Raz na 30 tysięcy urodzeń pojawia się na świecie człowiek, którego psychika ma inną płeć niż ciało. Czekają go operacje, konflikty, samotność. W Polsce stawi czoła systemowi, który osób transseksualnych nie zauważa.
Często słyszałam, że zachowuję się jak dziewczyna. Ojciec powtarzał, że mam babski charakter, szwagier krzyczał za mną „panienka”, a matka przypatrywała mi się podejrzliwie. Przez całe dzieciństwo mnie wyzywali – Paulina ma spłoszone spojrzenie i nerwowo wygina palce. Jest smukła, wysoka, delikatna i zmęczona. Kilkanaście ostatnich miesięcy było najcięższym okresem w jej życiu. – A do tego teraz przed sądem moi rodzice robią, co mogą, by udowodnić, że jestem mężczyzną – dodaje.
Urodziła się 45 lat temu jako Piotr. Jako Piotr ożeniła się i doczekała dwójki dzieci. Marzyła co prawda, żeby być matką: przeżyć ciążę, poród, karmić piersią. To było oczywiście niemożliwe. Została więc ojcem. Czułym i opiekuńczym. Kiedy dzieci dorosły, zrozumiała, że nie może dłużej żyć w męskim ciele. Po interwencjach medycznych nikomu niewtajemniczonemu nie przyszłoby do głowy, że ma do czynienia z byłym mężczyzną. Chyba żeby zechciał ją wylegitymować. W jej dowodzie ciągle widnieje imię Piotr.
Paulina pozywa matkę
Polski system prawny ma problem z ludźmi takimi jak Paulina, a osoby po zmianie płci mają problem z polskim systemem prawnym. Nie ma precyzyjnych danych, ale wiadomo, że każdego roku kilkadziesiąt osób staje przed sądem, żeby dowiedzieć się, czy są mężczyznami, czy kobietami.
Zabiegi chirurgiczne dostosowujące płeć biologiczną do psychicznej przeprowadzane są w Polsce już od półwiecza, a od 1989 roku mocą postanowienia Sądu Najwyższego „poczucie przynależności do danej płci może być uznane za dobro osobiste i jako takie podlega ochronie również w drodze powództwa o ustalenie”. Zmiana płci metrykalnej ustalana jest w procesie cywilnym, w którym powodem jest osoba transseksualna. Drugą stroną w sądowej sprawie zmiany metryki są jej rodzice.
– Spotkałam się z nimi w sądzie – opowiada Paulina. – Mają grubo po siedemdziesiątce, są ludźmi starej daty. Nie mogą pojąć, dlaczego własne dziecko pozywa ich do sądu, bo tak to odbierają. Nie rozumieją, że walczę o siebie, że ta sprawa ich nie dotyczy. Sama konieczność wytoczenia procesu rodzicom grzebie możliwość ułożenia naszych rodzinnych stosunków na zawsze.
Paulina podkreśla, że każda rozprawa to dodatkowa trauma: – Ostatnio na sądowym korytarzu mama krzyczała: „Piotrek, co ty ojcu robisz?! 40 lat troskliwie cię chowałam, a ty nam teraz wstyd przynosisz!”. Są tak bardzo zacietrzewieni, że wyciągnęli sprawę wypadku samochodowego, w którym brałam udział przed laty, i sugerowali, że od tego czasu mam problemy neurologiczne. Najchętniej wsadziliby mnie do zamkniętego zakładu i trzymali tam do końca życia, żebym wstydu nie przynosiła.
Paulina wyciąga dowód osobisty (ten z imieniem Piotr) i pokazuje, że w miejscu, w którym powinien być wpisany adres zameldowania, jest pusto. To pamiątka po bezdomności – pół roku po rozwodzie i wyrzuceniu z domu rodziców mieszkała kątem u kolegi z pracy. Gdyby nie on i jego rodzina, byłaby samotna. Irytuje ją, że teraz w sądzie ludzie, którzy nie sprawdzili się, kiedy najbardziej ich potrzebowała, mają decydować o jej losie. – Ja rozumiem: lekarze, seksuolodzy. Ale dlaczego o moim zdrowiu mają się wypowiadać rodzina, rodzice i osoby postronne? – buntuje się Paulina. – Oni nie są autorytetami medycznymi. Powiem szczerze, choć brutalnie: łatwiej skorygować płeć metrykalną osobom, których rodzice umarli albo które wychowały się w domu dziecka. Stroną w ich sprawie jest kurator powołany przez sąd.
Ojciec o imieniu Iwona
Anna Grodzka, prezeska Trans-Fuzji (fundacji, której celem jest propagowanie informacji o problemach osób po zmianie płci), podobnych historii słyszała już dziesiątki: – Kłopoty wynikają z tego, że nie mamy w Polsce ustawy, która regulowałaby sytuację osoby trans-seksualnej. Każdy przypadek jest osobno rozpatrywany przez sąd.
Transseksualista zwykle żyje w niepewności. I nawet jeśli ma już w kieszeni dowód z nowym imieniem i nazwiskiem, to jego status nie jest jednoznaczny. Na przykład Iwona. Boi się o kontakty ze swoją niepełnoletnią córką. Ma 41 lat, rozwiodła się, kiedy była jeszcze biologicznym mężczyzną. Sąd ustalił wtedy wysokość alimentów płaconych na rzecz dziecka i postanowił, że ojciec będzie spędzał z córką miesiąc wakacji, tydzień ferii i co drugi weekend. A potem było leczenie hormonalne, operacja i sprawa sądowa zakończona skorygowaniem dokumentów. Iwona zastanawia się, jaka jest teraz jej sytuacja prawna. Czy ustalenia sądu (dotyczące przecież osoby o innych danych) nadal obowiązują? Czy matka dziecka wciąż musi konsultować z nią ważné sprawy dotyczące córki? Czy obowiązek alimentacyjny trwa? I jako kto Iwona płaci alimenty? Jako kobieta, choć nie matka? Jako ojciec z piersiami o imieniu Iwona?
Ciekawe? Codziennie publikujemy nowe!
Zapisz się do naszego kanału RSS – dzięki temu nie ominiesz żadnego tekstu!
Zobacz również
| Związki cywilne na Hawajach? W parlamencie stanowym na Hawajach prowadzone są prace nad wprowadzenie związków cywilnych dla par... | Jak to powiedzieć? Często pytacie jak powiedzieć rodzicom, znajomym o odmiennej orientacji niż homoseksualna. Staram... | TKDF – Happy Together Pochodzący z Hongkongu kochankowie, Ho Po-Wing i Lai Yiu-Fai są w Argentynie. W drodze do wodospadu... | Różné oblicza homoseksualizmu! Jeśli to dej pory byliście przekonani, że istnieją tylko dwie orientacje – homo i heteroseksualna,... |







