Udało się! Dzięki niesamowitemu wsparciu internautek i internautów spełni się marzenie Gosi i moje o ślubie w powietrzu. Ślubie, który wprawdzie nie będzie ważny w Polsce, ale już teraz dzięki niemu udało się zrobić coś bardzo ważnego. Ale zanim napiszę, co to takiego, muszę się wam do czegoś przyznać. Otóż gdy zgłosiłyśmy się do konkursu SAS, początkowo bałyśmy się rozgłaszać nasz udział. Nie dlatego, że obawiałyśmy się pokazać w mediach (choć ja tam się zawsze trochę boję), ale dlatego, że nie chciałyśmy się wystawiać na ostrze krytyki w naszym własnym gronie. Tak, wiem, kto działa, musi być przygotowany na to, że nie wszyscy będą go chwalić, ale mimo wszystko chyba każdy woli słyszeć, że robi coś dobrze, a nie, że robi coś źle i w ogóle nie powinien.
No ale stało się, wystartowałyśmy, ogłosiłyśmy i co? I nic! A właściwie wszystko! Bo nagle okazało się, że martwiłam się na zapas. Że nie doceniłam, oj bardzo nie doceniłam ludzi. Tak więc zanim w końcu przejdę do tego, co ważné, muszę was przeprosić. Myliłam się. To cudowne, pomylić się w takiej sprawie.
Wokół konkursu SAS wydarzyło się wiele wspaniałych rzeczy. Oddźwięk medialny. Mnóstwo, ale to mnóstwo naprawdę pozytywnych artykułów, programów, komentarzy. W mainstreamie i u nas. Tysiące głosów wsparcia od ludzi, którzy po prostu uznali, że tak, pary jednopłciowe też mają prawo do szczęścia. Tak po prostu, bez żadnych niuansów, bez żadnego „ale”. Ogromna praca co najmniej kilkudziesięciu, jak nie kilkuset osób, które tak zupełnie bezinteresownie, dla sprawy, dla związków partnerskich w Polsce, nie tylko oddały na nas głos, ale też zaangażowały się w pozyskanie jak największej liczby głosujących.
Ale ta największa, najwspanialsza, to konsolidacja środowiska. Tego samego, o którym do niedawna pisałam „tak zwane” i wątpiłam, czy w ogóle istnieje. Otóż teraz mogę bez wahania powiedzieć: tak, istnieje. Widziałam to. Istnieje i potrafi się w ogromnej masie, ponad podziałami zjednoczyć, aby ugrać coś dla nas wszystkich. Aby dołożyć swoją cegiełkę do walki o równe prawa dla osób nieheteroseksualnych.
Cóż jeszcze mogę napisać, poza tym, co pisałam w ostatnich tygodniach częściej, niż chyba w całym dotychczasowym życiu, czyli „dziękuję”? Chyba tylko tyle, że być może nie udało się nam aż tak wiele dzięki akcji „Love is in the Air” zmienić, ale ta akcja zmieniła nas. Gosię i mnie. Przywróciła nam wiarę w ludzi, a nawet więcej, pokazała nam, że wcale nie jesteśmy wszyscy tacy bierni, skłóceni i sfrustrowani, i wcale nie czekamy, aż ktoś przyjdzie i powalczy o nas za nas. To piękna lekcja. I dziękuję wam za nią.
I tak zupełnie już na zakończenie: wszyscy pytają nas teraz, co zamierzamy dalej robić. Poza tym, co najbliższe, czyli załatwianie przedwyjazdowych formalności (tych miłych i tych mniej miłych), będziemy robić to, co dotychczas. Teraz bierzemy udział w akcji „Miłość nie wyklucza”, która ma na celu promocję kwestii związków partnerskich. Planujemy też kolejne – i z dziedziny nam najbliższej, czyli popkultury (jakoś trzeba zapełnić lukę po rozwiązaniu Barbie Girls), i tej trochę dalszej, czyli polityki. Tak że zapraszam do śledzenia naszego bloga, komentowania, doradzania, odradzania. Może wspólnie w końcu coś ugramy dla nas wszystkich. Tutaj. W Polsce.
http://kobiety-kobietom.com/news/art.php?art=7257
Ciekawe? Codziennie publikujemy nowe!
Zapisz się do naszego kanału RSS – dzięki temu nie ominiesz żadnego tekstu!
Zobacz również
| IDAHO w Warszawie 2010 Organizatorem wydarzenia była Kampania Przeciw Homofobii Grupa Młodzieżowa (przy wsparciu KPH Q... | Impreza! Serdecznie zapraszamy w sobotę do Pardon, To Tu (Warszawa, pl. Grzybowski 12/16) na koncert benefitowy z... | Cameron cz 1 Trudno odnieść się do wszystkich zarzutów i statystyk, które zaprezentował dr Cameron na konferencji.... | Judith Butler, Uwikłani w płeć cz4 Przede wszystkim, co mnie szczególnie uderzyło podczas czytania tej książki, to posługiwanie się... |






