
W życiu każdego człowieka z „branży” pojawia się w pewnym momencie chęć powiedzenia komuś „jestem lesbijką/bisexualna/gejem”. Nie wynika to z tego, że mamy ogromna chęć demonstrowania wszystkim owego faktu, tylko mamy dość udawania kogoś kim nie jesteśmy przed grupą najbliższych nam osób. I tak było ze mną.
Przyjaciele – osoby na dobre i na złe, przed nimi nie mamy tajemnic. A ja miałam. Znałyśmy się chyba od piaskownicy, bo tak się powinno mówić, jeśli zna się kogoś kilka dobrych lat. Dorastałyśmy na tym samym osiedlu, na tym samym szarym nudnym blokowisku. To był okres gimnazjum, mój bunt, moje „nie” dla każdej normy prawnej w tym kraju. Nie istotne było czy była słuszna czy nie, liczył się sprzeciw wszystkiemu i wszystkim. Wtedy postanowiłam „powiem im”. Nie należę do osób, które wylewnie opowiadają o swoim życiu, a tym bardziej o sobie więc myślałam, że te kilka słów wypowiem tak szybko, że nawet nie zdąża zauważyć.
Więc pewnego dnia, jak to bywa przy partyjce pokera (uwierzcie, że to była jedyna rozrywka całego osiedla) zasiadłyśmy do stołu. Ja i moje przyjaciółki. Cały czas będąc w stresującej sytuacji nie mogłam skupić się na grze, szukałam odpowiedniego momentu by to w końcu wydusić. I tak mijały godziny, postanowiłam: „dosyć!” – powiem i koniec. Położyłam karty na stół i powiedziałam, żeby przestały grać. ” No co Ty? Nic nie masz i chcesz nas zagadać?”. Pokazałam karty. Kareta. Jedna zapaliła papierosa, druga wygodnie rozsiadła się w fotelu. „Musze wam coś powiedzieć” – powiedziałam to tak drżącym głosem, że dziwie się, że to zrozumiały. „No wal, co jest?” i w tym momencie ich oczy wgapione prosto we mnie, przymrużone brwi i pełne skupienie. „Bo ja..” zaczęłam nerwowo, chociaż wcześniej w głowie układałam tysiące gotowych zdań. „Nie mamy całego dnia” usłyszałam i jakoś nie dodało mi to odwagi. „Słuchajcie jestem bisexualna, podobają mi się kobiety..no wiecie o co chodzi” to było najbardziej kretyńskie zdanie jakie zdołałam wykrztusić. Cisza. Słyszę tylko telewizor i psa za oknem. „No i co kurwa?” powiedziała „Z.” oparta o fotel niczym menel piwniczny. „Nie dziwi to Was? Czy to coś zmieni miedzy Nami?” spytałam, bo nie spodziewałam się takiej ignorancji. „Nie?” Odpowiedziała „A” z miną jakby zjadła pół kilo śledzi i popiła mlekiem. I w tym momencie kamień z serca spadł i uśmiech pojawił się na mojej twarzy. „Nie interesuje mnie co robisz w łóżku, jesteś naszą przyjaciółka, znamy się od dziecka, prawda?” zdziwiło mnie ze „Z” stać na wypowiedzenie tak inteligentnego zdania. „Grajmy” podsumowała wszystko „A”, której najwyraźniej moja kareta ucięła ambicje. Po kilku latach od tego zdarzenia dowiedziałam się ze „Z” miała dziewczynę ponad rok czasu.
I tak wyglądał mój pierwszy coming out wśród znajomych. Totalna paranoja.
