Niedawno w Dużym Formacie ukazał się reportaż Jacka Hugo-Badera pt. „Podziemne życie Ewy. H.” o Ewie Hołuszko, która – jeszcze przed operacją jako Marek Hołuszko – była legendą wolnościowego podziemia w czasie stanu wojennego. Po tej publikacji ukazały się w internecie dwa teksty krytyczne wobec reportażu: krótki komentarz Krzysztofa Tomasika na stronie Krytyki Politycznej (http://www.krytykapolityczna.pl/Krzysztof-Tomasik/Hugo-czy-Bader/menu-id-198.html) i nieco dłuższe omówienie na Feminotece mojego autorstwa (http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=700). Pod tym ostatnim bohaterka reportażu Ewa Hołuszko zamieściła obszerny komentarz, który obnaża skandaliczne kulisy powstania reportażu oraz manipulacje, jakich dziennikarz dopuścił się na zebranym materiale. (O reportażu piszę również na blogu www.hodowlaidei.blogspot.com).
Niestety, żaden z dużych portali LGBT nie nawiązał do tego reportażu. A przecież Ewa Hołuszko to postać ważna i jej marginalizacja społeczna i historyczna powinna skłonić społeczność LGBT do poczucia solidarności. Zaraz zaraz, czy tam na końcu jest T? I czy ten termin nie odnosi się przypadkiem do osób transgenderycznych i transseksualnych? Jak to jest, że w tak masowym medium jak dodatek do Gazety Wyborczej ukazuje się poruszający (choć zmanipulowany) reportaż o tak ważnej postaci – a środowisko milczy? Gdzie zatem podziało się „T”, gdzie podziała się solidarność z osobami transseksualnymi? Osoby te poddawane są podwójnemu ostracyzmowi: zarówno ze strony „normalnego” społeczeństwa jak i (jak pokazuje niniejszy przykład) ze strony środowiska gejowsko-lesbijskiego. To właśnie sprzeciw wobec tego rodzaju wykluczeń był inspiracją do powstania ruchu i teorii queer (w opozycji do wcześniejszego aktywizmu opartego na gejowsko-lesbijskiej polityce tożsamościowej).
Nie bez winy jest też Inna Strona, więc jako jej (nieregularny) współpracownik postanowiłem ten brak nadrobić. Jest to zresztą jeden z niewielu portali społecznościowych, który przy zakładaniu profilu udostępnia opcję „trans” – i chwała mu za to! Ale już w dziale „Piszą o nas” nie odnotowano publikacji reportażu o Ewie Hołuszko. Rodzi się zatem pytanie: kto to jesteśmy „my”? Kto się do nas zalicza, a kogo marginalizujemy lub wykluczamy? Czyją sprawą – jakiego środowiska – powinna być sprawa niemłodej, schorowanej, odstawionej na boczny tor (a w reportażu pośrednio obśmianej) transseksualistki o ogromnych zasługach dla ruchu wolnościowego w Polsce? Rozumiem, że obecnie mocno nagłośniona sprawa homo-związków jest dla wielu gejów i lesbijek niezwykle istotna, ale jeśli społeczność LGB (T??) tak bardzo lubi wypowiadać się na temat wykluczenia i dyskryminacji, to może jednak powinna okazać więcej zainteresowania i solidarności z panią Ewą?
Poczucie wykluczenia nie daje nikomu „świadectwa moralności”: można być wykluczonym i jednocześnie samemu wykluczać. A najprostszą formą wykluczenia jest „przeoczenie” i „przemilczenie”, czyli np. spychanie osób trans do sfery społecznej „niewidzialności”. Niestety, społeczność, w której tak wiele osób podkreśla swoją „normalność”, siłą rzeczy będzie miało tendencję do dyskryminowania osób transseksualnych jako „dziwadeł” i odszczepieńców od (homo)normy. Ale przecież też w tym środowisku również wiele osób wrażliwych i otwartych, które nie dyskryminują transseksualistów i transseksualistek świadomie i rozmyślnie. Wykluczenie zaczyna się już na poziomie automatyzmu: pewnych rzeczy „po prostu” nie zauważamy albo „po prostu” nie wydają nam się specjalnie ważne – bo tak nauczono nas postrzegać rzeczywistość.
Jeśli chcemy mieć moralne prawo do używania terminu „LGBT”, nie wolno nam przemilczać takich historii, jak historia Ewy Hołuszko.
Przeczytaj:


Zakładałam ostatnio konto na innej stronie i strasznie wkurzyło mnie, że K/M i M/K są podczepieni pod JEDNĄ opcję. Portal jest także dla T, ale tak, jakby ktoś sobie o ich istnieniu przypomniał – i tyle. Doceniam, że taka opcja w ogóle jest, no ale w końcu to największy (chyba) portal dla LG(B!!)T, więc wypada. Jedna czy dwie opcje mniej nikogo nie zabiją…
Z resztą się zgadzam. Niech nas nie zje ta obsesja normalności…
Dlatego u nas jest K, M, trans (bez rozróżniania czy transgender, seksualny, westyta itd.), queer, inne – każdy znajdzie coś dla siebie; a jeśli nie – piszcie