13.02.2008
Patrzę na zegarek. Mamy dopiero 5 rano. Zza firanki uśmiecha się do mnie przepiękne słońce. Za niecałe 6 godzin będę się już podpisywała innym nazwiskiem.
Siedzę u fryzjera, piję herbatę i od czasu do czasu spoglądam co wyprawiają z moimi włosami, i z tego co widać wyjdę stąd tak samo jak weszłam. Jeszcze tylko makijaż.
Piękna, mało zgrabna za to powabna wsiadam do samochodu Sveii i pędzimy do mojego domciu, już dziewiąta.
Dzieci otwierają mi drzwi. Mój syn „pod krawatem” a moja córcia w eleganckich czarnych martensach i przepięknym różowo-pastelowym kompleciku. Mam łzy w oczach. Ale nawet płakać nie mogę, bo szlag jasny trafi cały makijaż.
W kuchni jest tłoczno od ludzi. Meggi, moja przyjaciółka, patrzy na mnie jakby wiedziała czego potrzebuję. Stawia na stole wódkę, a ja niewiele myśląc od razu mówię: “wypijmy, bo inaczej się zaraz rozpłaczę ze szczęścia”!
Krzyś w końcu wychodzi z łazienki, więc w końcu mogę gdzieś pójść i się zamknąć na 5 minut w spokoju. Z Meggi zabieramy się za ubieranie. Trenowałyśmy ostatnie 4 dni, więc powinno pójść dość szybko. Mając przy tym kupę śmiechu zawijamy po raz setny moje sari. Jeszcze parę agrafek i nie powinnam go gdzieś po drodze zgubić.
Wszyscy ubrani, parę osób pali jeszcze nerwowo papierosa w kuchni. Musimy jechać.
Przed Urzędem Stanu Cywilnego tłumik ludzi, pewno jeszcze inni będą brali ślub.
Wysiadam z samochodu i nie wierzę własnym oczom! To mój tłumik ludzi, to moi znajomi, przyjaciele, koledzy i koleżanki z pracy, rodzina!
Wchodzimy do środka. Całe schody i sala jest zapełniona, nie ma gdzie palca wcisnąć.
Siadamy przy prostokątnym stole, skromnie, ale zarazem tak pięknie udekorowanym. Po prawej stronie siada Krzyś, mój świadek, za mną siedzi Meggi i się uśmiecha. Moja córka nagle do mnie podbiega i mnie z całej siły ściska. Po lewej stronie siada Maurice, nasz drugi świadek.
Ktoś mnie chwyta za rękę, odwracam głowę w lewą stronę – to moja przyszła żona, Anja.
Patrzymy na siebie, nie słyszymy jaki szum jest na sali, kto o czym rozmawia, nie słychać nawet krzyków malutkich dzieci mojej przyszłej szwagierki, które raczkują pod krzesłami.
Świat zaczyna się wokół nas kręcić, stoimy i patrzymy na siebie, uśmiechamy się i w jednym momencie mówimy „kocham Cię”
Cała ceremonia, to jak jeden wielki sen który w końcu stał się rzeczywistością.
13.02.2008 o godzinie 11.00 podpisałam się moim nowym nazwiskiem, nazwiskiem mojej żony.
W przeciągu całego dnia i do bardzo późnej nocy przewinęło się przez naszą imprezę około 98 osób. Około 19.00 wstaje moja przyjaciółka Svea i wznosi toast: “wypijmy za kogoś specjalnego, kogoś, kto dziś kończy 34 lata! I komu w końcu spełniają się najskrytsze marzenia!”
Fakt! Mam dzisiaj urodziny.
Bawiliśmy się prawie do rana.
Razem będziemy do końca życia.
Czy to nie piękne, móc powiedzieć: moja żona!
Piękne…tak piękne, że jak to wszystko piszę, znów mam łzy w oczach.
…………………………………………………………………………………………………………………………………..
Związki partnerskie w Niemczech można zawierać od 1 sierpnia 2001 roku.