Następne było liceum. Wiadomo – matura. To już jakiś krok w dorosłość,, myślałam, potem studia i zmiana miasta. „Daleko od starych” jestem pewna, że ten powód nie jest tylko moim pomysłem, żeby iść na studia. 1 klasa liceum. Nowe osoby, nowe miejsce. „Czyste konto” nikt mnie nie zna, mogę by kim zechce. I wtedy pojawiła się ONA. Brunetka, średniego wzrostu, o pięknych niebieskich oczach. Była nowa w klasie, przepisała się do nas z innej szkoły. Na początku byłam nastawiona dosyć neutralnie, szczególnie dlatego ze znała się z moja koleżanką „z ławki” i pomyślałam, ze chce odebrać mi nowych znajomych. Eh, ta zazdrość. Minęło kilka tygodni, miesięcy. I okazało się, że więcej nas łączy niż dzieli. Wspólne zainteresowania, wypady na miasto, imprezy, zakupy. Nawet nie wiem kiedy mówiłyśmy do siebie „moja przyjaciółko”, czułyśmy to, choć nigdy bezpośrednio nie używałyśmy wobec siebie takich określeń. Mówiłyśmy sobie wszystko, zawsze podziwiałam jej szczerość. Potrafiła mówić godzinami o błahostkach, płakała na moim ramieniu, śmiała się wraz ze mną z głupot. Zawsze była przy mnie. I tak to trwało 3 lata liceum. Zawsze była zła o to, że nic jej nie mówię, że skrywam swoje życie prywatne. Nurtował ją również fakt, że „czuła we mnie jakąś tajemnice”. Pod koniec 3 klasy postanowiłam jej powiedzieć. Bolało mnie to, że jest wobec mnie szczera, a ja ukrywam przed Nią tak ważna rzecz.
Byłam już w domu, kiedy postanowiłam napisać jej sms?a. Innego sposobu sobie nie wyobrażałam. Tak więc wysłałam jej: „Jestem bisexualna, możesz mnie znienawidzić lub zaakceptować, zrozumiem”. Wysłałam i czekam. Cisza. Czekam. Cisza. Tak bardzo się bałam jej odpowiedzi. Była pierwszą osobą z którą czułam, że mogę zrobić wszystko, nie chciałam by się ode mnie odwróciła. Dzwonek w telefonie. Wiadomość. Odczytaj. „Jest ok, jestem trochę w szoku, mam ochotę Cię przytulić..” Boże dziękuje Ci! Tak bardzo się cieszyłam, że mnie nie odepchnęła, nie powiedziała, że nie chce mnie znać, że koniec naszej przyjaźni. Następnego dnia w szkole czułam miedzy nami dystans, była jeszcze w szoku, nie wiedziała jak ma się zachować. Kiedy się „oswoiła” ze mną, zaczęła zadawać pytania „Dlaczego?”,”Od kiedy wiem?” itp. Odpowiadałam. Pytanie po pytaniu. Dzięki mojemu coming outowi stawałyśmy się sobie oraz bliższe, cieszyła się, że otworzyłam się przed Nią. Zaczęłyśmy częściej chodzić na spacery, spotykać się poza szkoła. I któregoś dnia dotarło do mnie, że ona nigdy nie była tylko moją przyjaciółką, że zawsze to było coś więcej. Zbliżały się matury. Każdy zaszywał się w domu i poświęcał majówkę na pilne przygotowania. A my chodziłyśmy na plażę, leżałyśmy na piasku i patrzałyśmy na chmury. Żadna z nas o tym nie mówiła, ale cieszyłyśmy się swoją bliskością. Któregoś dnia powiedziała mi, że nas zawsze łączyła dziwne uczucie którego nie potrafi nazwać. Ja wiedziałam jak to się nazywa. Po kilku tygodniach powiedziała mi, że mnie kocha. Jesteśmy parą do dziś.
Coming Out to jak „Kinder niespodzianka”, nigdy nie wiesz co będzie w środku. Możesz zyskać akceptacje, zrozumienie, wsparcie, kilka łez. Możesz uświadomić sobie, że osoby które Cię kochają nie patrzą na Twoja orientację, liczy się tylko to, kim jesteś w środku. Wiem, że mogłam narazić się na odepchnięcie ze strony moich bliskich, mogli tego nie zaakceptować, ale opłacało się. Nie straciłam przyjaciół, ulżyło mi na sercu. No i zdobyłam swoją miłość. Kocham Cię.
By : Hominem_quaero





