„Może właśnie spojrzenie kogoś z zewnątrz?” – powiedziała Monika podsuwając mi pomysł na napisanie tego tekstu. Jak do tej pory, byłam całkowicie niezwiązana ze społecznością LGBTQ, heteroseksualna, pochodząca z małego miasteczka, studentka resocjalizacji. Co ja mogę o tym wszystkim wiedzieć?
Kilka miesięcy temu byłam jak każdy obywatel tego jakże „pięknego” kraju. Społeczność inna niż heteroseksualna była dla mnie na tyle odległa, że aż niezauważalna. Wiedziałam, że gdzieś są ludzie, którzy na pewne sprawy patrzą inaczej niż ja, że ich życie wygląda zupełnie inaczej niż moje (a może nie aż tak inaczej?), że są, ale po jakimś czasie się o nich zapomina – brak bezpośredniego kontaktu z nimi był równoznaczny z ich nie istnieniem. Czułam się jak mała dziewczynka, wiedząca, że Św. Mikołaj istnieje, ale z biegiem czasu, gdy go nie widziałam siłą rzeczy przestawałam w niego wierzyć.
Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy poznałam transseksualną dziewczynę, która – w swojej cierpliwości, opanowaniu i dobroci – odpowiadała na zadawane pytania. Wraz z każdym kolejnym zaczęłam się „zbliżać” do
„środowiska”, do którego nikt mnie nie zapraszał, którego nie znam, a do którego w tym momencie lgnę, bardziej niż mi się wydaje. „Oni istnieją, nie gdzieś tam.. tutaj. Obok mnie.” – słyszałam swoje myśli.
Szukałam. Już nie tylko materiałów do pracy licencjackiej o transseksualizmie, ale żywych ludzi z krwi i kości, którzy w realny sposób przybliżyli by mnie do tego jakże odległego mi świata. Znalazłam. Napisałam do niej – lesbijki z mojego liceum – i po raz kolejny tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że „inny” (jak mówią heteroseksualni) nie znaczy gorszy.
Kiedyś przesłała mi artykuł. Nie uwierzyłam. Nie uwierzyłam, że ludzie, którzy walczą (jak mi się wydaje) o prawa dla samych siebie, żeby polepszyć i zmienić swoje dotychczasowe życie, mogą rzucać sobie kłody pod nogi. Myślałam, że są jednością. Uważałam, że „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” jest hasłem przewodnim dla środowiska LGBTQ. Pomyślałam: „nie dość, że ich nie widać i o nich nie słychać, to jeszcze sami robią sobie pod górkę”.
Czuję się zawiedziona. Zawiedziona, bo heteroseksualni nie muszą walczyć. Ani o związki partnerskie (czy małżeństwa), o wspólne rozliczanie się z podatków, o bezpieczeństwo na ulicach, o szacunek, o tolerancję i akceptację. WY musicie, ale nie chcecie. Tak to właśnie widzę. Nie przypominajcie o sobie raz do roku podczas parady, bo będzie jak ze Św. Mikołajem. Mówcie nam to codziennie: jesteście i chcecie żyć jak każdy człowiek, bo przecież niczym się nie różnimy.
Autorka: Marzena Orzeł
Przeczytaj:


No Marzenko bardzo ciekawy temat wybrałaś i dobrze go opisałaś.Podoba mi się Twoje spojrzenie na sprawę i uważam że masz racje w swoich przekonaniach.Pozdrawiam Cie gorąco
Buziaki dla Ciebie ;*;*
nio kochana niezły artykuł!!! bardzo mi się podoba!!
Git !
ciekawe spojrzenie na temat i co najważaniejsze, napisane w taki sposób, że interesuje czytelnika… tzn mi się ciekawie czytało
Może Ty się minęłaś z powołaniem i książki powinnaś pisać?
P