących się przyczyn tej choroby/ zaburzenia w patogennych wpływach środowiskowych. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne uznało w roku 1973, iż homoseksualizm nie jest chorobą ani zaburzeniem, zajęło też stanowisko, że próby wpływania w toku praktyki psychiatrycznej na zmianę orientacji seksualnej jest niezgodne z kodeksem etyki zawodowej. Światowa Organizacja Zdrowia ostatecznie potwierdziła, iż homoseksualizm nie jest chorobą ani zaburzeniem w roku 1991.
Inne pytania, które możemy sobie zadawać wynikają z przypuszczenia, iż homoseksualizm jest świadomym wyborem, być może wyborem skierowanym przeciwko rodzicom, mającym ich poruszyć i zranić, częścią młodzieńczego buntu, którą to tezę lansowała w mediach jedna z polskich psychoterapeutek.
Czytelnictwo: 1%










