Kiedy zastanawiałam się, jak rozpocząć ten cykl felietonów, nie mogłam pozbyć się wizji: …Salon, ogień huczący na kominku, ja, całkiem siwa (miejscami przebijają rude refleksy) na bujanym fotelu, obok mnie moja wierna, śliczna laska
(niestety drewniana) i grupa młodych kobiet wpatrzonych we mnie, gdy rozpoczynam opowieść swoimi tradycyjnymi słowami: ?Kiedy byłam piękna i młoda, bo teraz mi tylko i zostało…?. Koszmar. Chociaż ten kominek… Dość! Tematem dzisiejszej pogadanki Cioci Rudej będą rozstania.
Wszyscy znają (a jeśli nie, to poznają) stan euforii, kiedy ogarnia nas uczucie zakochania. Można nie jeść, nie spać, poważamy się na rzeczy, które dotychczas wydawały nam się niemożliwe. Wydaje się, że tak już będzie zawsze, że zestarzejemy się razem z naszą wybranką/wybrankiem. Bywa jednak tak, że nagle to uczucie pęka jak bańka mydlana i dwie osoby się rozstają. Rozstajemy się z różnych powodów, ale główne są trzy: pierwszy to wypalenie związku, czyli casus starego dobrego małżeństwa. Jak powiedział kiedyś mój ulubiony seksuolog, występuje wtedy, kiedy partnerzy pierdzą przy sobie i nawet nie przepraszają. Nieco obsceniczne, ale trafia w sedno: przestaje nam zależeć na sobie, na tym, jak jesteśmy postrzegani przez drugą stronę, na jej zachwytach. Wtedy najłatwiej o przypadek drugi: ta trzecia/ten trzeci. W naszym unormowanym, nudnym życiu nagle pojawia się Ona/On. Jakże inny od naszej/naszego partnerki/partnera. Pełna tajemnic, nieoceniająca na każdym kroku osoba.
Ach, z nikim nam się do tej pory tak nie rozmawiało. Nagle okazuje się, że film, na który nie wybralibyśmy się z naszą partnerką/partnerem do kina (po co, i tak niedługo wypuszczą go na dvd) czy spacer w czasie deszczu po parku jest naprawdę fascynującą przygodą. Powód trzeci to niedopasowanie. Kiedy już ucichnie burza hormonów, adrenaliny czy czego tam chcecie (najczęściej po trzech miesiącach) i w końcu wychylimy nos z łóżka, kanapy, krzesła, okazuje się, że nic poza seksem nas nie łączy. I nadchodzi moment, w którym trzeba coś z tym zrobić.
Wierzę (stara, a naiwna), że decyzja o rozstaniu nie jest łatwa. Wiem, że jest to bolesne zarówno dla obu stron. Ale wiem także, że sposób, w jaki postanowimy to uczynić, rzutuje na naszą przyszłość. Chociażby dlatego, że, jak mawiała jedna z moich byłych wielkich miłości, wszechświat jest świadomy. Czyli wcześniej czy później wyrządzona komuś krzywda do nas wróci. Druga rzecz ? nie należy raczej robić sobie śmiertelnego wroga z osoby, która nas świetnie zna. Dla mnie jednak najważniejszym powodem są słowa lisa wypowiedziane do Małego Księcia: ?Trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło?.
Jak się nie rozstawać
Nie najlepszym sposobem jest spakowanie swoich rzeczy i powiedzenie osobie, z którą spędziło się kawałek życia ?No to pa?. Niewskazane jest też doprowadzenie drugiej strony do zadania pytania ?A więc to koniec??, kiedy on lub ona wsiada właśnie do ostatniego pociągu odjeżdżającego do rodzinnego miasta, w którym musi się znaleźć. Takie postępowanie świadczy nie tylko o naszym tchórzostwie, ale przede wszystkim o braku szacunku dla osoby, która przecież jeszcze nie tak dawno była dla nas całym światem. I pozostawia głęboki niesmak. Oj zrobiło się ponuro, żeby trochę to zmienić i być uczciwą, nie polecam również rozstawania się, mówiąc o tym przez sen. Niżej podpisana niestety uczyniła to dwukrotnie. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że następnego dnia miałam właśnie zamiar powiedzieć, co jest grane. Teraz się z tego śmieję z moimi byłymi, ale wtedy nie było nam do śmiechu.
Dobre rozstania
No dobrze, ktoś może powiedzieć, skoro jestem taka mądra, to może zamiast wylewać gorzkie żale, napiszę coś o tym, jak się rozstawać powinno. A napiszę. Idealną sytuację mamy wtedy, gdy dwie osoby dochodzą do wniosku, że nic z ich związkiem nie da się zrobić i najlepiej będzie go zakończyć. Sytuacja niezbyt przyjemna, ale… obie strony są świadome, że tak będzie najlepiej. Niestety, jest to rzadki przypadek. Najczęściej bywa tak, że to jedna ze stron podejmuje decyzję. Warto w tym momencie zdobyć się na odwagę i porozmawiać. Wyjaśnić przyczyny, dla których postanowiliśmy ten krok uczynić. Wiem, że to niełatwe. Warto jednak podjąć ryzyko i narazić się nawet na podbite oko. Kiedy druga strona ochłonie, doceni to, bo będzie to świadczyło o tym, że była dla nas ważna i nadal jest. Przecież, przypominam, z jakiś powodów z tą osobą byliśmy. Warto to mieć w pamięci, nawet jeśli chcielibyśmy o tym zapomnieć. Paradoks? Nie. Nam samym wspomnienie tego związku może pomóc w przyszłości, bo nikt z nas, bez względu na to, z jakich powodów związek się rozpadł, nie pozostaje bez winy. Tak więc warto uczyć się na błędach. I taka szczera rozmowa pomoże nam je dostrzec. Pozwoli nam również, w przyszłości, oczywiście, być może zyskać cudownego przyjaciela. Wszak któż zna nas lepiej niż nasza druga połowa, nawet jeśli jest to była druga połowa?
Tak więc okażmy odwagę, a także szacunek osobie, z którą przez jakiś czas dzieliliśmy życie. Bywają przecież, chociaż to się wydaje niemożliwe, piękne rozstania. Nigdy nie zapomnę rozstania dwóch moich znajomych. Dziewczyny walczyły o swój związek do końca. Nie straszne im były sesje psychoterapeutyczne (to kilka ładnych lat temu), długie rozmowy ze sobą i próby zmian, kompromisów. Walczyły kilka miesięcy. Niestety, nie udało się. Były zrozpaczone i odchorowały rozstanie. Ale żadna z nich nigdy nie powiedziała, że nie było warto, a ich związek był pomyłką. Przyjaźnią się do dzisiaj.
Autor: Małgorzata Rawińska
Przeczytaj artykuł na stronie magazynu Replika






