
Jako redakcja moglibyśmy prawie nazmyślać wiele interesujących newsów na dzisiaj: a to, że Jarosław Kaczyński dokonał coming outu, a to, że wreszcie poznaliśmy chłopaka Piaska, a że Renata Przemyk postanowiła opowiedzieć o swoim życiu lesbijki, Kasia Stankiewicz wreszcie wyznała prawdę o „Schyłku lata” i jej życiu osobistym, a George Cooney miał odwagę się przyznać. Moglibyśmy się uczepić tematu biednego Krzysztofa Ibisza, Kasi Adamik, Gaby Kulki, Ireneusza Krzemińskiego, a nawet Marii Janion. Pod ogniem mógłby się znaleźć Daniel Radcliffe, a nawet Evan McGregor. Pytanie po co?
Przecież wszyscy wiemy jak jest. Ricky Martin zwlekał przez kilkanaście lat ze swoim coming outem i teraz wszyscy go głaszczą po główce, że WRESZCIE mu się udało to wykrztusić, co większość wiedziała od wieków. Ciche głosy szepczą, że to pewnie potrzeba marketingowa albo wreszcie ma tyle kasy i ustatkowane życie, że może się wyoutować.
Wszyscy wiemy, że istnieje gro osób homoseksualnych, które boją się powiedzieć o swojej orientacji, bo stracą swoją pozycję. Krótko mówiąc: jeśli chcesz być kimś, musisz być heterosekusalny. Moja znajoma pracuje w edukacji. Jej zdaniem coming out byłby końcem jej kariery. Inna moja koleżanka dopiero studiuje: coming out przed rodzicami nie wchodzi w grę, bo nie zrozumieją. Kolega się nie outuje, bo jest na utrzymaniu rodziców.
Czego się spodziewamy? Że rodzice, znajomi i pracodawcy nagle zaczną uważać homoseksualność za coś normalnego jak leworęczność? Oczywiście, że zaczną. W tym tempie za 100 lat. Homoseksualność będzie zawsze uważana za chorobę, jeśli dotyczy tylko niektórych postaci w tv, gejów udających kobiety (przecież transpłciowość dla przeciętnego Polaka/Polki nie istnieje) czy jakiś gwiazd typu George Michel czy Cynthii Nixon („Sex w Wielkim Mieście”). Skoro tylko 10% Polaków i Polek uważa, że zna osobiście geja czy lesbijkę, to oznacza, że każdy z nas (tych 5%) wyotował się do 1 osoby! Ja mam na koncie ponad 3000. A Ty?






