Cześć, jestem Agnieszka i mam 20 lat. Od 5 lat podobają mi się kobiety.
Dopiero od 9 miesięcy jestem w poważnym związku z kobietą.
Wcześniej żyłam przez 6 lat z facetem. Wspominam o tym dlatego, ponieważ moim pierwszym i najważniejszym coming outem było otwarcie się przed samą sobą. Powiedzenie sobie TAK – chcę tego, mam na tyle siły, aby zrobić ten krok, chcę poważnego związku z kobietą..
Drugim, najważniejszym TAK było odpowiedzenie Jej właśnie owego TAK na zaręczynach J . Teraz w końcu jestem szczęśliwa, znalazłam to, czego szukałam – ideał J, chodź mówią, że ich nie ma. Wiem, że chcę być z Nią do końca życia i że w końcu całe otoczenie się o tym dowie, a tak zaczęłam uświadamiać ludzi.
Przyjaciele: cały czas byli na bieżąco z tym co się działo w moim życiu, od dawna wiedzieli, że kobiety mnie pociągają. Jednak, gdy związałam się na stałe od niektórych usłyszałam: „ale przecież to dziewczyna!” . Tolerowali to, a z czasem, gdy poznali Ją i zobaczyli nasz związek przeszli z tym do porządku dziennego, spotkamy się, chodzimy na imprezy – koledzy ze swoimi dziewczynami i ja ze swoją J.
Rodzice: mama – już kilka lat temu zapytała się: „ A Ty co, zakochałaś się” , gdy zobaczyła tapetę ze zdjęciami „koleżanki”. Odpowiedziałam tylko: „ możliwe” …
Od zawsze była tolerancyjna, dawałyśmy jej delikatne znaki, to była już tylko kwestia formalna zapytać się, czy zdaje sobie sprawę z tego, że spotykam się z kobietą.
Z ojcem nie mieszkam, nie mam zbyt dobrego kontaktu. On dowie się dopiero, gdy dostanie zaproszenie na ślub, wcześniej nie czuje takiej potrzeby.
Inni znajomi z czasem po kolei się dowiadywali, źle mi było w sytuacji, gdy miałam mówić, że jestem sama, albo że mam faceta. Po co udawać? Uważałam, że jest to bez sensu.
Z braku odwagi zazwyczaj pisałam z nimi o tym sms – wszyscy byli tolerancyjni.
Niektórzy jednak myślą, że „to minie”, że to tylko przygoda, ale jeśli ja wybieram taki „styl życia” im to nie przeszkadza. Kilka osób dowiedziało się po prostu widząc nas na mieście, gdy szłyśmy za rękę.
Jesteśmy otwarte, nie ukrywamy się. Po mieście chodzimy za rękę, całujemy się, przytulamy, nie wstydzimy się tego, że jesteśmy razem.
Nie spotkałyśmy się z żadnym objawami agresji w naszym kierunku, jedynie podteksty od strony mężczyzn – ale to nie w naszym mieście.
Następnym dużym Coming outem był rodzinny wyjazd do Gdańska do mojej rodziny. Ja, mama, Ona i mój niepełnosprawny kuzyn. Przez kilka dni udawałyśmy koleżanki, dla tych osób z rodziny, które na pewno by nie zaakceptowały tej sytuacji. Tymi osobami były osoby starsze ( 72 letnia ciocia i wujek) .
Całkiem inaczej zachowywałyśmy się przy mojej matce chrzestnej, jej mężu, córce i siostrze… J
Wieść tę przekazała im moja mama – w czasie, gdy wszyscy razem byliśmy na imprezie. Reakcja była niesamowita.
Mama chrzestna powiedziała: „ Że jesteśmy głupie że jej od razu nie powiedziałyśmy, ponieważ widać, że się kochamy”.
Wujek natomiast zapytał się Jej, czy mnie prawdziwie kocha i czy to na poważnie i życzył nam szczęścia. Wszystko ułożyło się pomyślnie.
