Zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie na Festiwal we Wrocławiu od 24 do 26 września. Więcej info tu.

Droga do coming outu 1

Autor: Replika 26 lipca 2009



Wywiad z Tomaszem Raczkiem

Żeby mieć udane życie, gej musi włożyć w nie dużo więcej wysiłku niż heteroseksualista. Musi być twardszy, bardziej samodzielny, samowystarczalny i świadomy zarówno swoich celów, jak i swoich interesów.

Kiedy zrozumiałeś, że jesteś gejem?
W szkole średniej zorientowałem się, że coś, co uważałem za fazę homofilną, a więc naturalny okres w czasie dojrzewania, gdy chłopcy wolą środowisko rówieśników i unikają dziewczyn, u mnie nie przechodzi; ciągle wolę towarzystwo chłopców, także w wymiarze intelektualnym. Nie widziałem dla siebie żadnej roli w świecie kobiet, bo mnie on nudził. Podobało mi się za to wszystko, co było dowodem męskości, siły, zdecydowanego, nieznającego ograniczeń działania. No i miało smak wolności, także w sferze obyczajowej. Podczas studiów zrozumiałem, że jest w tym również aspekt erotyczny.

Jak wtedy o sobie mówiłeś? Nie było przecież słowa „gej”.
Nie pamiętam, pewnie homoseksualista. Na pewno nie „pedał“ czy „ciota“. Te określenia nigdy mnie specjalnie nie dotykały, np. jeśli ktoś powiedział „ty pedale“; nie czułem jednak potrzeby, żeby tak o sobie mówić. Słowo „pedał“ nie jest ładnym słowem.

A jak odbierałeś sztukę z wątkami homoerotycznymi? Dostrzegałeś je? Myślę np. o filmach Viscontiego, Pasoliniego…
Tak, także w „Kabarecie“ Boba Fosse’a, który obejrzałem trzy razy tego samego dnia, wychodząc i wchodząc ciągle do tego samego kina. Oczywiście zauważałem wątki homoerotyczne, sporo o nich pisałem, szczególnie w połowie lat 80., kiedy byłem krytykiem teatralnym „Polityki“. Pamiętam swój tekst „Włochaci i piękni w burdelu“ na temat sztuki Geneta „Parawany“ w Teatrze Studio (reż. Jerzy Grzegorzewski), potem napisałem „Nie uciekaj Pinokio“ o spektaklu Pier Paolo Pasoliniego „Affabulazione“ w Starym Teatrze w Krakowie (reż. Krzysztof Babicki). Zresztą odszedłem z „Polityki“ w związku z esejem „Zaraza w raju“ o nowojorskich gejach w sztukach Larrego Kramera na Broadway’u (za to potem udało mi się opublikować wywiad z Larrym Kramerem, gdy byłem już naczelnym „Playboya“).

O AIDS?Tomasz Raczek
Między innymi. Tekstu nie pozwolono mi opublikować, mówiąc, że jestem od pisania recenzji teatralnych z polskich sztuk, a nie esejów kulturowych o Ameryce. Z tego powodu zacząłem szukać innej gazety, w efekcie artykuł został wydrukowany w „Przeglądzie Tygodniowym“. Pisałem też do „Kina“, na przykład o filmie „Moja piękna pralnia“ Stephena Frearsa, którego premiery byłem świadkiem podczas Festiwalu w Edynburgu. Gdziekolwiek natknąłem się na tematykę gejowską, zawsze ją podejmowałem. Doceniał to Zygmunt Kałużyński, który powtarzał, że powinienem te teksty zebrać i wydać.

Nie unikałem tematyki homoseksualizmu, choć nie pisałem z pozycji homoseksualisty, lecz raczej życzliwego obserwatora. Wydawało mi się zresztą, że jest to optymalna sytuacja: dzięki temu miałem większą swobodę działania, mogłem napisać więcej. Myślę, że wtedy, w PRL-u, rzeczywiście tak było. Natomiast dziś już tak nie jest: ma się tym więcej wolności, im więcej się o sobie powie.

Na spotkaniu w KPH powiedziałeś, że w PRL-u można było napisać wszystko z wyjątkiem tego, że jest się gejem. Czy teraz już wiesz, dlaczego? Co powodowało tę niemożność?
Myślę, że brak zaplecza. Dziś, jak mówisz: jestem gejem, to opowiadasz się za pewnym sposobem życia i pewnym światem, którego namiastkę już w Polsce mamy w postaci Kampanii Przeciw Homofobii, Fundacji Równości, Lambdy, iluś portali internetowych itd. Opowiadasz się za czymś, co już jest. Mówisz: jestem częścią tego świata. A gdybyś w PRL-u to powiedział, to jakbyś się wystrzelił w kosmos.