Ostatnie statystyki mówią że do końca 2007 roku związek partnerski zawarło około 15.000 tys. osób. Za to ponad 68.000 tys. Homoseksualnych osób jawnie mówi o „mieszkaniu razem”.
Ile jest ich w tej chwili? Chyba ktoś w końcu przestał liczyć i wystawiać nas do oglądania jak w ZOO.
Należy podkreślić istotne różnice między małżeństwem a związkiem partnerskim, są to przede wszystkim:
- sprawy podatkowe: w Niemczech są różné grupy podatkowe. Najgorsza trafia się osobom samotnym, bądź osobom które żyją w związku partnerskim. Normalne małżeństwo ma prawo do wyboru grupy podatkowej.
Być może na pierwszy rzut oka jest to mały problem, ale gdy obliczam, że jako lesbijka w związku partnerskim tracę 400 € na podatek więcej niż np: pani mająca męża, to czasem na samą taką myśl nóż się w kieszeni otwiera.
- możemy jedynie adoptować dziecko partnerki – ktore jest jej dzieckiem biologicznym,
wyklucza się natomiast możliwość wspólnej adopcji obcego dziecka.
- nie dokończona jest ustawa mówiąca o rencie, którą otrzymamy w wypadku śmierci naszego partnera/partnerki
Teoretycznie istnieje cała lista „różnic”, więc się aż ciśnie na język by spytać, kto jest aż tak głupi żeby zawierać związek partnerski i tracić w dosłownym tego słowa znaczeniu kasę, czasem honor i wiele innych rzeczy!?
Z mojego punktu widzenia, jest to kwestia tego, jak bardzo chcemy pokazać, że jako osoba homoseksualna potrzebujemy tego „świstka”.
Czasem życie nam pokazuje samo, że warto mimo wszystko taki związek zawrzeć. Niestety, wiadomo ze np. w szpitalach nie wpuszcza się kogokolwiek kto jest spoza rodziny – przynajmniej przy ciężkim przypadku choroby. Sama to przeżyłam, i nie chcę nigdy więcej.
Oczywiście znajdą się ludzie którzy powiedzą, że do szczęścia nie jest potrzebny papier, i z pewnością mają rację. Tylko czemu mam rezygnować z czegoś, co komu innemu przysługuje, czemu nie mogę się cieszyć byciem żoną… mojej żony.
Każdy człowiek powinien mieć prawo do robienia tego, co by chciał, a przynajmniej do tego co robi większość.
Cieszę się, że pomimo tylu „ale” mogłam zawrzeć związek partnerski z Anją, z kobietą którą kocham, z człowiekiem który ze mną razem będzie wychowywał dzieci, z kimś za kogo jestem odpowiedzialna i mam zamiar tą odpowiedzialność ponosić do końca życia.
Wśród dużej ilości wydarzeń i tekstów wiele może Ci umknąć. Dzięki newsletterowi, dostaniesz na skrzynkę raz w tygodniu przegląd naszych ostatnich tekstów. Czytasz tylko to, co Cię interesuje, wtedy, kiedy masz na to ochotę. Za darmo, wygodnie i czytelnie.
Ciekawe? Codziennie publikujemy nowe!
Zapisz się do naszego kanału RSS – dzięki temu nie ominiesz żadnego tekstu!
Zobacz również
| Homofobia wywodzi się z niewiedzy Klasyczna sytuacja wygląda tak, że bez względu na płeć, ważne żeby to był człowiek o orientacji... | PrzedŚwiąteczne nastroje ;) W tym roku Babcia miała operację, więc dajemy jej święty spokój i nie ruszamy się nigdzie na święta.... | Jestem homoseksualna. Nie boję o tym mówić. Witajcie, jestem Karolina. Mam 22 lata. Jestem homoseksualna. Nie boję o tym mówić.Nie ma powodów... | Wy idźcie przodem, a ja pójdę tamtędy. Mój ostatni artykuł wykazujący moją swoistą polemikę z problemami homoseksualistów, z codziennym... |