Kuzyn zaakceptował Nas. Mówił, że sam się zastanawiał, aby spróbować z chłopcami…ale…
Wczasy zakończone, wróciliśmy do domu. Po tygodniu poszłam odwiedzić babcię (z którą mieszka ów wymieniony wcześniej kuzyn).
Udałam się z nim do pokoju, bo chciał pogadać. Powiedział, że przemyślał to wszystko i że jednak mu to przeszkadza, że nie chce mieć ze mną kontaktu. Powiedział o tym babci, przekazał mi, że jej się to nie podoba i że babcia mnie już nie kocha…. Zapłakana i zrozpaczona wyszłam z pokoju i poszłam wyjaśnić sprawę z babcią. Dzięki Bogu sprawy miały się trochę inaczej, chodź też nie kolorowo. Babcia powiedziała, że mnie kocha, że musi kochać, że jestem jej wnuczką, ale że nie rozumie tego. Obie płakałyśmy. Mówiła, że chce mieć kiedyś wnuki, że będzie się modliła abym się zmieniła…zapytałam się czy mogę ją jeszcze odwiedzać, zgodziła się.
Jednak milczałam przez tydzień. W drugim tygodniu babcia zadzwoniła, abym przyszła, abym się odezwała, że mnie kocha, że jest ok…ja jednak bałam się i wstydziłam tego, że ją zraniłam.
Kuzyn nadal nie przestał mieszać mi w życiu, cały czas odgrażał się, że powie dziadkowi – a obawiałam się, że wtedy dziadek zabroni mi odwiedzania ich, że stracę dziadków. Babcia w końcu nie wytrzymała presji, szantażu kuzyna i sama porozmawiała na spokojnie z dziadkiem. Reakcja była niespodziewanie miła. Dziadek powiedział: „ co z tego że jest z kobietą. Ważné, że jest szczęśliwa, że znalazła kogoś kto ją kocha”.
Sam tłumaczył babci, że nie ma w tym nic złego. Dziadek osobiście nigdy nie poruszył ze mną tego tematu. W końcu kuzyn poszedł do dziadka, chcąc go poinformować o mnie, lecz ku jego zdziwieniu dziadek nie wzruszył się tą informacją, a do tego usiadł i poważnie porozmawiał z wnukiem, chcąc wytłumaczyć jemu jaki błąd popełnił.
W relacjach z babcią jest już lepiej, pozdrawia moją Kobietę, Ona pozdrawia Babcię, jednak jeszcze nie zawitałyśmy u niej we dwie.
Jedynie z kuzynem nie odzywam się już od 2 miesięcy. On uważa, że nic się nie stało, ja mu nie wybaczę póki nie zrozumie swojego błędu.
Tym o to wątkiem kończę swoja historię o coming oucie.
Nie bójcie się tego, najważniejsze jest pozostać sobą.
Po coming oucie jest zdecydowanie lżej na duszy i sercu.
Życzę wszystkim pomyślnych wyjść z szafy i tolerancyjnego otoczenia!
Kira ( partnerka Cocolino)
Historie dzięki uprzejmości KPH Jelenia Góra
Ciekawe? Codziennie publikujemy nowe!
Zapisz się do naszego kanału RSS – dzięki temu nie ominiesz żadnego tekstu!
Zobacz również
| Prima Aprilis :) Jako redakcja moglibyśmy prawie nazmyślać wiele interesujących newsów na dzisiaj: a to, że Jarosław... | Od zawsze ciągnło mnie do dziewczyn Hmm... Od zawsze ciągnęło mnie do dziewczyn. Taki impuls. Nawet mając te kilka lat i oglądając... | I am queer Otwieram oczy i nie pamiętam. Kim jestem? Sobą. I am queer. Jestem gejem, homoseksualistą, przez... | Tak zwyczajnie. Internet. Przede wszystkim dostęp do sieci był moim pierwszym krokiem do ujawnienia się. Nagle okazało... |