Obracałeś się wówczas także w kręgach stricte homoseksualnych?
Raczej nie, przez wiele lat zniechęcał mnie do tego przykry zwyczaj nazywania siebie imionami żeńskimi, co niedawno przypomniał Michał Witkowski w „Lubiewie“. Dostawałem białej gorączki, gdy dorośli faceci mówili do siebie per „Violetta“, „Klaudia“ czy „Petronela“. Zwyczajnie mi się to nie podobało, nigdy do nikogo w ten sposób nie mówiłem. Dotyczy to zresztą wszelkich przezwisk, których nie „kupuję“. Kwestia smaku.

Czy wszyscy homoseksualiści tak robili? W PRL-u to była norma środowiskowa?
Nie wiem, ale wydaje mi się, że gdy geje spotykali się wyłącznie w swoim gronie, często na tym się kończyło.

Może to był jakiś sposób odreagowania, własny kod?
Być może, jednak na mnie ten kod nie działał. Co innego, gdyby w ramach kodu przebierali się w skórzane kurtki i spodnie…

Może takie skórzane środowiska też gdzieś były.
Niestety chyba nie było (śmiech).

A gdzie są twoi znajomi z tamtych lat? Dlaczego na różnych branżowych imprezach tak niewiele jest ludzi z pokolenia 50-latków i starszych?
Moi znajomi z tamtych lat mają dzisiaj ledwie po czterdziestce i są znajomymi z TYCH lat: pobudowali się, dużo podróżują po świecie, prowadzą najczęściej ciekawe życie, ale z dala od środowiska. Nie wiem, czy to jest ich wina, mam wrażenie, że po prostu nie ma dla nich oferty. To przykre przeoczenie młodszych pokoleń: kulturalne życie gejów sprowadzono do klubów, a tam do występów drag queens i striptizu. To naprawdę niewiele! Żeby dojrzalsi geje, tacy z grupy 35+ czyli mojej, czuli się komfortowo jako członkowie społeczności LGBT, muszą wiedzieć, że są w niej mile widziani. Że są atrakcyjną częścią środowiska. Tomasz RaczekTymczasem w klubach ludzi taksuje się niezmiennie według dwóch kryteriów – młodości i atrakcyjności fizycznej. Niestety my geje ciągle jesteśmy na etapie ciała, nie głowy…

Kilka numerów temu raport „Repliki“ był poświęcony divom gejowskim. Czy twoja książka „Karuzela z Madonnami“ to właśnie zestaw ulubionych div?
W pewnym sensie ale nie dosłownie. Bardzo lubię divy, choć nie mam do nich stosunku bałwochwalczego. Moją ulubioną divą jest Mireille Mathieu, wiernie kibicuję też Shirley Bassey, a ze śpiewających aktorek podziwiam Lizę Minnelli, Zarah Leander i Marikę Rökk. Mam jednak wrażenie, że w tej wyjątkowej miłości gejów do div chodzi o coś innego – spełniają one rolę swego rodzaju emocji zastępczej. Im więcej ograniczeń odrzucam w moim publicznym wizerunku, tym mniej potrzebne mi są divy do wyrażania tego, co czuję.

Autor: Krzysztof Tomasik

Artykuł pochodzi z portalu Replika

Replika

dwumiesięcznik społeczno-kulturalny

You might also like

Droga do coming outu 2 A jaki jest twój problem z lesbijkami? Jak to się stało, że na 57 kobiet w „Karuzeli..“ nie...
Wyjdź z szafy! Wyjdź z szafy - daj się poznac innym! www.wyjdzzszafy.pl to nowa strona o coming oucie założona...
Coming out… Ujawnienie orientacji psychoseksualnej – zaproszenie do dialogu Coming out… to nadal trudny dla Ciebie proces? Chcesz dowiedzieć się o nim więcej? Zobaczyć, jak...
Nowa Replika 24 numer magazynu społeczno-kulturalnego LGBTQ Ukazał się marcowo-kwietniowy numer “Repliki”....
Podziel się:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • Print
  • Wykop
  • Add to favorites
  • MySpace
  • PDF
  • Twitter
  • StumbleUpon
  • Blip
  • Digg
  • Flaker
  • Grono
  • Pinger
  • Śledzik
  • Technorati

ad

kup

?>

Polecamy

Cytaty

Obudziłem się pierwszego poranka, zajrzałem do małżeńskiego łóżka babci, i tam była ona razem z Mary. Przytulone do siebie, obejmowały się ramionami. Pamiętam, że babcia chrapała. Przyglądałem się im przez długi czas. Wyglądały tak naturalnie. Jak najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Jak miłość. — Cytat z filmu „Tacy jak my”

Ludzie LGBTQ

Sir Elton Hercules John (ur. 25 marca 1947 w Pinner jako Reginald Kenneth Dwight) - brytyjski piosenkarz, kompozytor i pianista początkowo związany z gatunkami rock and roll i psychodeliczny rock, później ewoluujący w kierunku muzyki środka, soft rocka, stał się w końcu gwiazdą współczesnej muzyki pop.

Jest homoseksualistą. 21 grudnia 2005, po 12 latach związku, zawarł związek cywilny z Davidem Furnishem.
More in 3 krok: faza akceptacji,codzienność (10 of 10 articles)

Switch to our mobile site