Kto jest na facebooku, ten wie: mamy kampanię społeczną promującą ideę równych (lub prawie równych) praw dla par tej samej płci.

Jeżeli nie ma Was na facebooku, mogłyście/mogliście nie zauważyć, bo po pierwsze kampania skierowana została do społeczności spoza wielkich miast, a po drugie nie wzbudziła większych emocji. Pomysł idzie pół kroku dalej niż „Niech nas zobaczą”, bo tym razem pary zamiast trzymać się za ręce, przytulają się do siebie, co niestety ani ziębi ani grzeje tych, co patrzą (czyli odbiorców). Zapewne z wyjątkiem pojedynczych obywateli, którym zdarza się – jak w Inowrocławiu – namazać na plakacie coś niepochlebnego (na homofobiczne odruchy możemy jednak tu i ówdzie liczyć). W moim mało istotnym statystycznie, ale za to najbliższym otoczeniu, odzew na „Miłość nie wyklucza” był równie letni: kampania zrobiona bez jaj(ników), nie zachwyca, nie rusza, nic nowego nie wnosi.
Może o to chodzi, żeby nie ruszała? Żeby nikt na nią (na nas) nie zwracał uwagi? Tak jak na święte obrazki, reklamy proszków do prania, powietrze?
Znam i lubię wiele osób, które wzięły w tej kampanii udział. Doceniam ich wysiłek. Niestety, sam pomysł entuzjazmu we mnie nie budzi.
W PRL-u funkcjonowało dowcipno-zgryźliwe hasełko „nieważna płeć, liczy się uczucie”, którego dobrodziejstwa doświadczyłam na własnej skórze. W ten sposób przyjaciółka podsumowała mój skromny towarzyski coming out, kiedy byłam nastolatką. Parsknęła przy tym śmiechem, na zasadzie: dziwna jesteś, co mnie bawi, ale rób sobie, co chcesz.
Nie wiem, co w tym powiedzonku tak wszystkich bawiło, a może wiem – to, co dziś dla nas oczywiste i wcale nie śmieszy (to prawda: nieważna płeć, liczy się uczucie!) wówczas nie było oczywiste ani dla nas, ani dla tak zwanej większości. Świat wokół był homofobiczny bardziej. Pan z panem/pani z panią kochają się. Wszak „każdemu wolno kochać”, cha cha!
Tak więc, kiedy spojrzałam pierwszy raz na fotografie chłopaków i dziewczyn pod wspólnym szyldem „Miłość nie wyklucza. Żądamy związków partnerskich”, pomyślałam: no tak, miłość w żadnym razie – od dawna wszyscy to wiedzą. Tylko co z tego ma wynikać, skoro wyklucza nas państwo? Chyba od niego, a nie od miłości, żądamy przyzwoitego prawa?
Państwo ustami swoich przedstawicieli mówi wyraźnie: miłość to prywatna sprawa. Państwo usiłuje też od dawna nam wmówić, że prywatne sprawy obywateli nie są przedmiotem jego zainteresowania (tak jakby podatki nie dotyczyły prywatnych pieniędzy, a służba zdrowia prywatnych sekretów ciała i umysłu). Państwu jest więc bardzo przyjemnie, że miłosnej akceptacji nie wymagamy od państwa. Nie oszukujmy się, to nie ono wyśpiewa wzruszającą puentę: „bo miłość, mój miły, to ja”. A szkoda.
Chciałabym żyć w państwie, które nie wyklucza. Nie tylko par homoseksualnych, ale także ich dzieci (bo wiele tysięcy takich par wychowuje razem dzieci). Zapewne od samego wyobrażenia kampanii społecznej, która kojarzy „homo” z dziećmi włos się jeży na głowie nawet działacz(k)om.
Chciałabym też żyć w państwie, które oprócz par (homo czy hetero) i ich dzieci, nie wyklucza nawet dziwaków/dziwaczek takich jak ja, którzy chcą zamieszkać z przyjaciółmi w komunie. I w związku z tym najbliższym przyjaciołom dać na stare lata prawo do opieki, pochówku, oraz zapisać im w testamencie wszystkie dobra. Kampania promująca komuny lub poliamorię też zapewne odpada. Jeszcze by kogoś poruszyła, i co byśmy z tym zrobili?
Gdyby jednak środowisko LGBT w ramach noworocznego powiewu świeżości nabrało odwagi, to chętnie wystąpię na plakacie. Jako frakcja radykalna. W porównaniu do mojej kampanii na rzecz komun, takie związki partnerskie wydadzą się społeczeństwu naprawdę banalnym żądaniem.
I może o to chodzi, bo w kraju nad Wisłą nadal wyglądają na postulat skrajnie rewolucyjny.
A tymczasem w Szwajcarii toczy się akurat społeczna i polityczna debata na temat związków kazirodczych, a konkretnie legitymizacji związków miłosnych między rodzeństwem. Poinformowała o tym niedawno w obszernym artykule „Rzeczpospolita”, oszczędzając sobie i czytelnikom jakiegokolwiek wrogiego komentarza. Choćby takiego, że Szwajcaria ma najmocniejszą walutę w UE i dlatego stać ją na zajmowanie się głupotami.
Ciekawe? Codziennie publikujemy nowe!
Zapisz się do naszego kanału RSS – dzięki temu nie ominiesz żadnego tekstu!
Zobacz również
| Diversity Zdecydowanie różnorodność to nasz atut i nasze przekleństwo. Jesteśmy bardzo różni - od przegiętych... | Słupsk weźmie udział w akcji Miłość Nie Wyklucza! Miłość nie wyklucza. Większości z Nas kojarzy się to hasło z akcją prowadzoną obecnie w Naszym... | Miłość nie wyklucza w Sopocie MIŁOŚĆ NIE WYKLUCZA - SOPOT, 5 MARCA - IMPREZA BENEFITOWAAkcja "Miłość nie wyklucza" (www.miloscniewyklucza.pl)... | Głosuj na "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!" Jak głosować? http://www.kampaniespoleczne.pl/zestawienia,18,2,10_hitow_najlepsze_polskie_kampanie_spoleczne_2011_r_glosowanieGłosujcie... |






